zakładam że jest tu trochę kobitek po 40
więc może mi poradzicie, opowiadając o swoich perypetiach hormonalnych
magiczne słówko : HORMONY.... dużo się nasłuchałam od różnych lekarzy i naczytałam na ten temat. Praktycznie wszystko, co sie dzieje w ciele kobiety można podpiąć pod działanie jakiegoś hormonu, a już na pewno tylko MY mamy przez to problemy natury...emocjonalnej ![]()
moje swoją dominację nade mną zaznaczyły dość wcześnie - praktycznie od nastolatki miałam kłopoty z okresem,kłopoty z tarczycą, później poważne komplikacje poporodowe i niemożność posiadania drugiego dziecka - wszystko przez hormony
teraz mam 41 lat i podejrzewam, że znów moje maleństwa szaleją, bo zaczynam mieć wszystkie objawy PMS i boję się, że to początek końca
:
-coraz wcześniejszy okres(a jak już jest to jest albo bardzo mocny, albo prawie wcale)
-na ok.10 dni przed spodziewanym okresem zaczynaja się kłopoty ze spaniem (mogę nie spać całą noc)
-brak koncentracji w tym czasie - obijam się nawet o rzeczy które stoją daleko, wszystko mi wypada z rąk
-osłabiają mi się naczynia krwionośne- lekkie uderzenie powoduje od razu krwiak, odzywają się hemoroidy
-mam napady wilczego głodu i zachcianki na słodkie
-jestem rozdrażniona i płaczliwa
-bolą mnie piersi
-na przemian jest mi albo ciągle zimno, albo pali mnie cała twarz (jak przy gorączce)
-tracę pamięć ![]()
-mam czasem straszną ochotę na seks, a potem mogę o tym nie myśleć nawet miesiąc
-osłabia mi się odporność
mam szukać dobrego ginekologa/endokrynologa/psychologa;) czy da sie to jakoś złagodzić jakimś naturalnym specyfikiem?
nie chcę się faszerować znów lekami hormonalnymi, bo z doświadczenia wiem, że więcej mi namieszały niż pomogły, więc ... ?
jakaś alternatywa?