Od dawna wszyscy ciągle mówili o kryzysie.. Mnie do pewnego czasu to nie dotyczyło. Miałam niezłą pracę, własne mieszkanie. Rodzicom też nieźle szedł ich biznes (nieduży sklep na przedmieściach Warszawy). Nie było rewelacji ale na życie nam wszystkim starczało, od czasu do czasu na jakieś szaleństwo typu urlop czy zakup nowego sprzętu itp. Wszyscy byli zdrowi, bardziej radośni. Ja potrafiłam się śmiać do łez..
Od kilku lat sytuacja się bardzo pogarsza. Nie tylko u mnie ale ogólnie u większości moich bliskich. Ja straciłam pracę jak poszłam na urlop wychowawczy. Znalazłam inną ale dużo gorszą, niezgodną z moimi kwalifikacjami i marzeniami a i tak się cieszyłam, że po wielu miesiącach szukania w ogóle ją znalazłam.
Ojciec mojego dziecka jeszcze kilka lat temu pracował w dużej firmie przeprowadzkowej, miał dobrą pensję,wynajmował mieszkanie, miał własny świetny motor, żadnych długów, chodził na siłownię, chodzilśmy do kina, jeździliśmy na wycieczki. Niestety było coraz gorzej i gorzej i jego szef w końcu zamknął działalność. Od tamtej pory Piotrek szuka pracy, chwyta się wszystkiego. Wyjechał teraz na stałe do Gdańska do pracy. Nie jesteśmy już razem, wszystko się spieprzyło, że tak brzydko powiem.
Moi rodzice są na granicy bankructwa, w okolicy ich sklepu otworzyli Lidla, Biedronkę i ze 180 klientów dziennie zrobiło się 70. Na dodatek moja mama się rozchorowała bardzo, rzuciłam więc swoją pracę aby jakoś ten ich sklep ratować. Tata też prowadzi firmę, jednak ostatnio mi powiedział, że bardzo kiepsko idzie i będzie musiał chyba zamknąć. Popadł w depresję, prawie się nie odzywa. Dzisiaj np. cały dzień siedział sam w pokoju w ciemności.. po prostu tak siedział a mama siedziała na górze i udawała, ze wszystkko jest ok, ale ja widziałam jak bardzo jest zrozpaczona. Siostra ma ogromne problemy ze sobą. Bardzo dobrze kiedyś rokowała, jeszcze parę lat temu studiowała na dwóch kierunkach jednocześnie, była śliczną i bardzo ambitną dziewczyną. Teraz bierze psychotropy na depresję, nie może udźwignąć ciężaru problemów rodzinnych i swoich.
Moja najlepsza przyjaciółka, którą znam od 15 lat, została pół roku temu porzucona przez męża. Po 10 latach małżeństwa. Przez to, że nie mogła dojść do siebie, straciła również pracę, również zaczęła brać psychotropy i chodzić do psychiatry.. Ma depresję lekową, lęk społeczny i podejrzenie stwardnienia rozsianego i ogromne problemy finansowe.
Mój najlepszy przyjaciel, który jest dla mnie jak brat już parę lat temu wybył do Norwegii po tym jak jego biznes na mazurach upadł. Zostawił w Polsce rodzinę, dwoje dzieci. Miało być na chwilę. Mijają 4 lata.. nadal tam jest. Porzucił ich. Powiedział, że zdiagnozowali u niego raka wątroby... Poza tym zaczął ćpać. Od 2 lat nie mamy praktycznie kontaktu... a zawsze był moją bratnią duszą.. nie da się opisać jak świetnie się dogadywaliśmy, prawie 20 lat... niesamowitej przyjaźni, wsparcia, śmiechu do łez.. wypłakiwania się na ramieniu.. itd.. Tak bardzo mi go brakuje...
Moje długi rosną koszmarnie. W tej chwili mam zaległości za sam czynsz prawie 10 tysięcy... Mam 2 letniego synka. Pracuję od rana do nocy, nie wychodzę, nie bawię się już od wielu miesięcy.. .A nie mogę tego wszystkiego ogarnąć.
Ciągle dowiaduję się kolejnej bardzo złej wiadomości. Ciągle windykacja dzwoni...
A ja tak niesamowicie się boję... , że gdyby nie mój syn to pewnie nie udźwignęłabym tego wszystkiego.
Dostaję takich koszmarnych lęków jakby cała ziemia mi się osunęła.. Nie mogę się nawet zmusić do uśmiechu. Wiem, że zdarzy coś strasznego i nie mam na to wpływu. Tracę wszystkich najbliższych... tracę wszelką nadzieję.
Może się to wydawać niemożliwe ale potrafię nie spać praktycznie w ogóle nawet 3 doby... Nawet jak zasnę to budzię się około 2 nad ranem i już nie śpię. Potem chodzę koszmarnie zmęczona co jeszcze pogarsza mój stan.
Czy to przypadek, ze to u mnie dzieje się tak źle? Czy w ogóle w Polsce jest tak źle? Nie stać mnie już na psychiatrę.. na lekarza..
Zresztą to i tak nic by nie pomogło. Marzę o jakiejkolwiek stabilizacji. Stałej pracy... poczuciu bezpieczeństwa. Chcę choć na chwiłę poczuć ukojenie.. usłyszeć dobrą wiadomosć. Chcę jeszcze kiedyś się uśmiechnąć...