Drogie kobitki!
Potrzebuję waszych rad (i nie ukrywać chociażby lekkiego wsparcia duchowego...)
postaram się krótko, ale zwięźle opisać mój problem.
moja historia zaczęła się od sierpnia tego roku i antybiotyku, który spowodował grzybicę pochwy. Pierwszy lekarz okropny, żadnych badań dokładnych, 3-4 antybiotyki na oko. Ostatni lek pomógł. Leczyłam się do połowy października, ale zmieniła ginekologa.
3 tygodnie spokoju - potem zatkanie gruczołu Bartholina. Na szczęście nie było masakry. Pomogła maść przeciwzapalna, zmniejszył się. Obecnie dostałam Triderm krem. W czasie badań brak stanu zapalnego. W pochwie wszystko ok.
i wydawałoby się, że jest już kolorowo... a teraz od już prawie tygodnia... objawy jak przy zapaleniu pęcherza, zrobiłam badanie ogólne moczu. Wyszło świetnie, Brak bakterii, ale dalej nie przechodzi...! temperatura 37 stopni...
już się pogubiłam... bakterie, grzyby? co się dzieje? przepraszam za głupie pytanie, do urologa muszę pójść? Czy do ginekologa, który do tej pory mnie leczył? Jak na razie przychodzi mi na myśl zrobienie posiewu moczu. No ale w badaniu nie wyszły bakterie..
poradźcie coś
bo ja już zmęczona tym wszystkim jestem....