Mam poważny problem. Jestem pół roku po slubie, a moje małżeństwo praktycznie nie istnieje. Zacznę może od początku. Mój mąż mieszka na stałe zagranica, a ja zaraz po ślubie zamieszkałam z nim, bo wiadomo, że młode małżeństwo musi być razem. Ja zrezygnowałam z wielu rzeczy,aby dołączyć do niego, przed ślubem dostałam propozycje dobrze płatnej pracy, pracy o której zawsze marzyłam, ale dla Naszego dobra zrezygnowałam z niej. Mąż zaraz po ślubie przestał się starać, seks średnio co 2 tyg i tylko dlatego, że płakałam... brak czułości, komplementów, ciagle mowienie, ze moze powinam cwiczyc, zeby moje cialo lepiej wygladalo, tylko, że ja tak naprawde jestem bardzo szczupla wręcz skóra i kości, ale on ciagle, ze powinam schudnac, ze moze operacja powiekszenia biustu( mam maly biust ale nigdy wczesniej mu to nie przeszkadzalo) jego ciągłe przesiadywanie na komputerze( ponoc pracowal) i ciągłe chodzenie z telefonem więc moje pierwsze mysli kierowały sie ku zdradzie, ale do konca nie bylam tego pewna choc czesto mu mowilam o tym ze pewnie kogoś ma, itp.. Staralam sie rozmawiac z nim, mowilam co mnie boli w jego zachowaniu, byla poprawa ale na chwilke. Czesto mowilam mu ze czuje się samotna, bo ciagle sama w domu(calymi dniami gotowalam, sprztalam i jeszcze stroilam sie, zeby po jego powrocie z pracy uslyszec choc jedno mile slowo), a on po pracy nie mial nawet czasu, zeby ze mna pogadac, chcialam isc do pracy, ale nic nie moglam znalezc jeszcze teraz musialam wrocic do Polski na obrone magisterska, a on nie dosc ze nie dzwoni, unika rozmow na internecie, a jesli sa to trwaja godzine i on stwierdza ze zmeczony jest i musi isc spac, a jak sie pozniej okazuje przesiaduje na portalach spolecznosciowych. Bardzo go kocham i nie wiem co mam zrobic, zaraz po moim przyjezdzie do Polski napisal mi, ze wysle mi moje rzeczy, ze dla niego jestem kobieta, ktora jest fajna ale na poczatku zwiazku:( w koncu nie odeslal mi rzeczy, ale tez nie chce ze mna rozmawiac, nie pomaga mi finansowo, choc jest mi ciezko nie zamierzam prosic go o pieniadze. Ale tak naprawde najbardziej zabolała mnie jedna sprawa, przed slubem bardzo chcial miec ze mna dziecko,a po slubie stwierdzil, ze dziecko kosztuje wiec musimy poczekac. Jest mi strasznie ciężko, nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić ![]()
Przykro mi z powodu tego kretyna.
Myślę, iż decyzja o ślubie była pochopna. Jak długo byliście razem przed ślubem?
Poza tym, mam dziwne wrażenie, że on nie kocha Ciebie, tylko wyobrażenie na temat kobiety idealnej, które mu siedzi w głowie.
On nie ma prawa Cię zmieniać.
''dla niego jestem kobieta, ktora jest fajna ale na poczatku zwiazku:( '' - co to w ogóle znaczy? Czy tak mówi ktoś, kto kocha...?
Chciałabym Ci napisać, żebyś ratowała swoje małżeństwo, ale w Twojej sytuacji chyba nie warto. Jemu nie zależy. A Ty się męczysz.
Ile się znaliście przed ślubem? Mieszkaliście razem?
Mam poważny problem. Jestem pół roku po slubie, a moje małżeństwo praktycznie nie istnieje. Zacznę może od początku. Mój mąż mieszka na stałe zagranica, a ja zaraz po ślubie zamieszkałam z nim, bo wiadomo, że młode małżeństwo musi być razem. Ja zrezygnowałam z wielu rzeczy,aby dołączyć do niego, przed ślubem dostałam propozycje dobrze płatnej pracy, pracy o której zawsze marzyłam, ale dla Naszego dobra zrezygnowałam z niej. Mąż zaraz po ślubie przestał się starać, seks średnio co 2 tyg i tylko dlatego, że płakałam... brak czułości, komplementów, ciagle mowienie, ze moze powinam cwiczyc, zeby moje cialo lepiej wygladalo, tylko, że ja tak naprawde jestem bardzo szczupla wręcz skóra i kości, ale on ciagle, ze powinam schudnac, ze moze operacja powiekszenia biustu( mam maly biust ale nigdy wczesniej mu to nie przeszkadzalo) jego ciągłe przesiadywanie na komputerze( ponoc pracowal) i ciągłe chodzenie z telefonem więc moje pierwsze mysli kierowały sie ku zdradzie, ale do konca nie bylam tego pewna choc czesto mu mowilam o tym ze pewnie kogoś ma, itp.. Staralam sie rozmawiac z nim, mowilam co mnie boli w jego zachowaniu, byla poprawa ale na chwilke. Czesto mowilam mu ze czuje się samotna, bo ciagle sama w domu(calymi dniami gotowalam, sprztalam i jeszcze stroilam sie, zeby po jego powrocie z pracy uslyszec choc jedno mile slowo), a on po pracy nie mial nawet czasu, zeby ze mna pogadac, chcialam isc do pracy, ale nic nie moglam znalezc jeszcze teraz musialam wrocic do Polski na obrone magisterska, a on nie dosc ze nie dzwoni, unika rozmow na internecie, a jesli sa to trwaja godzine i on stwierdza ze zmeczony jest i musi isc spac, a jak sie pozniej okazuje przesiaduje na portalach spolecznosciowych. Bardzo go kocham i nie wiem co mam zrobic, zaraz po moim przyjezdzie do Polski napisal mi, ze wysle mi moje rzeczy, ze dla niego jestem kobieta, ktora jest fajna ale na poczatku zwiazku:( w koncu nie odeslal mi rzeczy, ale tez nie chce ze mna rozmawiac, nie pomaga mi finansowo, choc jest mi ciezko nie zamierzam prosic go o pieniadze. Ale tak naprawde najbardziej zabolała mnie jedna sprawa, przed slubem bardzo chcial miec ze mna dziecko,a po slubie stwierdzil, ze dziecko kosztuje wiec musimy poczekac. Jest mi strasznie ciężko, nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić
Znalizmy się od dziecka, przyjaznilizmy sie mozna powiedzieć całe życie,a byliśmy ze sobą jako para ponad rok, nie mieszkalismy ze sobą tylko pomieszkiwaliśmy, bo tak jak pisałam on mieszka na stałe zagranica, przyjezdzal co miesiac na tydzien-dwa tygodnie, a jeśli nie mógł przyjechać to ja do niego jeżdzilam. To on nalegal na slub, chcialam poczeka ze slubem, ale przekonal mnie, ze nie warto czekac. Wiem, ze z jego zachowaniem zwiazany jest jego ojciec, ktory z nim mieszka, bo nie raz "uczyl" go jak postepowac z kobietami:/ sam rozstal sie z zona i ma mase "przyjaciolek" wiec moze moj maz uwaza, ze i on moze miec takie bujne zycie. Caly czas sobie mysle jak on moze tak ze mna postepowac, oddalam sie temu zwiazkowi calym sercem, robilam wszystko, zeby byl ze mnie zadowolony, to na koniec uslyszalam, ze jestem dla niego za dobra. Jak tak mozna postepowac z drugim czlowiekiem, ktoremu slubowalo sie- milosc i wszytsko co z tym zwiazane. Tez jestem zdania, ze to wszytsko za szybko, tylko, ze teraz za pozno na " gdybanie", probuje to ratowac, tylko, ze sama nic nie zdzialam, a on twierdzi, ze trzeba to zostawic, ze samo sie ulozy. Mamy po 25 lat, a on zachowuje sie jak jakis rozwydzony bachor:/
5 2012-10-22 16:32:18 Ostatnio edytowany przez sam22 (2012-10-22 16:37:47)
To cudownie, że nie ma dziecka! Wciąż jesteś wolna. Małżeńśtwa z Was nie będzie i koniec kropka. Mam nadzieję, że przeczytałaś co sama napisałaś i jasno to widzisz.
Poświęciłaś się dla tego związku. Taka jest prawda -- poświęciłaś się. Zrobiłaś fatalny błąd, bo zniszczyłaś swoją osobę. Teraz będziesz musiała trochę popracować, aby się odbudować. Nigdy więcej się nie poświęcaj. Moja żona od wielu lat jest w domu z dziećmi. Też mówiła, że się poświęca. Mówiłem jej -- znajdź opiekunkę, idź do pracy, ale się nie poświęcaj -- nie potrzebujemy twojego poświęcenia. No i przestała się poświęcać. Dalej jest z dziećmi, ale tym razem z własnego wyboru, a nie z poświęcenia. Podsumowując -- nie wolno się poświęcać. Tego Ci nie powiedzą ani rodzice, ani w szkole ani na religii. I niestety będziesz musiała trochę pocierpieć, ale nie martw się -- za dwa lata będzie dobrze. Weź się w garść. Przeczytaj metodę 180 stopni, autor mark21. Przeczytaj Desideratę.
Obiad nie jest najważniejszy, czyste meble nie są najważniejsze. To, że ładnie się dla męża ubierałaś -- to się liczy, tutaj masz plusa! A że on taki ignorant... hmmm... no trudno! Szkoda, że zrezygnowałaś z pracy...
pozatym ze jest ci ciezko miej swiadomosc ze teraz mozesz zrobic wszystko ze swoim zyciem,czujeszz sie zraniona i ja to rozumiem,masz prawo-ale teraz na nowo otwiera sie swiat przed toba!ja mam meza ktory mnie nie kocha oszukuje i robi ze mnie wariatke,niepelnosprawne dziecko i nie moge odejsc bo niemam ani dokad ani pieniedzy!a najgorsze jest to ze wciaz go kocham...marze o dniu w ktorym syn dorosnie i to wswzystko sie skonczy..
sisi -- no to wysyłam Ci porcję dobrej energii! Powodzenia!
Wiem, ze jestem totalna idiotka, ale wychodzialm za maz z milosci i nadal go bardzo kocham, nie moze do mnie dojsc mysl, ze moze go nie byc w moim zyciu, a wiem takze, ze macie racje, ze mnie juz nie kocha, pewnie nigdy nie kochal, bylam tylko jego zabaweczka, ktora szybko mu się znudzila. Glupia jestem bo juz przed slubem moglam sie polapac ze z tego nic nie bedzie, on mial spora ilosc dziewczyn z ktorymi nie potrafil dlugo byc, zawsze cos w ktorejs mu sie nie podobalo, ludzilam sie ze ze mna bedzie inaczej. Boli mnie to, zee traktuje mnie jak obca sobie osobe, nie chce nawet porozmawiac, a jak juz dochodzi do rozmowy to odzywa sie do mnie w taki sposob, ze az plakac mi sie chce. Slyszalam od wspolnej znajomej, ze kontaktuje sie z byla dziewczyna, ale nie wiem czy w to wierzyc...
Olej go i zadbaj o siebie.
Pewnie nie to chcesz usłyszeć ale w tej sytuacji inne rady dać Ci nie mogę - zostaw go!! Przykro mi ale wydaje mi się, że facet się "odkochał" mało tego okazał sie mega dupkiem, czy chcesz komuś takiemu urodzić dzieci?? Facet nie ma żadnych wartości, bo odkochać się to jedno ale nie oznacza to że może Cię tak traktować, jestes jego żoną. Powinien Cię szanować, wspierać, a on niewychowany dupek.
A ja Ci powiem tak- daj z siebie wszystko, powalcz jeszcze trochę, zrób wszystko co możesz, żeby mieć czyste sumienie- że chciałaś, że byłaś, że starałaś się...
A potem wróć do domu, do Polski, do rodziny i siebie prawdziwej.
A ja Ci powiem tak- daj z siebie wszystko, powalcz jeszcze trochę, zrób wszystko co możesz, żeby mieć czyste sumienie- że chciałaś, że byłaś, że starałaś się...
A potem wróć do domu, do Polski, do rodziny i siebie prawdziwej.
Masz racje, taki mam plan, chce zrobić wszystko co możliwe, a jak nic z tego nie bedzie przynajmniej zostanie mi czyste sumienie.
A może da się to jeszcze uratować. Bardzo bym chciała...
Nigdy więcej się nie poświęcaj.
Święte słowa! Poświęcenie oznacza oddanie większego dobra za mniejsze, co z definicji jest nonsensem.
Tego Ci nie powiedzą ani rodzice, ani w szkole ani na religii.
Niestety...
Obiad nie jest najważniejszy, czyste meble nie są najważniejsze. To, że ładnie się dla męża ubierałaś -- to się liczy, tutaj masz plusa!
Dobrze, że pisze to mężczyzna.
Mężczyźnie, który kocha i pożąda lepiej dać iskrzenie niż wygodę, lepiej być chętną i wypoczętą kochanką niż sprzątaczką, kucharką, mateczką.
Szkoda, że zrezygnowałaś z pracy...
Praca, własne pieniądze=niezależność. Nie pasuje Ci - zwijasz się i nie męczysz się ani chwili.
W Waszym związku nie ma miłości, nie ma szacunku, tak naprawdę nie ma nic, co mogłoby stanowić mocny fundament. Ba, tam nawet słabego fundamentu nie ma. Piszesz, że musiałaś wyjechać, że jest Ci ciężko, nawet finansowo nie dajesz rady, ale czy nie po to jest małżeństwo, żeby się wzajemnie w takich chwilach wspierać? Czy nie po to dwoje ludzi się ze sobą wiąże, żeby im razem było raźniej i łatwiej? Tymczasem Twój mąż ma swoje, pewnie w jego pojęciu ważniejsze, sprawy, a to co dzieje się z Tobą jakby zupełnie go nie dotyczy, pół roku po ślubie on już nie pamięta, że ma żonę i zobowiązania w stosunku do niej.
Owszem, dla własnego spokoju zawalcz, raz jeszcze spróbuj ratować ten związek, ale - oceniając to realnie - cuda raczej się nie zdarzają.
Ty już nie masz o co walczyć.O jaki związek?!Związku już nie ma!Zajmij się sobą,swoją karierą,pracą.Ciesz się,że nie masz z takim dupkiem dziecka...Całe życie przed Tobą i nie marnuj czasu dla czegoś,czego nie ma.Im bardziej się będziesz starała,tym bardziej ten facet będzie obojętny.Będziesz żałowała,że straciłaś czas ..
Czuje sie jak jakaś szmata, pobawil sie mna i tak po prostu chce zostawić. Jego przeroslo malzenstwo, zrozumial, ze trzeba sie troszczyc o innych, pomagac chocby finansowo, a wiedzial, ze z praca jest ciezko(mowie o zagranicy) jesli jeszcze nie znasz jezyka,za wiesz ze za chwile musisz wracac do Polski bo sa jakies zalatwienia na uczelni. Ktoś wyżej napisał, ze nie mozna byc kura domowa i matka dla meza, a czy ja bylam? dbalam tylko o to by bylo czysto i bylo ugotowane, do tego uczylam sie jezyka bo wiedzialam, ze jak wroce to mi sie przyda przy szukaniu pracy, bo nie jestem typem kobiety, ktora siedzi na tylku i liczy, ze maz ja bedzie utrzymywal. W zyciu intymnym ciagle sie staralam, zeby do lozka nie weszla rutyna, wiec nie mogl sie po prostu mna znudzic. On bal sie ze zajde w ciaze wiec unikal seksu jak ognia. Tak jak pisalam rozklejalam sie milion razy, prosilam, blagalam, zeby sie cos zmienilo bo ja dluzej nie dam rady tak zyc... Nie widzi tego, ze zrezygnowalam dla niego z kilku rzeczy do ktorych ciezko mi jest teraz wrocic czy je jakos odkrecic. Jestem z małej miejscowosci gdzie kazdy kazdego zna i wiem, ze tu nie bede miala spokoju, mi nawet nie chodzi o siebie, ale o moich rodzicow nie chce, zeby wysluchiwali na kazdym kroku, ze maja corke rozwodke...
18 2012-10-23 08:36:21 Ostatnio edytowany przez noami24 (2012-10-23 08:36:41)
Słuchaj, nie przejmuj się tym co ludzie powiedzą, tylko bierz życie w swoje ręce. Ludzie pogadają i przestaną,bo znajdą sobie inny temat. Nie możesz od innych uzależniać swojego zachowania.
Nigdy nie można rezygnować z siebie w związku. Niestety zazwyczaj ta druga strona tego nie doceni. Potem zostajemy bez partnera, czyli tak naprawdę bez niczego, bo kiedyś wszystko poświęciliśmy. To podstawowy błąd kobiet. Nie spotkałam się z takim podejściem u facetów - aby rzucał pasję, pracę, studia, ograniczał życie towarzyskie.
Droga Autorko,
ale o to, że z czegoś zrezygnowałaś dla faceta możesz mieć pretensje tylko do siebie. To była Twoja świadoma decyzja. On Cię nie szanuje, a więc i nie kocha, więc nie wiem o co chcesz walczyć. Chyba o zatracenie do reszty swojej godności. Cierpienie i tęsknota po związku przejdą, własną godność, szacunek do siebie dużo trudniej jest odbudować. Zacznij się szanować i stawiać innym ludziom granice w relacjach z Tobą, inaczej nie stworzysz z nikim zdrowego związku. Życie jest zbyt krótkie żeby je marnować na kogoś, kto ma Cię gdzieś.
Słuchaj, nie przejmuj się tym co ludzie powiedzą, tylko bierz życie w swoje ręce. Ludzie pogadają i przestaną,bo znajdą sobie inny temat. Nie możesz od innych uzależniać swojego zachowania.
Ja się nie przejmuje. Martwi mnie jak sobie z tym poradzą moi rodzice.
Nigdy nie można rezygnować z siebie w związku. Niestety zazwyczaj ta druga strona tego nie doceni. Potem zostajemy bez partnera, czyli tak naprawdę bez niczego, bo kiedyś wszystko poświęciliśmy. To podstawowy błąd kobiet. Nie spotkałam się z takim podejściem u facetów - aby rzucał pasję, pracę, studia, ograniczał życie towarzyskie.
No właśnie mój mąż z niczego nie chciał dla mnie zrezygnować więc ja to zrobiłam. I on nawet tego nie potrafi docenić, ale ja sobie dam jakoś rady.
Słuchaj, nie przejmuj się tym co ludzie powiedzą, tylko bierz życie w swoje ręce. Ludzie pogadają i przestaną,bo znajdą sobie inny temat. Nie możesz od innych uzależniać swojego zachowania.
Nigdy nie można rezygnować z siebie w związku. Niestety zazwyczaj ta druga strona tego nie doceni. Potem zostajemy bez partnera, czyli tak naprawdę bez niczego, bo kiedyś wszystko poświęciliśmy. To podstawowy błąd kobiet. Nie spotkałam się z takim podejściem u facetów - aby rzucał pasję, pracę, studia, ograniczał życie towarzyskie.
I tu sie mylisz Noami 24, ja dla swojej zony poswiecilem wszystko,zostawilem caly swiat za soba i wrocilem do polski,bo w zyciu sa rzeczy wazne i wazniejsze. I co dzisiaj mam?? Pol roku po slubie juz nie bylismy razem,dzisiaj jestem w trakcie rozwodu,bo jak twierdzi pomylila sie,dobre. Bylem dla niej tym wszystkim o czym wiekszosc kobiet tutaj pisze ze bylo dla swoim facetow,ale dle Niej to i tak bylo za malo. Trzymaj sie!!
Po co ktoś się decyduje na ślub, zeby po chwili powiedziec= sorry, ale jednak się pomyliłem/am!!! Zachciało się zabawy w dom, tylko czemu 2 osoba musi na tym cierpieć. W głowie sie nie mieści, a nigdy nie sądziłam, ze takie coś może sie mi przydarzyc. Moja kuzynka po 2 tygodniach od slubu rozstala sie z mezem, nie wiem co miedzy nimi sie wydarzylo, ale ja po tym jeszcze bardziej utwierdzilam sie w przekonaniu, ze bede robic wszystko, aby moje malzenstwo bylo jak najlepsze, ale nie pomyslalm, ze sama nic nie moge zdzialac ![]()
Dziewczyno, ale po co Ty się zastanawiasz nad nim - jak można i jak można. Jak widać, można. Ale to jego problem, bo to on nie dojrzał do odpowiedzialności, a Ty nie jesteś dla niego ważna. Jesteś ważna dla siebie samej, więc na sobie się skup, pomóż sobie i w siebie zainwestuj, bo nikt się tak o Ciebie nie zatroszczy jak Ty sama. A jak już uświadomisz sobie, jak wartościowa jesteś i że warto siebie szanować, zbudujesz prawdziwy związek. Tylko raczej z kimś innym.
Takie rzeczy zdarzaja wcale nierzadko i nie ma takiego znaczenia ile czasu po ślubie.Pól roku, czy jak inny napisał 2 tygodnie czy 20 lat,
Każdy się myli i ma prawo do pomyłek aby nabywac doswiadczen , uczyc się i wyciagac wnioski tzn unikac takich pomyłek w przyszłosci
Czy nie czujesz się jak żebrak proszacy o uczucia? Pisze tak bo tez kiedyś tak postępowałam.Po za tym brak szacunku dla siebie.i użalanie sie nad soba.
Przestan się "starac" i bądz soba, nigdy nie rezygnuj z siebie, dla kogoś , bo inni tego nie potrzebuja po prostu i moge też tego nie udzwignąc, sami nosza swoje brzemie, więc po co im dokładac?
Nie wiem ile z tego zrozumiesz...a jeszcze co to znaczy "córka rozwódka"? Dziewczyno, na jakim ty świecie żyjesz? To takie straszne?Sa o wiele gorsze rzeczy np trwac w nieszczęsliwym związku, bardziej martw sie o siebie niż o rodziców.
Nie wiem czemu wszystkie namawiacie tak autorkę do tego żeby odeszła tak nagle. To takie łatwe? Odejść i zapomnieć?
Ja bym próbowała gdyby mi zależało. Ale z rozsądkiem. Nic się nie zmieni, wtedy odejdź z czystym sumieniem.