Witajcie.
Na wstępie przepraszam za długi post, ale po prostu nie mam się do kogo zwrócić o pomoc, a jest mi bardzo z tym wszystkim źle... ![]()
Początek mojej historii zaczyna się, kiedy przyleciałam do Anglii za pracą. Tam poznałam dziewczynę, która prowadziła biznes i zostałam przyjęta do pracy. Poznałam również jej byłego męża, z którym jak się dowiedziałam nadal mieszkali i żyli razem. Od innych wspólnych znajomych, jak to bywa dowiedziałam się różnych informacji na temat ich "związku" między innymi, że ona nie dbała o niego, traktowała jak służącego. Staż małżeński wynosił 5 lat, i rok po rozwodzie się pogodzili.
Pewnego dnia mężczyzna zaczął się do mnie zalecać, podrywać. Poczułam się wyjątkowa... Po jakimś czasie wybaczcie za słownictwo "zaliczyliśmy" numerek w samochodzie. Po tym nadeszły erotyczne sms-y i kiedy jego była żona poleciała do Polski wspólne noce. Dowiedziałam się, że zamierzał się z nią rozstać. Po jej powrocie ona także potwierdziła, że się rozstają. Nie wiedziała o naszym romansie. Zaczęły się codzienne telefony, sms-y. Mówił, że bardzo za mną tęskni, że złamał swoje zasady i zakochał się. Po ich kolejnej kłótni ona znowu wyleciała do Polski i mogłam być z nim. Spotykaliśmy się, gotowałam mu obiady, dużo rozmawialiśmy, spędzaliśmy wspólne noce. Powiedział, że będzie mnie chronił choćbym była na końcu świata, ze nigdy w życiu nie mógłby mnie zranić, że jestem dla niego bardzo ważna. Powiedział, żebym była przy nim już na zawsze, czy będzie źle czy dobrze, ale już zawsze razem. Mówił, żebym mu ufała, ale nie może robić ryzykownych kroków, żeby mnie nie narażać, bo jego była jest nieprzewidywalna i mogę mieć przez nią problemy. Mieliśmy otworzyć wspólny biznes. Wiem, że dałam mu to, czego on potrzebował. To uczucie między nami było wyjątkowe, prawdziwe i piękne. Traktował mnie jak księżniczkę... Dosłownie wszystko mimo iż działo się tak szybko wyglądało identycznie, jak w romantycznych filmach. Po czasie ona wróciła z polski i dowiedziałam się, że ma się od niego wyprowadzić. On mówił, że ma dosyć ciągłego podporządkowywania się jej, kłótni itp...Mieliśmy już przygotowany plan... Ja zostawiłam swoje rzeczy i trochę gotówki poleciałam do Polski na 5 dni, aby zabrać resztę najpotrzebniejszych rzeczy, a po powrocie miałam się do niego wprowadzić. Jeszcze na lotnisku zapewniał mnie o swojej miłości. Dzwonił do mnie, pisaliśmy sms-y . Mówił, że bardzo tęskni, kocha i czeka... Dosłownie 3 dni później okazało się, że ona wracając do niego po resztę swoich rzeczy, znalazła kartkę z ważnymi danymi. Rozpętała się dzika awantura... Później dowiedziałam się, że moja przyjaciółka, z której zwierzałam się dosłownie ze wszystkiego powiedziała jej wszystko, co było między mną a jej były mężem... Poczułam się sprzedana za 300 funtów, które tamta jej obiecała... On przestał się odzywać. Jeszcze tego samego dnia zostałam zasypana sms-ami z jego numeru. Ona podszywała się pod niego...Pisała mi że to koniec, że to był tylko nic nie znaczący romans i że mam dac spokój. Tak się dzieje do dzisiaj, a minął już tydzień od tej wielkiej afery. Następnie ze swojego numeru wypisuje mi, że ona go pogoniła bo nie będzie po nikim zbierała resztek, że on się do mnie odezwie a ja go przyjmę. Wczoraj kiedy zupełnie przypadkiem na facebooku znalazłam jego ponoć zamknięty od dawna profil, ujrzałam ich wspólne zdjęcie z datą 3 dni po całej aferze i wyjściu na jaw naszego romansu. Ona ma mi odesłać moje rzeczy. On się w ogóle do mnie nie odzywa... Nie wiem co o tym wszystkim myśleć. Przez ten tydzień stałam się wrakiem człowieka, tak bardzo go pokochałam, a czułam, że on także i że to, co było między nami było szczere i prawdziwe... Nie wiem dlaczego podkulił ogon i nie postawił się jej, kiedy i tak wszystko wyszło na jaw, kiedy i tak ich "związek" się praktycznie rozpadł... Tyle obietnic, słodkich słów, zapewnień o nieskończonej miłości, uczucia, wsparcia....Wciąż żywię do niego silne uczucia... nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić.... Proszę pomóżcie mi to wszystko zrozumieć...
Pewnie już go nie odzyskam chociaż nie wiem co bym zrobiła... chodzi mi jedynie o odpowiedź dlaczego stało się tak a nie inaczej...