Jeżeli ktoś czytał mój wątek o babci, to wie, że moja babcia ma demencję i opiekujemy się nią razem z moją mamą. Ale nie o tym chcę pisać. Chcę opisać swoje chwile zwątpienia, nieraz słabości, co nie jest rozumiane przez moją mamę.
Otóż opieka nad babcią generuje dużo mojego czasu i siły. Nie tylko mojego, bo także i mama jest tym zmęczona. Moje, nasze życie polega na tym, że ja jadę na uczelnię, w tym semestrze moje zajęcia zaczynają się ok.12 w południe, więc rano muszę babcię ubrać, zrobić jej śniadanie , potem wracamy do domu i znowu to samo- prowadzenie babci piętnaście razy w ciągu godziny do toalety, bo sama nie trafi, podawać jej znowu jedzenie, odpowiadać na jej irracjonalne pytania. A jeszcze dochodzi dziadek, który mimo, że jest w pełni sił, to babcia go nauczyła, że się go obsługuje, nawet łyżki nie potrafi sobie wziąć. I tak w "spadku" na dodatek jest właśnie on- pan i władca.
Na co dzień jestem osobą uśmiechniętą, która żartuje, porozmawia. Uważana jestem za osobę, którą chandra i zły humor nie dopada. Rzadko pokazuję negatywne emocje, rzadko się obrażam, praktycznie nigdy nie płaczę. A jednak miewam złe dni...
Wczoraj na przykład- cały dzień spędziłam z babcią, która nic przy sobie nie potrafi zrobić, za to(brzydko napiszę) w gębie jest mocna i wystarczy, że źle się zada pytanie, to potrafi człowieka wyzwać. Mama miała szkolenie i wróciła dopiero przed 19. I oczywiście, jak jej opowiedziałam, jak się babcia zachowywała, to tylko potrafiła wzruszyć ramionami.
I tak jest, że jeżeli złapie mnie chandra(tak jak wczoraj), to mama to bagatelizuje. Naprawdę mam w niej oparcie, jest moją przyjaciółką, rozmawiamy o wszystkim, ale temat słabości związaną z opieką nad babcią powoduje, że mama odpowiada mi- "A myślisz, że ja nie mam tego dość? Niestety, musimy zacisnąć zęby."
I wydaje mi się, że ma mi za złe, że miewam zły humor, ponieważ staję się wtedy małomówna lub odpowiadam mechanicznie, czego mama nie potrafi zrozumieć, wręcz obraża się na mnie o to, że mogę nie mieć czasami sił. Zwłaszcza, że mam w myślach obraz babci sprzed kilku lat- osoby, która potrafiła zwojować świat, a teraz jest całkowicie od nas zależna.
Mój chłopak widzi, jaka jest sytuacja, ale przechodzi nad tym do porządku dziennego. On nie znał tej wcześniejszej babci. Poza tym dzieli nas 500 km.
Z koleżankami o tym nie porozmawiam, bo po pierwsze nie rozumieją tego problemu, a jeżeli wysłuchają mają swoje problemy (oj, jak ja im zazdroszczę takich problemów).
A po drugie mało osób potrafi słuchać drugiego człowieka. Zauważcie, że umiejętność słuchania jest czymś niezwykle rzadkim.
Wiecie, po prostu poświęcam się drugiej osobie. Mama to docenia, ale mam wrażenie, że gdy czasami brakuje mi sił i opadają mi skrzydła, ona nie chce tego dostrzec. Musimy być obie w pełnej gotowości. A tak się czasami nie da.
Oczywiście, rozmawiałam z mamą o moich odczuciach, to tylko powiedziała, że rozumie, ale ona ma tak samo. I ja to wiem doskonale, jak nikt, lecz gdy mamie włączy się gorszy dzień i próbuję z nią o tym porozmawiać, to się zamyka. Więc jeżeli się zirytuję na ten stan rzeczy, to mama potrafi powiedzieć- "Widzisz, ja też musiałam zrezygnować z wielu rzeczy."
Nie chcę też, żebyście mnie odebrali za młodą osobę, która nigdzie nie wychodzi i rezygnuje ze wszystkiego, bo tak nie jest. Nie, nie. Mama wręcz często namawia mnie, żebym umawiała się ze znajomymi
Choć zdarzyły się sytuacje, iż musiałam zrezygnować z ważnych dla mnie wydarzeń. I tak choćby w czerwcu, po zdanym licencjacie, umówiliśmy się całym rokiem na pożegnalny wieczór (wiadome było, że to ostatni raz w takim składzie). Mama wiedziała o tym, nawet razem planowałyśmy, co mam na siebie włożyć, ale niestety, w dzień imprezy okazało się, że mama musi wypisywać świadectwa i nie będzie miała czasu na przypilnowanie babci, a wręcz potrzebowała mojej pomocy przy samym programie komputerowym. I musiałam odmówić swoją obecność.
Za miesiąc dokładnie 26 listopada wydział mojej uczelni organizuje coroczną imprezę, ale nie wiem, czy będę, ponieważ mama ma w ten dzień kurs i zapewne wróci późnym wieczorem do domu, więc znowu zostanę z babcią i jedyną rozrywką będzie mój laptop.
Chociaż nigdy nie lubiłam imprez, bo mnie nudziły, to raz w roku fajnie by było wyrwać się gdzieś do klubu ze swoimi znajomymi.
A zresztą ...pal licho imprezy, naprawdę nie pociągały mnie, chodzi o kontakt z ludźmi...
Aha, jeszcze dodam, że jak się chcę gdzieś wyrwać, to mam wyrzuty sumienia, że mama zostanie sama z tym majdanem. Oczywiście, nie jest to jej winą, ponieważ jak wspominałam, ona nawet chce, żebym czasem gdzieś wyszła, ale też jest niekiedy tak, że nie mam o niczym innym myśli, jak o relaksującej kąpieli i śnie.
Chciałabym tylko zrozumienia. Mając 20 lat mój świat stanął na głowie i z młodej osoby, która uprawiała sport, codziennie jeździła na rowerze, biegała, stałam się opiekunką, której świat ograniczył się do aktywności, które zapewniają prace domowe.
Po prostu czasami mnie to przerasta i przytłacza...