No właśnie jak w temacie.. Jesteśmy ze sobą ponad rok czasu. Zaczęło się kiedy to ja w ubiegłym roku poroniłam, okazał się lekarstwem na wszystkie bóle.. Zakochaliśmy się w sobie.. Jest mężczyzną starszym odemnie o 14 lat, pracujemy razem na dodatek on jest moim przełożonym a konkretniej bryg. zmianowym, od początku zasada " w pracy jesteś moim przełożonym relacje poza pracą nie mają wpływu na traktowanie itp"... Nie mieszkamy razem, on nadal na garnuszku u rodziców, ja wynajmuję mieszkanie, o naszym związku wie b. wąskie grono osób z jego strony jeszcze wąższe nie wykluczając jego rodziców. Od pewnego czasu pragnę, aby nasz związek wyszedł na światło dzienne z jego strony jest to stanowcze nie.. podjęłam dcyzję 2 miesiące temu powiedziałam "albo wóz albo przewóz" zawiodłam się ponieważ on mimo miesięcznej "separacji" tęsknoty ( o której zapewniał ), wolał zejść na stopę przyjaźni... "bo praca, ludzie, co to będzie, oni zniszczą to co między nami jest, będę musiał odejść jak to sobie wyobrażasz, gdzie ja znajdę lepszą pracę" Z jednej strony zapewnia, że kocha okazuje to, troszczy się, po prostu jest ze mną, była nawet sytuacja o domniemanej ciąży okazało się, że jednak nie wtedy z jego ust padły słowa " w głębi duszy już się cieszyłem, smutno mi że nie", a z drugiej strony nie wiąże nadziei na dalsze życie, " to normalne życie ". wychodzi z założenia że ten związek i tak się rozpadnie i tak. A mimo to nie potrafi podjąć żadnej deyzji. Chce żeby związek pozostał w tej wygodnej dla niego wersji. Wszystko kręci się w okół pracy, wieku, braku perspektyw... Nie wiem co mam robić kocham chcę być nadal kochaną, ale nie potrafię pogodzić się np. z brakiem wspólnych spacerów, zakupów... brakuje mi zwykłych przyziemnych spraw między dwojgiem ludzi... Chciałabym o opinie kogoś kto jest z boku, w tym wypadku "waszą drogie forumowiczki, forumowicze" Nie liczę na to, że rozwiążecie ten problem może znajdzie się ktoś kto doradzi pokaże drogę... Z góry dziękuję
na moje oko to facetowi jest po prostu wygodnie. Ma młodszą fajną babkę, z która miło spędza czas ale nie chce ogłaszać tego światu bo to by już wtedy przerodziło się w poważny związek,a poważny związek to poważne zobowiązania i odpowiedzialność.A po co, skoro tak jest miło? Tak samo wygląda sytuacja z mieszkaniem.On mimo, iż wiele od ciebie starszy mieszka nadal z mamą....popraw mnie jeśli się mylę, ale wydaje mi się, że gdyby tylko chciał mógłby zamieszkać z tobą, ale znowu po co? Przecież u mamusi ma tak dobrze, mamusia wypierze, mamusia posprząta, mamusia ugotuje i się nie czepia.
Co do słów po twojej domniemanej ciąży...hm wiesz łatwo jest coś takiego powiedzieć jak okazuje się,że ciąży jednak nie ma. Jak dla mnie to żaden wyznacznik jego uczuć do ciebie.
Kochasz go więc to dla ciebie ciężkie ale zastanów się ,czy istnieje realna szansa, że on kiedykolwiek przedstawi cię swojej rodzinie i znajomym jako swoją kobietę?
Cóż, koleś nie chce się wiązać, to widać.
Na Twoim miejscu zaczęłabym już się leczyć z tej miłości, bo dorosły facet mieszkający z mamusią, to masakra, szczególnie, gdy ma dobrą pracę i spokojnie stać go na mieszkanie!
Możesz z nim zostać, skoro pasuje Ci ten niby-związek. Ale myślę, że sytuacja jest w gruncie rzeczy bardzo dla Ciebie męcząca.
Nic dobrego z tego nie wyniknie, zobaczysz.
I wierz mi, gdy okazuje się, że ciąży jednak nie ma, faceci mówią różne rzeczy, więc zgadzam się z przedmówczynią.
Jestem świadoma tego, że jemu po prostu jest tak wygodnie, bo u mamuni to u mamuni wiadomo, jestem świadoma, że faceci mówią piękne słówka zgrabnie łącząc je w zdania wywołujące ochy i achy u kobiet, Zachaczając o zdanie " to jest moja kobieta " to niejednokrotnie wypowiadał to zdanie ( wspominałam o wąskim gronie osób no ale to zaledwie może z 15 osób )i robił to z głową uniesioną do góry.
Tak męczy mnie to wszystko okropnie wręcz, zaczyna boleć, rozważałam sabotaż może ja zacznę mówić ( co będzie to będzie ), rozważałam opcję nawet chamską sądzę że nie powinnam nawet pisać o tym, że przyszło mi do głowy "może złapię go na dziecko" w moim przypadku chyba bardziej potrzebuję maleństwa niż jego samego tak czasem sądzę (czym się strułeś tym się lecz).
Mam opinię twwardo stąpającej po ziemi nie bojącej się osoby, a są chwile kiedy to wszystko wraca ze zdwojoną siłą, brak stabilizacji, strata maleństwa,
Niby mam na kim polegać mam JEGO ale GO nie mam...
Czy trafiłam na kogoś kto potrafi powiedzieć komuś prosto w oczy " nie ujawnimy się nie dam zrobić Ci krzywdy zobacz jak będą gadać O Ten WyrWał młodą du..pę ! , mogliśmy to zatrzymać jakoś powinienem zamknąć to uczucie w sobie, to ja do tego dopuściłem, ty widzisz to w takich kolorowych barwach, zaufaj mi jestem starszy troche więcej przeżyłem"
Z jednej strony prawi komplementy, mówi że kocha, z dumą przedstawia mnie jako swoją kobietę (znajomy ma znajomego i ten znajomy ma jeszcze jednego, żeby czsem nikt tam z pracy się nie trafił)
A z drugiej strony tkwi na etapie gościa któremu dobrze za piecem w domu............
Hmm.. a niby czemu miałoby to namieszać w pracy. On jest wolny, ty jesteś wolna. Mało to par, które poznają się w pracy. Może z początku by chodziły jakieś plotki, ale z czasem, jak wszyscy by widzieli, że Wy tak na poważnie, to wszystko wróciło by do normy.
Dla mnie to bardzo dziwne. Rok czasu Cię ukrywa. Czy On aby nie ma jakiegoś innego zobowiązania? Np. żony/dziewczyny, która wyjechała do pracy za granicę?
Rok czasu to już na tyle długo, żeby zapadły jakieś poważniejsze deklaracje. Albo jesteście razem albo nie.
Troche to dziwne musze przyznac że mezczyźni sa na ogół dumni ze udało i im się jak to napisałaś "wyrwac młodą du..."
W sumie to klasyczny przypadek mamisynka ma Ugotowane , posprzątane i wyprane na dodatek znalazł sobie teraz taką młodą z którą sie spotyka kiedy ma ochte Kurcze same przyjemności jednak niektórzy faceci potrafia sie ustawić
A ty masz pecha zaangazowałąś sie uczuciowo myslisz powaznei o zyciu a tu taki numer Z jednej strony dobrze by było postawić faceta pod murem i spytac sie co i jak Ale wymuszone deklaracje czy obietnice są mało warte
Powinnas się kiedyś zaśmiać że wychodzi na to ze skoro on jest taki niesmiały to bedziesz musiała się mu oświadczyc
A tak swoją drogą to ile on ma lat ??
Można w pracy być przełożonym/podwładną i dalej się kochać, chodzić na spacery, być ze sobą. To jakiś inny problem. Jaki?
Mogę gdybać:
(1) jest pod wpływem rodziców (tak, tak -- nie wiem ile macie lat, ale czasem tak się zdarza)
(2) wstydzi się, boi co ludzie powiedzą, boi docinek, popsucia atmosfery w firmie
(3) jednak nie jest sam -- np. ma żonę i dziecko
(4) faktycznie boi się z Tobą być na poważnie, bo potem się rozleci, i co będzie w pracy? sztywno jak cholera.
Do tego już robicie sobie fochy -- miesiąc milczenia, przetrzymywanie. Nie wiem jak długo to trwa, ale trzeba zwolnlć tempo. Z twojego postu wynia, że chciałabyś ogłosić/zadeklarować światu, że jesteście parą, a on boi się zrobić jakiegokolwiek kroku. Szarpiecie się.
Wyluzujcie, krok po kroku wyjdźcie do świata. Jak nie jesteście pewni związku, to zwolinijcie jeszcze bardziej. Nie wyobrażam sobie bycia razem, jak część życia jest wycięta -- spacery, zakupy, wieczory, itd.
LeeBee używałam tego argumentu wielokrotnie odpowiedź zawsze ta sama " tu wychodzi różnica wieku, to nie jest takie proste, miałem już taką sytuację spowinowacono mnie z kimś z kim nigdy nie byłem, nic przyjemnego, ludzie to świnie, oni nas zniszczą" i w koło macieju... kiedy narobiłam zamieszania że albo rozstajemy się albo zczynamy żyć wytrącona na moment z równowagi powiedziałam " albo ktoś jest pewny uczuć do kogoś i tego kogoś kocha albo nie" ,,,, nastąpił miesiąc bólu smsów telefonów zapewniających i takich typu " nie chcę Cię stracić" "Kur,,, zostanę sam, ja naprawdę zostanę sam" " jaki ja jestem głupi" Gdy nadszedł dzień spotkania w celu porozumienia, rozwiązania sporów, usłyszałam "Kocham Cię, ale nie możemy naprawdę nie możemy, ja nie chcę Cię skrzywdzić"... W związku z tym przystałam na jego "zobaczymy co będzię niech się toczy pomału" I od nowa jest to samo... Kocham go to fakt, ale z dnia na dzień z miesiąca na miesiąc jest mi trudniej... Tym bardziej że kiedy mamy wolne on przychodzi zostaje do rana, robimy wiele ciekawych rzeczy rozmawiamy na miliony różnych tematów które nigdy się nie wyczerpują ii z racji tego że już świta kończymy ową dyskuję, rano budzę się mam śniadanie do łóżka kawę, wymarzony poranek każdej kobiety....
Czuję się jak by ktoś karmił mnie codziennie potężną dawką nadzieji, fikcji, i do tego wpajał do głowy zdania " dobrze mi z Tobą"
Nie ma żadnych zobowiązań, żony, kochanki i innych jakiś. Ten związek od początku na tym gruncie jest zdrowy mówimy sobie wszystko ufamy sobie.
Tango odpowiedź masz u siebie pod nickiem. ![]()
Poruszając sprawę atmosfery w jego domu WIECZNIE NAPIĘTA. I marudzi że chciałby mieszkanie kupić. Albo wynająć byle tylko nie siedzieć w domu.
Nie Sam nie robimy sobie fochów. przez miesiąc widzieliśmy się 21 dni w pracy śmialiśmy się nabijaliśmy z czegokolwiek, patrzeliśmy na siebie z wyrazem twarzy który mówił sam za siebie. dzwonił codziennie wiedzieliśmy wszystko o wszystkim. ja nie wysuwałam się dawałam mu czas bo zdecydowałam że tak będzie lepiej,
Już dawno stwierdziłam, że boi się konsekwencji opinii plotek napięć itp ale z drugiej strony skoro jest bardziej doświadczony, więcej przeżył, ma inne spojrzenie na świat to bardziej odpowiedzialne, to dlaczego poi mnie słowami czynami tym że mu zależy i udowadnia to codziennie??
Z jednej strony nie chce stracić a z drugiej strach go paraliżuje??
Można w pracy być przełożonym/podwładną i dalej się kochać, chodzić na spacery, być ze sobą.
Wyluzujcie, krok po kroku wyjdźcie do świata. Jak nie jesteście pewni związku, to zwolinijcie jeszcze bardziej. Nie wyobrażam sobie bycia razem, jak część życia jest wycięta -- spacery, zakupy, wieczory, itd.
Uważam, że można i że jak dwie osóbki się kochają to tak naprawdę nic ich nie rozdzieli, "krok po kroku wyjdźcie do świata" drogi Samie ja cały czas do tego dążę chcę tego.
Nie mam zamiaru wyjść na ulicę i wykrzyczeć całemu światu, chcę jechać na zakupy do tesco, bo płyn do płukania się skończył, chcę kupić wspólnie z nim składniki na jego unikalną jajecznicę lub zapiekanki. chcę przejść się do parku w niedzielę.
Wracając do Twojego wyluzowania: nasz związek od początku jest wyluzowany żadnych kłótni wszystko się układa jak w bajce za wyjątkiem tego że nikt praktycznie o tym nie wie. Cyt. jego wypowiedź z wczoraj " Ejj wiesz co Ola chodź się pokłócimy co ? Może pójdę zrobić herbatę i Ci osłodzę, a Ty zrobisz awanturę bo przecież nie słodzisz, i jeszcze weźmiesz sobie tupniesz nogą na koniec ?? " ![]()
"Kocham Cię, ale nie możemy naprawdę nie możemy, ja nie chcę Cię skrzywdzić"...
To może powiedz mu,że właśnie teraz cie krzywdzi..powiedz mu,że ty masz gdzieś co powiedzą ludzie, że to wytrzymasz, że to nie jest najważniejsze..
ola914 napisał/a:"Kocham Cię, ale nie możemy naprawdę nie możemy, ja nie chcę Cię skrzywdzić"...
To może powiedz mu,że właśnie teraz cie krzywdzi..powiedz mu,że ty masz gdzieś co powiedzą ludzie, że to wytrzymasz, że to nie jest najważniejsze..
To już też mówiłam, "mam w d. co będą mówić ludzie jestem świadoma że zmieszają nas z błotem, ale wiem czego chcę, i wiem że wytrzymam" to są dokładnie moje słowa odpowiedź "Ty myślisz że wszystko jest takie proste, wychodzi tutuaj różnica wieku"
On po prostu idzie w zaparte " nie zmienię zdania nie dam Cię skrzywdzić"
mój facet tez jest starszy tyle, że o 4lata i tez czasem zdarza mu się zastosować argument z cyklu "jestem starszy,więc wiem lepiej". Zawsze gdy to robi chcę mi się śmiać (toteż wie już, że nic tym nie ugra). Powiedz mu ,żeby nie zakrywał się różnica wieku, że to nie jest tak, że ty jesteś młoda i nic nie rozumiesz..ani tak, że jak on trochę więcej przeżył to już jest wszechwiedzący
Trouble maker masz adekwatny nick
tego też próbowałam wszystko na nic... Może znajdzie się wyjście z tej sytuacji może trzeba spojrzeć na tę sprawę z innej całkiem strony? Nie wiem.
Chcę ułożyć sobie życie oczywiście nie po trupach i nie na siłę.
Nie mogę odgonić się od obrazów wspólnej przyszłości, może to już choroba z mojej strony.. Nie wiem
Doszukuję winy w sobie, może gdybym była starsza to wszystko było by o wiele prostsze.. Nie wiem
Może zbyt mocno okazuję emocje, które żywię do niego... Nie wiem
Ale on mimo tego, że jest facetem okazuje uczucia, od pewnego momentu oczywiście nic łatwo nie przyszło...
Jedno jest pewne, nie zakochałam się, ja kocham owego osobnika...
Jeżeli drodzy forumowicze przyjdzie wam coś do głowy coś co mogłoby nam pomóc to proszę o odpowiedź, a tymczasem parę spraw, praca, i wieczór z nim... ![]()
15 2012-11-08 11:52:47 Ostatnio edytowany przez diana45 (2012-11-08 11:55:20)
Wszyscy po trochu macie rację ale przyszło mi do głowy coś jeszcze:czy on przypadkiem nie jest tzw."starym kawalerem"(nie był nigdy dłużej w związku)? Swojego czasu poznałam paru takich,mieli jedną wspólną cechę: oni po prostu na wszystko mają czas,nie spieszą się.Nie wyobrażacie sobie ilu kawalerów po 40-tce mieszka u mamusi.Ja na Twoim miejscu po ew.postawieniu ultimatum dałabym sobie spokój.Może on po prostu nie chce normalnego związku.Trzymaj się
Ola,nie szukaj w sobie winy,nie warto
Wszyscy po trochu macie rację ale przyszło mi do głowy coś jeszcze:czy on przypadkiem nie jest tzw."starym kawalerem"(nie był nigdy dłużej w związku)? Swojego czasu poznałam paru takich,mieli jedną wspólną cechę: oni po prostu na wszystko mają czas,nie spieszą się.Nie wyobrażacie sobie ilu kawalerów po 40-tce mieszka u mamusi.Ja na Twoim miejscu po ew.postawieniu ultimatum dałabym sobie spokój.Może on po prostu nie chce normalnego związku.Trzymaj się
Ola,nie szukaj w sobie winy,nie warto
Dużo rozmawialiśmy o przeszłości mojej, jego. Owszem miał dwa poważne związki średnio po 5 lat łącznie ze wspólnym mieszkaniem. Nie było różnicy wieku, łączącej pracy... Za każdym razem źle trafił, a teraz zdaża mu się powiedzieć, że jestem wspaniałą kobietą pod względem tworzenia z kimś związku ( nie traktujcie tego jako komplement czy próbę oczarowania, to wnioski jego przemyślane na wskroś)
Nie wiem czy pisałam, że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, nie owijamy niczego w bawełne, nie łatwimy niewygodnych tematów poprzez kogoś. Nasz związek opiera się na rozmowach, dyskusjach. Niestety kwestia poruszana w tym temacie jest dla nas nie do przeskoczenia...
Ola! Z tego co piszesz związek jest normalny, ale z jakiegoś powodu ukryty.
Nie znam powodu poza tym, że "ludzie nas zniszczą". Nie rozumiem tego. U mnie w firmie są małżeństwa, które się poznały w pracy. Dziwne to jego podejście...
A czy on czasem nie jest "ciapą"? Czy on ma sztywny kręgosłup moralny? Czy on potrafi być asertywny? Czy Ty czasem się mylisz, a on upiera się przy swoim, a na końcu okazuje się że miał rację? Jeśli jest zagubiony w moralności, to w przyszłości mogłabyś mieć z nim kłopoty. Czy on jest twardy, stanowczy i sprawiedliwy w pracy? Czy go szanują?
Czy on może wynająć mieszkanie i odejść od rodziców?
18 2012-11-08 12:12:43 Ostatnio edytowany przez troublemaker (2012-11-08 12:13:16)
kurczę to ja już nie wiem....myślę i myślę i jedyne co mi do mojej łepetyny przychodzi to rozmowa. Mówisz, że dużo i szczerze rozmawiacie. Poproś go by cię zrozumiał, że nie chcesz z niego rezygnować ale tez nie zniesiesz takiej sytuacji dalej..powiedz,że nie chcesz naciskać, nie chcesz żeby to było tak odrazu ale żeby sobie to wszystko jeszcze raz przemyślał. A jak już to nie pomoże to może daj mu do przeczytania ten wątek co? niech zobaczy jakie rady dają Ci ludzie, niech na to spojrzy oczami twoimi i naszymi;)
ah i miłego wieczoru ![]()
A czy on czasem nie jest "ciapą"? Czy on ma sztywny kręgosłup moralny? Czy on potrafi być asertywny? Czy Ty czasem się mylisz, a on upiera się przy swoim, a na końcu okazuje się że miał rację? Jeśli jest zagubiony w moralności, to w przyszłości mogłabyś mieć z nim kłopoty. Czy on jest twardy, stanowczy i sprawiedliwy w pracy? Czy go szanują?
Czy on może wynająć mieszkanie i odejść od rodziców?
1.Nie jest ciapą
2.Jest wrażliwym człowiekiem
3.Do pewnego momentu napewno, aczkolwiek kiedyś zadał pytanie "a co jeśli będą mi odradzać, jak się dowiedzą?"
4.Każdy się czasem myli, jeżeli jest w 100% pewny to będzie się upierał dopóki z ironicznym uśmieszkiem nie powie "no a nie mówiłem uparciuchu, że mam rację i też jestem uparciuchem?"
5.W pracy wykonuje swoje obowiązki wzorowo, szanuje każdego, jest miły, uprzejmy, broni pracowników.
6.W ogólnej opinii "wszyscy co są wyżej są źli, bo żądzą, bo wydają polecenia", wolą jego niż mistrza, jest komunikatywny, z każdym potrafi dojść do porozumienia.
7.Owszem może, ale chce mieć coś swojego, myśli o kredycie. Czasem wykazuje się słomianym zapałem "nie no nie bd się dłużej męczył, poszukajmy jakiegoś wynajmu" 3 dni szukamy oglądamy dzwonimy, aż nagle wszystko ucicha...
No to masz takie "bingo" w tym wszystkim -- ludzie, pewnie w szczególności twoja rodzina, będą Ci odradzać związek ze starszym o 14 lat mężczyzną. Niestety nie mam tutaj ani doświadczenia, ani znajomości. Zapytaj innych. Tutaj twój facet ma rację -- inni będą Tobie odradzać.
Jedyne co mogę powiedzieć, to w wieku 50 lat Ty dalej będziesz chciała fikać, a on będzie miał 64 i niekoniecznie twoje fikalstwo będzie mu odpowiadać.
And the question iiiiiiiiiiiissssssssssss: jeśli on się boi z tym ujawnić, to kiedy planuje to zrobić?
Powtórzę dla lepszego zrozumienia: pytanie brzmi "kiedy".
I jeszcze dodam: nie chodzi o ogłoszenia na mieście, o deklaracje przy stole wigilijnym... chodzi o podejmowanie małych kroków -- np. wyjście do Tesco po płyn do naczyń.
Troublemaker czy Ty czasem nie byłaś świadkiem naszych rozmów na ten temat? Po raz kolejny wręcz cytujesz moje słowa kierowane do niego... ![]()
Dziękuję napewno będzie przyjemny ![]()
Czekam na kolejne podpowiedzi.
OOOOOoooooooo Już 11.25 ?!?!?! O manio uciekam......
Dziękuję, czekam, zajrzę w najbliższym czasie.....
widzisz po prostu myślimy podobnie....
jak mi wpadnie coś oryginalnego do głowy to oczywiście się podzielę;)
23 2012-11-08 12:33:27 Ostatnio edytowany przez ola914 (2012-11-08 12:35:08)
No to masz takie "bingo" w tym wszystkim -- ludzie, pewnie w szczególności twoja rodzina, będą Ci odradzać związek ze starszym o 14 lat mężczyzną. Niestety nie mam tutaj ani doświadczenia, ani znajomości. Zapytaj innych. Tutaj twój facet ma rację -- inni będą Tobie odradzać.
Jedyne co mogę powiedzieć, to w wieku 50 lat Ty dalej będziesz chciała fikać, a on będzie miał 64 i niekoniecznie twoje fikalstwo będzie mu odpowiadać.
And the question iiiiiiiiiiiissssssssssss: jeśli on się boi z tym ujawnić, to kiedy planuje to zrobić?
Powtórzę dla lepszego zrozumienia: pytanie brzmi "kiedy".
I jeszcze dodam: nie chodzi o ogłoszenia na mieście, o deklaracje przy stole wigilijnym... chodzi o podejmowanie małych kroków -- np. wyjście do Tesco po płyn do naczyń.
Sam przeżyłam tyle, że mam w głowie obraz szczęśliwej rodziny, marzenie.
Wydaje mi się, że on czeka, aż to wszystko samo się wyda tzn. ktoś nas widział, przekazał dalej, i łańcuszek leci, jest pesymistą pod tym względem i sądzi, że tego nie przetrwamy.
Moja rodzina jest w 100% ZA...
O odradzaniu : To się jego tyczyło zadał mi pytanie " co jeśli będą mi odradzać?? " "co jeśli zacznę się wachać pod wpływem ich odradzania?" Sam mi chodzi tylko i wyłącznie o małe kroki żeby nikogo nie zabolało dookoła, pomału oswajać ludzi, że mogą nas spotykać w tesco z płynem do mycia naczyń...
Jeszcze nikt kto wie nie odradzał mi związku z facetem o 14 lat starszym wszyscy co o nas wiedzą są ZAAAA
Ps. Angielski mam w tym małym palcu u ręki ![]()
ahh no i wszyscy twierdzą, że pasujemy do siebie...
A jemu co mogą odradzać? Że go zdradzisz?
Wygląda na to, że robicie wszystko dobrze. Nic więcej nie jestem w stanie powiedzieć. Rok czasu to bardzo krótko.
Sam. Był temat żeby powiększyć grono ludzi wiedzących o 3 ludzi z którymi on ściśle pracuje ( taki kompromis z mojej strony) znają się b długo mówią sobie różne rzezy doradzają wychodzą na piwko itp. Jak zaproponowałam mu to rozwiązanie to powiedział : " A co jeśli będą mi odradzać " (w sensie bycia razem).
a co to on mały chłopiec jest podatny na sugestie i i odradzania innych? Chyba powinno być tak, że jak cię kocha i zdecydował się z tobą być to raczej opinia kolegów nic w tym temacie nie powinna zmieniać.
No nie wiem,jakoś nie przemawiają do mnie jego argumenty.Myślę że nie ma co się nad nimi rozwodzić, on po prostu nie chce się wiązać
Totalne chece! Dlaczego chcecie tak formalizować? Przecież to widać, że dwie "osoby mają się ku sobie"... maślane oczka, czerwone uszy
. Naprawdę po Was nie widać w pracy? Nie podchodzicie do siebie? Nie wychodzicie razem? Nie przyjeżdzacie razem? Chcecie wziąć tę trójkę i ogłosić?
"A co zrobię gdy zaczną odradzać?" -- no trzeba wysłuchać argumentów i kierować się swoim rozumem
Ludzie chorują na raka, zdradzają się, mają chore dzieci, tracą pracę, przychodzi komornik, nie odzywają się do siebie, nie kochają się. Nie macie tych problemów. Nie stwarzajcie sztucznych... a raczej on niech nie tworzy problemów. Wiem, że tak samo myślisz. Może trzeba go bardziej pociągnąć za język, może o czymś nie wiesz. Ja się pogubiłem w twojej sytuacji chyba...
No właśnie jak w temacie.. Jesteśmy ze sobą ponad rok czasu. Zaczęło się kiedy to ja w ubiegłym roku poroniłam, okazał się lekarstwem na wszystkie bóle.. Zakochaliśmy się w sobie.. Jest mężczyzną starszym odemnie o 14 lat, pracujemy razem na dodatek on jest moim przełożonym a konkretniej bryg. zmianowym, od początku zasada " w pracy jesteś moim przełożonym relacje poza pracą nie mają wpływu na traktowanie itp"... Nie mieszkamy razem, on nadal na garnuszku u rodziców, ja wynajmuję mieszkanie, o naszym związku wie b. wąskie grono osób z jego strony jeszcze wąższe nie wykluczając jego rodziców. Od pewnego czasu pragnę, aby nasz związek wyszedł na światło dzienne z jego strony jest to stanowcze nie.. podjęłam dcyzję 2 miesiące temu powiedziałam "albo wóz albo przewóz" zawiodłam się ponieważ on mimo miesięcznej "separacji" tęsknoty ( o której zapewniał ), wolał zejść na stopę przyjaźni... "bo praca, ludzie, co to będzie, oni zniszczą to co między nami jest, będę musiał odejść jak to sobie wyobrażasz, gdzie ja znajdę lepszą pracę" Z jednej strony zapewnia, że kocha okazuje to, troszczy się, po prostu jest ze mną, była nawet sytuacja o domniemanej ciąży okazało się, że jednak nie wtedy z jego ust padły słowa " w głębi duszy już się cieszyłem, smutno mi że nie", a z drugiej strony nie wiąże nadziei na dalsze życie, " to normalne życie ". wychodzi z założenia że ten związek i tak się rozpadnie i tak. A mimo to nie potrafi podjąć żadnej deyzji. Chce żeby związek pozostał w tej wygodnej dla niego wersji. Wszystko kręci się w okół pracy, wieku, braku perspektyw... Nie wiem co mam robić kocham chcę być nadal kochaną, ale nie potrafię pogodzić się np. z brakiem wspólnych spacerów, zakupów... brakuje mi zwykłych przyziemnych spraw między dwojgiem ludzi... Chciałabym o opinie kogoś kto jest z boku, w tym wypadku "waszą drogie forumowiczki, forumowicze" Nie liczę na to, że rozwiążecie ten problem może znajdzie się ktoś kto doradzi pokaże drogę... Z góry dziękuję
Ola chyba wiem co czujesz. Współczuję Ci tej sytuacji, ale takie jest dorosłe życie. Zrezygnujecie z tej pracy i co wtedy? Będziecie żyć "owocami miłości"? Jak zabraknie środków do życia, to w związku będzie prawdopodobnie jeszcze gorzej. Twój partner na pewno chce być z Tobą, ale chyba bardziej zdaje sobie z tego sprawę i jest bardziej przewidujący. Spróbuj z nim porozmawiać i powiedzieć, że Cię to boli i że tak dłużej nie chcesz. Może uda wam się wspólnie znaleźć jakieś kompromisowe rozwiązanie tej sytuacji.
Ola chyba wiem co czujesz. Współczuję Ci tej sytuacji, ale takie jest dorosłe życie. Zrezygnujecie z tej pracy i co wtedy? Będziecie żyć "owocami miłości"? Jak zabraknie środków do życia, to w związku będzie prawdopodobnie jeszcze gorzej. Twój partner na pewno chce być z Tobą, ale chyba bardziej zdaje sobie z tego sprawę i jest bardziej przewidujący. Spróbuj z nim porozmawiać i powiedzieć, że Cię to boli i że tak dłużej nie chcesz. Może uda wam się wspólnie znaleźć jakieś kompromisowe rozwiązanie tej sytuacji.
Droga koleżanko czytaj uważnie : prosiłam tłumaczyłam chciałam kompromisu...
nie chcemy zrezygnować z pracy ja chcę po prostu normalnego związku, spacerów, wypadów do restauracjii, itp.
mówisz takie jest dorosłe życie, poczytaj moje wypociny, a zapewne wykreślisz to zdanie ze swojej wypowiedzi...