Może tutaj usłyszę kilka słów co robić.
Byłem z kobietą ponad 10 lat wszystko się posypało około 7 miesięcy temu. Nic strasznego po prostu nie potrafiliśmy się dogadać ale cały czas mieliśmy ze sobą kontakt. Na początku wyrzuty jedno drugiemu a z czasem rozmowy spokojniejsze i wszystko było coraz lepiej. Po dzisiajeszej rozmowie okazało się, że oboje myśleliśmy o powrocie do siebie i zamieszkaniu razem... Wczoraj robiła mi straszne wyrzuty chcąc mnie do siebie zniechęcić, zbiło mnie to z tropu i nie wiedziałem co o tym myśleć. Dziś rano nie odpuściłem i zacząłem dopytywać co jest grane płakała przez telefon i powiedziała mi, że jest w ciąży i nie chciała mnie widzieć. Z tym facetem przespała się tylko raz... ehhh. Myślę, że od następnego miesiąca bylibyśmy znowu razem, przecież doskonale się znamy i rozumiemy. Serce mi pęka jak widzę ją w takiej rozsypce. Tylko jak mam to przełknąć, że będzie ona,dziecko,ja i ojciec dziecka. On (ojciec dziecka) sugeruje usunięcie to miałabyć zabawa dla nich. Nie zrobiła nic złego w końcu nie byliśmy razem. Chodzi mi tylko o to jak żyć ze świadomością, że wychowuje nie swoje dziecko. Nie wiem czy dałbym radę. Czy tak się da żyć? Jestem totalnie rozbity, a wszystko szło w stronę, że stworzymy normalną kochającą się rodzine. Usuniecie nie jest rozwiazaniem, bo ona podnosilaby sie z tego bardzo dlugo. A może powinienem odpuścić i myśleć do końca życia coby było gdyby. Ma ktoś pomysł co zrobić ?