Obojętność papierowej żony - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Obojętność papierowej żony

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 60 ]

1 Ostatnio edytowany przez AnonimowyK (2012-10-27 17:44:49)

Temat: Obojętność papierowej żony

Hej,
Jestem tu nowy, w "małżeństwie" od 2 lat. Wcześniej miałem kilka związków - nie wychodziło z różnych przyczyn, ale głównie dlatego, że to nie były te osoby.
Wszystko działo się bardzo dynamicznie. Po kilku miesiącach wzięliśmy ślub.

To była osoba, z pięknym, cudownym, ciepłym wnętrzem. Stworzyliśmy związek dusz. Kiedy wyjechaliśmy do innego miasta szukać szczęścia coś się ze mną stało. Zacząłem stwarzać awantury z byle powodu, byłem zazdrosny. Pomimo tego, a może dlatego, powiedziała mi, że chce wziąć ślub. Byłem wniebowzięty, obiecałem, że zacznę nad sobą panować... Po ślubie wróciliśmy do rodzinnej miejscowości; zamieszkaliśmy z teściami. I miesiąc za miesiącem wszystko zaczęło się psuć. Oczywiście tego nie widziałem, a może widziałem, tylko to tłumiłem. Kolejne awantury o bzdury, sceny zazdrości, ciche dni, zarzuty, wyzwiska... w końcu stało się tak, że zostawałem sam, gdy ona szła do rodziców słuchać dobrych rad... potem wracała tylko na noc, gdzie spaliśmy na drugich krańcach łóżka. Wspaniały i duchowy seks odpłynął gdzieś pomiędzy kolejnymi awanturami.

W końcu teściowa powiedziała, że lepiej dla nas, gdybyśmy się rozstali. Nie wytrzymałem - widziałem, że manipuluje ona moją żoną, wkładała jej do głowy najbardziej abstrakcyjne pomysły. Zrobiłem awanturę, gdzie wyrzuciłem matce żony wszystko. Ostatecznie zadecydowaliśmy z żoną wynajęcie mieszkania i próbę ratunku dla Nas. Przez pierwsze dwa miesiące było dobrze - myślałem - układa się... nic bardziej mylnego...
Jej rodzice weszli z butami  - wykorzystując posłuszeństwo córki wobec nich decydowali o wszystkim, a ja musiałem na to przystawać. Sami podejmowali decyzje co i jak, bo 'tylko chcą pomóc'. Nie było to poprzedzone żadną rozmową, żadnymi planami, po prostu robili co chcieli, a ja miałem się na wszystko godzić. Niestety, nie jestem takim facetem, nie po to brałem ślub i chciałem zakładać rodzinę, żeby być traktowanym jako 3 dziecko teściów... Powiedziałem, że wypisuję się z budowy, że mam dość... Żona jeździła codziennie i pomagała - nic do niej nie docierało, że można kogoś wynająć, że to jest bez sensu bo może się coś stać. Ktoś zachorował. Dowiedziałem się od osób trzecich. Kiedy się wydało powiedziała, że nie widziała powodu dla którego miałaby mówić mi prawdę; Zaczęły się kolejne kłótnie. W końcu po kolejnej (gdzie padły z mojej strony słowa, które były mocne i przykre - włącznie z rozwodem, na który ona ochoczo przystała) wyprowadziła się. Chciałem ją odzyskać - próbowałem ją przekonać, że widzę problem w sobie i chcę walczyć. Po tym już się do mnie nie odzywała. To było 1,5 miesiąca temu.

Dodam jeszcze, że proponowałem jej terapię małżeńską, z początku zgodziła się. Ale pozniej uznała, że pomysł był niedobry, gdyż 'nie będę z niej robił psychicznej'...

Wiem, że wyjechała do innego miasta... i tylko tyle. Jedyny kontakt to mailowy (1 mail na 1,5 tygodnia), w którym obrzuca mnie błotem jak może. Pisze, że potrzebuje czasu i nie wie co robić dalej. Przeżuwa ciągle te same historie - pisze, że nie chce się ze mną spotkać, bo się mnie boi. W listach nie padło ani jedno ciepłe słowo, nie było żadnej nadziei. Nie odbiera telefonów, nie pisze smsow, w ciągu tego czasu nie zapytała się nawet co u mnie słychać.... po prostu kompletnie o mnie zapomniała. Dodatkowo stwierdziła, że nie ufa ani nie wierzy mi. Po prostu nieformalna separacja...

Wiem, że ją kocham, wiem że popełniłem wiele błędów, zacząłem walczyć ze swoim charakterem z pomocą psychologa. Ale do niej nic nie trafia, żadne argumenty. Przy tym wszystkim nie chce dać mi konkretnej odpowiedzi - albo w prawo albo w lewo. Tylko tyle, że potrzebuje czasu. Tylko my możemy coś z tym zrobić, a przy braku komunikacji stan ulegnie tylko pogorszeniu. Nie chę rozwodu, kocham ją nad życie, ale z drugiej strony rozum podpowiada mi, że coś tu nie gra. Nie wiem, może ktoś inny, może rzeczywiście jej psychika jest na tyle uszkodzona, że potrzebuje się podleczyć, a może po prostu przestała mnie kochać i chce o mnie zapomnieć. Nie rozumiem tylko po co to przeciągać. Nie potrafię iść do prawnika i założyć sprawy, niestety. Cały czas się łudzę i mam nadzieję na pogodzenie. Ale jak się pogodzić z osobą, która nie daje Ci na to szansy? Z którą nie ma żadnego kontaktu?

Nie mam już siły, jestem wykończony.
Czy ktoś zetknął się już z podobną sytuacją?

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Obojętność papierowej żony

Bardzo trudna sytuacja. Nie wiem, czy coś z tego będzie, bo ona jest zdecydowanie za bardzo pod wpływem rodziców. Masz jej e-mail. Na Twoim miejscu codziennie bym do niej pisała. Cokolwiek. Być może nie będzie nawet otwierała tych e-maili, więc pisz swój przekaz tzn., że ją kochasz i chcesz pracować nad tym związkiem w każdym tytule e-maila. Codziennie. Na różne sposoby. Poza tym możesz nie pisać nic. Wierzę, że za miesiąc lub dwa ona się odezwie. Wierzę, że ona też jest skołowana, nie wie już co myśleć itp. Jeśli zobaczy, że ją kochasz i ciągle o niej myślisz (Matka na pewno tłumaczy jej, że tak nie jest) to może przyjdzie jej coś sensownego do głowy i pójdzie z Tobą do psychologa.

Jeśli obrzuca Cię błotem w e-mailach to nawet lepiej. Nie jesteś jej obojętny. Nienawiść jest bardzo często pochodna miłości. Zastanów się, jak odpowiadać na te e-maile (jeśli będziesz miał podstawy sądzić, że czyta coś ponad tytuł e-maila). Ja bym pisała, jak pamiętam pierwsze spotkania z nią, że jest piękna, mądra i dobra i że rozumiesz, że czuje się rozżalona i chciałbyś, żebyście pracowali nad związkiem. Przypominaj jej też w e-mailach to, czym rzuciła Cię na kolana kiedy się poznaliście. Rzucaj w nią chlebem, kiedy ona rzuca w Ciebie błotem - wierzę, że z czasem zmięknie, bo kiedy będziesz odpowiadał dobrocią to jej złość okaże się bezproduktywna.

3

Odp: Obojętność papierowej żony

Słodka Czarodziejka --> dziękuję. Problem w tym, że ona nie chce kontaktu. Dla niej 1 mail na tydzień to wystarczająco dużo. Napisała, że nie chce, żebym wpływał na jej decyzję. To ma być jej wybór. Bardzo zdrowe myślenie, ale tylko wtedy kiedy obie strony wiedzą jakie są reguły gry. A tak naprawdę czuję się jak skazaniec trzymany na muszce plutonu egzekucyjnego - może nacisnę spust, a może nie, ale się tobą pobawię...

Na maile bardzo uważałem, dokładnie zrobiłem tak jak napisałaś - ona w myślnikach wyrzuciła mi sytaucje, gdzie zachowałem się okropnie, ja na to odpowiedziałem jej wszystkim tym, co było między nami dobre. Zupełnie to zignorowała. Nawet nie dała odpowiedzi, tylko dalej ciągnęła zarzuty. Cięzko określić mi to, czy to jest jej złość czy wyrachowanie (wiążą nas kwestie finansów budowy).

Do psychologa nie pojdzie - ostatnio napisała, że jeśli człowiek się sam nie zmieni to żaden psycholog nie pomoże - pytanie po co w ogole sa psycholodzy na świecie? Dla mnie mediator był deską ratunku, chciałem to wykorzystać. Dla niej było to upodlenie.

4

Odp: Obojętność papierowej żony

Sporo piszesz o uzależnieniu żony od rodziców i awanturach tym wywoływanych.
Ale na samym poczatku, gdy mieszkaliście w innym mieście i byliście sami ze sobą, też piszesz, że coś się z Tobą stało i awanturowałeś się, bo byłeś zazdrosny.
Może za dużo tych awantur było z Twojej strony? Żona nie chce się z Tobą spotykać i tłumaczy to tym, że się Ciebie boi. A obiecałeś żonie, że postarasz się nad sobą panować, gdy zamieszkaliście u teściów. Tymczasem z miesiąca na miesiąc było gorzej....
Nie wiem jak ja sama zachowałabym się, gdybym słyszała ciągle dzikie wrzaski dochodzące do mnie z mieszkania córki i zięcia i gdyby córka żaliła mi się na to jak ją traktuje jej mąż.
Rozumiem, że jej rodzice przepisali na nią działkę, a Ty czujesz się pominięty. Jednak w sytuacji, gdy rodzice widzą, że się nie za bardzo układa, to trudno im się dziwić...

Gdyby nie początek Twojej opowieści, pomyślałabym, że winni są natrętni, wtrącajacy się i manipulujący Twoją żoną teściowie.
Jednak ten początek traktujący o Twoich awanturach na tle zazdrości, zapala mi w głowie alarmową lampkę.
Więc jak to jest naprawdę?

5 Ostatnio edytowany przez AnonimowyK (2012-10-27 19:18:50)

Odp: Obojętność papierowej żony
marena7 napisał/a:

Sporo piszesz o uzależnieniu żony od rodziców i awanturach tym wywoływanych.
Ale na samym poczatku, gdy mieszkaliście w innym mieście i byliście sami ze sobą, też piszesz, że coś się z Tobą stało i awanturowałeś się, bo byłeś zazdrosny.
Może za dużo tych awantur było z Twojej strony? Żona nie chce się z Tobą spotykać i tłumaczy to tym, że się Ciebie boi. A obiecałeś żonie, że postarasz się nad sobą panować, gdy zamieszkaliście u teściów. Tymczasem z miesiąca na miesiąc było gorzej....
Nie wiem jak ja sama zachowałabym się, gdybym słyszała ciągle dzikie wrzaski dochodzące do mnie z mieszkania córki i zięcia i gdyby córka żaliła mi się na to jak ją traktuje jej mąż.
Rozumiem, że jej rodzice przepisali na nią działkę, a Ty czujesz się pominięty. Jednak w sytuacji, gdy rodzice widzą, że się nie za bardzo układa, to trudno im się dziwić...

Gdyby nie początek Twojej opowieści, pomyślałabym, że winni są natrętni, wtrącajacy się i manipulujący Twoją żoną teściowie.
Jednak ten początek traktujący o Twoich awanturach na tle zazdrości, zapala mi w głowie alarmową lampkę.
Więc jak to jest naprawdę?

Witam.
Tak, nie byłem mężem roku, próbowałem dbać o związek i walczyć ze swoim charakterem każdego dnia; jednak tak samo jak mocno walczyłem, tak szybko byłem pozbawiany szansy na zmianę. Awantury wychodziły z dwóch stron - mnie denerwowało to, że nic się nie zmienia, że żona nie potrafi podejść do mnie, przytulić i powiedzieć że po prostu 'damy sobie rade'; ją z kolei irytowało wszystko - każda sprzeczka była dobrą okazją do powrotu do tego co działo się dwa lata wcześniej i wypominania poprzednich sytuacji, a nie skupieniu się tu i teraz nad rozwiązaniem obecnego problemu; żona jest tez osoba zamknieta, jesli przedstawia sie jej logiczne argumenty - milczy, tylko po to zeby za 2 dni powiedziec wszystko to na zupelnie inny sposob.  Samonapędzająca się maszyna... Starałem się panować, zaciskałem zęby w wielu sytuacjach, zacząłem nawet akceptować to, że wszystkie decyzje i ustalenia podejmowane są bez mojego udziału. Ale ile tak można? W końcu wybuchłem, nie mogłem zaakceptować faktu, że ktoś inny decyduje o naszym życiu. Zawsze wierzyłem, że to my i tylko my powinniśmy być za nie odpowiedzialni, szczegołnie gdy jestesmy w wieku 31 i 28 lat.

Mieszkaliśmy razem tylko 2 miesiące, przed ślubem, w innym mieście. To był błąd. Mogliśmy się bardziej poznać, a nie naiwnie patrzeć tylko na to, że odnaleźliśmy siebie w tym dzikim świecie.  Jestem w pełni świadomy, że powinienem o to dbać i walczyć każdego dnia. Nie wiem, może się w którymś momencie poddałem, albo uznałem że jest dobrze, a wcale nie było. Wiem tylko to, że kocham żonę, ale już jej nie odzyskam.

6

Odp: Obojętność papierowej żony

Witaj szanowny kolego...
Nie ukrywam, że opisywany przez Ciebie przypadek nie jest mi obcy ale z całą stanowczością mogę powiedzieć, że doskonale znany i boleśnie doświadczony na własnej skórze.

Problem ten nosi nazwę toksycznego trójkąta - Ty, żona i teściowa... jednym słowem klasyczny przykład z życia wzięty. Zawiłość tego zagadnienia jest o tyle bardziej skomplikowana, że Twoja luba jest "uzależniona" od matki lub co gorsza Jej całej rodziny i emocjonalnie z Nią związana - z matką - określeniem nieodciętej pępowiny (por. medyczne z terminologii porodowej smile ).
Z własnego doświadczenia mogę Ci powiedzieć jedno - ratuj siebie, nie małżeństwo. Przykro mi to mówić, ale po sobie wiem - choć doświadczyłem tego w bardzo nieprzyjemny sposób - z Nią i Nimi nie wygrasz.
W pewnym momencie - po ślubie - stałeś się dla swojej teściowej "złodziejem", chcącym ukraść Jej córkę. Mniemam, że jedynaczkę... "Zięciów to ja mogę mieć 5 ale córkę mam tylko jedną..."

Chcesz się dowiedzieć więcej na ten temat???...
Zapraszam do swojego wątku tutaj zamieszczonego pt "toksyczny trójkąt z teściową" lub do wątku "teściowie... nieodcięta pępowina".
Zanim zaczniesz czytać... weź głęboki oddech, "chlapnij 50 czystej ognistej i wygodnie usiądź w fotelu...
Życzę miłej lektury.

7

Odp: Obojętność papierowej żony

Dzięki Bags. Też własnie tak to widzę. Zresztą wyrzuciłem to jej mamie, mówiąc ze ma dzieci z niedocięta pepowina, ktore są zupełnie uzależnione od niej i jej decyzji. Przeczytam dziś Twój wątek.

Mimo to walczę, wiem że nie wygram, bo tego nie da sie wygrac. Zreszta od tesciowej uslyszalem, ze "ziec to nie rodzina" i ze nigdy nie chcieli mnie za niego miec i zebym byl z ich corka... a ja musiałem to karnie znosić, bo moja żona nie uwazala tego za obrazę wobec mnie.

8

Odp: Obojętność papierowej żony

Hm troche za szybko z tymi slubami,trzeba było poczekać troche,poznac się lepiej,pomieszkać razem najpierw.Myślę,że nie masz co się łudzić na bycie razem skoro nie pisze często i już w czasie zwiazku nie było kompromisu do tego teściowie,to już w ogóle.
Jedyne co możesz wystapic o rozwód i odpisanie się od budowy.
Ps.jak słysze teściowie to katastrofa zwłaszcza,że partnerka,partner nie maja swojego zdania na pewne sprawy.

9 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-10-27 21:20:51)

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Mimo to walczę, wiem że nie wygram, bo tego nie da sie wygrac. Zreszta od tesciowej uslyszalem, ze "ziec to nie rodzina" i ze nigdy nie chcieli mnie za niego miec i zebym byl z ich corka... a ja musiałem to karnie znosić, bo moja żona nie uwazala tego za obrazę wobec mnie.

Wybacz, ale nie chcę tutaj użyć wulgaryzmów... to odpowiedz sobie na pytanie dlaczego zgodziła się oddać córkę Tobie - zapewne prosiłeś Ją tak jak i ja o rękę swojej żony - i również dlaczego pobłogosławiła Was przed ślubem kościelnym.
Tego pytania nie zadawaj Jej jak i żonie - zniszczą Cię psychicznie.

I taka moja uwaga - ostrzeżenie dla Ciebie... nie wyrywaj się z rozwodem i chęcią wojny podczas rozwodu, bo jak to bywa w polskim prawie - zrobią z Ciebie przestępcę a nim nie jesteś. Teściowa prawnie jest nietykalna - polskie prawo nie przewiduje takiej wersji wyroku jak rozpad małżeństwa z winy teściowej.
Walcz, ale nie z teściową. Ona jest już - bez urazy - wiekowa i niereformowalna a złośliwości Jej i żony zbywaj śmiechem i milczeniem oraz dobrem zwyciężaj. Szukaj sposobu jak żonie oczy na ten problem otworzyć, choć jest to cholernie trudne.

A skoro też jesteś sakramentalnym mężem, to obejrzyj sobie takie pozycje:
1. Ognioodporny
2. Spotkanie
3. Boska interwencja.
4. Sekret - nie film a wykład - można ściągnąć z chomika.
Zerknij sobie też na stronę Wstawianie linków do stron/adresów jest niezgodne z regulaminem i poczytaj tam zamieszczone artykuły.
Wstawianie linków do stron/adresów jest niezgodne z regulaminem  ... tu coś też dla siebie znajdziesz... i  mój temat też smile

10

Odp: Obojętność papierowej żony
k.iness napisał/a:

Hm troche za szybko z tymi slubami,trzeba było poczekać troche,poznac się lepiej,pomieszkać razem najpierw.Myślę,że nie masz co się łudzić na bycie razem skoro nie pisze często i już w czasie zwiazku nie było kompromisu do tego teściowie,to już w ogóle.
Jedyne co możesz wystapic o rozwód i odpisanie się od budowy.
Ps.jak słysze teściowie to katastrofa zwłaszcza,że partnerka,partner nie maja swojego zdania na pewne sprawy.

wiem, ze szybko. to mogl byc blad. wtedy jednak tak nie myslalem, sadzilem ze po paru kilkuletnich zwiazkach w koncu znalazlem anioła. i znalazlem, ale tylko na chwile.

11

Odp: Obojętność papierowej żony

Właśnie dlatego trzeba było jeszcze poczekać,przyjrzeć się bardziej temu aniołowi...
No nic stało się teraz będziesz wiedział,że trzeba więcej rozsądku do oceny anioła zanim się z tesciową diablicą spotkasz.

Ps.Przyznam się,że nie wyszłam za mąż w ostatniej chwili za teściową w sumie i jej synka i jestem z tego zadowolona,Przy kolejnym związku będziesz bardziej wrażliwy na wszystko.
I przykro mi,ale na ten to nie masz co robić sobie złudzeń i raczej nie ma sensu bo i tak pozostaną zawsze wypominki sprzed lat przy byle okazji itd.itp
Nigdy jak dawniej nie będzie jeśli już to niech będzie nowe, lepsze.

12

Odp: Obojętność papierowej żony

a tak w ogole to dlaczego napisala ze sie ciebie boi? przeciez musi byc jakis powod...

13 Ostatnio edytowany przez walcząca z wilkami (2012-10-28 08:05:26)

Odp: Obojętność papierowej żony

A mnie się zdaje,że ty masz jakieś ADHD w dorosłym,męskim wydaniu.Jesteś kłótliwy,niecierpliwy,niezdecydowany,niedojrzały do poważnego związku,miotany skrajnymi emocjami,oskarżasz żonę o choroby psychiczne,sam będąc psychopatą,winisz teściów o rozpad małżeństwa,a grasz takimi samymi kartami-stosujesz szantaż i udowadniasz,ze masz władzę,wstrzymując budowę.To wszystko jest chore,niemądre i skończone,nie ma się co łudzic,szkoda czasu i pieniędzy na psychologów i mediatorów.Dobre jest tylko to,że nie macie dzieci...Małzeństwo totalna porażka,facet totalna porażka,przykład katolickiej rodzinki..

14 Ostatnio edytowany przez AnonimowyK (2012-10-28 09:29:59)

Odp: Obojętność papierowej żony
walcząca z wilkami napisał/a:

A mnie się zdaje,że ty masz jakieś ADHD w dorosłym,męskim wydaniu.Jesteś kłótliwy,niecierpliwy,niezdecydowany,niedojrzały do poważnego związku,miotany skrajnymi emocjami,oskarżasz żonę o choroby psychiczne,sam będąc psychopatą,winisz teściów o rozpad małżeństwa,a grasz takimi samymi kartami-stosujesz szantaż i udowadniasz,ze masz władzę,wstrzymując budowę.To wszystko jest chore,niemądre i skończone,nie ma się co łudzic,szkoda czasu i pieniędzy na psychologów i mediatorów.Dobre jest tylko to,że nie macie dzieci...Małzeństwo totalna porażka,facet totalna porażka,przykład katolickiej rodzinki..

Nie oskarżam ani oskarżałem żony o choroby psychiczne. Chciałem pojść do kogoś ratować związek, bo nie widziałem już szansy, że sami się dogadamy. Niestety ona powiedziała, że nie zgadza się, bo jej coś takiego powiem, co jest kompletną bzdurą (przecież wtedy ja też byłbym 'psychiczny'). Z budowy mnie wypisano, więc nic nie wstrzymuję ani wstrzymywałem - i tak wszystko działo się za moimi plecami. Co prawda kiedy się przeprowadziliśmy była taka opcja (wstrzymanie) - ale przystaliśmy na nią oboje i mieliśmy świadomość, że to nas skłóca. Niestety zadecydowano inaczej co się bedzie działo.

Do psychopaty mi trochę brakuje smile Trudno też żeby nie działały skrajne emocje - z jednej strony wiesz jak mocno kochasz, z drugiej jesteś traktowany jak szmatka do podłogi; zgadzam się z Tobą z przykładem katolickiej rodzinki - coś w tym jest.

Przykro mi, nie można zadowolić wszystkich.

15

Odp: Obojętność papierowej żony
k.iness napisał/a:

Właśnie dlatego trzeba było jeszcze poczekać,przyjrzeć się bardziej temu aniołowi...
No nic stało się teraz będziesz wiedział,że trzeba więcej rozsądku do oceny anioła zanim się z tesciową diablicą spotkasz.

Ps.Przyznam się,że nie wyszłam za mąż w ostatniej chwili za teściową w sumie i jej synka i jestem z tego zadowolona,Przy kolejnym związku będziesz bardziej wrażliwy na wszystko.
I przykro mi,ale na ten to nie masz co robić sobie złudzeń i raczej nie ma sensu bo i tak pozostaną zawsze wypominki sprzed lat przy byle okazji itd.itp
Nigdy jak dawniej nie będzie jeśli już to niech będzie nowe, lepsze.

Ciągle mam nadzieję, na to że się zmienimy. Obawiam się tego co napisałaś, że zawsze powstanie to sprzed lat. Wydaje mi się, że nad tym można pracować; nie da sie o tym zapomnieć, ale da funkcjonować. Wszystko zależy od podejścia. Nie rozumiem tylko, jak w obecnej sytuacji można się tak wzajemnie traktować.

16 Ostatnio edytowany przez mata hari (2012-10-28 11:37:01)

Odp: Obojętność papierowej żony
walcząca z wilkami napisał/a:

A mnie się zdaje,że ty masz jakieś ADHD w dorosłym,męskim wydaniu.Jesteś kłótliwy,niecierpliwy,niezdecydowany,niedojrzały do poważnego związku,miotany skrajnymi emocjami,oskarżasz żonę o choroby psychiczne,sam będąc psychopatą,winisz teściów o rozpad małżeństwa,a grasz takimi samymi kartami-stosujesz szantaż i udowadniasz,ze masz władzę,wstrzymując budowę.To wszystko jest chore,niemądre i skończone,nie ma się co łudzic,szkoda czasu i pieniędzy na psychologów i mediatorów.Dobre jest tylko to,że nie macie dzieci...Małzeństwo totalna porażka,facet totalna porażka,przykład katolickiej rodzinki..

Nienawidzisz wszystkich mężczyzn czy podzielasz zdanie teściowej autora wątku?

Nikt nie jest idealny, a autor wątku zdaje sobie sprawę z tego, co powinien w sobie poprawić i chodzi do psychologa, walczy o małżeństwo. To jego żona (mówiąc ustami teściowej), a nie on, uważa terapię małżeńską i pomoc psychologów za nic nie wartą i robienie z niej psychicznej.

AnonimowyK, robisz ile możesz, ale skoro Twoja żona tak mocno jest uzależniona od swojej matki, to na siłę nic nie zdziałasz. Polecałabym Ci się z nią nie kontaktować, poza złożeniem pozwu rozwodowego i walką o to, co zainwestowałeś w działkę. Może Twojej żonie się oczy otworzą, a jeśli nie - czy nie szkoda Ci Twoich nerwów i zdrowia na taki toksyczny trójkąt? Twoja żona nie jest małym dzieckiem i sama podejmuje decyzje o swoim życiu - w tym przypadku podjęła decyzję o mówieniu ustami swojej matki.

17

Odp: Obojętność papierowej żony

Mata Hari - jest wiele racji w tym co napisała <walcząca z wilkami>. Myślę, że moja żona właśnie w taki sposób uważa. Jak pisałem, wiem, że bardzo pomogłem w zniszczeniu tego związku. Żona pisała, że teraz ona sama podejmuje decyzje, że wybiera brak kontaktu i nie stoi za tym jej mama. To że myśli w kategoriach jak teściowa - trudno, nie zmienię tego, nie wygram z tym. Muszę to zaakceptować; nie chcę też zmuszać jej do podejmowania decyzji i myślenia tak jak ja - teraz to widzę, szkoda tylko że dopiero teraz.

Pomimo tego, wiem, że zależy mi na niej i walczę o naszą przyszłość. Obawiam się tylko, że ta walka jest przegrana z góry.

18

Odp: Obojętność papierowej żony

AnonimowyK, przeczytałam Twoją historię...
awantury urządzane kochanej osobie raczej nie wpływały na podwaliny Waszego małżeństwa.
Piszesz, że wszystko zaczęło się zmieniać kiedy zamieszkaliście u teściów... myślę, że i wtedy Twoje zachowanie względem żony się nie zmieniło, awantury, wyzwiska... Świadkami awantur byli jej rodzice... mówisz, że się wtrącali  i że to przez teściową, która buntowała córkę, rozpadło się Twoje małżeństwo... chyba jednak nie... jak kochający rodzice mogą stać z boku i patrzeć jak niszczysz życie ich córce. Postaw się w ich sytuacji.
Zgodziłeś się na budowę domu... teraz uważasz, że to był błąd...
Widzisz, trzeba dorosnąć  i ponosić konsekwencje własnych wyborów. Zwalasz winę na wredną teściową, która jest matką i serce jej pęka kiedy obrzucasz inwektywami jej córkę, sam jesteś bez winy...?

mata hari, skąd czerpiesz informacje, że żona AnonimowegoK, jest uzależniona od matki... nie wiemy w jakim stopniu zachowanie AnonimowegoK wpłynęło na jej decyzję o odejściu, zwłaszcza, że nadmienił w jednej z wypowiedzi, iż żona zaczęła się go bać... to chyba nie wynika z normalnych i ogólnie przyjętych  norm zachowań?

girl90 zadała pytannie:

girl90 napisał/a:

a tak w ogole to dlaczego napisala ze sie ciebie boi? przeciez musi byc jakis powod...

,  na które nie otrzymała odpowiedzi...

19 Ostatnio edytowany przez AnonimowyK (2012-10-28 12:42:58)

Odp: Obojętność papierowej żony
vikita napisał/a:

AnonimowyK, przeczytałam Twoją historię...
awantury urządzane kochanej osobie raczej nie wpływały na podwaliny Waszego małżeństwa.
Piszesz, że wszystko zaczęło się zmieniać kiedy zamieszkaliście u teściów... myślę, że i wtedy Twoje zachowanie względem żony się nie zmieniło, awantury, wyzwiska... Świadkami awantur byli jej rodzice... mówisz, że się wtrącali  i że to przez teściową, która buntowała córkę, rozpadło się Twoje małżeństwo... chyba jednak nie... jak kochający rodzice mogą stać z boku i patrzeć jak niszczysz życie ich córce. Postaw się w ich sytuacji.
Zgodziłeś się na budowę domu... teraz uważasz, że to był błąd...
Widzisz, trzeba dorosnąć  i ponosić konsekwencje własnych wyborów. Zwalasz winę na wredną teściową, która jest matką i serce jej pęka kiedy obrzucasz inwektywami jej córkę, sam jesteś bez winy...?

mata hari, skąd czerpiesz informacje, że żona AnonimowegoK, jest uzależniona od matki... nie wiemy w jakim stopniu zachowanie AnonimowegoK wpłynęło na jej decyzję o odejściu, zwłaszcza, że nadmienił w jednej z wypowiedzi, iż żona zaczęła się go bać... to chyba nie wynika z normalnych i ogólnie przyjętych  norm zachowań?

girl90 zadała pytannie:

girl90 napisał/a:

a tak w ogole to dlaczego napisala ze sie ciebie boi? przeciez musi byc jakis powod...

,  na które nie otrzymała odpowiedzi...

Hej,

nie wiem, dlaczego. moze kolejnych awantur, agresji, moze tego ze uznala ze "pęknie" gdy mnie zobaczy, a tego nie chce... nie wiem, nie siedzę w jej głowie.

Co do rodziców - jak pisałem, chciałem żebyśmy stworzyli naszą własną wyjątkową rodzinę. Nie napisałem nigdzie, że jestem bez winy, bo widzę w sobie jej wiele. Nie zwalam też całej winy na teściową - owszem przyczyniła się z pewnością do wielu spraw, ale ostatecznie to jej córka jest dorosłą osobą i podejmowała decyzje. Awantury nie wychodziły tylko z jednej strony. To że żona miała mnie gdzieś, nie przejmowała się mną, na nic nie odpowiadała i okłamywała mnie i nie była uczciwa - to też nie było miłe. Zresztą te awantury nie były takie, że wszystko latało w powietrzu, a siła głosu dochodziła do 120dB. Jej tata powiedział kiedyś, że to nie tylko moja wina, że wie co się dzieje i wcale nie uważa jakbym był jedyną przyczyną. Kochający rodzice nie powinni mówić jej, jak ma się zachowywać. Wychodziłem za dorosłą osobę, która myślałem ze miala wlasne zdanie, a okazywało się, że postępowała tylko tak jak radziła jej mama. To też boli, bo nie żeniłem się z teściową, tylko jej córką. Zresztą nie chcę się tutaj tłumaczyć, wiem jakie były przyczyny doprowadzenia tego do obecnego stanu. Może napiszę też, że poza awanturami (do których oczywiście nie dochodziło codziennie, czy co tydzień) były piękne i wspaniałe chwile miłości i zwykłe, normalne życie bez konfliktów.

edit: myślę, że młode małżeństwo musi się dotrzeć, to zawsze skutkuje konfliktami i walką o 'władzę'. my niestety nie mieliśmy tej możliwości - przed ślubem mieszkaliśmy tylko dwa miesiące. tyle rozwodów jest teraz właśnie z tego powodu. wydaje mi się, że nie poznaliśmy się do końca, że zabrakło czasu, woli i chęci.

Pytanie pozostaje otwarte - jak walczyć kiedy ktoś zabrał ci wszystkie metody? Może to głupie i naiwne myślenie, ale skoro nie daje odpowiedzi - to może się waha, może uważa że da się jeszcze to odbudować. Ale jak to zrobić przy braku jakiegokolwiek kontaktu?

20

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Hej,
Poznałem ją w pracy - nauczony doświadczeniami nie chciałem, żeby to była kolejna 'bzdurka'. Wszystko działo się bardzo dynamicznie. Po 5 miesiącach oświadczyłem się, po kolejnych 3 wzięliśmy ślub cywilny, a potem po 6 miesiącach - kościelny.

Slub w 14 mcy - problem numer 1.

AnonimowyK napisał/a:

Kiedy wyjechaliśmy do innego miasta szukać szczęścia coś się ze mną stało. Zacząłem stwarzać awantury z byle powodu, byłem zazdrosny.

Problem numer 2 - awantury i bezpodstawna zazdrosc.

AnonimowyK napisał/a:

, obiecałem, że zacznę nad sobą panować... Po ślubie wróciliśmy do rodzinnej miejscowości; skuszeni perspektywą działki i budowy wspólnego domu zamieszkaliśmy z teściami. I miesiąc za miesiącem wszystko zaczęło się psuć. Oczywiście tego nie widziałem, a może widziałem, tylko to tłumiłem. Kolejne awantury o bzdury, sceny zazdrości, ciche dni, zarzuty, wyzwiska...

Obiecales ze bedziesz nad soba panowac ale awantury nadal mialy miejsce.
Skad ci sie ta zazdrosc bierze? - problem numer 3. Obiecales cos i nie dotrzymales slowa.

AnonimowyK napisał/a:

w końcu stało się tak, że ja zostawałem zamknięty w naszym pokoju, ona szła na góre do rodziców słuchać dobrych rad... potem wracała tylko na noc, gdzie spaliśmy na drugich krańcach łóżka. Wspaniały i duchowy seks odpłynął gdzieś pomiędzy kolejnymi awanturami.

Dziwisz sie?

AnonimowyK napisał/a:

W końcu w okolicach Wielkanocy teściowa powiedziała, że lepiej dla nas, gdybyśmy się rozstali. Nie wytrzymałem - widziałem, że manipuluje ona moją żoną, wkładała jej do głowy najbardziej abstrakcyjne pomysły. Zrobiłem mega-awanturę, gdzie wyrzuciłem matce żony wszystko.

Kolejna awantura...

AnonimowyK napisał/a:

Ostatecznie zadecydowaliśmy z żoną jeszcze tego samego dnia wprowadzenie się do wynajmowanego mieszkania i próbę ratunku dla Nas. Przez pierwsze dwa miesiące było dobrze - myślałem - układa się... nic bardziej mylnego...
Jej rodzice weszli z butami na naszą budowę - wykorzystując posłuszeństwo córki wobec nich decydowali o wszystkim, a ja musiałem na wszystko przystawać. Sami podejmowali decyzje co i jak, bo 'tylko chcą pomóc'. Nie było to poprzedzone żadną rozmową, żadnymi planami, po prostu robili co chcieli, a ja miałem się na wszystko godzić. Niestety, nie jestem takim facetem, nie po to brałem ślub i chciałem zakładać rodzinę, żeby być traktowanym jako 3 dziecko teściów... Powiedziałem, że wypisuję się z budowy, że mam dość... Żona oczywiście jeździła codziennie na budowę i pomagała - nic do niej nie docierało, że ważyła 41kg, że można kogoś wynająć, że to jest bez sensu bo może się coś stać. I stało... jej tata dostał udar.

Czekaj ustalmy sobie...tesciowie pomagaja wam budowac dom a ty narzekasz?
Jesli to oni placa za budowe rzeczywiste pieniadze to czego sie czepiasz? Ich kasa, ich fundusz.
A gdzie ty byles jak wychudzona zona jezdzila na budowe pomagac? Zostawales w domu?


AnonimowyK napisał/a:

Dowiedziałem się od osób trzecich.

Dziwisz sie? Raz juz zrobiles mega awanture, myslisz ze normalni ludzie mieli ochote na kolejna?

AnonimowyK napisał/a:

Podpytalemżonę o zdrowie rodziców, kłamała że wszystko jest ok. Kiedy się wydało powiedziała, że nie widziała powodu dla którego miałaby mówić mi prawdę; powiedziała że i tak bym się tym nie przejął mówiąc "a nie mówiłem".

Uwazasz ze te awantury mogly dac jej podstawe do takiego myslenia? smile (pytanie jest retoryczne bo jak dla mnie to oczywiste ze tak.

AnonimowyK napisał/a:

Zaczely się kolejne awantury.

Wiecej awantur napewno pomoglo sytuacji.

AnonimowyK napisał/a:

Zaczalem tłumaczyć jej sytuację - że nie dzieje się dobrze, i chciałbym ją prosić o przepisanie działki również na mnie, bo widziałem że ładuję wszystko co mam w dom i w sytuacji jaką mieliśmy mogę zostać z niczym (co zresztą się stało).

Z tego wynika ze jej rodzice po prostu kupili jej dzialke.
Acha no i w sytuacji kiedy jej ojciec jest swiezo po udarze ty myslisz tylko o tym aby dzialke przepisac rowniez na ciebie...
Juz po tym jak zrobiles mega awanture tesciowej...
Juz po tym jak robiles jej awantury i sceny zazdrosci...
Juz po tym jak ona sama wychudla pomagajac w budowie...

AnonimowyK napisał/a:

oburzenie, że jak się kocha to nie prosi się o takie rzeczy. - tylko szkoda że to 'kochanie' miało dotyczyć wyłącznie jednej strony.

No wlasnie.
Czy ty ja kochales robiac jej awantury?
Czy ty ja kochales robiac sceny zazdrosci?
Czy ty ja kochales robiac mega awanture jej matce?


AnonimowyK napisał/a:

W końcu po awanturze (gdzie padły z mojej strony słowa, które były mocne i przykre - włącznie z rozwodem, na który ona ochoczo przystała) wyprowadziła się.

Kolejny problem - wiecej awantur.
Rozmawiac umiesz czy tylko awanturujesz sie?

AnonimowyK napisał/a:

Chcialem ją odzyskać - spotkaliśmy się dwa razy - próbowałem ją przekonać, że widzę problem w sobie i chcę z tym walczyć.

Juz raz obiecales cos i nie dotrzymales slowa.
Czemu teraz mialoby byc inaczej, ha?

AnonimowyK napisał/a:

Potem z wyłącznie dobrych chęci pojechałem na działkę celem pomocy, pomyślałem że być może w ich ciężkiej sytuacji docenią to.

Docenic mozliwosc kolejnej awantury?
Rownie kuszace jak spacet na boso po iglach i szpilkach.

AnonimowyK napisał/a:

Zona, gdy mnie zobaczyła, nie powiedziała nawet cześć. Wsiadła w samochód i pojechała po matkę, z którą następnie miałem ogromną kłótnię - włącznie z tym, że wyrzuciła mnie z działki i powiedziała, że mam się odczepić od jej córki, bo ona mnie nie chce. Żona nie powiedziała nic, nie stanęła w mojej obronie i jeszcze dodała, że powinienem się zapowiadać jak przyjeżdżam na działkę (ciekawe - ciągle jestem inwestorem budowy wedle prawa). Po tym już się do mnie nie odzywała. To było 1,5 miesiąca temu.

Dziwisz sie!!??
Kolejna awantura z twojej strony.
Ludzie maja juz tego dosyc.
Sama mam dosyc tylko to czytajac.

AnonimowyK napisał/a:

jeszcze, że proponowałem jej terapię małżeńską, z początku zgodziła się. Ale po dwóch dniach w domu u swoich rodziców już pomysł był niedobry, gdyż psychologowie to szarlatani z papierkami i tłumaczenie, że 'nie będę z niej robił psychicznej'...

No pewnie ze nie bo to ty masz problem, ktorego zreszta jestes podobno swiadomy.
To ty powinienes sie tym zajac a nie ja targac i probowac scedowac polowe twojej winy na nia.

AnonimowyK napisał/a:

Wiem, że wyjechała do nowej pracy do innego miasta na szkolenia... i tylko tyle. Jedyny kontakt to mailowy (1 mail na 1,5 tygodnia), w którym obrzuca mnie błotem jak może.

Nie dziwie jej sie.


AnonimowyK napisał/a:

Pisze, że potrzebuje czasu i nie ma bladego pojęcia co robić dalej, nie chce decydować o rozwodzie czy innym rozwiązaniu. Przeżuwa ciągle te same historie - pisze, że nie chce się ze mną spotkać, bo się mnie boi.

Nie dziwie jej sie.


AnonimowyK napisał/a:

A sama znowu za moimi plecami robi co jej się żywnie podoba, kontynuowała budowę, pomimo tego, że ustaliliśmy że ma być zatrzymana.
W jej mailach nie padło ani jedno ciepłe słowo, nie było żadnej nadziei. Nie odbiera telefonów, nie pisze smsow, w ciągu dwóch miesięcy nie zapytała się nawet co u mnie słychać.... po prostu kompletnie o mnie zapomniała. Dodatkowo stwierdziła, że nie ufa ani nie wierzy mi, i nie zamierza dzielić się jakimikolwiek jej przeżyciami.

Jezu rece opadaja...
Po tym jak awanturowales sie z jej matka, po tym jak domagales sie przepisania dzialki rowniez na ciebie podczas kiedy jej ojciec mial udar, po tych wszystkich awanturach i zazdrosciach ty narzekasz ze nie napisala ci zadnego cieplego slowa??
A gdzie byly twoje cieple slowa kiedy ona ich potrzebowala?
Nie ufa ci, boi sie ciebie.
Sam narozrabiales, znikad jej sie to nie wzielo.

AnonimowyK napisał/a:

Za kilka dni mamy rocznicę, nie wiem co zrobić. Wiem, że ją kocham, wiem że popełniłem wiele błędów, zacząłem walczyć ze swoim charakterem z pomocą psychologa. Ale do niej nic nie trafia, żadne argumenty. Przy tym wszystkim nie chce dać mi konkretnej odpowiedzi - albo w prawo albo w lewo. Tylko tyle, że potrzebuje czasu i że może los jej ześle jakąś wskazówkę co zrobić - co za sposób myślenia!

ZAnim zaczniesz krytykowac cudzy sposob myslenia przyjzyj sie swojemu.
Twoje myslenie nawet podczas czytania brzmi jakos...agresywnie i wymagajaco.

AnonimowyK napisał/a:

Tylko my możemy coś z tym zrobić, a przy braku komunikacji stan ulegnie tylko pogorszeniu. Nie chę rozwodu, kocham ją nad życie, ale z drugiej strony rozum podpowiada mi, że coś tu nie gra. Nie wiem, może ktoś inny, może rzeczywiście jej psychika jest na tyle uszkodzona, że potrzebuje się podleczyć, a może po prostu przestała mnie kochać i chce o mnie zapomnieć. Nie rozumiem tylko po co to przeciągać. Nie potrafię iść do prawnika i założyć sprawy, niestety. Cały czas się łudzę i mam nadzieję na pogodzenie. Ale jak się pogodzić z osobą, która nie daje Ci na to szansy? Z którą nie ma żadnego kontaktu? O której nie wiesz nawet gdzie jest i co robi?

Dziewczyna sama probuje odpowiedziec sobie na pytanie co mozna z tym zrobic... Najpierw bylo wspaniale a potem potwornie.
Dziewczyna probuje sama siebie poskladac do kupy zanim zajmie sie tak wazna dla ciebie odpowiedzia na twe pytania...
Pamietaj ze wlasnie posypalo sie jej malzenstwo, jest zmeczona budowa ktora probuje wykonczyc, jest podlamana niedawnym udarem ojca, jest zestresowana awanturami i klotniami...plus inne codzienne problemy jakie moze miec...
Nie dziwie sie jej ze odcina sie od jedynego problemu w jej zyciu

21 Ostatnio edytowany przez AnonimowyK (2012-10-28 13:06:34)

Odp: Obojętność papierowej żony

Sadie - dlatego zdaję sobie sprawę co zrobiłem. Nie czuję się niewinny, wręcz przeciwnie. Walczyłem o niezależność, a w tym wszystkim bardzo się pogubiłem. Może to była walka o władzę, może nie. Z działką było inaczej, nie chcę też pisać wszystkiego na forum publicznym (pytanie o przepisaniu pojawiło się dużo wcześniej niż choroba jej taty).

Wiem dlaczego ona mnie już tak odbiera. Ale czy człowiek nie ma szansy na zmianę swojego postępowania? Jeśli to zrozumiał, tak uczciwie i dogłębnie? Jeśli jest jeszcze jakakolwiek szansa, a Ty kochałabyś kogoś nad życie - nie próbowałabyś? Ludzie niestety błądzą, nie mają identycznych charakterów. Nie wiem jak mógłbym pokazać Jej, że moglibyśmy mieć jeszcze szansę na lepsze jutro.

PS. dlatego zalozyłem tutaj profil, żeby poznać zdanie innych, bo wiem ze moje nie jest dobre. Rzeczywiście ona tak właśnie to odbiera (tak myślę). Czy masz jakąś myśl jak możnaby to odbudować? Czy czas coś zmieni? Wiem, że to są prawie pytania retoryczne, ale chcę walczyć. O Nią i o Nas.

22

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Wiem dlaczego ona mnie już tak odbiera. Ale czy człowiek nie ma szansy na zmianę swojego postępowania? Jeśli to zrozumiał, tak uczciwie i dogłębnie? Jeśli jest jeszcze jakakolwiek szansa, a Ty kochałabyś kogoś nad życie - nie próbowałabyś?

Nawet najgoretsza milosc mozna zadeptac niewlasciwym zachowaniem i krzywdami.

AnonimowyK napisał/a:

Ludzie niestety błądzą, nie mają identycznych charakterów. Nie wiem jak mógłbym pokazać Jej, że moglibyśmy mieć jeszcze szansę na lepsze jutro.

Problem jest w tym ze ona juz chyba nie widzi dla was tej szansy.
A skoro ona jej nie widzi to chocby skaly sraly to nic nie wskorasz.

AnonimowyK napisał/a:

Czy masz jakąś myśl jak możnaby to odbudować? Czy czas coś zmieni? Wiem, że to są prawie pytania retoryczne, ale chcę walczyć. O Nią i o Nas.

Sluchaj, gdybym to byla ja to juz nic bys nie wskoral.
Po co mialabym dawac ci kolejna szanse ryzykujac ze znowu strace nerwy i czas kiedy moge sobie znalezc mezczyzne ktory PRZENIGDY nie zachowalby sie jak ty?
Gdybym to byla ja tez wyjechalabym daleko i nie powiedziala ci gdzie jestem. W razie gdyby ci wpadlo do glowy przepraszac osobiscie..
Gdybys to mnie wystraszyl ciaglymi awanturami to wyslalabym ci papiery rozwodowe w miesiac i upierala sie przy tym zeby w naszych kontaktach uczestniczyla osoba trzecia np. dobrze zbudowany kolega.
Gdybym to byla ja to czas zmienilby to tylko w takim znaczeniu ze z biegiem czasu moja pokiereszowana psychika by sie wzmocnila i bylabym w stanie bez problemu zaczac spotykac sie z innymi mezczyznami i stworzyc kolejny juz bardziej udany zwiazek...
I strasznie sie dziwie ze papiery rozwodowe nie zostaly ci wyslane....Moze sie zgubily gdzies na poczcie..?

Twoja zona jak dla mnie robi jedyna w tej sytuacji sluszna rzecz.
I jesli da ci kolejna szanse (???) to powinienes na kleczkach dziekowac Bogu a ja nosic na rekach i calowac ziemie po ktorej ona bedzie stapac.

23

Odp: Obojętność papierowej żony

I jesli da ci kolejna szanse (???) to powinienes na kleczkach dziekowac Bogu a ja nosic na rekach i calowac ziemie po ktorej ona bedzie stapac.

I w takiej sytuacji tak bym postępował, nie mam co do tego żadnych złudzeń.
Niestety wszystko jest bardziej skomplikowane niż te parenascie zdań na forum. W grę wchodzą również inne czynniki. Szczerze - po tym wszystkim też się dziwię, dlaczego do tej pory nie dostałem papierów rozwodowych. Tak byłoby lepiej dla niej.

Wierzę jednak, że zmieniłem, zrozumiałem swoje postępowanie, i wciąż się zmieniam na tyle, żeby można było to odbudować i żeby ona uwierzyła. Ale to tylko jakieś drobinki wiary i głupiej nadziei; niestety nie mam już na nic żadnego wpływu.

24

Odp: Obojętność papierowej żony

Niestety, największą winę ponoszą on i ona z powodu zdecydowanie za szybkiej decyzji  o małżeństwie. Ślub po 5 miesiącach a teraz widmo rozwodu. Smutne.

25

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Wierzę jednak, że zmieniłem, zrozumiałem swoje postępowanie, i wciąż się zmieniam na tyle, żeby można było to odbudować i żeby ona uwierzyła. Ale to tylko jakieś drobinki wiary i głupiej nadziei; niestety nie mam już na nic żadnego wpływu.

Znając historię tylko z jednych ust, niewiele da się poradzić.
Pisząc, że na forum nie możesz/nie chcesz powiedzieć wszystkiego, kończysz możliwość głębszego poznania sprawy.

Jeśli masz tak silne jak piszesz przekonanie, że zrozumiałeś swoje błędy i jeśli na prawdę chcesz walczyć, możesz zrobić jedno. Zadzwoń do jej matki i umów się na szczerą rozmowę.
Daj sobie i tej rodzinie szansę. Umów się na spotkanie z żoną i jej rodzicami. Powiedz im wszystko to, co mówisz na forum wraz z tym, czego nie mówisz. Jeśli masz odstać jakąś szansę to musisz o nią powalczyć.
Twoja żona ma rodziców, którzy choć może trochę toksyczni i stronniczy, stoją za nią murem. To jest jej siła. Musisz to wziąć pod uwagę i to uszanować. Oni zawsze będą dla niej ważni.
Weź sytuację na klatę i idź do nich. Ona się Ciebie boi, więc niech rodzice będą przy rozmowie. Zresztą i tak dowiedzieli by się jej przebiegu. Może razem coś ustalicie. A już na pewno przyspieszycie, to co się za długo ciągnie. Tu musi być zrobiony krok: albo rozwód albo kolejna próba bycia razem.

Jeszcze jedno pytanie, czy Ty masz dobre kontakty ze swoją rodziną?

26

Odp: Obojętność papierowej żony

dorota.f --> dziękuję za odpowiedź. tak , myślałem o tym. Nie wiem tylko, czy nie drażnić ich jeszcze bardziej, sami też mają dużo problemów i nie potrzebują z pewności widzieć mnie.
Ale czuję, że muszę wykorzystać wszystko. Chyba to jedyny sposób, żeby dalej poprowadzić swoje i jej życie.

Tak, mam dobre kontakty z rodziną, wspierają mnie jak mogą.

27

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Nie wiem tylko, czy nie drażnić ich jeszcze bardziej, sami też mają dużo problemów i nie potrzebują z pewności widzieć mnie.
Ale czuję, że muszę wykorzystać wszystko. Chyba to jedyny sposób, żeby dalej poprowadzić swoje i jej życie.

Drażnią to ich informacje, że nękasz ich córkę mailami. Myślę, że problem ich dziecka, to najważniejsze rzecz, jaką chcieli by wyjaśnić.
Przygotuj się jednak na zasłużony atak.
To nie będzie łatwa rozmowa. Ważne by była szczera i sensowna. Pamiętaj, że jak zrobisz kolejną awanturę, przepadłeś.

AnonimowyK napisał/a:

Tak, mam dobre kontakty z rodziną, wspierają mnie jak mogą.

Więc doskonale możesz sobie wyobrazić do czego miłość do dziecka może prowadzić. To co robi Twoja teściowa, to też jest wsparcie dla córki.
Oczywiście, że skoro jesteś jej zięciem, też jesteś członkiem rodziny. Pamiętaj jednak, że ona przede wszystkim widzi w Tobie awanturnika i zazdrośnika.

28 Ostatnio edytowany przez bags (2012-10-28 14:41:49)

Odp: Obojętność papierowej żony

Czytam to i mnie krew zalewa... dziewczyny wrzućcie na luz, bo chłopakowi robicie wodę z mózgu za przeproszeniem.
Jestem w tym temacie - problemie - AnonimowegoK - mega milowy krok dalej i uwierzcie mi, że taką zagrywką jak wspólna  rozmowa z teściami i żoną wielki guzik wskóra.

Sprawa jest o tyle prosta -  jednostronnie i na ludzki "chłopski rozum" widziana rzecz jasna - że jakakolwiek forma Jego rozmowy z żoną = rozmowie z teściową. To jest mega trudna sytuacja, bo gdy się postawi żonie to ma teściową na karku, jak "wyskoczy" do teściowej - ma na pieńku z żoną. I w efekcie jest sam na placu boju w bardzo wyrównanej walce: Ich dwie kontra ON sam. Co On może ugrać takim spotkaniem i rozmową???!!! skoro sam na własne uszy usłyszał coś takiego:"ziec to nie rodzina" i ze nigdy nie chcieli mnie za niego miec i zebym byl z ich corka... a ja musiałem to karnie znosić, bo moja żona nie uwazala tego za obrazę wobec mnie.
Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Nadopiekuńczość, nieodcięta pępowina, szantaż emocjonalny i manipulacje toksycznej matki na córce... mógłbym tak tym sypać bez końca fundamentalnymi zagadnieniami, z którym Nasz szanowny kolega ma kosmiczny problem do przeskoczenia a Jego luba z matką tego nie dostrzegają - dla Nich to normalność a On jest - bez urazy - szurnięty. Ot co.

Autor wątku wie już o co biega, robi bardzo dużo dla siebie, ale dla Was szanowne forumowiczki ten temat, to zagadnienie i jego mega złożoność to czarna magia. Niestety.

29

Odp: Obojętność papierowej żony
bags napisał/a:

Jestem w tym temacie - problemie - AnonimowegoK - mega milowy krok dalej i uwierzcie mi, że taką zagrywką jak wspólna  rozmowa z teściami i żoną wielki guzik wskóra.

Twoje zdanie. Ja je szanuje. Wybacz jednak, ale Twoje podobne doświadczenie nie uprawnia Cię do generalizowania i wrzucania autor do jednego worka z Twoim doświadczeniem.

Powstał wątek, jest problem. Każdy pisze, co uważa. To nie my jesteśmy w skórze autora i nie my znamy całą historię.  Tu nie ma pewnych rozwiązań.
Podpowiadać może każdy, autor odniesie to do swojej sytuacji i zrobi, co uważa za słuszne.

bags napisał/a:

Sprawa jest o tyle prosta -  jednostronnie i na ludzki "chłopski rozum" widziana rzecz jasna - że jakakolwiek forma Jego rozmowy z żoną = rozmowie z teściową.To jest mega trudna sytuacja

Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Głowy w piasek nie można chować, trzeba spróbować. W najgorszym wypadku będzie tak, jak przepowiadasz. Tego, czym to się skończy jednak nikt nie może przewidzieć. Jeśli jednak będzie TYLKO najazd rodzinki na autora, to tylko pomoże mu to na podjęcie decyzji o dalszej separacji czy rozwodzie.

bags napisał/a:

Co On może ugrać takim spotkaniem i rozmową???!!! skoro sam na własne uszy usłyszał coś takiego:"ziec to nie rodzina" i ze nigdy nie chcieli mnie za niego miec i zebym byl z ich corka... a ja musiałem to karnie znosić, bo moja żona nie uwazala tego za obrazę wobec mnie.

Powiedzieli to, bo tak uważali i uważają albo bo chcieli mu dopiec. Zranił ich dziecko, więc odcinają się od takiego zięcia.
Rozmowa może pokazać, jakie tak na prawdę mają o nim zadanie.
Ja mam wrażenie, że może właśnie trochę za mało było szczerych rozmów z żony rodzicami. Może oni wcale nie mogli go poznać? A jak już o nim słyszeli, to od córki, która opowiadała o awanturach. No więc co się dziwić, że nie chcieli takiego faceta dla niej???

bags napisał/a:

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Prawdziwe to co piszesz. Nie ma jednak racji bytu w sytuacji awantur i zazdrości ze strony małżonka. Kochający rodzice zawsze pośrednio lub bezpośrednio będą ingerować.
I nie ma co tutaj wrzucać tej kwestii do jednego worka: co innego to relacje żony z mężem, co innego jej z rodzicami. Zresztą my tu opisujemy bardzo konkretną sytuację, gdzie rodzice dostają jasny przekaz: on się awanturuje, on jest zazdrosny, ona się jego boi. A żona właśnie dlatego od swojego męża nawiewa.


bags napisał/a:

Autor wątku wie już o co biega, robi bardzo dużo dla siebie, ale dla Was szanowne forumowiczki ten temat, to zagadnienie i jego mega złożoność to czarna magia. Niestety.

Per wyrocznia Ci mówić, czy może per wszystko wiedzący? A może po prostu zarozumialec? Daj na luz i pozwól innym się wypowiedzieć, bo biciem piany, koledze z problemem nie pomożesz.

30

Odp: Obojętność papierowej żony
bags napisał/a:

Czytam to i mnie krew zalewa... dziewczyny wrzućcie na luz, bo chłopakowi robicie wodę z mózgu za przeproszeniem. (...)

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Nadopiekuńczość, nieodcięta pępowina, szantaż emocjonalny i manipulacje toksycznej matki na córce... mógłbym tak tym sypać bez końca fundamentalnymi zagadnieniami, z którym Nasz szanowny kolega ma kosmiczny problem do przeskoczenia a Jego luba z matką tego nie dostrzegają - dla Nich to normalność a On jest - bez urazy - szurnięty. Ot co.

Halo!!! A gdzie ma szukać Ta Kobieta wsparcia?!!! W mężu, który urządza jej awantury o wszystko!!!!
Już od dawna wartości rodziny upadły w społeczeństwie, ale są RODZINY, które wspierają swych członków w trudnych dla nich chwilach!!!

bags napisał/a:

(...)
Autor wątku wie już o co biega, robi bardzo dużo dla siebie, ale dla Was szanowne forumowiczki ten temat, to zagadnienie i jego mega złożoność to czarna magia. Niestety.

Wiesz, większość z nas już słyszała, że jesteśmy ograniczone big_smile, więc jeżeli i Ty tak uważasz, to czemu siedzisz na NETKOBIETACH big_smile

31

Odp: Obojętność papierowej żony

Halo!!! A gdzie ma szukać Ta Kobieta wsparcia?!!! W mężu, który urządza jej awantury o wszystko!!!!
Już od dawna wartości rodziny upadły w społeczeństwie, ale są RODZINY, które wspierają swych członków w trudnych dla nich chwilach!!!

chwila, chyba się trochę zagalopowałaś. nie urządzałem żonie awantur o wszystko, brzmi to tak jakbym moim celem było robienie awantury codziennie przez ostatnie dwa lata. tak nie było. proszę przecztaj dokładnie moje wypowiedzi.

32

Odp: Obojętność papierowej żony

Może "o wszystko" to za dużo powiedziane... wink

33

Odp: Obojętność papierowej żony
dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Jestem w tym temacie - problemie - AnonimowegoK - mega milowy krok dalej i uwierzcie mi, że taką zagrywką jak wspólna  rozmowa z teściami i żoną wielki guzik wskóra.

Twoje zdanie. Ja je szanuje. Wybacz jednak, ale Twoje podobne doświadczenie nie uprawnia Cię do generalizowania i wrzucania autor do jednego worka z Twoim doświadczeniem.
Powstał wątek, jest problem. Każdy pisze, co uważa. To nie my jesteśmy w skórze autora i nie my znamy całą historię.  Tu nie ma pewnych rozwiązań. Podpowiadać może każdy, autor odniesie to do swojej sytuacji i zrobi, co uważa za słuszne.

Ku gwoli ścisłości... Ja się tylko - lub może co najwyżej - odwołuję do swojego przypadku odnośnie Naszego szanownego kolegi. 

dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Sprawa jest o tyle prosta -  jednostronnie i na ludzki "chłopski rozum" widziana rzecz jasna - że jakakolwiek forma Jego rozmowy z żoną = rozmowie z teściową.To jest mega trudna sytuacja

Nikt nie mówi, że będzie łatwo. Głowy w piasek nie można chować, trzeba spróbować. W najgorszym wypadku będzie tak, jak przepowiadasz. Tego, czym to się skończy jednak nikt nie może przewidzieć. Jeśli jednak będzie TYLKO najazd rodzinki na autora, to tylko pomoże mu to na podjęcie decyzji o dalszej separacji czy rozwodzie.

Separacja czy rozwód - kwestia do rozstrzygnięcia dla autora wątku. A póki co - z całym szacunkiem - On  jak dotąd o tym nie "pisnął" ani słowa...

dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Co On może ugrać takim spotkaniem i rozmową???!!! skoro sam na własne uszy usłyszał coś takiego:"ziec to nie rodzina" i ze nigdy nie chcieli mnie za niego miec i zebym byl z ich corka... a ja musiałem to karnie znosić, bo moja żona nie uwazala tego za obrazę wobec mnie.

Powiedzieli to, bo tak uważali i uważają albo bo chcieli mu dopiec. Zranił ich dziecko, więc odcinają się od takiego zięcia.
Rozmowa może pokazać, jakie tak na prawdę mają o nim zadanie.
Ja mam wrażenie, że może właśnie trochę za mało było szczerych rozmów z żony rodzicami. Może oni wcale nie mogli go poznać? A jak już o nim słyszeli, to od córki, która opowiadała o awanturach. No więc co się dziwić, że nie chcieli takiego faceta dla niej???

Znane jest może Wam pojęcie narcystycznej osobowości???
Opowieści Jego żony do rodziców o mężu to jest za przeproszeniem bujda na resorach, żeby swego lubego oczernić w oczach teściów. A jaką postawę wtedy przyjmie "nadopoiekuńcza" matka wobec własnego dziecka??? Aaaa?

dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Prawdziwe to co piszesz. Nie ma jednak racji bytu w sytuacji awantur i zazdrości ze strony małżonka. Kochający rodzice zawsze pośrednio lub bezpośrednio będą ingerować. I nie ma co tutaj wrzucać tej kwestii do jednego worka: co innego to relacje żony z mężem, co innego jej z rodzicami. Zresztą my tu opisujemy bardzo konkretną sytuację, gdzie rodzice dostają jasny przekaz?!?

Chyba się jednak za bardzo w tym wszystkim zagalopowałaś.

dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Autor wątku wie już o co biega, robi bardzo dużo dla siebie, ale dla Was szanowne forumowiczki ten temat, to zagadnienie i jego mega złożoność to czarna magia. Niestety.

Per wyrocznia Ci mówić, czy może per wszystko wiedzący? A może po prostu zarozumialec?

... bez komentarza.

vikita napisał/a:

Halo!!! A gdzie ma szukać Ta Kobieta wsparcia?!!! W mężu, który urządza jej awantury o wszystko!!!!
Już od dawna wartości rodziny upadły w społeczeństwie, ale są RODZINY, które wspierają swych członków w trudnych dla nich chwilach...

Żona opuści matkę swoją i ojca swego.. i staną się JEDNOŚCIĄ!
Czy aby na pewno "opuściła"???... czy tak wygląda Jego małżeństwo odnośnie tego co pisałem???

vikita napisał/a:

Wiesz, większość z nas już słyszała, że jesteśmy ograniczone, więc jeżeli i Ty tak uważasz...

To jest Twoja sugestia... ja się odniosłem do Was z większą dozą szacunku przez duże "s".

P.S.

Szanowny kolego czytałeś wiadomość na priv??

34

Odp: Obojętność papierowej żony
bags napisał/a:

Ku gwoli ścisłości... Ja się tylko - lub może co najwyżej - odwołuję do swojego przypadku odnośnie Naszego szanownego kolegi.

Super. Tylko mam wrażenie, że chciałbyś, aby autor zastosował metodę kopiuj i wklej. Tak się jednak nie da, bo każdego życie pisze trochę inne scenariusze.

bags napisał/a:

Separacja czy rozwód - kwestia do rozstrzygnięcia dla autora wątku. A póki co - z całym szacunkiem - On  jak dotąd o tym nie "pisnął" ani słowa...

A to, co jest pomiędzy nimi teraz, to jak to nazwać, jak nie separacją? No więc póki co można ją przedłużać, by zyskać trochę czasu lub zacząć myśleć o rozwodzie. Zakładając, że nic z tego związku nie będzie, czego oczywiście nie wiemy.

bags napisał/a:

Znane jest może Wam pojęcie narcystycznej osobowości???
Opowieści Jego żony do rodziców o mężu to jest za przeproszeniem bujda na resorach, żeby swego lubego oczernić w oczach teściów. A jaką postawę wtedy przyjmie "nadopoiekuńcza" matka wobec własnego dziecka??? Aaaa?

Po pierwsze, to ja występuję w liczbie pojedynczej...
Po drugie, to bujda na resorach jest czymś, coś co nie istnieje. Sam autor opowiadał o ich kłótniach i jego zazdrości. O oczernianiu nie ma co gadać. Pewnym jest, że pełna emocji córka mogła trochę przesadzić w opowiadaniach, ale z palca historii sobie nie wyssała.
Ty i ja opisujemy chyba inną sytuację. Ja się odnoszę do tego co opisał autor, Ty piszesz o jakimś niewinnym kolesiu, którego żona się czepia i bezpodstawnie oskarża.

dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Prawdziwe to co piszesz. Nie ma jednak racji bytu w sytuacji awantur i zazdrości ze strony małżonka. Kochający rodzice zawsze pośrednio lub bezpośrednio będą ingerować. I nie ma co tutaj wrzucać tej kwestii do jednego worka: co innego to relacje żony z mężem, co innego jej z rodzicami. Zresztą my tu opisujemy bardzo konkretną sytuację, gdzie rodzice dostają jasny przekaz?!?

bags napisał/a:

Chyba się jednak za bardzo w tym wszystkim zagalopowałaś.

Możesz rozwinąć swoją wypowiedź. takie zdanie przywołujące mnie do porządku trochę mało wnosi do dyskusji. Jak podasz argument świadczący o tym, że mówię bzdury, to może coś do dyskusji wniesiesz. Może autor sobie coś z tego weźmie do serca.

Do autora -->Mam jeszcze jedną refleksję. Czy Ty myślałeś o tym, co będziesz czuł, jeśli udałoby się wrócić do żony? Masz czas na rozmyślania. Ja bym się zastanowiła, czy partner słaby emocjonalnie, da mi to czego ja potrzebuję? Wydajesz się dość mocno stąpać po ziemi. Może wybrałeś sobie za żonę zbyt kruchą osobowość? Może Twoja ją przytłacza?

Tak szybko wzięliście ślub, że w zasadzie mogłeś żyć wyobrażeniami o niej. Zaczęła się proza życia i wszystko runęło. Musicie wspólnie zastanowić się, czy warto to zbierać. Bo może warto budować na nowo, ale nie koniecznie we dwoje.

35

Odp: Obojętność papierowej żony
bags napisał/a:

Opowieści Jego żony do rodziców o mężu to jest za przeproszeniem bujda na resorach, żeby swego lubego oczernić w oczach teściów. A jaką postawę wtedy przyjmie "nadopoiekuńcza" matka wobec własnego dziecka??? Aaaa?

Ale autor sie rowniez z tesciowa wyklocal. smile
Wiec wyglada to tak: klociol sie z zona, zona mowila rodzicom, potem on sie wyklocal z tesciami...
Trudno tutaj na upartego trzymac sie dobrej opini o czlowieku ktory wiemy na 100% ze sie wykloca.

bags napisał/a:

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Takie samo pytanie mozna skierowac do autora ktory wyklocal sie o pierdoly, miewal bezpodstawne ataki zazdrosci a w koncu pierwszy rzucil tekst o rozwodzie.
Gdzie tutaj jego wartosci w malzenstwie?
Tak postepuje zona wzgledem meza ktory nie jest godzien jej wsparcia i ktorego ona sie boi.
Posiadanie meza nie wiaze sie z utrata reszty rodziny. Zona bedzie zona ale nadal pozostanie czyjas corka, siostra czy kuzynka.

bags napisał/a:

Autor wątku wie już o co biega, robi bardzo dużo dla siebie, ale dla Was szanowne forumowiczki ten temat, to zagadnienie i jego mega złożoność to czarna magia. Niestety.

No to nam wytlumacz o jasnie oswiecony to czego nie dostrzegamy smile

bags napisał/a:

Żona opuści matkę swoją i ojca swego.. i staną się JEDNOŚCIĄ!
Czy aby na pewno "opuściła"???... czy tak wygląda Jego małżeństwo odnośnie tego co pisałem???

Brzmi to jak tekst biblijny.
Czy to oznacza ze zona ma pogodnie znosic wszelkie wyskoki meza i zgadzac sie na bezpodstawne awantury?
I nei wolno jej szukac zrozumienia i porady u najblizszych jej osob, wlasnej rodzinie?

36

Odp: Obojętność papierowej żony
dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Ku gwoli ścisłości... Ja się tylko - lub może co najwyżej - odwołuję do swojego przypadku odnośnie Naszego szanownego kolegi.

Super. Tylko mam wrażenie, że chciałbyś, aby autor zastosował metodę kopiuj i wklej. Tak się jednak nie da, bo każdego życie pisze trochę inne scenariusze.

To jest zbędne. Szanowny autor wie już dużo na ten temat a na podstawie mojego wątku może się dowiedzieć czegoś, o czym być może nie miał dotąd pojęcia.

bags napisał/a:

Separacja czy rozwód - kwestia do rozstrzygnięcia dla autora wątku. A póki co - z całym szacunkiem - On  jak dotąd o tym nie "pisnął" ani słowa...

A to, co jest pomiędzy nimi teraz, to jak to nazwać, jak nie separacją? No więc póki co można ją przedłużać, by zyskać trochę czasu lub zacząć myśleć o rozwodzie. Zakładając, że nic z tego związku nie będzie, czego oczywiście nie wiemy.

Separacją nieformalną, którą bezdyskusyjnie nawet kościół dopuszcza w przypadku sakramentu małżeństwa, którym jest związany autor wątku z żoną.

bags napisał/a:

Znane jest może Wam pojęcie narcystycznej osobowości???
Opowieści Jego żony do rodziców o mężu to jest za przeproszeniem bujda na resorach, żeby swego lubego oczernić w oczach teściów. A jaką postawę wtedy przyjmie "nadopoiekuńcza" matka wobec własnego dziecka??? Aaaa?

Po pierwsze, to ja występuję w liczbie pojedynczej...
Po drugie, to bujda na resorach jest czymś, coś co nie istnieje. Sam autor opowiadał o ich kłótniach i jego zazdrości. O oczernianiu nie ma co gadać. Pewnym jest, że pełna emocji córka mogła trochę przesadzić w opowiadaniach, ale z palca historii sobie nie wyssała.
Ty i ja opisujemy chyba inną sytuację. Ja się odnoszę do tego co opisał autor, Ty piszesz o jakimś niewinnym kolesiu, którego żona się czepia i bezpodstawnie oskarża.
Odniosłem się do Was... z myślą też o Tobie, by uświadomić pewne kwestie nie tylko Tobie ale i Wam tu obecnym.
AnonimowyK jest tu nowicjuszem w tej "materii", ja mam ponad pół roku za sobą rozwiązywania tej zagadki pt. toksyczny trójkąt.
Wiesz czemu ja nadaję na tych samych falach z autorem wątku a Ty - lub też Wy - prowadzisz niekończące się dysputy?
Ja to wiem, co do Ciebie - bez urazy - mam pewne i uzasadnione osobiste wątpliwości.
Jest jeszcze coś o czym wiem tylko ja i - zapewne od dzisiaj - wie o tym też autor wątku. I aby móc się tego czegoś dowiedzieć u samego źródła - porównywalnie do tajemnicy spowiedzi dla księdza... poświęciłem sporo czasu i wysiłku. 

dorota.f napisał/a:
bags napisał/a:

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Prawdziwe to co piszesz. Nie ma jednak racji bytu w sytuacji awantur i zazdrości ze strony małżonka. Kochający rodzice zawsze pośrednio lub bezpośrednio będą ingerować. I nie ma co tutaj wrzucać tej kwestii do jednego worka: co innego to relacje żony z mężem, co innego jej z rodzicami. Zresztą my tu opisujemy bardzo konkretną sytuację, gdzie rodzice dostają jasny przekaz?!?

bags napisał/a:

Chyba się jednak za bardzo w tym wszystkim zagalopowałaś.

Możesz rozwinąć swoją wypowiedź... Jak podasz argument świadczący o tym, że mówię bzdury, to może coś do dyskusji wniesiesz. Może autor sobie coś z tego weźmie do serca.
1.
Wypowiedź szanownej Pani psycholog Katarzyny Garbacz:
Witam serdecznie,
Przede wszystkim powinieneś porozmawiać z żoną bez obecności teściowej. I podczas rozmowy uświadomić jej, że najwyższa pora odciąć pępowinę i zacząć układać życie razem we dwoje, a nie we troje. W końcu to Tobie ślubowała przed ołtarzem, a nie mamie.
Postaraj się przekonać ją także do tego, żebyście chociaż na jakiś czas zamieszkali we dwoje, z dala od teściowej. Warto byłoby także pomyśleć o terapii dla par - pomogłoby to Wam naprawić relację nadwyrężoną przez problem z teściową.
Pozdrawiam
2.
http://www.netporady.pl/porady/psychologia/problemy-mlodego-malzenstwa/
post pod odpowiedzią specjalisty...
Wystarczy???

Do autora -->Mam jeszcze jedną refleksję. Czy Ty myślałeś o tym, co będziesz czuł, jeśli udałoby się wrócić do żony? Masz czas na rozmyślania. Ja bym się zastanowiła, czy partner słaby emocjonalnie, da mi to czego ja potrzebuję? Wydajesz się dość mocno stąpać po ziemi. Może wybrałeś sobie za żonę zbyt kruchą osobowość? Może Twoja ją przytłacza?

Szansą dla Niego do powrotu do żony jest tylko i wyłącznie terapia małżeńska. Bez dyskusji.

Tak szybko wzięliście ślub, że w zasadzie mogłeś żyć wyobrażeniami o niej. Zaczęła się proza życia i wszystko runęło. Musicie wspólnie zastanowić się, czy warto to zbierać. Bo może warto budować na nowo, ale nie koniecznie we dwoje.

Pobrali się zapewne z miłości a nie przez "wpadkę". A to jest bardziej niż pewne... proza życia w takim przypadku to małżeński trójkąt, którego autor tego wątku padł ofiarą... Nic dodać, nic ująć.

37

Odp: Obojętność papierowej żony
Sadie napisał/a:
bags napisał/a:

Opowieści Jego żony do rodziców o mężu to jest za przeproszeniem bujda na resorach, żeby swego lubego oczernić w oczach teściów. A jaką postawę wtedy przyjmie "nadopoiekuńcza" matka wobec własnego dziecka??? Aaaa?

Ale autor sie rowniez z tesciowa wyklocal. smile Wiec wyglada to tak: klociol sie z zona, zona mowila rodzicom, potem on sie wyklocal z tesciami... Trudno tutaj na upartego trzymac sie dobrej opini o czlowieku ktory wiemy na 100% ze sie wykloca.

bags napisał/a:

Proste pytanie odnośnie hierarchii w małżeństwie: tak postępuje żona względem męża??? Piramida wartości sakramentu małżeństwa się kłania co do treści odpowiedzi. Żona ma męża a nie mamę, ciocię, tatę, wójka, kuzyna...

Takie samo pytanie mozna skierowac do autora ktory wyklocal sie o pierdoly, miewal bezpodstawne ataki zazdrosci a w koncu pierwszy rzucil tekst o rozwodzie.
Gdzie tutaj jego wartosci w malzenstwie?
Tak postepuje zona wzgledem meza ktory nie jest godzien jej wsparcia i ktorego ona sie boi.
Posiadanie meza nie wiaze sie z utrata reszty rodziny. Zona bedzie zona ale nadal pozostanie czyjas corka, siostra czy kuzynka.

bags napisał/a:

Autor wątku wie już o co biega, robi bardzo dużo dla siebie, ale dla Was szanowne forumowiczki ten temat, to zagadnienie i jego mega złożoność to czarna magia. Niestety.

No to nam wytlumacz o jasnie oswiecony to czego nie dostrzegamy smile

bags napisał/a:

Żona opuści matkę swoją i ojca swego.. i staną się JEDNOŚCIĄ!
Czy aby na pewno "opuściła"???... czy tak wygląda Jego małżeństwo odnośnie tego co pisałem???

Brzmi to jak tekst biblijny.
Czy to oznacza ze zona ma pogodnie znosic wszelkie wyskoki meza i zgadzac sie na bezpodstawne awantury?
I nei wolno jej szukac zrozumienia i porady u najblizszych jej osob, wlasnej rodzinie?

Owszem jest to cytat biblijny...
A do całości powołam się tu na wypowiedź autora:

AnonimowyK napisał/a:

Halo!!! A gdzie ma szukać Ta Kobieta wsparcia?!!! W mężu, który urządza jej awantury o wszystko!!!!
Już od dawna wartości rodziny upadły w społeczeństwie, ale są RODZINY, które wspierają swych członków w trudnych dla nich chwilach!!!
chwila, chyba się trochę zagalopowałaś. nie urządzałem żonie awantur o wszystko, brzmi to tak jakbym moim celem było robienie awantury codziennie przez ostatnie dwa lata. tak nie było. proszę przecztaj dokładnie moje wypowiedzi.

Przeczytaj proszę cały Jego elaborat w tym wątku ze zrozumieniem tegoż tematu. Może też przytoczony wątek pt "teściowie... nieodcięta pępowina" rozwieje Twoje i Wasze niejasności moich wypowiedzi.

38 Ostatnio edytowany przez AnonimowyK (2012-10-29 09:02:16)

Odp: Obojętność papierowej żony

Sadie - Miałem dwie (czyt. 2) kłótnie z teśiową przez 2 lata. Dużo, mało? Oceńcie sami.

Rozumiem, że Ty w swoich związkach NIGDY nie kłóciłaś się ani nie miałaś konfliktów? W takim razie pogratulować; mam wrażenie, że pomimo całej swojej przenikliwości nie rozumiesz kontekstu - tekst o rozwodzie, tak pojawił się - jako ostrzeżenie, że tak może się stać jeśli czegoś nie zaczniemy robić, a nie jako groźba. Ale jeśli ktoś rozumie to właśnie w kategorii 'grozi mi', a nie 'konsekwencji'...

Poza tym 'maz nie jest godzien jej wsparcia' ? Wcześniej był godzien teraz nie jest? W takim razie po co był ślub? Wsparcie daje się w dobrych i złych chwilach, a nie tylko kiedy jest sielanka. Ktoś tu chyba zapomniał o przysiędze, którą napiszę jeszcze raz - składałem zonie, nie tesciowej. Żona niech szuka porady u najbliższych - ale niech posiada również własne zdanie, niech spróbuje porozmawiać, a nie tylko robić i mówić to, co usłyszała. Poza tym - czy ja nie jestem osobą najbliższą? Jakbyś się czuła gdyby Twój facet wybierał mamusię nad Ciebie? Z pewnością napisałabyś: "I nie wolno mu szukac zrozumienia i porady u najblizszych mu osob, wlasnej rodzinie". Nie bądź też tak pewna wszystkich mężczyzn (którzy byliby inni ode mnie) - bo nie wiesz jacy byliby po dwóch latach, może też by nie wytrzymali.

Kończę ten wątek, dziękuję za odpowiedzi (Bags odezwę się na PM), a niektórym życzyłbym trochę zrozumienia i zastanowienia się, zanim zaczną rzucać oskarżeniami.

39

Odp: Obojętność papierowej żony

Awantury wychodziły z dwóch stron - mnie denerwowało to, że nic się nie zmienia, że żona nie potrafi podejść do mnie, przytulić i powiedzieć że po prostu 'damy sobie rade'; żona jest tez osoba zamknieta, jesli przedstawia sie jej logiczne argumenty - milczy, tylko po to zeby za 2 dni powiedziec wszystko to na zupelnie inny sposob.  Samonapędzająca się maszyna...

Jesteście jak ogień i woda-Ty otwarty szczery,żona zamknięta w sobie,raczej nieufna,potrzebuje dużo czasu aby sie"otworzyć".
Dodatkowo ciche dni kompletnie niszczą związki,powodują oddalenie się partnerów od siebie.Potrzeba dużo determinacji z obojga stron aby było naprawde dobrze i przede wszystkim z strony żony aby tupneła nogą i sama nie pozwoliła na wtrącanie się jej rodziców w Wasze życie.
Jedyna recepta.

40

Odp: Obojętność papierowej żony
k.iness napisał/a:

Jesteście jak ogień i woda-Ty otwarty szczery,żona zamknięta w sobie,raczej nieufna,potrzebuje dużo czasu aby sie"otworzyć".
Dodatkowo ciche dni kompletnie niszczą związki,powodują oddalenie się partnerów od siebie.Potrzeba dużo determinacji z obojga stron aby było naprawde dobrze i przede wszystkim z strony żony aby tupneła nogą i sama nie pozwoliła na wtrącanie się jej rodziców w Wasze życie. Jedyna recepta.

Dużo racji jest w tym co piszesz k.iness.

AnonimowyK... potrzebujesz porady, wsparcia, pomocy w tym problemie... zapraszam.

41

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Kończę ten wątek, dziękuję za odpowiedzi (Bags odezwę się na PM), a niektórym życzyłbym trochę zrozumienia i zastanowienia się, zanim zaczną rzucać oskarżeniami.

Zakładasz temat, wrzucasz pytanie i dostajesz odpowiedzi. Jak Ci się nie podobają, wrzucasz tekst o braku zrozumienia i nawołujesz do zastanowienia.
My Ciebie i żony nie znamy. Nie znamy też całej historii, więc może i niektórzy trochę popłynęli, no ale bez przesady, czy to powód, żeby się zniechęcać?

Twoja sytuacja w życiu jest trudna. Skoro nie potrafisz stawić czoła jakimś nie do końca pasującym Tobie komentarzom na forum, to chyba masz jednak małą mobilizację do zmiany.

Ja zadałam Ci pytania, bo chciałam mieć pełniejszy obraz. Odpowiedział za Ciebie inny forumowicz, a Tyś się z wątku wycofał.
W dodatku chcesz korespondować na pw z jednym forumowiczem, który w temacie chce być alfą i omegą.

Życzę, żeby na problem z żoną udało Ci się wygospodarować więcej samozaparcia i abyś wziął pod uwagę więcej opcji.

42

Odp: Obojętność papierowej żony
dorota.f napisał/a:
AnonimowyK napisał/a:

Kończę ten wątek, dziękuję za odpowiedzi (Bags odezwę się na PM), a niektórym życzyłbym trochę zrozumienia i zastanowienia się, zanim zaczną rzucać oskarżeniami.

Zakładasz temat, wrzucasz pytanie i dostajesz odpowiedzi. Jak Ci się nie podobają, wrzucasz tekst o braku zrozumienia i nawołujesz do zastanowienia.
My Ciebie i żony nie znamy. Nie znamy też całej historii, więc może i niektórzy trochę popłynęli, no ale bez przesady, czy to powód, żeby się zniechęcać?

Twoja sytuacja w życiu jest trudna. Skoro nie potrafisz stawić czoła jakimś nie do końca pasującym Tobie komentarzom na forum, to chyba masz jednak małą mobilizację do zmiany.

Ja zadałam Ci pytania, bo chciałam mieć pełniejszy obraz. Odpowiedział za Ciebie inny forumowicz, a Tyś się z wątku wycofał.
W dodatku chcesz korespondować na pw z jednym forumowiczem, który w temacie chce być alfą i omegą.

Życzę, żeby na problem z żoną udało Ci się wygospodarować więcej samozaparcia i abyś wziął pod uwagę więcej opcji.

dorota.f --> nie, ze sie nie podobaja. Przepraszam, wycofuje sie, bo watek robi sie zbyt personalny, a jako ze jest dostepny publicznie, obawiam sie o konsekwencje. Niestety nie ma wiecej opcji do wyboru, nie moge tez opisac dlaczego dokladnie jest jak jest. Naprawde chcialbym, ale nie moge. Opinie - zgadzam i zgodzilem sie z Sadie, ale trzeba miec tez umiar - nie mozna osadzac kogos nie znajac calosci sytuacji i zachowan z obu stron; pisalem o swoich wadach - nie pisalem o tym, jak sie zachowuje zona (dokladnie). nie chce pisac publicznie, a nawet wewnętrznie myśleć, o tym co robi i jak sie zachowuje. to co zostało wspomniane, to jedynie cząstka. Ale nawet ona, pomimo tego jak działa, zasługuje na szacunek i niewywlekanie spraw, które zrobiła, a które wpłynęły na mnie. Bardzo dziękuję za Twoje odpowiedzi, zawsze daje coś kontakt z osobą, która Cię nie zna, a która widzi coś inaczej; tyle ze Ty robiłaś to delikatnie i ze zrozumieniem, a osoba powyżej - z zacietrzewieniem i naostrzoną kosą.. wina niestety zawsze leży po obu stronach. Ja pisałem o sobie, bo to co napisałem o żonie, to naprawdę jest niewiele.

43

Odp: Obojętność papierowej żony
dorota.f napisał/a:

Twoja sytuacja w życiu jest trudna. Skoro nie potrafisz stawić czoła jakimś nie do końca pasującym Tobie komentarzom na forum, to chyba masz jednak małą mobilizację do zmiany.
Ja zadałam Ci pytania, bo chciałam mieć pełniejszy obraz. Odpowiedział za Ciebie inny forumowicz, a Tyś się z wątku wycofał.
W dodatku chcesz korespondować na pw z jednym forumowiczem, który w temacie chce być alfą i omegą.

Dorota...
Wrzuć na luz.
Anonimowy wytrzymał w tym tak zwanym "związku małżeńskim" tylko czy może aż dwa lata - z mojego punktu widzenia i tkwienia w tym samym kołowrotku, to zaiste wielki szacun dla Niego za wytrwałość.  I nie ma - lub też do tej pory nie miał - takiego pojęcia o tym problemie do jakiego mi się udało mozolną i poniekąd syzyfową pracą dojść.

Nie jestem w tej materii alfą i omegą jak to bezpodstawnie próbujesz mnie podsumować jak też nie uważam się pod żadnym względem za takową osobę. Nawet poprzez moje wypowiedzi poparte jak sama zapewne widzisz konkretami, które podważyć jest ciężko osobom spoza tego toksycznego kręgu, nie mającym z nim w jakikolwiek sposób styczności. Może i moja riposta lub delikatna forma krytyki godzi w Was, ale niestety - i tu się mogę jedynie zgodzić z Twoim podsumowaniem mnie - intelektualnie w tej toksycznej tematyce Was przerastam.
Bez urazy, ale dla Ciebie i Was określenie awantura w tym wątkowym przypadku jest niczym innym jak wojną między dwojgiem partnerów. Tu niestety problem pojęcia awantury jest delikatnie mówiąc nieco głębszy i mającym swoje drugie, jeśli nie 22 dno.
I jak już wspominałem na to zagadnienie nakłada się bardzo dużo kwestii, z których tu wymieniłem tylko część. Poruszyłem kwestię emocjonalnego powiązania w relacji matka - córka, ale tu jest jeszcze głęboki ocean charakterystyki osobowości zarówno matki jak i córki, empatycznego podejścia do relacji międzyludzkich - patrz Ich małżeństwo - i co tu dużo mówić... rozchwiania emocjonalnego obu Jego pań.
Teoretycznie matka wychowuje dziecko nie dla siebie ale dla świata. Świata jakim też jest małżeństwo A praktyka w tym wypadku okazuje się bardzo brutalna i odwracająca metody wychowawcze do góry nogami. Nasz kolega ją doświadczył, ja również a różnica między nami jest taka, że ja potrafię już nazwać te toksyczne rzeczy po imieniu a On je teraz rozpoznaje i dostrzega.
Szukałem pomocy w tym temacie wszędzie - od internetu i fachowej literatury począwszy, poprzez kontakt z psychologiem, osobami z tego samego zaklętego kręgu a na osobach duchownych kończąc. od materiałów w tej materii aż się roi w samym internecie.
To co wiem i piszę tu na tym forum, to nie jest wiedza wyssana z palca. Jeśli tak uważasz, to grubo się mylisz.
Podałem na początku debaty tutaj dwa linki do wątków o tej tematyce - jeśli się w nie dobrze wczytasz to poznasz po krótce rangę tego problemu, z którym boryka się autor wątku.

44

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Przepraszam, wycofuje sie, bo watek robi sie zbyt personalny, a jako ze jest dostepny publicznie, obawiam sie o konsekwencje.

Przeprosiny, to ewentualnie sobie złóż, bo już więcej naszych mądrości nie dostaniesz wink
Konsekwencje czego? Tego, że próbujesz znaleźć rozwiązanie? To przecież nie zbrodnia.
W każdym bądź razie jak nie na forum, to drąż temat w realu. Może z przyjaciółmi, może z bliskimi.

Tak jak pisałam bagsowi rozwiązanie musisz sam wypracować, bo każda sytuacja jest różna i nie dasz rady zastosować metody kopiuj i wklej.
Jasne, że tematyka wspólna dla wielu pewno par. Sama mam męża, a oprócz tego dwie pary rodziców. Ja i mąż to jednak na tyle silne osobowości, które mają wspólny front, że rodzice nawet jakby chcieli coś nam podpowiadać, to za dużo by wpływu nie mieli.

Jako baba napiszę Ci jeszcze jedno: tak, mąż jest dla mnie najważniejszy. Ale jest tak, bo wiem, że on szanuje moich rodziców oraz fakt, że są dla mnie bardzo ważni. Nie byłby moim mężem, gdybym nie miała takiej pewności.
Skoro więc Twoja żona, zgodziła się nią być, też powinna mieć pewność co do Ciebie. Pytanie czy była ona prawdziwa, czy tylko życzeniowa...

I na koniec metaforycznie: porozmawiajcie sobie o tym, by wasi rodzice mieli ważne miejsce w waszym pociągu zwanym życiem. Tak gdzieś w drugim wagonie, zaraz za lokomotywą, w której siedzicie wy wink

45 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-10-30 23:08:41)

Odp: Obojętność papierowej żony

dorota.f      również uważam,że się zagalopowałaś i niestety muszę poprzeć chłopaków,  Autora i Bagsa
                     Każda teściowa,która kocha swoje dziecko za bardzo albo boi się o syndrom opuszczonego gniazda będzie działać na
                     niekorzyść synowej lub zięcia i wystarczy mała ich awantura a to już powód, by wtrącać swoje trzy grosze w bardzo
                     niekorzystny sposób dla nowych członków rodziny.
                     Jeżeli teściowa potrafi tak zajadle kłócić się z synową lub zięciem to co z niej za kobieta?
                     Powiem Ci -gorsza od młodych, zajadła fałszywa baba bo przeżyła swoje i powinna zrozumieć,że młodzi też muszą się
                     dotrzeć  a nie w tykać im jeszcze kij w mrowisko.

46

Odp: Obojętność papierowej żony

Jako baba napiszę Ci jeszcze jedno: tak, mąż jest dla mnie najważniejszy. Ale jest tak, bo wiem, że on szanuje moich rodziców oraz fakt, że są dla mnie bardzo ważni. Nie byłby moim mężem, gdybym nie miała takiej pewności


Widzisz, problem w tym, że Ona napisała mi wyraźnie (i powiedziala wielokrotnie) - ze rodzice sa dla niej wazniejsi niz ja. Tu byl wieczny problem.

47

Odp: Obojętność papierowej żony

Anonimowy Tobie życzę wytrwania. Daj też na razie spokój, nie odzywaj się,zakop pod ziemię. Daj czasowi czas bo i tak nic nie
                         wskórasz. Lataniem za żoną i proszeniem jeszcze bardziej ją od siebie oddalisz a jeżeli ona już podjęła decyzję to i tak
                         klamka zapadła. Więc teraz pozostaje Ci tylko czekać. Przeczytaj wątek Fluffiego  "mam 36 lat i rozwód" jest tam wiele
                         osób z podobnym problemem. Dołącz do nas i sam wyciągniesz dla siebie wnioski,będzie łatwiej. Tym czasem przytulam
                         w bólu

Odp: Obojętność papierowej żony

Napisałam do ciebie maila,przeczytaj.Pozdrawiam i bądż dobrej myśli.

49

Odp: Obojętność papierowej żony

Witaj, przeczytałam Twój post oraz opinie i sprzeczki z innymi użytkownikami na ten temat, i chała bym dorzucić swoje pięć groszy.

Po pierwsze, to aby móc cokolwiek zmienić musisz spojrzeć na tę całą sytuację trochę z boku, obiektywnie. Widzisz, ja to widzę tak:

1. Wasz związek, szybko wzięliście ślub, ale to nie ma znaczenia, wbrew temu co sugerują inni, bo aby związek był dobry trzeba nad nim pracować, wieloletnia znajomość nic nie pomoże jeśli nie umiemy ze sobą rozmawiać. W waszym związku właśnie wy nie umiecie ze sobą rozmawiać.

2. Jesteś impulsywny, zazdrosny, wulgarny i złośliwy, tylko proszę nie zaprzeczaj bo sam to przyznałeś. Urządzasz awantury, i wierze że pewne sytuacje mogą Cię denerwować, jednak wyzwiska i tego typu agresja nie powinna w ogóle się pojawić. Twoja żona, z tego co wyczytałam, awantur Ci nie robi ale się z Tobą kłóci.

3. Masz jej za złe, że rodzice są dla niej najważniejsi. Nie rozumiem dlaczego. Według niej, jej rodzice to dobrzy ludzie, bezwarunkowo kochają ją i wspierają, ma w nich oparcie. Ty natomiast, potrafisz szantażować ją emocjonalnie, czy to powstrzymujesz budowę, czy awanturujesz się z jej matką itp. Pomyśl o tym z punktu widzenia zupełnie obcej osoby

4. Jeśli chodzi o teściów, ja też bym nie chciała aby moja córka miała takiego męża. Nie dość że porywczy w słowach, awanturnik, egoista (też)to jeszcze zazdrosny, i nie wiadomo jakie życie córce zgotuje.  Patrzę na to jak rodzić, gdyż sama też jestem matką i nie chciałabym słuchać awantur mojego dziecka z jego partnerką, wyzwisk, szantaży i zazdrości .. A fuj!

Musisz najpierw  zmienić siebie by wymagać zmian od innych. Ja nie dziwię się Twojej małżonce, też nie chciałabym być z Tobą, wstyd przed rodzicami bo nie wiadomo jak się zachowasz, przed znajomymi bo możesz zrobić scenę zazdrości itp. ? Zamiast ją namawiać na terapię małżeńską, najpierw sam skonsultuj się z psychologiem, i popracuj nad sobą. Uważam że od tego powinieneś zacząć swoją walkę o żonę. Przeproś teściów za toksyczną atmosferę i udowodnij im że możesz i będziesz inny.

50

Odp: Obojętność papierowej żony
cachmir napisał/a:

również uważam,że się zagalopowałaś i niestety muszę poprzeć chłopaków,  Autora i Bagsa
Każda teściowa,która kocha swoje dziecko za bardzo albo boi się o syndrom opuszczonego gniazda będzie działać na
niekorzyść synowej lub zięcia i wystarczy mała ich awantura a to już powód, by wtrącać swoje trzy grosze w bardzo
niekorzystny sposób dla nowych członków rodziny.
Jeżeli teściowa potrafi tak zajadle kłócić się z synową lub zięciem to co z niej za kobieta?
Powiem Ci -gorsza od młodych, zajadła fałszywa baba bo przeżyła swoje i powinna zrozumieć,że młodzi też muszą się dotrzeć  a nie w tykać im jeszcze kij w mrowisko.

Wyraziłam swoją opinię. Wcale się nie zagalopowałam. Mam po prostu inne od was refleksje po przeczytaniu wypowiedzi autora.

A skąd pewność, że teściowa działa na niekorzyść zięcia? Może działa po prostu na korzyść własnej córki, która ucieka od męża?

Przylepianie łat: "zajadła, fałszywa baba" osobie, o której mało się wie, bo sytuacja jest dość szczątkowo i jednostronnie opisywana do niczego nie prowadzi.

AnonimowyK napisał/a:

Widzisz, problem w tym, że Ona napisała mi wyraźnie (i powiedziala wielokrotnie) - ze rodzice sa dla niej wazniejsi niz ja. Tu byl wieczny problem.

Było o tym napisać na początku wypowiedzi. To dość istotne.
Skoro było to odwiecznym problemem, to czy wiedziałeś o tym przed ślubem? Czy rozmawialiście o tym?
Rozumiem, że zaakceptowałeś fakt, skoro wziąłeś ślub.

Taka "dziwna" deklaracja powinna zapalić Ci wielką czerwoną lampkę. Co z Twoimi mechanizmami obronnymi? Spały??? Czy może zauroczenie je przesłoniło wink

51

Odp: Obojętność papierowej żony
dorota.f napisał/a:

A skąd pewność, że teściowa działa na niekorzyść zięcia? Może działa po prostu na korzyść własnej córki, która ucieka od męża?

Dorotka ale to nie teściowa jest autorem tego wątku i to nie ona szuka u nas pomocy!!!!!!!
                   Autor wyraził się w kilku postach,że zna swój charakter i zamierza się zmienić. Pomóżmy mu wyjść z patowej sytuacji a
                   nie bronić teściowej.
                   ok kilka klapsów mu się należy jak napisała rozmówczyni przed Tobą,jednak w sposób rzetelny a nie raniący. Skoro jest z
                    nami potrzebuje wsparcia jak poradzić sobie z problemem a nie łopaty by go bardziej zakopać.
                       Pozdrawiam

52

Odp: Obojętność papierowej żony
cachmir napisał/a:

ale to nie teściowa jest autorem tego wątku i to nie ona szuka u nas pomocy!!!!!!!
Autor wyraził się w kilku postach,że zna swój charakter i zamierza się zmienić. Pomóżmy mu wyjść z patowej sytuacji a nie bronić teściowej.ok kilka klapsów mu się należy jak napisała rozmówczyni przed Tobą,jednak w sposób rzetelny a nie raniący. Skoro jest z
nami potrzebuje wsparcia jak poradzić sobie z problemem a nie łopaty by go bardziej zakopać.

Ja wiem, kto jest autorem wątku. Teściowa też jednak występuje w wątku i nie można tego pomijać.
Ja tej kobiety absolutnie nie chcę bronić. Nie będę też bronić autora. Za mało o tych osobach wiem.
Chcę tylko zachować bezstronność, żeby jak najwięcej podsunąć autorowi pomysłów.

Wsparcie to dla mnie pokazanie różnych opcji, a nie zamydlanie oczu.
Nikogo tu nie kopię, tym bardziej, że ja nie podaję mu jedynego rozwiązanie, a tylko podrzucam jakieś opcje. Coś odrzuci, a coś może się mu przyda.

Zresztą, czy AnonimowyK potrzebuje adwokatów? Czy potrzebuje obrońców i osób, które wmówią mu, że to wszystko to wina teściowej? Z tego co zrozumiała, on chciałby wrócić do żony i szuka sposobu.

Jeszcze kilka cytatów z autora, żeby pokazać, że nie ma co go kopać, ale też nie ma za co głaskać:

- "Zacząłem stwarzać awantury z byle powodu, byłem zazdrosny. Pomimo tego, a może dlatego, powiedziała mi, że chce wziąć ślub. Byłem wniebowzięty, obiecałem, że zacznę nad sobą panować... "

- "I miesiąc za miesiącem wszystko zaczęło się psuć. Oczywiście tego nie widziałem, a może widziałem, tylko to tłumiłem. Kolejne awantury o bzdury, sceny zazdrości, ciche dni, zarzuty, wyzwiska... "

- "Zrobiłem mega-awanturę, gdzie wyrzuciłem matce żony wszystko. "

CachmirDalej uważasz, że relacje z teściową to nie są ważne kwestie w całej tej niewesołej historii?

53 Ostatnio edytowany przez cachmir (2012-10-31 20:39:55)

Odp: Obojętność papierowej żony

Dorotko wybacz,ale nie gdyż wiem to z autopsji. I pewnie mi powiesz,ze było coś ze mną nie tak. Jednak nie, moja teściowa wiedziała o wszystkim jeżeli czytałaś mój wątek to rozumiesz o czym mówię. Nie chcę się tu rozpisywać.
Jest osobą chorą na cukrzyce z powikłaniami oczu i nerek. Jeździłam z nią po lekarzach co pół roku. Dlaczego co pół? bo następne pół, było nie mów do mnie mamo. Mieszała tak w moim małżeństwie,że tego się nie da opisać mimo,ze potrzebowała opieki.
Rozumiem tu autora bardzo dobrze i już nigdy więcej nie powiem do obcej kobiety mamo. Ten tytuł należy się tylko mojej mamie.
Ją mam jedną jedyną i już nigdy więcej nie zdradzę jej z jakimś babskiem (przepraszam za określenie) mimo,że niedługo sama będę teściową. Mój syn ma 23 lata teraz i nie wtrącam się w jego sprawy, to on ma być szczęśliwy z tą kobietą a nie ja

54

Odp: Obojętność papierowej żony

Kwestia sporna zachowana.Napewno najwazniejsze dla związku aby ta granica cieńka w relacjach tesciowie,czy rodzice została zachowana i ustalona.
Małżeństwo to praca obojga-tak tylko jaki ma sens gdy dba o dobro związku jedna osoba.
Kolejna sprawa którą zawsze będę podkreslała,że kłótnie między małżonkami powinny być rozwiązywane bez tzw,cichych dni i rad mamusi.
W tym przypadku żona nie zgodziła sie na terapię bo nie ma sobie nic do zarzycenia-zawsze lepiej wysłać matkę do zięcia niech powie co myśli...
Pytanie jeszcze dlaczego tesciowa dopuściła do ślubu skoro nigdy nie tolerowała Cię jako dobrej parti dla córki?

55

Odp: Obojętność papierowej żony
k.iness napisał/a:

Pytanie jeszcze dlaczego tesciowa dopuściła do ślubu skoro nigdy nie tolerowała Cię jako dobrej parti dla córki?

k,iness moja teściowa nie tolerowała żadnej kobiety mojego męża,chociaż na początku podkreślała,że tak. Po czasie zaczęła wszystkim wytykać ich błędy jakby to ona była dobra a one wszystkie złe. Z głupim hasłem "bo ja chcę jak najlepiej dla ciebie synek"
to obłudne i bezczelne.
Prawda jest taka,że ona chce być przy synu i boi się pustego gniazda

56

Odp: Obojętność papierowej żony
cachmir napisał/a:

(...) Jeździłam z nią po lekarzach co pół roku. Dlaczego co pół? bo następne pół, było nie mów do mnie mamo. Mieszała tak w moim małżeństwie,że tego się nie da opisać mimo,ze potrzebowała opieki.
Rozumiem tu autora bardzo dobrze i już nigdy więcej nie powiem do obcej kobiety mamo. Ten tytuł należy się tylko mojej mamie.
Ją mam jedną jedyną i już nigdy więcej nie zdradzę jej z jakimś babskiem (przepraszam za określenie) mimo,że niedługo sama będę teściową. Mój syn ma 23 lata teraz i nie wtrącam się w jego sprawy, to on ma być szczęśliwy z tą kobietą a nie ja

cachmir piszesz o kobiecie, która jest podobna do mojej byłej teściowej wink

Wracając do wątku tej rozmowy, to autor jest przyczyną obecnej sytuacji, a jego teściowa wystąpiła w obronie własnej córki, a to nie jest zbrodnią.

Piszesz, że nie będziesz się wtrącać w życie syna, nie wierzę, kiedy zobaczysz, że ktoś robi krzywdę Twojemu dziecku na pewno zareagujesz.

57

Odp: Obojętność papierowej żony
vikita napisał/a:
cachmir napisał/a:

(...) Jeździłam z nią po lekarzach co pół roku. Dlaczego co pół? bo następne pół, było nie mów do mnie mamo. Mieszała tak w moim małżeństwie,że tego się nie da opisać mimo,ze potrzebowała opieki.
Rozumiem tu autora bardzo dobrze i już nigdy więcej nie powiem do obcej kobiety mamo. Ten tytuł należy się tylko mojej mamie.
Ją mam jedną jedyną i już nigdy więcej nie zdradzę jej z jakimś babskiem (przepraszam za określenie) mimo,że niedługo sama będę teściową. Mój syn ma 23 lata teraz i nie wtrącam się w jego sprawy, to on ma być szczęśliwy z tą kobietą a nie ja

cachmir piszesz o kobiecie, która jest podobna do mojej byłej teściowej wink

Wracając do wątku tej rozmowy, to autor jest przyczyną obecnej sytuacji, a jego teściowa wystąpiła w obronie własnej córki, a to nie jest zbrodnią.

Piszesz, że nie będziesz się wtrącać w życie syna, nie wierzę, kiedy zobaczysz, że ktoś robi krzywdę Twojemu dziecku na pewno zareagujesz.

Bardzo szybko sa tu wydawane osądy, szczególnie gdy przedstawiłem tu tylko jedną stronę medalu, która uważam za przyznanie sie do winy. Nie będę się wybielać ani tłumaczyć, pewne sprawy bolały, dlatego były też takie reakcje; niestety nie ma ludzi idealnych. napiszę tylko, że dziecku czasami musi stać się krzywda, żeby samo wysnuło wnioski, a nie bronić je za wszelką cenę przed całym złem tego świata. Przypominam, że zona to osoba dorosła.  Naprawdę chciałbym zamknąć ten wątek.

Dziękuję za wszystkie wypowiedzi Forumowiczów, doceniam każdą z nich.

58

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

... Nie będę się wybielać ani tłumaczyć, pewne sprawy bolały, dlatego były też takie reakcje; niestety nie ma ludzi idealnych. napiszę tylko, że dziecku czasami musi stać się krzywda, żeby samo wysnuło wnioski, a nie bronić je za wszelką cenę przed całym złem tego świata. Przypominam, że zona to osoba dorosła.  Naprawdę chciałbym zamknąć ten wątek.

Dziękuję za wszystkie wypowiedzi Forumowiczów, doceniam każdą z nich.

Skoro jesteś taki OTWARTY to powiem - stwierdzenie "niestety nie ma ludzi idealnych" często służy do zaklepania stanu obecnego, na zasadzie - no trudno...
INNI - świadomi swych NIEDOSKONAŁOŚCI pracują nad nimi, dążąc do ICH likwidacji smile
CO masz zamiar zrobić ze swoja agresją, oprócz stwierdzenia, że jest i że trudno (taka twoja uroda)?
Bo wiesz - tak samo można stwierdzić, patrząc z drugiej strony medalu - NIE POZWALAM na ŻADNE WIĘCEJ AWANTURY...
I pat...
I nie ma zgody na krzywdzenie... albo to zrozumiesz, albo kiedyś będziesz bił, gdy skończą Ci się argumenty słowne.

59

Odp: Obojętność papierowej żony
AnonimowyK napisał/a:

Naprawdę chciałbym zamknąć ten wątek.

Dostosowuję się do prośby i milknę.
Zresztą i tak nie ma to sensu, skoro się nie udzielasz.
Chciałam pogadać w temacie z zainteresowanym, a nie z tymi, co to też mieli taki problem i wiedzą najlepiej, że ty masz tak samo.

cachmir, jestem Dorota i nie znoszę, jak ktoś obcy zdrabnia moje imię. Za pierwszym razem olałam, za drugim wysyłam apel: nie sądzę, że robisz to z sympatii, więc daruj sobie tą pieszczotliwość tongue

Posty [ 60 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Obojętność papierowej żony

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024