Co mogę zrobić, żeby moi mali synkowie ( 4 i 5 latek) byli grzeczni podczas mszy ?Choć przed każdym wyjściem tłumaczymy im z mężem jak się mają zachowywać to jednak za każdym razem jest tak samo . Chichoczą, marudzą i biegają między ławkami. Często zmuszeni jesteśmy wyjść z Kościoła przed czasem i ich zachowanie kończy się awanturą w domu. Zupełnie już nie mam pomysłu co robić. Inne dzieci w ich wieku zachowują się normalnie i są grzeczne.
No nie wiem Wisienka. Jak jestem w Kościele to wszędzie są małe przeszkadzające dzieciaczki więc twoje dzieci nie są wyjątkiem. To normalne ,ze dzieci przeszkadzają bo im się nudzi.
Oczywistym i udowodnionym psychologicznie jest ,ze dziecko w wieku przedszkolnym potrafi skoncentrowac sie na czymkolwiek nie dluzej niz dwadziescia minut . Zainteresowanie dziecka to sprawy indywidualne . Po za tym wazna jest sprawa temperamentu i cech osobowosci . Trudno wymagac od dziecka w wieku 5 - ciu lat , ktore ma ogromna potrzebe ruchu , by siedzialo bezczynnie godzine w kosciele . To jest brutalne ograniczanie jego wolnosci . Proponuje , by panstwo wymieniali sie , chodzac do koscila . Taka taktyke stosuje wiele rodzicow .
Uważam że małe dzieci mogą zostać w domu. Nie wile rozumieją z samej mszy. Gdy troszkę podrosną można z nimi zacząć chdzić na msze dla dzieci - na nich kazania są krótkie i dzieci czują się bardziej zaangażowane do uczestniczenia w nich.
5 2008-02-19 17:56:58 Ostatnio edytowany przez Carol (2008-02-19 17:57:31)
Ja uwazam, ze jest sens zabierac dzieci na msze, ktore sa do nich w czesci adresowane (kiedy ksiadz prowadzi z dziecmi dialog, jest chor z udzialem dzieci, itd). Byc moze tego typu program wprowadzaja ksieza tylko wiekszych parafii. Chociazby ze wzgledu na obecnosc innych maluchow dzieciom jest razniej. Jest to tez mala wspolnota. Naturalnie, ze dziecko nie rozumie wiele. Upowszechnilo sie przychodzenie z dziecmi do kosciola w celu "przyzwyczajenia", wyuczenia w dziecku zwyczaju uczeszczania na msze. Oswojenia z tym co sie podczas mszy odbywa.
Nie wiem na ile jest to dopuszczalne w polskich parafiach, ale ja wyposazylabym torbe przed wyjsciem do kosciola w jakas ksiazeczke, zabawke (ulubionego misia). Dzieci sa dziecmi - nie mozemy od nich wymagac, ze beda z powaga trwaly przez godzine na niedzielnym kazaniu (na ktorym nawet doroslym zdarza sie przysnac)!
6 2008-03-01 19:42:01 Ostatnio edytowany przez Bianca (2009-11-16 17:44:50)
ksiądz w naszej parafii kiedyś powiedział, że dzieci modlą się na swój sposób...ja bym po prostu chłopców rozdzieliła, jeden z mamą w jednym miejscu , a drugi z tatą w innym.moja córka wędrowała po całym kościele a my tylko pilnowaliśmy żeby z kościoła nie wyszła.Daj swoim synom dojrzeć i nie karzcie ich za zachowanie w kościele bo później wcale nie będą chodzić, bo będzie im się kojarzyć z czymś złym
Co mogę zrobić, żeby moi mali synkowie ( 4 i 5 latek) byli grzeczni podczas mszy ?Choć przed każdym wyjściem tłumaczymy im z mężem jak się mają zachowywać to jednak za każdym razem jest tak samo . Chichoczą, marudzą i biegają między ławkami. Często zmuszeni jesteśmy wyjść z Kościoła przed czasem i ich zachowanie kończy się awanturą w domu. Zupełnie już nie mam pomysłu co robić. Inne dzieci w ich wieku zachowują się normalnie i są grzeczne.
Zostawić je w domu.Wyjdzie to wszystkim na zdrowie. Nie jestem złośliwa też mam małą córeczke i czuje wasz problem.
Poczekajcie aż podrosną i zrozumieją po co tam chodzimy.Inaczej kodują w głowach ''przymus chodzenia do kościoła'' a przecież nie oto chodzi.
Ja pamiętam jak zawsze dostawałam ostre lanie w domu po każdej mszy, czy to 5 czy to 6 czy mniej... PO mszy wchodziliśmy do domu i zaczynało się, krzyki aż do zdarcia gardła, szarpnie i bicie chociaż ja sama nie wiedziała za co to wszystko !! Ja nawet nie chodziła po kościele, po prostu bawiłam się z nudów palcami u rąk, rozglądałam się, coś tam kombinowałam z nogami, rękami by jakoś to odsiedzieć... Potem doszło do obsesji mając nawet 9 lat potrafiłam pod koniec mszy pytać się przerażona mamy dosłownie "byłam grzeczna? nie zbijesz mnie jak wrócimy?"... Myślę że rodzice czasem nie odnajdują się wcale w swoim "zawodzie", zamiast pozwolić dziecku być dzieckiem (z umiarem oczywiście) to ulegają presji oburzonych babć czy księży... Raz jedyna poszłam z tatą na mszę dla dzieci, ksiądz w kazaniu mówił o duszku Kacperku, tej mszy nie zapomnę nigdy, jak magia, coś pięknego... Gdy obecnie czasem pojawiam się w kościele to lubię patrzeć na te chodzące między ławkami maluchy, na ich naturalność.
Wisienko ja mam trochę mniejsze dzieciaczki od Twoich i fakt jest taki, że od jakiegoś czasu nie chodzę z nimi do kościoła, ale jak już idziemy, to mam podobnie. Biegają, starszy mnie zagaduje o to i o tamto, zaczepia inne dzieci i potem jest dopiero wesoło! Ale powiem Ci szczerze, ze pomimo iż czasem znajdzie się ktoś, kto mi zwróci uwagę, że po co ja brałam takie rozwrzeszczone dzieciaki na mszę, to ja i tak wolę je zabrac. Niech się przyzwyczajają. Może i czasem nie wytrzymujemy całej mszy, ale starszy już co nie co zaczyna kumac, że to kościół, chodzi się tam modlic, jest tam Bozia itp. A do reszty powoli dojdziemy:) A czy u Ciebie w parafii jest msza dla dzieci? Jeśli tak, to chodźcie na nią. Może wtedy chłopcy inaczej będą się zachowywac. Lub tak jak juz Bianca napisała, rozdziecie synków. Możecie też chodzic mama z jednym synem na jedną mszę, a tata z drugim synem na drugą mszę.
Nie mialam problemu z moimi dziecmi. Chodzilam na msze dla dzieci. Duzo tam bylo rozrabiakow.
Postaraj sie zeby msza byla dla nich fajna przygoda zakonczona np lodami i fajna rozmowa...
najgorsze co mozna zrobic to sprawic by dziecku msza i kosciol kojarzyl sie z awantura, zakazami , stresem... to moze odwrocic ich od kosciola na zawsze.
Nawet jak sie pozornie nudza to zawsze cos uslysza.
Ja swojemu dziecku powiedzialam "ale rozrabiasz, nie mge sie doczekac, az bedziesz taka zasluchana i aktywna jak te starsze dzieci co stoja po prawej od oltarza"
W tym samym miesiacu usiadla przy tych starszych...no ale kilka mszy przed tym jednak nadal wiercila sie i przeszkadzala... widac ziarenko musialo "dojsc" zanim zakielkowalo..
Daj czas dzieciom i nie odsuwaj ich od kosciola uczac, ze kosciol to sztywna dyscyplina i awantura po mszy
Po cos wymyslono msze dla dzieci....
myślę że dla tak małych dzieci msza to poprostu nuda i nie ma ich co zmuszać żeby grzecznie przestały godzine w kościele bo tak należy.Najlepszym rozwiązaniem byłaby msza specjalnie dla dzieci.W moim mieście taka msza jest w prawie każdym kościele.A na tą na którą sama czasem chodzę z córką są tylko rodzice z dziećmi w każdym wieku, przed ołtarzem jest dywan z zabawkami a dzieci biegaja, bawią się, czasem jedzą(sa też niemowlaki).Msza jest naprawdę dla dzieci-jest dużo spiewu i zabawy....Ale jesli takiej mszy nie ma to ja poprostu wyszłabym z dziećmi przed kościół zeby sobie tam pobiegały.Pozdr
Ja mam 3 i pół letnia corkę i prawde mowiac wogole mi do głowy nie przyszło do tej pory aby ciagnac ja do kosciola. Dziecku ciężko jest usiedzieć w miejscu (te spokojne są zazwyczaj ultraspokojne, powolne, ciche itp). Ja jak byłam dzieckiem to sie strasznie nudziłam w kosciele potem nie chcialam tam chodzić do tego stopnia ze potrafiłam trzymać się kurczowo fotela aby mnie nie zaciągnięto tam, dziś wogóle nie chodzę (chyba, że w wielkanoc albo boże narodzenie z corka) na niedzielne msze wogole bo A nie widzę w tym sensu (ale to juz wlasne przekonania) B dziekco się nudzi bo nie da się ukryć msze w naszej wierze są nudne jak flaki z olejem i sieją pesymę. Może poprostu poczekajcie jeszcze z tym zabieraniem dzieciaków na do kościoła. Ja jeśli wogóle będę zabierać córkę to dopiero jak będzie w szkole i będzie cokolwiek z tego rozumiała.
Polecam msze dla dzieci. U mnie w kosciele ksiądz robił specjalne kazanie dla dzieci, z konkursami itd...
Cookie masz racje że te msze specjalne dla dzieci są świetnym rozwiązaniem. Najgorzej jest gdy jest lato, mamusie biorą dzieci chcąc się chyba nimi pochwalić no i sobą przy okazji.
Bo co rozumie z mszy dziecko w wózku, dwu czy nawet pięciolatek.
Dla takiego malucha wystrojonego to udręka siedzieć godzinę grzecznie, drapie go ubranie i wkurza.
No i te branie kilkulatków w ławkę na kolanka bo dziecko samo nie postoi 6,7, i dalej letnie.
Mamusia w pieknym stroju na kolanach jej ideał a obok niestety ja.
Modlę się , już prawie się skupiłam a tu nagle kop w nogę bo "maluszek " nudzi się.
E myślę sobie dam rade, matka daje mu cukierka na 5 minut spokój, modlę się dalej Boże daj siłę.
Mija kilka pieśni , a tu dziecko znudzone zawodzi po swojemu piosenkę z gumisiów. A mamusia nie uciszy o nie, ona jest taka dumna jej dziecko umie piosenkę uśmiechnięta jak głupia do sera patrzy z dumą zobacz jaki on zdolny.
Boże trzymaj moja nogę bo dam francy kopa. Łapię się na tych myślach i znów moja modlitwa Boże wybacz mi moje myśli.
Skupiona już prawie żałuję myśli o tej damie, gdy nagle dostaje kopa w udo, bo mama 7 latka na raczki wzięła.
cedzę przez zęby, uspokoi pani To dziecko....
Efekt- No ale przecież to tylko małe dziecko, co się pani czepia aż tak pani nic nie zrobił.
Ufff, jeszcze dodaje _ Chyba pani serca nie ma , a na pewno do dzieci.
Jak tej lali wytłumaczyć że mam chora nogę, że ten jej gówniarz dał mi kopa w nerw który sprawił taki ból że prawie się posikałam, a ławka ma ślady moich paznokci.
Nici z mojej modlitwy bo w głowie mam już tylko nie cenzuralne słowa, najchętniej bym mamusie wyprowadziła za ucho i powiedziała jak należy się zachowywać w kościele.
Chciałam się tylko pomodlić, poszłam po ulgę do kościoła, na mszę dla dorosłych, a nawet do komunii nie poszłam, po co, przecież w głowie tylko i tak przekleństwa na te babę.
Nie rozumiem dlaczego ludzie przyprowadzają na msze nie dla dzieci tych swoich rozwydrzonych potomków.
w kościele powinno się zachowywać godnie, z szacunkiem do tego miejsca.
Wielu ludzi szuka tam skupienia i modlitwy a nie cyrku.
Co gorsza zwróć takiej uwagę to cie takimi grubymi nagrodzi że szok. Ale dopiero co wyszła od komunii...katoliczka.
Jeśli ktoś nie panuje nad swoim dzieckiem, dziecko ma w dupie rodzica i jego nakazy siedź na miejscu i biega to Nie zabierajcie tam takiego dziecka.
Bo takie bieganie, jedzenie i plucie czekolada po innych, do tego wołanie do księdza wujku, czy zaglądanie sobie w majtki nie jest wcale słodkie. !
Przeszkadza innym się modlić.
przyznaję się nie przeczytałam wszystkiego, ale ciśnie mnie się na usta, że jeżeli starszym paniom nie pasuje, kiedy dzieci rozmawiają w czasie mszy, zwłaszcza o te dzieci z tyłu kościoła, gdy rodzice nie wchodzą na przód, by -proste - nie przeszkadzać pozostałym, może same pójdą na przód, chcą porządnie w uroczystościach uczestniczyć, to czemu siadają schowane na tyłach świątyni??
"POZWÓLCIE DZIECIOM PRZYJŚĆ DO MNIE"
czyżby to dewotki??
możliwe
No właśnie. "Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie"? Czy "dzieci powinny zostać w domu, bo i tak nic nie rozumieją, a innym przeszkadzają się skupić"? Jak uważacie? I - te z Was, które mają dzieci - którą opcję wybrałyście dla swoich pociech?
Dziecięce msze mają jeszcze jakiś sens, ale zabieranie maluchów na te dla dorosłych to jakaś pomyłka. Pamiętam, że w mojej parafii były msze dziecięce i mama mnie czasem na nie zabierała, coś tam więcej z tego rozumiałam, ale jak np. z babcią musiałam iść do jej kościoła na "dorosłą" mszę to umierałam z nudów. Moim zdaniem kościół nie jest odpowiednim miejscem dla dzieci, które zawsze można na tę godzinkę zostawić w domu. Ja zostawałam czasem w domu w wieku nawet 4 lat i jakoś nic mi się nie stało.
Malutkie dzieci i tak nic z tego nie rozumieją. Po co męczyć siebie, dzieci i innych, którzy często chcą w Kościele wyciszyć się i pomodlić?
Przecież rodzic robiący rundki po Kościele za dzieckiem też w gruncie rzeczy w niej nie uczestniczy jak dla mnie.
nie biorę mojego 2 lataka do kościoła,no tylko w wyjątkowych sytuacjach (uroczystości)
on nic nie rozumie,fakt nie przeszkadza bo siedzi na miejscu,ale nie widzę sensu prowadzania go do koscioła
zresztą sam już któregoś dnia zaprotestował że tam nie wejdzie ![]()
ponad to ja nie chodzę,więc moich dzieci tez nie zmuszam
A w jaki sposób tłumaczycie dzieciom po co chodzi się do kościoła? Czy uczycie dzieci o samym aspekcie wiary? Czy wiedzą dlaczego tak naprawdę w kościele należy być cicho (szacunek do miejsca, nie przeszkadzanie w modlitwie, a nie "bo nie wypada")? Może trzeba po prostu używać innych argumentów by przekonać ich do grzecznego zachowania w kościele ![]()
A w jaki sposób tłumaczycie dzieciom po co chodzi się do kościoła? Czy uczycie dzieci o samym aspekcie wiary? Czy wiedzą dlaczego tak na prawdę w kościele należy być cicho (szacunek do miejsca, nie przeszkadzanie w modlitwie, a nie "bo nie wypada")? Może trzeba po prostu używać innych argumentów by przekonać ich do grzecznego zachowania w kościele
U nas mój mąż ustanowił się samozwańczo poniekąd przewodnikiem córki po codziennych i mniej codziennych aspektach religii katolickiej.Ona od zawsze miała obiecane jakieś super lody po mszy.I to wystarczało.Od jakiegoś czasu mąż także skłania ją by słuchała kazania a następnie mu je opowiedziała.Za to też dostaje jakąś nagrodę.Oczywiście była mowa o tm co tak naprawdę w kościele się robi,dlaczego należy robić to w ten a nie inny sposób.
Może to nie jest dobra metoda ale moja córka jeszcze tak sama z siebie nie potrafi sobie takich zasad ustanowić choć przyznam,że pamięta o cowieczornej modlitwie.
Jak jest ciepło,można stanąć przed kościołem,wtedy nie przeszkadza się innym,ale uważam,że małe dzieci i tak nie rozumieją gdzie są i po co,dla nich to kolejne miejsce,gdzie chciały by się bawić.Sens jest ich zabierania na msze,kiedy chociaż trochę rozumieją,kiedy można im coś wytłumaczyć,opowiedzieć.
Z zaciekawieniem czytałam wątek do tego miejsca:
(...)Moim zdaniem kościół nie jest odpowiednim miejscem dla dzieci, które zawsze można na tę godzinkę zostawić w domu. Ja zostawałam czasem w domu w wieku nawet 4 lat i jakoś nic mi się nie stało.
Moje zaciekawienie zniknęło. O ile zgadzam się, że dla większości czterolatków uczestniczenie w tradycyjnej mszy nie jest dobrym pomysłem (bo długo, bo nudno, bo zimno, bo głośno, bo niezrozumiale, bo...), o tyle zachwalanie pozostawienia tegoż czterolatka w domu, by jego opiekun (kimkolwiek by nim nie był) mógł spełnić swój katolicki obowiązek, najdelikatniej jak potrafię, nazywam lekkomyślnością. Poza tym, pozostawienie dziecka bez opieki, to w świetle prawa polskiego jeszcze wykroczenie, czy już przestępstwo?
Rozumiem, że autorka postu była grzecznym, potulnym dzieckiem.
Rozumiem, że miała wiele szczęścia, gdyż nie przyszło jej do głowy popróbować różnych doświadczeń i szaleństw.
Rozumiem, że szczęście miała osoba, która ją zostawiła w domu bez opieki.
Ale chwalić się tym i polecać jako dobre rozwiązanie? Zgroza!
Chcąc przyzwyczaić dziecko do uczestniczenia w mszy, można zaprowadzić je na mszę dla dzieci - tam na pewno chodzenie po kościele, głośne pytania, płacz, nie będą przeszkodą dla księdza i innych osób. Można stanąć z dzieckiem na zewnątrz kościoła, na cmentarzu; można wyjść z kościoła, gdy dziecko swym zachowaniem pokaże, że ma dość.
Msze dla dzieci + tłumaczenie im co się dzieje + angażowanie (odpowiednie do wieku) np. danie pieniążka na tacę, śpiewanie prostych pieśni. Warto z początki też przychodzić do kościoła wtedy gdy nie ma Mszy, żeby dziecko oswoiło się z miejscem, można wtedy pokazywać różne rzeźby, obrazy itp.
Z tego co pamiętam z własnego dzieciństwa to chodizłam z babcią na normalne msze (wtedy nie było mszy specjalnie dla dzieci) i wiedziałam wysiedzieć w spokoju tą godzinę. Nie mogłam pozwolić sobie na jakieś wariactwa, bo poniosłabym tego konsekwencje. Teraz jak obserwuję dzieci na mszach to ręce mi opadają. Rozumiem niemowlaki, które mają prawo się rozpłakać w każdym momencie, ale cztero pięcio latki wrzeszczące i ganiające po kościele w czasie podniesienia dla mnie są nieporozumieniem. Może to nie przeszkadza ich rodzicom, ale w kościele są inni ludzie którym takie dziecko może przeszkadzać.
Ja jestem zdania - może się mylę - że jeśli chcemy, by dziecko chodziło do kościoła, powinniśmy zacząć je tam prowadzać jak najwcześniej. Dzieci rozumieją więcej, niż nam się wydaje, i nawet jeśli nie mają pojęcia, o co chodzi w kazaniu, to uczą się, że kościół to ważne miejsce, tu się nie biega i nie wrzeszczy.
Moim zdaniem kościół nie jest odpowiednim miejscem dla dzieci, które zawsze można na tę godzinkę zostawić w domu. Ja zostawałam czasem w domu w wieku nawet 4 lat i jakoś nic mi się nie stało.
ZOSTAWIENIE DZIECKA SAMEGO W DOMU JEST CZYNEM KARALNYM, więc proszę nie korzystać z tej rady!
Dziecięce msze mają jeszcze jakiś sens, ale zabieranie maluchów na te dla dorosłych to jakaś pomyłka. Pamiętam, że w mojej parafii były msze dziecięce i mama mnie czasem na nie zabierała, coś tam więcej z tego rozumiałam, ale jak np. z babcią musiałam iść do jej kościoła na "dorosłą" mszę to umierałam z nudów. Moim zdaniem kościół nie jest odpowiednim miejscem dla dzieci, które zawsze można na tę godzinkę zostawić w domu. Ja zostawałam czasem w domu w wieku nawet 4 lat i jakoś nic mi się nie stało.
ja tu rozumiem że samo dziecko zostawiasz w domu 4 letnie?
czy masz w sobie chociaż odrobinę odpowiedzialności?
Leno a czy Kaisa napisała,że zostawia dziecko samo w domu? Ona napisała,że była zostawiana jak czterolatka.Nie,żebym to pochwalała,podobnie jak nie pochwalam czytania bez zrozumienia.
ZOSTAWIENIE DZIECKA SAMEGO W DOMU JEST CZYNEM KARALNYM, więc proszę nie korzystać z tej rady!
Do którego roku życia?
Do siódmego, o ile się nie mylę.
O, ok, dzięki! ![]()
Proszę bardzo ![]()
33 2013-05-08 21:53:07 Ostatnio edytowany przez kaisa_malene (2013-05-08 21:54:36)
Dżizas, ależ się raban zrobił. Nie napisałam "polecam zostawianie 4-latków samych sobie na całe dnie, świetnie sobie poradzą, wychowają same, a nawet obiad ugotują"...
Wielokropek: ano właśnie, ja akurat byłam dość grzecznym i spokojnym dzieckiem, zdarzało się więc, że rodzice mnie na godzinkę zostawili samą w domu, choć rzadko. Wiedziałam, że obcych nie mogę wpuszczać do domu, zanim otworzyłam drzwi to patrzyłam przez wizjer. I zawsze mogłam pójść do sąsiadki, gdybym się bała albo coś. A to w jakim wieku dziecko można zostawić na chwilę samo zależy w dużej mierze od dziecka, każde jest inne i każdy rodzic chyba sam najlepiej potrafi to ocenić. Chodzi mi o to, żeby dziecka na siłę nie ciągnąć ze sobą.
BabaOsiadła: możliwe, choć nic mi na ten temat nie wiadomo. No i właśnie, do którego roku życia, bo też mnie to teraz zaciekawiło?
lena812: po pierwsze niczego takiego nie napisałam, napisałam, że moim rodzicom zdarzało się mnie samą zostawiać. A po drugie nawet nie mam dzieci, więc skąd Ty te moje nieistniejące dzieci wytrzasnęłaś to ja nie wiem...
P.S. napisałam posta zanim zobaczyłam odpowiedź na pytanie ![]()
No ja uważam,że każdy rodzic powinien wiedzieć,ze zostawianie dziecka w domu do siódmego roku życia jest karalne,podobnie wysyłanie go po zakupy czy puszczanie samego na podwórko.Takie mamy przepisy w kraju i warto je znać.
No ja uważam,że każdy rodzic powinien wiedzieć,ze zostawianie dziecka w domu do siódmego roku życia jest karalne,podobnie wysyłanie go po zakupy czy puszczanie samego na podwórko.Takie mamy przepisy w kraju i warto je znać.
Właśnie. Dlatego ośmieliłam się skomentować Twój post, kaisa_malene, z całym szacunkiem do Twoich rodziców.
Wracając do tematu - moja córka chodzi do kościoła z tatą. Oczywiście nie ma pojęcia, co dzieje się w czasie mszy, ale nauczyła się siedzieć spokojnie i nie hałasować. Tak samo zresztą postąpiliśmy z teatrem, operą, restauracjami, itp.
kaisa_malene przyznaję źle przeczytałam
przepraszam ![]()
Nie widzę szczególnego sensu.
Swojego byłego też nie ciągnęłam do teatru czy do opery chociaż umiał siedzieć spokojnie, tylko po co, skoro go to kompletnie nie interesowało, a w tym czasie mógł sobie porobić coś ciekawszego od siedzenia spokojnie.
Nie widzę powodu dla którego miałabym targać swoje małe dziecko w miejsca dla dorosłych i oczekiwać, że będzie cierpliwie to znosić, kiedy zamiast tego mogłoby się bawić i spędzać czas znacznie dla siebie lepiej.
A czemu uważasz, że są to miejsca dla dorosłych?
Temu, że jak ja miałam powiedzmy 3 latka, to serio wolałam robić ciekawsze rzeczy (np. bawić się gdziekolwiek i w cokolwiek) niż siedzieć gdzieś cicho i grzecznie przez godzinę czy nie dajcie bogi cztery. Nawet jak byłam starsza, to męczarnią i przykrym obowiązkiem było dla mnie siedzieć gdzieś grzecznie i cicho, nie biegać, nie bawić się, nic nie robić, tylko siedzieć. Nie znosiłam kościoła, obiadków u kuzynów, nawet świąt w czasie których też często wymagano ode mnie grzecznego siedzenia i czekania aż dorośli coś tam coś tam. Z restauracji zwyczajnie dałam drapaka.
Inne dzieci w ich wieku zachowują się normalnie i są grzeczne.
To właśnie twoje dzieci zachowują się normalnie dla ich wieku. Albo chodź z nimi na msze dla dzieci, albo zostaw w domu. Dla nich taka zwykła godzinna msza to katorga większa niż dla ciebie, bo z kazania dla dorosłych nic i tak nie rozumieją, a z liturgii tym bardziej. To prowadzenie dzieci na dorosłe msze to według mnie taka sztuka dla sztuki. Rodzice nie mogą się skupić na modlitwie tylko cały czas szarpią się ze swoimi dziećmi, ludzie dookoła też są rozproszeni, a dzieci się straszliwie nudzą i męczą. Tyle że msza "odhaczona", ale czy o to chodzi?
A moja córka uwielbia operę
Serio, serio, siedzi 3 godziny jak zaczarowana i ani drgnie. W restauracji nie trzeba siedzieć bez ruchu, Mała zjada i pędzi do kącika z zabawkami. Absolutnie nie chodzi mi o to, żeby zastraszone dziecko nudziło się godzinami i nie miało czasu na zabawę, tylko żeby wiedziało, że są miejsca, w których można biegać, krzyczeć i brudzić wszystko dookoła, i takie miejsca, w których należy zachować ciszę.
No właśnie. "Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie"? Czy "dzieci powinny zostać w domu, bo i tak nic nie rozumieją, a innym przeszkadzają się skupić"? Jak uważacie? I - te z Was, które mają dzieci - którą opcję wybrałyście dla swoich pociech?
Ja osobiście akurat jestem w takiej sytuacji, że mogę śmiało zabierać dzieci do kościoła (nawet malutkie), bo jestem ewangeliczką, a u nas jest w czasie nabożeństwa prowadzona szkółka niedzielna dla dzieci, która się odbywa w salce w budynku kościoła. Dzieci są obecne tylko na początku nabożeństwa podczas czytania Słowa Bożego, a potem idą na szkółkę. Oczywiście jak któreś chce, to może zostać na całym nabożeństwie, ale raczej żadne nie chce, bo na szkółce sobie śpiewają "dziecinne" religijne piosenki, kolorują obrazki biblijne, bawią się w zabawy o tematyce religijnej itp. Czasem na szkółkę chodzą nawet nastolatki, bo u nas nabożeństwa są dość długie (1,15 h albo nawet 1,30 h). Dzięki szkółce w ogóle nie ma problemu dzieci biegających po kościele a i rodzice mogą się skupić (chyba że akurat idą z małym dzieckiem na szkółkę) a dzieci też przez to lubią chodzić do kościoła.
Co do "Pozwólcie dzieciom przyjść do mnie", ja rozumiem o prowadzenie dzieci do Jezusa Chrystusa, a nie do kościoła jako budynku.
Ale super...
Ten kościół jest w Gliwicach?
A moja córka uwielbia operę
Serio, serio, siedzi 3 godziny jak zaczarowana i ani drgnie.
Nie no, ja wierzę, że Twoje dziecko uwielbia operę, może jest nadzwyczaj uzdolnione muzycznie, może ma po prostu taki gust, ale po prostu nigdy nie słyszałam, żeby przykładowo 4-latek powiedział "Mamo, chodźmy do opery". ;-) Tzn pewnie jakiś gdzieś kiedyś tak powiedział, ale to moim zdaniem niezwykle rzadkie przypadki.
tylko żeby wiedziało, że są miejsca, w których można biegać, krzyczeć i brudzić wszystko dookoła, i takie miejsca, w których należy zachować ciszę.
Ja bym powiedziała nawet nie tyle takie miejsca, ile takie sytuacje. Jak mama jest chora, ma migrenę, to od kilkuletniego dziecka można oczekiwać, że będzie się cicho bawić a nie drzeć się na cały regulator.
Natomiast dla mnie dzieciństwo to dzieciństwo i raczej takich sytuacji bym nie prowokowała, no - chyba, że dziecko samo coś akurat lubi. Nasiedzieć spokojnie się jeszcze zdąży. ![]()
Wiecie, wszystko wszystkim, ale ja np. większość czasu sama spędzam z moimi dziećmi, bo mąż daleko pracuje, często wyjeżdża na szkolenia itp., więc chcąć iść w niedzielę na mszę jestem zmuszona wziąć swoich dwóch synków ze sobą (4 i 6 lat). W miejscowości w której mieszkam nie mam żadnej rodziny aby ktoś w tym czasie kiedy chcę iść na mszę do kościoła przypilnował mi synów. A moje kochane urwiski nie potrafią naprawdę usiedzieć w miejscu nigdzie - ani w przedszkolu, ani w restauracji, ani w kinie - są żywymi sreberkami mamy i taty. Jednak chodzę z nimi do kościoła, dopytują się o różne ciekawostki związane z kościołem, ale spokojnie nie chcą stać/siedzieć i słuchać księdza. Jednak wydaje mi się, że dzieci powinny chodzić do kościoła. Ja chodziłam odkąd pamiętam i jakaś krzywda mi się nie stała, choć ja byłąm o dziwo grzeczna i do dziś mi to zostało, ze nawet nie lubię się rozglądać po całym kościele, bo ja nie przychodzę popatrzeć jak kto się ubrał czy umalował. Więc i dzieci tego uczę, choć idzie opornie, ale wierzę, że w końcu w miarę się uspokoją i zrozumieją o co chodzi z tym kościołem:)
Cięzko oczekiwac od 4 latka ,aby siedzial jak trusia i gapil sie przed siebie w ksiedza,ktory przemawia przez mikrofon "wierszyki" zupelnie nie zrozumialej tresci
Owszem dzieci nie mają prawa zaklocac innym porządku i spokoju, przeszakdzac w skupieniu,,ale nie mozna wymagac od nich zrozumienia czegos, jakis slow,i skupienia sie na nich,co sam niejeden dorosly ma z tym,problem, o co w danym fragmencie cyt. Biblii chodzi
Wedlug mnie gdy widzi sie, ze dziecko zupelnie nie jest jeszcze "dojrzale" do uczestnictwa w takich miejscach i najwyraznie je to męczy,więc powinno sie wziąc to pod uwage i nie ciagac dziecko na msze widząc,ze zupelnie nic z niej nie wynosi, a wrecz nie może sie doczekac kiedy koniec.
Trudno wymagac od zywiolowego małego dziecka,aby przez bitą godzine wysiedzial ,czy wystal w jednym miejscu bez rozmowy czy pytan nie zwiazanych z wiara, i rozumial księdza przekaz wyglaszany na ambonie..Mało prawdopodobne i widzimy takie zachowania u dzieci w kosciele katolickim jakie da sie zauwazyc
Ja tu dzieci w tym wypadku winą nie obarczam, zas jego rodziców ,że do takiej sytuacji doprowadzają brnac w swoje egoistyczne powódki
Kiedyś na mszy usłyszałem jak ksiądz mówi do mikrofonu.
- Dziewszynko w czerwonej sukience. Jak będziesz rozmawiać to ci obetnę warkoczyki.
Kiedyś na mszy usłyszałem jak ksiądz mówi do mikrofonu.
- Dziewszynko w czerwonej sukience. Jak będziesz rozmawiać to ci obetnę warkoczyki.
Zakładam, że dziewczyna siedziała do końca mszy cichutko? ![]()
Taką jeszcze ciekawostkę wyczytałam dzisiaj: w jakiejś wsi, czy miasteczku miała odbyć się komunia. Wśród dzieci przygotowywanych do sakramentu był chłopczyk z porażeniem mózgowym, który był nadpobudliwy i czasem ciężko mu było usiedzieć w jednym miejscu. Rodzice reszty dzieci zaproponowali więc, żeby chłopiec miał komunię osobno, bo "zepsuje" uroczystość innym dzieciom. Aż mi brak słów...
kaisa_malene też o tym czytałam i nie rozumiem tych ludzi w ogóle!!!!!!!!!!!!!!
To najprawdziwsi katolicy.
Tacy jak na pogrzebie mojej dalszej znajomej, której pies w czsie wyprowadzenia z domu nie mógł sobie znaleźć miejsca. Ci najbardziej modlący się przepędzali biedną psinę kopniakami.
51 2013-05-13 08:28:54 Ostatnio edytowany przez Kizia75 (2013-05-13 08:31:17)
Ale super...
Ten kościół jest w Gliwicach?
Też. Parafia ewangelicka w Gliwicach mieści się na ul. Jagiellońskiej 19a.
Dziękuję ![]()
Dzieci sa dziecmi - nie mozemy od nich wymagac, ze beda z powaga trwaly przez godzine na niedzielnym kazaniu
Jak ja byłam dzieckiem to jakoś musiałam wytrzymać na godzinnej mszy z kazaniem. Prawda jest taka, że to rodzic ma być na tyle stanowczy, by dziecko tak wychować, by mogło wytrzymać godzinę grzecznie siedząc. Ja za takie zachowanie jakie prezentują obecnie dzieci w kościele, za moich czasów było nie dopuszczalne i wiedziałam, że za bieganie po kościele momentalnie dostałabym lanie.