cześć...piszę na tym forum, bo może chociaż tutaj otrzymam jakieś wsparcie...z moim mężem poznałam jak miałam jakieś 17 lat. przyjaźniliśmy się, a później związaliśmy ze sobą. wzieliśmy ślub bardzo wcześnie, ja miałam 21 lat,on 23. małżeństwem byliśmy przez 3,5 roku, wydawało mi się, że jesteśmy bardzo szczęśliwą parą, czułam się cudownie. wcześniej miałam depresję, ale kiedy poczułam się szczęśliwa w naszym małżeństwie, ona jakby się wyciszyła. mam trudną osobowość, jestem neurotykiem, potrzebowałam ciągłych komplementów, zapewnień o miłości, ale wydawało mi się, że mojemu mężowi to nie przeszkadza. nie wyobrażam sobie życia bez niego. to rozstanie było dla mnie kompletnych szkokiem.do ostatniej chwili wydawało mi się, że wszystko jest dobrze.chciałam mieć z moim mężem dziecko, czułam, że jestem na to gotowa, chciałam z nim stworzyć rodzinę. a on pewnego dnia oświadczył mi, że już nie możemy być razem, zaczął się pakować. powiedział mi, że ma inną kobietę, taką, o jakiej marzył. dostałam wtedy histerii, nigdy coś takiego się ze mną nie działo- zaczęłam płakać, przytulać go, krzyczeć żeby nie zostawiał mnie samej, że mieliśmy założyć rodzinę. kiedy nic to nie dało zaczęłam krzyczeć żeby mnie zabił, bo moje życie bez niego nie ma sensu, a on po prostu spakował się i wyszedł. rozwód załatwił szybko, widział, że jest ze mną źle, pocieszał mnie po rozprawie, zaproponował, że umówi mnie z psychologiem. jakiś tydzień po rozprawie nawet mnie odwiedzał, ale w końcu przestał się mną interesować. przestałam jeść, wychodzić z domu, z nikim nie chialam się spotykać. kilka razy odwiedziła mnie matka, a kiedy chciałam się jej wyżalić, powiedziała, że to wszystko dzieje się na moje życzenie, że mogłam nie wychodzić za mąż. czułam się strasznie i czuję się tak dalej. moje życie nie ma sensu bez mojego męża, wszystko się skończyło. czuję taką pustkę. nastąpił nawrót depresji. pewnego dnia siedziałam w domu, oglądałam zdjęcia moje z mężem. czułam się okropnie. postanowiłam skończyć ze sobą. chciałam przed tym jeszcze usłyszeć jego głos, dzwoniłam, ale on nie odbierał, więc nagrałam się na sekretarkę, nie pamiętam co wtedy mówiłam, ale widocznie szybko odsłuchał i przyjechał do mnie bo wiedział co robię. podcięłam sobie żyły, ale on przyjechał na czas i nic mi nie wyszło z samobójstwa, nawet tego nie potrafię zrobić. teraz wszyscy patrzą na mnie jak na wariatkę, robią mi wyrzuty. mój mąż...były mąż znów mnie odwiedza, jest prawie tak jak dawniej, nawet się całowaliśmy. nie wiem czy jest dalej z tą kobietą, boję się zapytać, nie chcę usłyszeć twierdzącej odpowiedzi...nie wiem co będzie dalej, nie wiem, czy zaczynać z nim od nowa, czy próbować żyć samej...pomóżcie mi jakoś, proszę.
1 2012-10-28 11:45:26 Ostatnio edytowany przez saamotna (2012-10-28 11:47:51)
saamotna, natychmiast psycholog i nie masz na co czekać, może jeszcze grupy wsparcia. Na pewno coś takiego jest w Twojej miejscowości.
Nie licz na to, że eksmąż do Ciebie wróci. Za chwilę wszyscy się uodpornią na Ciebie jeżeli będziesz robić takie rzeczy...
Litość i wyrzuty sumienia zmienią się w irytację.
Przykro mi, że matka tak Cię potraktowała, ale że tak powiem "samo życie".
I czas leczy rany...
saamotna, natychmiast psycholog i nie masz na co czekać, może jeszcze grupy wsparcia. Na pewno coś takiego jest w Twojej miejscowości.
Nie licz na to, że eksmąż do Ciebie wróci. Za chwilę wszyscy się uodpornią na Ciebie jeżeli będziesz robić takie rzeczy...
Litość i wyrzuty sumienia zmienią się w irytację.
Przykro mi, że matka tak Cię potraktowała, ale że tak powiem "samo życie".I czas leczy rany...
dalczego myślisz że nie wróci?
saamotna, utwierdzasz go w przekonaniu tym co robisz, że postąpił słusznie.
Gdybyś zajęła się sobą i pokazała, ze dajesz radę bez niego i dobrze wyglądasz, masz uśmiech na twarzy on zobaczyłby Cię z innej strony - widział co stracił.
Idź do psychologa koniecznie, przeciez musisz z kims porozmawiać, to ciężka sytuacja, ale się nie poddawaj,nie licz na męza , licz na siebie, jestes młoda, a zycie przed Tobą.
On ma wyrzuty sumienia, ale jak będzie chciał wrocic to miejmy nadzieję,ze nie z litości, bo wkrótce sytuacja się powtórzy a Ty znów będziesz cierpiec.
Najpierw umów sie z psychologiem a potem pogadaj z nim, był rozwód, on może juz nie wrócic, ale to nie jest koniec swiata, uwierz.
Niech i on wybierze się z Tobą do tego psychologa któregoś razu i pogadajcie we trójkę.Tak jest łatwiej.
Powodzenia
Zdaję sobie sprawę,że cierpisz ale jak można się tak (sory za słowo) błaźnić przed facetem ? Ja 3 tygodnie temu tez rozstałam sie z chłopakiem po 4 letnim zwiazku i nigdy w życiu nie odstawiałabym takich cyrków. To jest sygnał dla faceta,że on może robic co chce a Ty i tak będziesz za nim latała. Twój głowny problem to to,że nie znasz swojej wartości. Wybacz ale mam wśród znajomych pełno facetów i każdy z nich lubie kobiety konkretne,stąpająco twardo po gruncie. Wywierałaś na nim presje bo szantażowałaś,że się zabijesz. Widział,że sobie bez niego zupełnie nie radzisz wiec przez to,że był z Tobą długi okres czasu nie chce żebyś zrobiła sobie głupstwo i będzie z Tobą z litości. Przepraszam,że jestem tak bezpośrednia,ale uważam,że jak sama sobie nie pomozesz i nie pójdziesz do psychologa to nikt Ci nie pomoże.
Tak jest,popieram to co napisała paulina. Tym że wobec męża robisz z siebie ofiarę losu,nic nie zdziałasz. Mnie niedawno zostawił narzeczony, pierwsze parę dni przepłakałam ale potem wzięłam się w garść. Kupiłam sobie parę nowych kolorowych eatałaszkńw,nowy błyszczyk i zaczęłam spotykać się ze znajomymi. I wiesz co? On nagle zaczął dostrzegać co stracił. Nie jestem zdołowaną pełną kompleksów dziewczyną tylko korzystam z życia w pełni. A że czasem płaczę w poduszkę z tęsknoty? On tego nie widzi.
I zaczął znowu szukać bliźszego kontaktu.
Mężczyźni nie lubią narzucania im czegokolwiek, nie chcą mieć rozlazłej baby. Weź się w garść i pokaż mu na co cię stać,że na nim świat się nie kończy.
A psycholog koniecznie!
Bardzo mi przykro bo wiem,że nikogo nie posłuchasz do póki go kochasz.Mężczyźni,kochani zbyt mocno odbierają nam naszą godność.Trzymaj się kochana.Może któregoś dnia obudzisz się rankiem i stwierdzisz,że tego za wiele i sama mu podziękujesz.
(...)Mężczyźni, kochani zbyt mocno odbierają nam naszą godność.(...)
Żaden mężczyzna nie odbierze godności kobiecie, która na to nie pozwoli (ani żadna kobieta nie odbierze godności mężczyźnie, dopóki ten jej na to nie pozwoli).
Kobiety nie są bezwolnymi kukłami sterowanymi przez złych mężczyzn (ani odwrotnie).
Kobiety podejmują decyzje, również o uzależnieniu się od mężczyzny (odwrotnie również).
Kobiety podejmują także decyzje o byciu osobą niezależną (mężczyźni także).
I zdania z mej sygnatury są nadal, i w tym wątku, aktualne.
Każdemu jest ciężko po rozstaniu ale to co Ty robisz to jest poniżanie się przed facetem,a facet napewno nie będzie takiej kobiety poważał. Zauważyłam,że w dzisiejszych czasach dużo ludzi się rozstaje po wieloletnich związkach ale każdy z nich układa sobie po jakimś czasie życie. Jesteś młoda więc całe życie przed Tobą. Teraz to Ci sie wydaje tragedią a za jakiś czas będziesz się z tego śmiała. W ogóle szczyt głupstwa dla mnie to próba zabijania się przez mężczyzne( i odwrotnie). Moja babcia powtarza za każdym razem nie płacz nigdy za facetem,a nawet jak zbiera Ci sie na płacz to popłacz sobie(ulży Ci),ale nigdy tak żeby ON widział. Facet szybciej wróci jak będzie widział kobiete (swoją byłą) usmiechnięta,znającą swoją wartość i twardo stąpającą po ziemi niż zapłakaną,załamaną jego odejściem sierotkę Marysię. Trzymam za Ciebie kciuki żebys się ogarnęła i zaczęła żyć swoim życiem bo poki co to widzę,żę Ty nie masz swojego życia bo cała Twoja przeszczeń to jest Twój(eks)mąż.
Nie zapominajcie o tym,że ona ma depresję i ani błyszczyk ani nowe ciuchy tu nie pomoga.Nikt jej tu nie pomoże.
Kazdy przezywa rozstania, jest cięźko,ale nie kazdy chce popełnic z tego powodu samobójstwo , wiec nie ma żadnego porównania.
Jesli ktos się leczy na depresję latami to niestety, ale inaczej przeżywa kazdy upadek, zwłaszcza taki, wiec nie nalezałoby okreslac,ze ktos kto chce się zabic to się poniża przed kims.
On był całym jej życiem i odszedł, wiec i ona chciała odejsc.
Generalnie większośc umie sobie z tego typu sytuacjami poradzić, ale część nie, wiec nie pozostaje nic innego jak udac się do psychologa moja droga i walcz o siebie i rób to dla siebie.
Trzymam kciuki
... podcięłam sobie żyły, ale on przyjechał na czas i nic mi nie wyszło z samobójstwa, nawet tego nie potrafię zrobić. teraz wszyscy patrzą na mnie jak na wariatkę, robią mi wyrzuty. mój mąż...były mąż znów mnie odwiedza, jest prawie tak jak dawniej, nawet się całowaliśmy....
Chciałaś zwrócić na siebie uwagę EX-męża i Ci się to udało. Jednak czy zwróci Ci to jego miłość? Jak CZEGOŚ nie ma, to nie ma... I TAK ma być jak długo? Rok, dwa, dziesięć? Życie BEZ życia?
Czy po próbie samobójczej nie trafiłaś do szpitala? Bo zdaje się, że niedoszłych samobójców obligatoryjnie obejmuje się opieką psychiatryczną, jako osoby zagrażające samym sobie. Taka pomoc byłaby bardzo wskazana...
Dla własnego dobra - nie oszukuj się - poszukaj pomocy fachowej.
Nie zapominajcie o tym,że ona ma depresję i ani błyszczyk ani nowe ciuchy tu nie pomoga.Nikt jej tu nie pomoże.
Kazdy przezywa rozstania, jest cięźko,ale nie kazdy chce popełnic z tego powodu samobójstwo , wiec nie ma żadnego porównania.
Jesli ktos się leczy na depresję latami to niestety, ale inaczej przeżywa kazdy upadek, zwłaszcza taki, wiec nie nalezałoby okreslac,ze ktos kto chce się zabic to się poniża przed kims.
On był całym jej życiem i odszedł, wiec i ona chciała odejsc.
Generalnie większośc umie sobie z tego typu sytuacjami poradzić, ale część nie, wiec nie pozostaje nic innego jak udac się do psychologa moja droga i walcz o siebie i rób to dla siebie.
Trzymam kciuki
Miałam napisać dokładnie to samo.
łatwo wam tak mówić, bo jesteście silniejsi ode mnie. wiem, że teraz może powiecie, że robię z siebie sierotę, ale TAK dzieje się samo. tak jak wy 'automatycznie' staracie się obronić, znależć wyjście z sytuacji, tak ja nie mogę tego zrobić, nie potrafię, czuję taką bezsilność. dobrze powiedziane, że mąż zajmuje całą moją przestrzeń- ale mi właśnie tak jest dobrze, strasznie trudno jest mi funkcjonować jeśli nie czuję obok bliskiej osoby, jej opieki. po prostu tak mam. nie potrafię sobie wyobrazic, że ułożę sobie życie z kimś innym, to byłoby jak zdrada...mówicie że powinnam się zająć sobą- myślicie że mam na to siłę? nie, bo jestem bezsilną sierotą (dobre określenie na mnie). przed rozstaniem dbałam o siebie normalnie i robię to dalej. może mąż zostawił mnie właśnie dlatego, że jestem mało kobieca...nie ubieram się w sukienki, maluję okazyjnie..nie wiem,nic nie wiem..widziałam tą jego 'nową kobietę'- zupełne przeciwieństwo mnie, przynajmniej w wyglądzie. czuję się coraz gorzej. sytuacja z moim mężem też jest niejasna, jak już wspominałam, niby ma nową,a dalej przyjeżdża do mnie, przytula mnie,nawet całuje. nie wiem czy robi to z litości, czy może mam się na coś łudzić...
łatwo wam tak mówić, bo jesteście silniejsi ode mnie. wiem, że teraz może powiecie, że robię z siebie sierotę, ale TAK dzieje się samo. tak jak wy 'automatycznie' staracie się obronić, znależć wyjście z sytuacji, tak ja nie mogę tego zrobić, nie potrafię, czuję taką bezsilność. dobrze powiedziane, że mąż zajmuje całą moją przestrzeń- ale mi właśnie tak jest dobrze,
...
niby ma nową,a dalej przyjeżdża do mnie, przytula mnie,nawet całuje. nie wiem czy robi to z litości, czy może mam się na coś łudzić...
Jeśli TAK ci dobrze, to nie wiem skąd te dylematy i po co w ogóle roztrząsanie?
Nie doznajesz dyskomfortu - nie ma dylematu. Każdy jest panem swego losu, pytałam tylko CZY tak będziesz żyć za 5, 10, 15 lat? A jak mu się znudzi?
nie, wcale nie doznaję dyskomfortu. chodziło o jego miejsce w moim życiu ogólnie.
łatwo wam tak mówić, bo jesteście silniejsi ode mnie. wiem, że teraz może powiecie, że robię z siebie sierotę, ale TAK dzieje się samo. tak jak wy 'automatycznie' staracie się obronić, znależć wyjście z sytuacji, tak ja nie mogę tego zrobić, nie potrafię, czuję taką bezsilność. dobrze powiedziane, że mąż zajmuje całą moją przestrzeń- ale mi właśnie tak jest dobrze, strasznie trudno jest mi funkcjonować jeśli nie czuję obok bliskiej osoby, jej opieki. po prostu tak mam. nie potrafię sobie wyobrazic, że ułożę sobie życie z kimś innym, to byłoby jak zdrada...mówicie że powinnam się zająć sobą- myślicie że mam na to siłę? nie, bo jestem bezsilną sierotą (dobre określenie na mnie). przed rozstaniem dbałam o siebie normalnie i robię to dalej. może mąż zostawił mnie właśnie dlatego, że jestem mało kobieca...nie ubieram się w sukienki, maluję okazyjnie..nie wiem,nic nie wiem..widziałam tą jego 'nową kobietę'- zupełne przeciwieństwo mnie, przynajmniej w wyglądzie. czuję się coraz gorzej. sytuacja z moim mężem też jest niejasna, jak już wspominałam, niby ma nową,a dalej przyjeżdża do mnie, przytula mnie,nawet całuje. nie wiem czy robi to z litości, czy może mam się na coś łudzić...
przepraszam, że napisze to brutalnie, ale jestem przekonana, że on to robi z litości... . Powiedz mi, czy dobrze Ci jest ze świadomością, ze facet moze być z Tobą z litości, a nie dlatego że Cię kocha.
Otrząśnij się, idź jak najszybciej do psychologa. Poczytaj w necie o rozstaniach. Jestem taka mądra bo ten temat wałkuję już parę miesięcy. I ciesz się, ze nie masz dzieci narazie.
Nie zapominajcie o tym,że ona ma depresję i ani błyszczyk ani nowe ciuchy tu nie pomoga.Nikt jej tu nie pomoże.
Kazdy przezywa rozstania, jest cięźko,ale nie kazdy chce popełnic z tego powodu samobójstwo , wiec nie ma żadnego porównania.
Jesli ktos się leczy na depresję latami to niestety, ale inaczej przeżywa kazdy upadek, zwłaszcza taki, wiec nie nalezałoby okreslac,ze ktos kto chce się zabic to się poniża przed kims.
On był całym jej życiem i odszedł, wiec i ona chciała odejsc.
Generalnie większośc umie sobie z tego typu sytuacjami poradzić, ale część nie, wiec nie pozostaje nic innego jak udac się do psychologa moja droga i walcz o siebie i rób to dla siebie.
Trzymam kciuki
Dokłanie! Też tak uważam.
W przypadku depresji "zastrzyk siły" może być na kilka dni, może godzin (tzw. stan maniakalny) ale na dłuższą metę nic to nie da. I nie zrozumie nikt , kto tego nie przeżył. Nie wiem może idź do psychiatry i on Ci przepisze jakieś tabletki. Może leki wydają się pójściem na skróty, ale kiedyś trzeba z tą depresją coś zrobić, jakoś wątpię , aby udało Ci się z niej wyjść bez pomocy leków (szczególnie teraz w tej tragicznej sytuacji), ludzie podatnie na depresję mają po prostu niedobór pewnych składników w mózgu stąd te myśli fatalistyczne, widzenie wszystkiego w gorszych barwach. Tego się nie załatwi słowami "weź się w garść" ( a na pewno nie na długo).
Idź do psychiatry i on zdecyduje , czy przepisać Ci leki (chociażby na uspokojenie), czy po prostu wyśle Cię do psychologa.
Jeśli chodzi o tabletki to one działają na zasadzie , że człowiek "nie wgłębia się w czarne myśli", a chyba u Ciebie w tej sytuacji to jest najważniejsze, może uda Ci się stanąc na nogi i przez ten czas pracować nad sobą, a potem powoli będzie je odstawiać (po jakimś pół roku).
Co się właściwie dzieje? Jesteś po rozwodzie, masz męża, który bije, czy jesteś trollem?
Nie zapominajcie o tym,że ona ma depresję i ani błyszczyk ani nowe ciuchy tu nie pomoga.Nikt jej tu nie pomoże.
Kazdy przezywa rozstania, jest cięźko,ale nie kazdy chce popełnic z tego powodu samobójstwo , wiec nie ma żadnego porównania.
Jesli ktos się leczy na depresję latami to niestety, ale inaczej przeżywa kazdy upadek, zwłaszcza taki, wiec nie nalezałoby okreslac,ze ktos kto chce się zabic to się poniża przed kims.
On był całym jej życiem i odszedł, wiec i ona chciała odejsc.
Generalnie większośc umie sobie z tego typu sytuacjami poradzić, ale część nie, wiec nie pozostaje nic innego jak udac się do psychologa moja droga i walcz o siebie i rób to dla siebie.
Trzymam kciuki
Podpisuję się pod tym postem rękami i nogami , błyszczyki , nowe ciuszki nic tu nie poradzą . Do osoby z depresją wręcz nie można mówić : weź się w garść , dasz sobie radę , nie poniżaj się , bo to może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. Tu bezwzględnie potrzebny jest psycholog , być może psychiatra i leczenie
farmakologiczne.
Autorko mam tylko jedno pytanie. Może nie do końca istotne ale mnie nurtuje. Dlaczego zgodziłaś się na szybki rozwód ?
saamotna, utwierdzasz go w przekonaniu tym co robisz, że postąpił słusznie.
Gdybyś zajęła się sobą i pokazała, ze dajesz radę bez niego i dobrze wyglądasz, masz uśmiech na twarzy on zobaczyłby Cię z innej strony - widział co stracił.
Zgadzam się z tym. Wbrew pozorom mężczyźni lubią kobiety zaradne a nie takie, którymi muszą się zająć.
Miłość wraca wtedy gdy widzi co stracił a nie wtedy gdy robi się coś z litości.
Podejrzewam, że robi to ze strachu byś się nie zabiła...
To najhgorsze co może być.
Chcesz by ktoś był z tobą z litości ?
Wiesz, że teraz jest takie prawo, że jak próbujesz popełnić samobójstwo i przyjeżdża karetka to od razu potym kierują cię do szpitala psychiatrycznego na tydzien, dwa i sprawdzają co z Tobą dalej...