Piszę, żeby się wyżalić, bo dość mam mojej sytuacji życiowej. Mieszkam z chłopakiem. Ani ja, ani on nie mamy pracy. Płacimy naprawdę dużo za mieszkanie, które wynajmujemy (dużo jak na daną sytuację). Jesteśmy zdani na samych siebie. Wysylamy mnóstwo CV, ale bez odzewu, a jak jakiś się pojawi to po rozmowie i tak nici. Coraz częściej się kłócimy, bo ja już nie wytrzymuje napięcia. Dzień w dzień siedzimy w mieszkaniu, w którym jest w porywach ( jeśli włączymy ogrzewanie na co nas nie stać) do 18 stopni C. Często mniej. Co więcej, przyplątały się do mnie problemy natury zdrowotnej i jakby tego było mało nie mogę opanować tego, że strasznie tyję co powoduje dodatkowo doły psychiczne. Poszłam w tym tygodniu na kilka dni do pracy drywczej. Niby coś, bo z głodu nie umrzemy, ale tak nie da się żyć. W zimnie, licząc każdy grosz, którego i tak w sumie nie zarabiamy na daną chwilę, z problemami zdrowotnymi i narastającym napięciem. Mam 23 lata, a czuję się styrana życiem jak 40stka. Dopada mnie też stres o jutro, bo nie wiadomo z czego płacić te rachunki. Dobry Bóg zesłał chociaż pracę na kilka dni, ale tak po prostu nie da się żyć. W kinie to może byłam z 2 lata temu, a jedynym moim szaleństwem jest to, że słodzę herbatę cukrem. Poradźcie mi co robić, strzelić sobie w łeb?
Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale mieszkam z narzeczonym, tylko on pracuje. Za mieszkanie zapłacimy po ponad 1000zł w grudniu, styczniu i lutym, bo ogrzewanie prądem jest strasznie drogie. Co do zimna, nam zimą w łazience zamarzają szampony, ogrzewanie (piec kaflowy) mamy tylko w jednym pokoju. Teraz w drugim pokoju, kuchni i łazience będzie może 15 stopni. Wiem co czujesz, bo narzeczony po studiach 2 miesiące szukał pracy, a jak już znalazł pracę dla inżyniera to i tak za niską stawkę. Wiem, że jest strasznie ciężko bez pieniędzy, mam 21 lat i teraz jedyną nadzieją jest to, że jak przyznają mi dofinansowanie to otwieram firmę i może w końcu zaczniemy lepiej żyć. Muszę w pół roku odłożyć na suknie ślubną i obrączki, a na tą chwilę nawet brakuje i musimy oszczędzać. Musicie oboje zacisnąć zęby, wziąć się w garść i z całych sił szukać pracy. Z tego co wiem w Carrefourach ciągle kogoś szukają.
Dziękuję Miodowy Blond za słowa otuchy. U nas sprawa nie jest taka łatwa zważywszy na fakt, że moje zdrowie niestety zostawia wiele do życzenia. I bardzo ciężko mi pracować ( nie będę się rozwodzić nad zdrowiem). To wszystko jest bardzo ciężkie. I nie widze perspektyw na poprawę sytuacji. Zaciskamy pasa już długo i staje się to coraz cięższe, bo w którym momencie gdy dochodzą inne problemy człowiek zaczyna marudzić (patrz ja). Walczę jeszcze z wyrzutami sumienia, że wogóle opisuję sytuację, bo "marudze". Ciężko jednak tego nie robić....
a mieszkanie z rodzicami nie wchodzi w grę? prośba o pomoc finansową? mała rada: CV lepiej roznoscic osobiście, pokazac się pracodawcy...
Dziękuję Miodowy Blond za słowa otuchy. U nas sprawa nie jest taka łatwa zważywszy na fakt, że moje zdrowie niestety zostawia wiele do życzenia. I bardzo ciężko mi pracować ( nie będę się rozwodzić nad zdrowiem). To wszystko jest bardzo ciężkie. I nie widze perspektyw na poprawę sytuacji. Zaciskamy pasa już długo i staje się to coraz cięższe, bo w którym momencie gdy dochodzą inne problemy człowiek zaczyna marudzić (patrz ja). Walczę jeszcze z wyrzutami sumienia, że wogóle opisuję sytuację, bo "marudze". Ciężko jednak tego nie robić....
Wiesz, moja sytuacja zdrowotna jest wręcz katastroficzna. Choruję na astmę, inhalatorek kosztuje mnie dosłownie majątek, oprócz tego mam depresję i nerwicę lękową, przez którą niemalże nie wychodzę sama z domu, a to straszny problem, bo żeby coś załatwić narzeczony musi iść/jechać ze mną, a pracuje i robi to wszystko przed albo po pracy. Teraz jeszcze czeka mnie 60h szkolenia z prowadzenia działalności i chyba sto razy zemdleję na nich ze stresu... Niedługo (za 2 tygosnie) pewnie zacznę ponowne leczenie depresji - kolejny wydatek, leki antydepresyjne też nie kosztują mało. Nie mówię już nawet o potrzebnych funduszach na wesele, na leki na migrenę... Im dłużej się zagłębiam w ten temat tym bardziej mam dość. Przyjęłam strategię wyłączenia się i nie myślenia o problemach, TŻ to podłapał i wydaje mi się, że dzięki temu lepiej sobie radzimy - przynajmniej psychicznie.
I tak jak napisała koleżanka, roznoś CV osobiście, to zdecydowanie zwiększa szansę. Macie rodziców, może mogą Wam pomóc tymczasowo, jakkolwiek? Może rodzeństwo, dziadkowie? Spróbuj się nie nakręcać, nie dołować dodatkowo. Wiem, że sytuacja jest bardzo ciężka, ale negatywne myślenie pogorszy sprawę. Trudno jest się nie przejmować, jak wszystko wokół się wali, ale naprawdę warto spróbować myśleć optymistycznie.
Wysylamy mnóstwo CV, ale bez odzewu, a jak jakiś się pojawi to po rozmowie i tak nici.
Ja bym się przede wszystkim zastanowiła, dlaczego nie możecie znaleźć jakiejkolwiek pracy. W jakiej branży szukacie? W małym, dużym mieście? Jakie macie oczekiwania? Dlaczego nikt nie odpowiada na wysyłane CV - może jest źle skonstruowane? Dlaczego z rozmów kwalifikacyjnych nic nie wynika?
a ile czasu szukacie już pracy ? Twój facet nie może iść pracować na budowlankę ? jakie macie wykształcenie ?
Frytka pracy szukamy już kilka miesięcy. Paradoksalnie mój facet nie może dostać pracy nawet na budowlance/jako przynieś wynieć pozamiataj i nawet jako kierowca. Anemonne, z tego co wiem CV jest dość dobrze skonstruowane( uzgadniałam to nawet z osobą kompetentną w danym temacie). Pracy szukamy w dużym mieście, ale i dookoła. Niestety nie możemy znaleźć niczego. Jakby na złość. CV roznosimy osobiście. Nie wiem nawet w ilu miejscach był mój chłopak, bo aż szkoda liczyć. Co do rozmów to po prostu wielu potencjalnych pracodawców ot tak się nie odzywa. Gdy dzwonię się zapytać kiedy będzie coś wiadomo w danej kwestii to mówią, że już kogoś zatrudnili. Jakwniebie, na rodziców nie możemy liczyć. Jest im ciężko, więc nawet nie ma mowy o ich pomocy. Miodowy blond skąd ja znam ciężkie dolegliwości chorobowe, ale nawet nie chce ich wymieniać, bo będzie to jak licytacja. Dziś też poszłam do dorywczej pracy więc będzie chociaż na tydzień oszczędnego jedzenia. Potem wróciłam do ciepłego mieszkania (15stopni C, więc nawet jest źle
) I nawet nic mnie dziś nie bolało i mogłam normalnie siedzieć w pracy. Coś wspaniałego. Gdy tylko jednak pomyślę sobie o kolejnym dniu to robi mi się słabo. To jest najzwyczajniej w świecie wegetacja...Nie wiem tylko kiedy się przełamie ta zła passa...
Kim jesteście z zawodu? Skończyliście jakieś studia? Albo wciąż studiujecie? O prace jest ciężko, faktycznie. Może poszlibyście do pośredniaka? Tam coś może się znaleźć. Pytajcie znajomych, w internecie też jest trochę ofert.
Widzę, że jest weecej osób w podobnej sytuacji co my. Mąż pracuje, ja szukam pracy (mam 24 lata nigdy nie pracowałam). Mamy dziecko. Co miesiąc rachunki, przedszkole na więcej drożej niż w zeszłym roku, bo mała chodzi na więcej godzin, dlatego że miałam niby nagraną prace więc zapisałam ją na dłużej. Z pracy niestety nic nie wyszło, pojawił się ktoś lepszy na to samo miejsce. Do tego teraz święta... masakra jakaś. Ale pocieszam się tym, że jesteś razem choćby nie wiem co, wspieramy się kochamy. Spędzamy razem czas.
Czasami pomagają nam rodzice, ale nie za dużo bo niestety możemy liczyć tylko na jedną stronę. Teściowa się wypieła.
Takiego stanu rzeczy sa też dobre strony - człowiek uczy się oszczędzać, cieszy się tym co ma, nawet z najdrobniejszej rzeczy.
Głowa do góry - niema tego złego co by na dobre nie wyszło :-) Powodzenia Autorko tematu!!!