Hmm mam 25 lat jestem ponad dwa lata po ślubie z mężem. Mamy córeczkę 2 letnią. Mój mąż jest alkoholikiem. Leczy się nie pije. Chociaż zapił pół roku poślubie. Do porodu było superrrrrrrr:) dbał o mnie, mówił czule, obejmował itp po porodzie się zmienił.. mówił że go nie kocham, że nie pociągam go.. Tłumaczyłam mu, że to nie prawda właśnie że go bardzo kocham! Rola mamy była czymś nowym dla mnie. Bałam się tego... Stało się mój mąż zapił poł roku po ślubie. Nie będe opowiadała szczegółów bo to jest za bolesne przeżycie. Po 3ch miesiącach poszedł na leczenie. Ale po leczeniu już nie zamieszkał ze mną ani z córką. Mieszkamy osobno już ponad 1,5roku. Na początku mówił, że jest mu wstyd że najpierw musi dojść do siebie. Że najpierw musi porozmawiać i przeprosić mojego ojca ( bo mieszkaliśmy u mojego taty) no i tak przeprasza do teraz. Ja go pytałam kiedy zamieszkamy ze sobą. To ciągle że nie jest gotowy. Zaproponowałam żeby coś wynająć to wiecznie go nie stać.. Owszem mamy długi ale jakoś dałoby się to jakoś pogodzić. Ale nie bo nie ma pieniedzy. Mój mąż pracuje nie wiem ile zarabia bo mi nie mówi. Nie mówi mi nic o sobie. O swoich problemach o czymkolwiek.. Nic o nim nie wiem. Owszem daje piniądze na dziecko ale to wszystko. Ja żeby spłacać swoje długi wyjeżdzałam za granicę do pracy. Nie raz musiałam przerywać pracę i przyjeżdzać do Polski. Bo teściowa jest "chora". A on nie zrezygnuje z pracy. To zawsze ja rezygnuje z pracy. Straciłam 2 prace przez tesciową i mojego męża bo on nie zrezygnuje z pracy zeby zostac z dzieckiem a teściowa mówiła, że ona jest babcią i nie musi zajmować się moim dzieckiem. Mój mąż przyjezdzał do mnie 2-3 razy w tyg po 2-3 h i jechał do siebie do mamy. Śmiejemy się, że paczka prezerwatyw starcza nam na rok;/;/;/;/ Kilka miesięcy temu powiedziałam, że albo zamieszka z nami albo koniec.. Dalej nie mieszka a my żyliśmy jak pies z kotem. Mąż daje na dziecko ale mi przez te kilka miesięcy ani grosza;(;;( nie miałam na nic.. do teraz nie mam. A do pracy nie mogę iść bo on musi pracować, ale do żłobka nie, opiekunka nie.. bo nie ma pieniędzy.. to ja jedynie muszę być na łasce teściowej, która zajmie się moim dzieckiem zależnie od jej humoru.. Płaczę codziennie.. Byłam nawet gotowa żyć sama bez niego.. i tak, tak żyje. Mówiłam mu wiele razy że czuję się jak samotna matka.. sąsiedzi mówią już że jestem po rozwodzie...superr.. Teraz już staram się naprawić ten niby zwiążek małżeństki... Mąż nie mówi mi nic miłego.. niby mówi że chce się kochać.. ale jak się widzimy to nawet nie chce się pocałować:( nic jest zimny jak kłoda.. najlepsze jest to że to wszystko jest moją winą.. I to ja się muszę tłumaczyć z tego, że zostawiłam go kilka miesiecy temu i muszę się tłumaczyć z tego co mu nie raz w smsie napisałam.. owszem obrażałam go też.. ale po dobroci nie porafiłam mu nic wytłumaczyć on zawsze wiedział swoje.. niestety po chamsku też nie dociera.. Jak mówię daj mi buziaka to mi nastawia policzek i to jeszcze z łaską.. dla mnie to nie jest śmieszne.. Nie wiem czy kogoś ma.. Nic o nim nie wiem.. zachowuje się jak egosita.. tak jakbym to ja go skrzywdziła.. Ja mu wybaczyłam krzywdy jakie mi wyrządził ale niestety tego nie zapomniałam i ciągle płACZĘ Z TEGO powodu;/;/;/ Boli mnie to ale on tego nie rozumie.. Co mam robić??? Pomóżcie mi?? Ja mam długi chce wyjechać za granicę i je spłacić ale nie bo mąż ma prace... A ja już się nie liczę;(
Edytowałam tytuł wątku, bo pkt 3. regulaminu forum mówi o tym, że tytuły mają być adekwatne do treści.
Mod. Wielokropek