Może nie będzie to niesamowita historia, ale osobista na pewno.
Całe moje przytomne życie staram się dowiedzieć o co tu właściwie chodzi, kim ja jestem, gdzie jest moje miejsce, czemu nie pasuję do szufladek innych ludzi, czy ktoś kiedyś będzie chciał przygarnąć taki supeł jak ja,...?
Dlaczego Wojna? Bo cały czas pracuję nad sobą. Cały czas staram się przerobić te kawałki siebie, które przeszkadzają w funkcjonowaniu w zewnętrznym świecie.
Kiedyś koniecznie chciałam zasłużyć na akceptację.
Byłam cicha, grzeczna, nie wychylałam się przed szereg, ubierałam się skromnie itp.
Uważałam, że nic nie wiem, nie umiem, nie mam prawa wypowiadać się, stawać we własnej obronie.
Nadal jestem nadwrażliwa.
Każde słowo, każdy ton, mina potrafi mnie zaboleć, sprowadzić do poziomu: co on o mnie myśli, co źle zrobiłam, czy nie zraniłam?
Nadal prawie się nie odzywam, bo co i rusz ktoś ma pretensje.
Każda moja pomyłka najpierw jest olbrzymem, a ja jestem malutka i nic nie warta. Dopiero po chwili, kiedy ochłonę na tyle, żeby "zasadzić sobie kopniaka" w myślach jestem w stanie obejrzeć sprawę w rzeczywistym świetle.
Środowisko (rodzina itp) nie zawsze pomaga wygłaszając swoje własne komentarze.
I jestem samotna (z poprawką na rodzinę i jedną Przyjaciółkę geograficznie daleką)
Skutkiem powyższego bywa, że wyglądam jak osoba zapóźniona/nienormalna bo czasem: gadam do siebie, pukam się w głowę, śmieję się sama z i/lub do siebie, wypsnie mi się jedna na 15 mniej błyskotliwa wypowiedź, zacinam się na słowach, lub używam nietypowych zamienników.
Nie mam zdiagnozowanej niepełnosprawności, a jedynie (hm?) zaburzenia lękowe. I ostatnio nadwrażliwość słuchową, ale to trochę inna bajka.
Jeszcze niedawno nie potrafiłam się odezwać do obcego człowieka, chowałam się za chłopięcym ubiorem, okularami.
Nie mogę sobie znaleźć stałej pracy.
Ale już nie uważam, że nie mam prawa: mówić, mieć zdania, bronić swojej racji.
Ciągle jest to trudne.
Ale
uśmiecham się do ludzi na ulicy,
jestem uprzejma kiedy okoliczności pozwalają,
potrafię pogadać z przechodniem, "współstaczem" na przystanku, zapytać o drogę, poprosić.
czasem nawet wierzę, że to co powiem, wymyślę, pokażę może kogoś zainteresować, a może nawet się spodoba.
ubieram się porządnie, schludnie, bardziej kobieco
rozwijam się
Ale
Ciągle boję się, że jeśli już ktoś mnie.... zaakceptuje taką jaką jestem, to potem okaże się, że widział, to co z wierzchu, że poznawszy mnie bliżej zniechęci się i powie "Nie pasujesz mi. Żegnam"
Mam problemy z załatwianiem spraw, z przedstawianiem reprezentacyjnego obrazu siebie,...
Walczę o siebie, za siebie, dla siebie.
Jeśli ktoś coś z tego zrozumie i wyłuska coś konstruktywnego to będę wdzięczna za komentarz, a za krytykę "dziękuję postoję"- sama siebie potrafię zgnieść.
Pozdrawiam wszystkich nadwrażliwców płci obojga.