opowieść pewnie jak innych tysiące,proszę nie oceniajcie,doradzcie.
mam 30 lat,jestem 10 lat po slubie,mam 3 dzieci.z męzem od zawsze bylismy przyjaciólmi,kochankami,mielismy plan na życie i go realizowaliśmy,do czasu...
wyszłam za maz jako 20-latka,mąz miał 23.oboje ambitni,skonczone studia,mimo mojej ciazy,dobra praca,mieszkanie,jedno drugie i teraz trzecie,najwieksze,te wypracowane dla naszych dzieci.
mieszkam tu poł roku,od 3 miesiecy mam romans.
on,mieszka obok,widzimy swoje okna.lat 35,15 lat w zwiazku,10 po ślubie,8 letnia córka.zaczeło sie od przypadkowych rozmow przez net,jak sasiedzi(mamy forum osiedlowe).szlo coraz glebiej i mocniej,silniej,.na dzien dzisiejszy nie umiemy bez siebie zyć,wszystko inne stracilo sens.kochamy się jak dzieci,spotykamy dotykamy całujemy.nie spaliśmy jeszcze ze soba,albo inaczej,do stosunku nie doszlo,przygotowujemy sie na to,chcemy to celebrować,dojdzie do tego.
kocham go,miłościa jakeij nigdy nie znałam,nie czułam,on kocha mnie,powtarza mi to na okrągło.Mysle ze to ta moja 2 polówka jabłka,ja zacznam zdanie-on kończy,mamy wspolne zainteresowania,śmiejemy sie z tego samego ,możemy rozmawiać bez końca.
nie wiem co robić,każde z nas ma związek,nie nieszczesliwy,normalny mąż,normalna zona,żadne z nas nie mówi inaczej.
nie wiem co robić,wiem jak się kończa romanse,w koncu wpadniemy.
co robic,nie piszcie uciekaj,zakończ,bo ja go kocham i nie chcę odejść.raz chciałam,czułam się winna,wrociłam po 3 dniach z jeszcze silniejszą zaborczością i miłościa.kocham go.