miałyście kiedyś taką sytuację, w której partner odchodzi od was dla waszego ,,szczescia '' i ,,dobra'' ?
bo taka sytuacja zdarzyla sie wlasnie mnie.
moj kochany jest z bardzo niemajetnej rodziny, i nie nie mam tutaj na mysli ze ,,o jejku nie stac nas na kablowke zginiemy'' chodzi mi o to ze czasami zdarzaja sie sytuacje kiedy nie maja na chleb.
NIGDY nie stanowilo to dla mnie problemu, jak tylko moglam <bo dopiero co skonczyłam 18 lat> to pomagalam, gotowalam u siebie obiady, nosilam je dla niego i dla jego rodziny <przyznam ze sprawialo mi to wielka frajde czulam sie taka potrzebna pierwszy raz w zyciu> jak mialam jakies odsawione pieniadze zawsze proponowalam <nigdy oczywiscie nie chcial przyjac> a kiedy raz i to w bardzo kryzysowej sytuacji wyblagalam zeby przyjal te 20zl to zachowywal sie przez pare dni po prostu jakby byl na mnie zly a przeciez on takze wiedzial ze to bylo im potrzebne. Pracuje u znajomego moich rodzicow na czarno na budowie bo nie zdał w drugiej gimnazjum i od tego czasu przestal chodzic do szkoly <zaniedlugo skonczy 20lat>
teraz w miare ich sytuacja finansowa sie ulozyla ale pewnego dnia kiedy sie zobaczylismy on powiedzial mi ze chce byc sam i ze mam byc szczesliwa , ze on odchodzi.
serce mi oczywscie pekło.
po miesiacu zadzwonil , keidy zlamalam noge <dowiedzial sie tego od znajomych> pytal czy wszystko u mnie w porzadku jak sie czuje co u mnie.
wtedy to sie poczulam sie lekko zmieszana no ale okej, myslsam ze po prostu to byl sentyment do mnie z jego strony. jakos tak wyszloz e sie spotkalismy, kiedy w koncu nei wytrzymalam to zapytalam dlaczego mnie zostawił
okazało sie ze to dlatego ze on stwierdzil ze nigdy nie zapewni mi zycia na jakie zasluguje, ze chce bym byla z kims wyksztalconym ktory da mi to wszystko czego on nie potrafi mi dac.
tylko ten głupek nie rozumie ze go kocham i guzik mnie obchodzi stan jego portfela.
wrocilsimy do siebie , myslalam ze przekonalam go ze pieniadze nie maja dla mnie zadnego znaczenia,
ale on wciaz zaczyna ten temat. rozmawiamy o moich studiach on wyjezdza z tekstem ,, moze tam znajdziesz kogos lepszego niz ja''
rozmawiamy o filmach ,, moze znajdziesz kogos kto bedzie mogl cie zbrac do kina''
pytam co by mial ochote porobic w dzien chlopaka a on juz prawie ma lzy w oczach i wiem ze chodzi o to ze nie mogl kupic mi kwiatow na dzien kobiet.
tyle razy mu tlumaczylam ile dla mnie znaczy, i ze jakos sobie poradzimy, ale to do niego nie dociera..
kiedy zerwal mi kwiaty z pola obok domu to ucieszylam sie bardziej niz z jakichkolwiek ktore w zyciu dostalam.
<oczywiscie jego zdaniem bylo zalosne to ze nie moze mi ich kupic>
co robic?
bylyscie w takiej sytuacji kiedys?