Sama nie daję rady i postanowiłam napisać, może od Was dostanę jakąś radę, co z tym zrobić. Na początku września przeprowadziłam się do Warszawy z małej miejscowości. Na początku wszystko było ok nowe miejsce, w końcu zamieszkałam sama bez rodziców nawet się cieszyłam. Jeździłam do rodziców raz na tydzień czasem raz na 2 tyg. Wiadomo, że tęskniłam za nimi, myślę, że jak każdy na początku. Przez wrzesień i październik dawałam radę, ale od poczatku listopada wszystko sie popsuło, mój humor zmienił się nie do poznania. Nic mnie nie cieszy, mam ochote plakać dzien w dzien jest to samo wstaję rano i zaczynam płakac. Wracam z pracy zaczynam plakać nie mam juz siły, mój chłopak się denerwuje, bo nie wie jak mi pomóc. Nie wiem co sie ze mną dzieje i jak temu zaradzic. Myslę nawet o powrocie do rodzinnego domu. Powiedzcie co sądzicie, ja juz nawet nie wiem, co myśleć.
2 2012-11-12 10:47:15 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-11-12 10:48:12)
Ile tysięcy ma nowa miejscowość? Myśmy też się tak przeprowadzili i też tęsknię za dużym miastem, ale już sobie z problemem poradziliśmy. Małe miejscowości mają swój urok. Wszędzie jest blisko, sklepy są takie same, ludzi w końcu poznasz. Nie trzeba stać w korkach. Możesz otworzyć swój biznes.
Jak chcesz to napisz maila.
Ile tysięcy ma nowa miejscowość? Myśmy też się tak przeprowadzili i też tęsknię za dużym miastem, ale już sobie z problemem poradziliśmy. Małe miejscowości mają swój urok. Wszędzie jest blisko, sklepy są takie same, ludzi w końcu poznasz. Nie trzeba stać w korkach. Możesz otworzyć swój biznes.
Jak chcesz to napisz maila.
ja zrozumiałam raczej że Anet20 przeprowadziła się do Warszawy
Anet20 to minie,mnie na początku po przeprowadzce też ciągnęło do rodzinnego domu i miejscowości,teraz jadę tam jak muszę,wiadomo ze tęsknisz za tym co dobrze znałaś ![]()
Ale to jest strasznie uciążliwe, ja rozumiem, że można tęsknić od czsu do czasu tak jak to było na początku jak sie tu przeprowadziłam. Tak na prawdę to przeprowadziłam sie tu tylko i wyłącznie dlatego, że w mojej miejscowości nie mogłam znaleźć pracy, nie chciałam tutaj mieszkać to był mozna powiedzieć przymus, bo byłam na utrzymaniu rodziców, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem i praca była mi bardzo potrzebna.
Ile tysięcy ma nowa miejscowość?
Małe miejscowości mają swój urok. Wszędzie jest blisko, sklepy są takie same, ludzi w końcu poznasz. Nie trzeba stać w korkach. Możesz otworzyć swój biznes.
Nie mam pojecia ile tysięcy na Warszawa...
Właśnie za tym urokiem mojej miejscowości tesknię. Myślałam nad otwarciem czegoś swojego, ale to też nie jest taka prosta sprawa, nie mam pieniędzy żeby rozkręcić swój biznes i to jest główny problem.
wiesz w małej miejscowości trudno rozkręcić swój biznes żeby udało się go jako tako ciągnąć
co właściwie robisz cały dzień,gdzie pracujesz,jak Ci sie układa z Twoim chłopakiem?
7 2012-11-12 13:13:01 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-11-12 13:15:08)
Przepraszam za pomyłkę. Czyli przeprowadziłaś się DO Warszawy, mieszkasz teraz w Warszawie.
Nic się nie martw! Trzeba z czegoś żyć, masz pracę. Trzeba zacisnąć zęby i się nie martwić. A do rodziców przecież możesz jeździć na weekendy.
Pracuję w mini markecie jako ekspedientka od 6 do 14.30 lub od 14 do 22.30. Wstając rano na 1 zmianę wszystko jest w miarę ok gorzej jest po powrocie do domu, gotuję obiad i ze zmęczenia i z racji tego, że wcześnie wstałam nie chce mi się nic, do tego jeszcze dochodzi ta "tęsknota" ;( a wstajac na 2 zmianę jest odwrotnie (tak jak dziś ) jak tylko otworzyłam oczy to juz wiedziałam, że nie bedzie fajnie, zaraz pocisnęły mi sie łzy do oczu, pójdę do pracy wrócę i wszystko zacznie sie od nowa. Z chłopakiem układa mi się dobrze nawet bardzo. Stara sie mnie wspierać, ale tak jak juz pisałam nie wie jak mi pomóc. Stwierdził, że nie chce żebym się tak męczyła, powiedział żebym została tu do końca miesiąca a potem wróciła do swoich, bo chce żebym była szczęśliwa. Nie wiem, co mam zrobić chce pracować, ale jak to moja mama powiedziała "Jeżeli masz wpaść w depresje to zdrowie jest ważniejsze niz praca". Jestem w totalnej kropce...
Przepraszam za pomyłkę. Czyli przeprowadziłaś się DO Warszawy, mieszkasz teraz w Warszawie.
Nic się nie martw! Trzeba z czegoś żyć, masz pracę. Trzeba zacisnąć zęby i się nie martwić. A do rodziców przecież możesz jeździć na weekendy.
Właśnie o to chodzi, że ja pracuje także w weekendy do tego jeszcze studiuję zaocznie i zdarza sie bardzo, bardzo rzadko żebym miala wolny weekend chyba, że ubłagam kierowniczke żeby dała mi jeden wolny weekend, choć i z tym jest ciężko. ;( dostaję 2 wolne dni w tygodniu z czego co drugi tydzień a szkołe, czasem zdarza mi sie ze mam ułozone zmiany tak że mogę pojechac do domu jak na weekend, ale czasem kompletnie mi sie nie opłaca, bo jednego dnia jadę a następnego musze juz wracać do Warszawy.
Anet20,
rozumiem, że masz dziś wsparcie swojego chłopaka. Mieszkacie razem? Od dawna jesteście parą?
Czy poza partnerem jest przy Tobie ktoś jeszcze, kto dobrze Cię zna, rozumie i wspiera? Np. koleżanki? Jeśli pozostały w Twoim rodzinnym mieście, być może mogłybyście utrzymywać kontakt SMSowy, telefoniczny lub meilowy, aby nie zerwać więzi?
Czy w Warszawie jest ktoś z Twojej dalszej rodziny, nowi znajomi poznani w pracy lub na studiach?
Czy uważasz, że w Twoim obecnym życiu w stolicy mogłoby zmienić się coś, co sprawiłoby, że poczułabyś się tu lepiej? Np. lepsze poznanie miasta? Więcej wolnego czasu dla siebie? Taka zmiana godzin pracy, abyś mogła częściej odwiedzać rodziców? Dobre wyniki na studiach? Polepszenie się warunków pracy albo zmiana pracy na inne miejsce? Hobby, możliwość zrobienia czegoś przyjemnego tylko dla siebie albo razem z partnerem?
Zmiana miejsca zamieszkania, miasta, pracy, grona znajomych, opuszczenie domu rodzinnego jest wielką rewolucją w życiu. Wiele osób, podobnie jak Ty przeżywa silną tęsknotę, żal, smutek, które nie pojawiają się sporadycznie, ale - tak jak w Twojej sytuacji - trwają tygodniami. Nie dzieje się z Tobą nic nienormalnego. Prawdopodobnie podobne emocje są udziałem wielu młodych (i nie tylko ludzi) mieszkających w Warszawie i innych dużych miastach, z dala od domu rodzinnego.
Warto żebyś zaakceptowała to w sobie, pozwoliła sobie na smutek i dała czas na spokojne zastanowienie się nad sytuacją. Być może Twoje samopoczucie zacznie stopniowo się poprawiać, być może nawet poprawi się nagle - pod wpływem jakiś niespodziewanych pozytywnych zdarzeń, sukcesu, nowych znajomości. Jest jednak również taka możliwość, że mimo upływu czasu wciąż będziesz czuła dyskomfort i postanowisz wrócić do rodzinnego miasta.
W lepszym zrozumieniu Twoich emocji i zaopiekowanie się nimi, a także podjęciu decyzji o pozostaniu w Warszawie lub wyjeździe, może pomóc Ci rozmowa z psychologiem. W Internecie znajdziesz bogatą ofertę Ośrodków, Poradni, Fundacji itp, które gwarantują bezpłatną pomoc.
Nie mieszkamy razem, ale widujemy się bardzo często. Jesteśmy parą od ponad 4 lat.
W sumie to nie ma mnie kto wspierać poza moim chłopakiem. Mam koleżanki, które zostały w tej małej mojej miejscowości. Za nimi też tęsknię spędzałyśmy razem sporo czasu. Teraz odzywamy się do siebie już nie tak często jak kiedyś, raz na 2-3 tyg.
W Waw mam siostrę cioteczną, ale odkąd tu mieszkam nie udało nam się jeszcze spotkać.
Tęsknię za moimi wspaniałymi siostrami, z którymi mam bardzo dobry kontakt, możemy sobie powiedzieć wszystko mimo, ze są młodsze, ale potrafimy sie dogadać, tesknie za rozmowami z nimi ;(
Nie myślałam o tym, czy jakakolwiek zmiana mogłaby doprowadzić do poprawy sytuacji... Będąc dziś w pracy poczułam sie lepiej, odczulam wewnętrzny spokój i doszłam do wniosku, że praca daje mi ukojenie, tylko, ze chcąc nie myślec o tym wszystkim musialabym pracować od rana do wieczora, a nie sądzę aby to był dobry pomysł.
Myślałam o tym, żeby pójść do psychologa, ale jak na razie cały czas pracuje i nie bardzo mam jak. Oczywiście postaram się wziąć wolne i pójść, nie wiem tylko kiedy. Jak na razie modlę się o dobry poranek bez łez i złego samopoczucia.
Jestem strasznie zła, smutna i w ogóle wszystko na raz ;( Jest mi bardzo źle. Byłam w domu 2 dni, dziś wrócilam, nie pomogło mi to. Na dodatek nie wiedziałam, że mam dzis egzamin i po prostu na niego nie poszlam. Czuję się tu nieszczęśliwa. Najgorsze jest to, że co bym teraz nie zrobiła to będzie źle. Rezygnując z pracy i wracając do domu będę znowu "ciężarem" dla rodziców dopuki nie znalazłabym pracy w mojej miejscowości. Zostając tu będzie tak jak do tej pory co rano płacz itd. Nie wiem jak to wszystko ogarnąć ;(
Witaj Anet,
zajrzalas juz na temat "Samotnosc w Warszawie", w dziale NASZA SPOLECZNOSC ?
Moze tam udaloby Ci sie nawiazac kontakt z ludzmi, ktorzy sa w podobnej sytuacji jak Ty, wymienic sie z nimi doswiadczeniami, spotkac.
Nie zaglądałam, ale zaraz to zrobię. Dziękuję za podpowiedź.
W dodatku jest zimno i ciemno. Bierz tran. I wychodź na dwór. Będzie lepiej.
Dawno, dawno temu przeprowadziłam się do Warszawy z małej miejscowości. Nie miałam tu dokumentnie nikogo, oprócz jednej przyjaciółki, która również rozpoczęła studia (ale na innej uczelni). Ja miałam tylko silną wolę przetrwania i świadomość, że przetrwać muszę
Oj, było ciężko na początku. Każdy wolny dzień wykorzystywałam, żeby jeździć do rodziców. Tam ładowałam akumulatorki i wracałam na nowo podejmować walkę. Pomagało chyba to, że ja łączyłam studia dzienne z pracą, więc nie miałam czasu na rozmyślania. W międzyczasie odkrywałam zalety dużego miasta, chociażby różne sposoby spędzania wolnego czasu (którego nie miałam
). No i niezależność była moim marzeniem. A tu byłam niezależna. Całkowicie.
Mieszkam w stolicy od 13 lat. Nadal nie lubię tego miasta, ale się przyzwyczaiłam. U rodziców mogę wytrzymać max 3 dni bo potem mi się okropnie nudzi i tęsknię za moim samodzielnym kącikiem. Tak więc mogę powiedzieć, że ta tęsknota mija. Warto jednak byłoby się zastanowić jaki masz cel w życiu i czy ta przeprowadzka tutaj jest drogą do celu czy może czymś zupełnie przeciwnym?
Tak na prawdę to nie wiążę przyszłości z Warszawą, jeżeli dam radę to zostanę tu max jeszcze półtora roku, czyli do końca studiów, o ile wcześniej nie wrócę do domu.
Witaj Anet....wiem , ze jest Tobie ciezko , jestes przytloczona , zmiana miejsca zamieszkania ,nowe otoczenie , brak kontaktu z ludzmi , ktorych kochasz...Do tego ...jesien....Jak bym czytala o sobie...W wieku 32 lat zachorowalam na silna depresje ...Probowalam sama z nia walczyc , ale przegralam i musialam zaczac brac leki.
Mimo , ze mam swoja rodzine bardzo tesknie za polska i za rodzina w polsce , skutki depresji odczuwam do dzis...Zawsze kiedy przychodzi jesien..jezeli nadal bedzie zle...udaj sie do psychologa...Lekarz bedzie wiedziec jak Tobie pomoc.
Zycze pogody ducha i nos do gory ![]()
było lepiej przez jakiś tydzień, byłam 2 dni w domu, dzis wróciłam i znowu jest to samo ;( w piątek sie przeprowadzam razem z chłopakiem nie wiem czy to cos zmieni czy będzie mi lepiej nie wiem. Jeszcze wczoraj tak się cieszyłam, że mi przeszło, że już nie płaczę a dziś... Nie wiem, może to jednodniowe po powrocie tutaj a później znów bedzie ok...
glowa do gory!zycie jest za krotkie zeby lezec w lozku i plakac do poduszki mysle ze to stanowczo i tak za dlugo trwa zacznij dostrzegac to co masz a nie to czego ci brakuje do szczescia.gdybym ja przejmowala sie tym co mysla mowia o mnie inni to bym chyba zwariowala.kazdy ma swoje problemy nie chce sie wymadrzac bo tez z duzo spra nie umiem sobie poradzic pamietam tylko jak przyjechalam do warszawy to 2 godziny lezac na lozku z rana musialam sobie tlumaczyc zeby z niego wstac ,kazdy mi umial dawac tylko dobre rady ktore i tak jednym uchem wpuszczalam a drugim wypuszczalam a i tak myslalam sobie co oni o mnie wiedza ze sie tak madrza nie sa wstanie mnie zrozumiec bo nie przezywaja tego co ja .na mnie depresja przyszla z dnia na dzien i tak samo odeszla moze przesadzam ze to byla depresja moze sie czegos naczytalam ale jak nazwac stan kiedy tydzien chodzisz po mieszkaniu w pizamie wstajesz z lozka tylko do toalety ,wylanczasz telefon i myslisz tylko o tym co by zrobic zeby odejsc i nie sprawic nikomu przykrosci niew spisz nie jesz tylko myslisz.schudlam prawie 10kg ale wyszlam z tego wiem jednak ze jestem tak slaba ze to moze zawsze wrocic ale bogatsza o doswiadczenia.mialam wszystko chlopaka kase wszyscy zaczeli sie mna nagle interesowac a jak bylam chwilami w tlumie ludzi a czulam jakbym byla sama.Aneta pojdziemy na deser i odrazu ci sie poprawi.mysle ze to przemyslisz i swierdzisz ze nie warto tracic zycia na takie glupoty mysl co zrobic by moc tam wrocic miej cel a bedzie ci lepiej.szacun dla twojego chlopaka:)pozdrawiam do zobaczenia