Rodzina i brak więzi. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

Temat: Rodzina i brak więzi.

Witajcie
Pisałam już trochę o mojej "kochanej rodzince" w innym wątku dotyczącym mojego małżeństwa.
Jednak jest to temat,który wzbudza we mnie tyle emocji,że postanowiłam założyć osobny wątek.

Pochodzę ze wsi z wielodzietnej rodziny.Żyliśmy zawsze bardzo biednie-wstydziłam się tego bardzo przed koleżankami i nikogo nie zapraszałam do domu.Nie to mnie jednak bolało najbardziej tylko co innego:brak miłości,brak więzi rodzinnych.Z matką mogliśmy jeszcze porozmawiać-chociaż nigdy nie okazywała żadnych uczuć.Ja byłam zawsze bardzo wrażliwa,wszystko bardzo przeżywałam i bardzo brakowało mi ciepłych słów,przytulenia itp.
Ojciec zaś to podły typ.Nigdy się nami nie interesował,nie powiedział dobrego słowa...Dla niego byliśmy tylko siłą roboczą-widział nas jak była robota w polu!Nie rozmawiał z nami w ogóle-tylko wydawał polecenia.Jedynie z młodszym bratem miał tematy a od kilku lat zżył się bardzo z drugim synkiem.
U nas w domu nigdy nie obchodziło się żadnych świąt,imienin...Brakowało mi tego.Zazdrościłam koleżankom,że mają normalne rodziny,że mogą pogadać z rodzicami o wszystkim.Z siostrami miałam pozytywne relacje,ale nie było tej mocnej wiezi-może dlatego,że były sporo starsze?
Bracia zaś są podobni do ojca-egoiści jak on-i nasz kontakt jest równy zeru.

Jako dziecko robiłam wszystko,aby ojciec mnie zauważył,pochwalił...Uczyłam się bardzo dobrze,ale on tylko dogadywał,że szkoła to głupota a ja i tak będę nikim.I tak się stało,bo nie chciał dać mi kasy na studia a ja nie miałam odwagi aby pojechać w świat i uczyć się i pracować.
Byłam bardzo zdolna,ale niestety zmarnowałam swoją szansę i teraz tyram w sklepie za parę groszy.Znienawidziłam go bardzo za to wszystko,popadłam w kompleksy i straciłam wiarę w siebie.
Przez ten głód miłości wpakowałam się w chore małżeństwo,bo tak bardzo chciałam kochać i być kochaną.

Mam 40 lat i nie mogę sie uwolnić od koszmarnego dzieciństwa.Ja ojca nienawidzę i ciągle się go boję.Cokolwiek bym nie zrobiła to myślę potem:co ojciec nato powie?Ciągle czuję się jak mała dziewczynka,która coś zbroiła i boi się,że dostanie karę.
Czy to normalne?Czuję,że zaraz oszaleję!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Rodzina i brak więzi.

elizabetta  Twoja historia jak wiele innych, opiera sie właśnie na dobrze ujętym przez Ciebie "głodzie miłości" i ten głód miłości wpycha ludzi w toksyczne związki, a one z kolei spychają człowieka na samo dno tak, że nie czuje się już NIKIM: ważnym, mądrym, dobrym, silnym.

Na pewno temat jest do przerobienia z terapeutą, bo jesteś świadoma. Napisałaś tu, tzn. chcesz to zmienić. I to jest pierwszy a zarazem najważniejszy krok. Zrób drugi: umów się na wizytę z psychologiem, zachęcam Cie do tego gorąco.

3

Odp: Rodzina i brak więzi.

Catwoman-chodzę na terapię dla współuzależnionych,bo mój były to alkoholik.
Rozmawiałam z pania psycholog na temat mojego dzieciństwa,ale to tak przy okazji.
Myślę,że do tego potrzeba osobnej terapii.

4

Odp: Rodzina i brak więzi.

I bardzo dobrze, że chodzisz. Zapytaj jej może przy okazji o ta sprawę.
pamiętaj: już ruszyłaś z miejsca smile i jeszcze wszystko, dokładnie wszystko może się odmienic.:)

5

Odp: Rodzina i brak więzi.

i jeszcze wszystko, dokładnie wszystko może się odmienic.:)

Chciałabym,tak bardzo bym chciała!
Gdyby dało się zamknąć za sobą drzwi przeszłości,wymazać wszystko z pamięci-nie ja jedna na pewno bym uczyniła to!
Wiem,że nie mogę zwalać winy na dom rodzinny za to,że nie udało mi się małżeństwo,że nic mi się nie udaje.Wiele osób miało trudne życie a jednak im się udało,wyszli na prostą.
Nie powinnam się użalać nad sobą a jednak to robię.Ciągle czuję do ojca żal,ciągle zastanawiam się co robi ,co myśli o mnie-chociaż nie powinnam,bo nie mieszkam z nim a ponadto stanął po stronie mojego męża alkoholika.Inne żyją z pijakami a ty nie umiesz-to jego słowa.To ja musiałam uciekać z domu rodzinnego,bo miałam tam piekło,ale to inna historia...

jak sądzicie?Mi wydaje się,że człowiek z domu rodzinnego powinien wynieść jakieś wartości,autorytety a nie to,że jest nic nie wart!
Czy to nie ma wpływu na nasze dorosłe życie?
Ja moim dzieciom ciągle powtarzam i okazuję jak je kocham.Są dla mnie bezcennymi skarbami!
Żałuję tylko,że ojca mają takiego-chociaż relacje mają z nim w miarę pozytywne.

6

Odp: Rodzina i brak więzi.

Oczywiście, ze dzieciństwo potrafi się ciągnąć za człowiekiem do ukichanej śmierci!
Ale na pewnym etapie gdy człowiek jest tego świadom, można coś z tym zrobić, przepracować.

7 Ostatnio edytowany przez cisza to ja (2012-09-18 00:56:45)

Odp: Rodzina i brak więzi.
elizabetta napisał/a:

Catwoman - chodzę na terapię dla współuzależnionych,bo mój były to alkoholik.
Rozmawiałam z panią psycholog na temat mojego dzieciństwa,ale to tak przy okazji.
Myślę,że do tego potrzeba osobnej terapii.

To że chodzisz na terapię dla współuzależnionych, to bardzo dobrze, ale masz też rację, że  powinnaś
poszukać dla siebie terapii dla dzieci z rodzin dysfunkcyjnych /DDD/.
Nie łącz jednak tych dwóch jednocześnie, bo rozbijesz się emocjonalnie.
Z jednym trzeba zrobić porządek, a potem z następnym.

Nie da się wymazać z pamięci złych rzeczy, ale można je i należy wyjąć na wierzch i rozbroić, a następnie przebaczyć. Inaczej przeszłość /dzieciństwo/ będzie Ciebie  wciąż prześladować.
Być może także Twój ojciec ciągnie za sobą ogon przeszłości niezaspokojenia emocjonalnego i nie umie
po prostu inaczej.
Nie warto jednak martwić się o to, co on, a o to żebyś to Ty wreszcie przestała taki ogon za sobą ciągnąc.
Pozdrawiam.

8 Ostatnio edytowany przez newlife (2012-09-18 12:39:10)

Odp: Rodzina i brak więzi.

Zaczelas zmieniac swoje zycie - to bardzo wazne, powoli bedziesz z tego wychodzic.
Potrzebna ci bedzie terapia - mozesz sie nauczyc tez robic to sama - musisz sie stac jakby rodzicem dla swojego wewnetrznego dziecka i dac sobie ta brakujaca milosc i zapewnic poczucie bezpieczenstwa.
Musisz takze emocjonalnie odizolowac sie od ojca - przeszlosci nie zmienisz - jedyne co mozesz zmienic jest jak ty sama sie czujesz obecnie i nie pozwolic by ta przeszlosc wplywala negatywnie na twoje obecne zycie. Ogranicz z nim kontakt lub tez zerwij calkowicie dopoki sama sie nie wzmocnisz.

Podejrzewam ze twoj ojciec (podobnie jak i moj) uwaza synow za cos bardziej wartosciowego od "dziurawki" - to bylo moje imie przez wiele lat.

Masz w sobie wiecej sily niz uwazasz - przezylas trudne  dziecinstwo - nie zwariowalas, nie popelnilas samobojstwa, przezylas zwiazek z alkoholikiem, znalazlas sile by odejsc.
Wychowujesz dzieci w poczuciu milosci - pracujesz by zapewnic im dobre dziecinstwo - jestes wspaniala, pozytywna osoba. Powinnas sie nauczyc kochac sama siebie i liczyc swoje blogoslawienstwa a nie koncentrowac sie na przeszlosci.

Wiem o czym mowie - tez mialam takiego ojca - bylam tez przez niego bita pasem, batem, kijem- co tylko mial pod reka. Powod - pies zrobil kupe na schodach lub kura mu weszla po nogi. Matka mnie nigdy nie bronila, sama tez sie czasem dolozyla, tyle ze reka.
Teraz jak o tym mysle to juz mnie nie boli, a byly czasy ze nie moglam o tym opowiadac bez lez w oczach i trzesacego sie glosu. Spedzilam duza czesc swojego zycia startajac sie udowodnic ze potrafie wiele rzeczy osiagnac i zasluzyc na jego milosc. Moje najwieksze osiagniecia byly i sa dla niego niczym.......
Oderwalam sie,  przeszlam terapie, sama uzyskalam kwalifikacje terapeuty. Przebaczylam ale nie zapomnialam.

Twoja rodzina to ty i twoje dzieci - na nich sie skoncentruj - one potrzebuja szczesliwej pogodnej i usmiechnietej mamy.

9 Ostatnio edytowany przez elizabetta (2012-09-19 12:06:30)

Odp: Rodzina i brak więzi.

Cisza to ja i Newlife-dzięki za odpowiedz i ciepłe słowa.
To prawda,że to moje podłe dzieciństwo ciągnie się za mną jak ogon.Niestety moje dorosłe życie tak się potoczyło,że musiałam mieszkać z rodzicami.Marzyłam,że będę mieszkać daleko-wtedy może nabrałabym dystansu do tych spraw.
Chciałabym wybaczyć ojcu,bo nienawiść niszczy,ale nie umię.Od 3 m-cy nie mieszkam z nim,ale ciągle myślę o nim.Nie mogę mu darować,że stanął za moim mężem.Z drugiej zaś strony ciągle mam wyrzuty sumienia,że zostawiłam ojca (i brata) samych(mama nie żyje),że sobie nie poradzą,bo do prac domowych mają lewe ręce.Zawsze w domu ja robiłam wszystko(mama chorowała) i nauczyłam ich,że mają wszystko poddane pod nos,że taki mój obowiązek.W zamian nie dostawałam nic poza ignorancją!Nie rozmawiali ze mną,traktowali mnie jak powietrze albo jak służącą.Kiedy potrzebowałam pomocy,bo jmąż szalał-nie obronili mnie,nie zapytali czy nie potrzebuję pomocy,czy nie zrobił mi krzywdy...
I ja po tym wszystkim ciągle sobie wyrzucam,że ich zostawiłam!Myślę,żeby pojechać zrobić im gruntowne porządki,pranie itd.
Byłam tam 3 razy(z bólem serca,bo nie lubię tam wracać) i jakoś sobie radzą.Z ojcem rozmawiam urzędowo-jak całe życie.Przykre jest tylko to,że nawet nie zapytał,gdzie mieszkam,jak sobie radzę-nigdy go to nie interesowało!
Obrażony jest,że się bez słowa wyprowadziłam-wiem to od siostry.A jakie miałam wyjście?Udawał,że nic nie widzi i nie słyszy za ścianą.
Teraz żali się sąsiadom jaka to jestem podła!Znajomi też sobie o mnie myślą,że jestem wyrodna córka,co zostawiła starego ojca.Prawie nikt przecież nie wie,że musiałam uciekać od jmęża alkoholika.Ukrywałam,że on pije,bo się wstydziłam a on ma dobrą opinię wśród znajomych.
W towarzystwie nigdy nie pokazywał swojej drugiej twarzy-dopiero w domu wychodził z niego psychopata.Teraz żałuję-trzeba było mówić głośno jaki on jest,bo teraz wychodzi,że on jest dobry a ja zła.
Newlife-chciałabym nauczyć się kochać siebie,ale na tym etapie to jeszcze niemożliwe.Może kiedyś...
Chciałabym odciąć się od przeszłości,ale nie potrafię!

10

Odp: Rodzina i brak więzi.

Napisz do ojca list. Długi szczery z emocjami, ze wszystkim co Ci w duszy gra. Nazwij wszystko po imieniu.
Pisz o tym co czułaś kiedyś i co czujesz teraz. Przede wszystkim o swoich uczuciach.
I list wyślij do niego, wręcz jemu....... albo przeczytaj go kilka razy głośno, nie powstrzymując emocji i po prostu spal, ale zanim to zrobisz, to wybacz mu wszystko.
Jesteś na terapii, więc porozmawiaj z terapeutą o takim sposobie. Oni to znają, bo ja właśnie z terapii, tę wiedzę posiadłam.
To jest dobry sposób na oczyszczenie duszy.
Trzymaj się dzielnie.
Złe już było, teraz już może być tylko lepiej.
Nie wstydź się mówić głośno, że jest Ci źle, bo to zniekształca obraz Twojego życia, kłóci się wewnątrz, wiruje........
i nie daje spokoju.
Niech się wstydzą ci, którzy źle czynią.

11 Ostatnio edytowany przez nika29 (2012-09-19 22:22:26)

Odp: Rodzina i brak więzi.

wystarczyły trzy zdania matki: nerwowa byłam, was troje dzieci, szefowa dokuczała, ty nie bij.
i wybaczyłam to co było. i kij i kabel i kapec i pas. wszystko.
ojciec za to nie przyznał się do winy i co? i nie ma wybaczenia, mimo że dokonania mają podobne.
dlaczego kobiety umieją się przyznac do winy?

12

Odp: Rodzina i brak więzi.

elizabetto,
jeśli się dobrze orientuję, to zarówno Twój brat, jak i Twój ojciec są dorosłymi ludźmi. Dorosłymi i sprawnymi fizycznie. Twierdzisz, że obaj mają do prac domowych dwie lewe ręce. Czyżby? A może i jednemu, i drugiemu panu łatwiej było nic nie robić w domu? Może  łatwiej im było zatrudnić dwie posługaczki? Łatwiej tym bardziej, że nie oczekiwały one zapłaty za wykonywane przez siebie prace.

Rozumiem, że wieloletnie przyzwyczajenie robi swoje. Że utożsamiłaś się ze swoją, narzuconą Ci, rolą. Że jeszcze w głowie kołacze Ci myśl, że kobieta "powinna" świadczyć usługi na rzecz mężczyzny. Że mężczyzna pozostawiony w domu jest zagubionym dzieckiem we mgle.

Może jednak zmienisz swe myślenie? Myślenie o sobie, o rodzinie, o relacjach w tej rodzinie panujących.
Może wreszcie uznasz, sama przed sobą, że masz takie same prawa, jak mężczyźni z Twej rodziny?
Może przyjmiesz za istotne swoje wartości?
Może wyrzucisz na śmietnik wszystkie stereotypowe zachowania?
Może zamiast zajmować się tym, co nierealne (zapomnieniem o swej niełatwej przeszłości), weź się za to, co leży w zasięgu Twych możliwości?

Tyle już zrobiłaś. Na tyle trudnych rzeczy się zdecydowałaś.
Jesteś i mądrą, i silną, i wartościową kobietą.
Nie ma żadnego powodu, byś katowała się tzw. wyrzutami sumienia. One, nikomu i do niczego, nie są potrzebne.

13 Ostatnio edytowany przez elizabetta (2012-09-21 11:08:59)

Odp: Rodzina i brak więzi.
cisza to ja napisał/a:

Napisz do ojca list. Długi szczery z emocjami, ze wszystkim co Ci w duszy gra. Nazwij wszystko po imieniu.
Pisz o tym co czułaś kiedyś i co czujesz teraz. Przede wszystkim o swoich uczuciach.
I list wyślij do niego, wręcz jemu....... albo przeczytaj go kilka razy głośno, nie powstrzymując emocji i po prostu spal, ale zanim to zrobisz, to wybacz mu wszystko.
Jesteś na terapii, więc porozmawiaj z terapeutą o takim sposobie. Oni to znają, bo ja właśnie z terapii, tę wiedzę posiadłam.
To jest dobry sposób na oczyszczenie duszy.
Trzymaj się dzielnie.
Złe już było, teraz już może być tylko lepiej.
Nie wstydź się mówić głośno, że jest Ci źle, bo to zniekształca obraz Twojego życia, kłóci się wewnątrz, wiruje........
i nie daje spokoju.
Niech się wstydzą ci, którzy źle czynią.

Cisza to ja -pomysł z listem jest bez sensu.Tak mi sie wydaje,bo skoro ojciec przez 79 lat swojego życia nie zrozumiał,że zle robi-to teraz już na pewno nie zrozumie.To stary człowiek i nie liczę już na zmiany.
Chciałabym tylko dla siebie jakiegoś wewnętrznego oczyszczenia,aby mnie to ciągle nie gnębiło.
Tyle złego mi wyrządził a mnie jest go ciągle żal.Nie mogę się od niego uwolnić emocjonalnie.Ciągle się łapę na tym,że myślę i robię tak jak w dzieciństwie.Jeśli ojciec był zadowolony,wszystko było po jego myśli to ja też byłam szczęśliwa.Natomiast jeśli coś było nie tak to cały tydzień albo i dłużej chodził zły,czepiał sie o bzdury,gadał jedno i to samo,wydzierał się itp.Wtedy i ja byłam zła ,bałam się go(i chyba boję do dziś),przeżywałam strasznie.

Wielokropku-Twoje rady i spostrzeżenia jak zwykle trafne.Umiesz czytać w ludzkich sercach i nazywasz po imieniu rzeczy o których my sami doskonale wiemy,ale tak trudno nam się przyznać przed sobą.
Tak bardzo chciałabym nie przejmować się ojcem a szczególnie tym co powie.Już dawno przecież dorosłam a zachowuję się jak dziecko,które zbroiło i boi się,że zaraz dostanie burę od taty.Wśród mojego rodzeństwa to chyba tylko ja mam tak pokręcony(wrażliwy?) charakter.
Starszy brat całe życie kłócił się z ojcem a itak pozostał najlepszym dzieckiem.Ja nigdy nie odważyłam odezwać się tak do rodziców jak on.bo uważam ,że mimo wszystko jakiś szacunek im się należy!
Siostra zaś młodo wyszła za mąż i się wyprowadziła a wiadomo na odległosć żyje się najlepiej.Traumy z dzieciństwa też nie ma takiej jak ja.
Myślę,że to dlatego,że szybko uciekła z domu i zapomniała.Mój błąd zaś jest taki,że zostałam w tym chorym domu.Nie miałam jednak możliwości wyprowadzki.

14

Odp: Rodzina i brak więzi.

Smutno i szaro za oknem i od rana leje deszcz.Wszystko to przekłada się na mój humor.
Nienawidzę jesieni!Jest mi źle i popadam w depresję.
I jeszcze to widmo zbliżających się świąt...Nigdy ich nie lubiłam-wolę Wielkanoc.

Mam złe wspomnienia z dzieciństwa-u nas tak naprawdę nigdy się nie świętowało jak u innych ludzi.Nie było tradycyjnej wigilii,rodzinnej atmosfery,śpiewania kolęd itp.
Odbywało się to w ten sposób,że łamaliśmy się opłatkiem a potem jedliśmy jakieś jedno danie-z tym,że każdy siadał gdzie chciał-nie było wspólnego stołu z białym obrusem,wspólnych rozmów.
Najbardziej nienawidziłam łamania się opłatkiem-szczególnie z ojcem.To był dla mnie obcy człowiek a raz w roku musiałam udawać,że jest inaczej i jeszcze go całować!
Tak zazdrościłam koleżankom,że mają normalne domy!

Zmieniło się to trochę kiedy siostra wyszła za mąż i przyjeżdżała na wigilię.To ona przy mojej pomocy wszystko szykowała u nas,bo ojciec do niej(7 km)by przecież nie pojechał.On nigdzie nie jeździł.
Było to jednak sztuczne,bez entuzjazmu przyjmowane przez ojca,że po kilku latach siostra też sobie odpuściła i przestała przyjeżdżać.

Myślałam,że kiedy ja założę rodzinę będzie inaczej.Było,ąle tylko w pierwszą wigilię po ślubie.Potem 2 wigilie spedziliśmy osobno(pracował za granicą),potem następne 3 z jego rodziną-też sztuczna atmosfera wielkiej milości a w życiu codziennym jeden drugiemu najchętniej wydłubałby oko.
Potem mieszkaliśmy u mnie i robiłam wigilie zgodnie z tradycją,ale niestety zabrakło tej magicznej atmosfery.Z tego też wzg.,że moje małżeństwo zaczęło się sypać i z roku na rok było coraz gorzej.
Teraz nie mieszkam z nim.Nie mam też do kogo jechać,więc nie wiem jak to będzie.Obawiam się,że on będzie chciał zabrać dzieci do swojej rodziny,bo robił to już od kilku lat.Kiedyś jak było dobrze ja też jeździłam z nimi ale od 3 lat już nie.Jechali tam a potem była wigilia u moich rodziców.
Do ojca napewno nie pojadę.Ma synów-niech dbają o niego!Dla nich zawsze miał dobre słowo a dla mnie nie!

Tak sobie popisałam i troche mi lepiej.Za oknem też jakby pojaśniało.

15

Odp: Rodzina i brak więzi.

Siedzę na tym forum już dłuższy czas, dziś się zarejestrowałam, a to mój pierwszy post.Szukam pomocy, jak pewnie wszyscy tu, ale o sobie jeszcze napiszę...Przeczytałam cały Twój wątek i wiele mnie z Tobą łączy.
Gdy zmarła moja mama, byłam młodą dziewczyną, chciałam uczyć się ,pracować, żyć, a tymczasem zajmowałam się 10-letnim bratem i całym domem.Ojciec szybko zaczął szukać nowej kobiety, miał swoje sprawy, swoje życie.Bolało mnie to, że traktował mnie jak darmową służącą, na jego utrzymaniu, bo do pracy nie pozwolił mi pójść.Ciągle robił problemy np.kiedy znalazłam pracę, robił w ciągu dnia taki bałagan, brud wręcz, śmiecił itd.a później marudził, że się z niczym nie wyrabiam...Ale to już inny, długi temat.Chodzi mi o to, że w końcu się wyprowadziłam, znalazłam pracę, wynajęliśmy z moim chłopakiem zagrzybiałą kawalerkę i byliśmy szczęsliwi, ja była szczęsliwa.Żyłam swoim życiem!!!Ale miałam ogromne poczucie winy, że zostawiłam mojego brata.Budziłam się w nocy, płakałam.Bolało mnie to bardzo.Ojciec wszystkim opowiadał jaka ja jestem wredna, niewdzięczna, że go zostawiłam.Wszyscy jego znajomi mają o mnie złą opinię.Tylko nasza sąsiadka, koleżanka mojej mamy, wie jakie ja miałam życie w domu.Kiedyś nawet powiedziała obecnej partnerce mojego ojca, ze ja miałam gehennę w domu i masę obowiązków.
Mój ojciec równiez nie był dla mnie oparciem, nigdy!!!Gdy mama chorowała, to ja musiałam jeździć z nią na chemię, na kontrolę, chociaż byłam bardzo młoda, ledwie skończyłam ogólniak, a do tego zabierałam brata, bo on by się nim nie zajął.Po szkole średniej kazał mi iść do pracy, bo dłuzej nie będzie mnie utrzymywał, ale później wymagał bym zajeła się domem, wszystkim.
Skąd się biorą tacy ojcowie???

Od tamtych wydarzeń minęło 10 lat.Poczucie winy zmalało, z ojcem mam jakiś tam kontakt.Mieszkam zresztą daleko od moich rodzinnych stron.,
Pozdrawiam Cię Eli ciepło.

16

Odp: Rodzina i brak więzi.

Witaj Małgocha!
Dlaczego tak ciężko odciąć się od przeszłości?Dlaczego męczy nas poczucie winy?
Chociaż wiem,że nie zrobiłam nic złego-to tak się czuję!Za bardzo przejmuję się opiniami innych ludzi.
Ten brak miłości to spowodował,że tak bardzo potrzebuję akceptacji otoczenia,boję się odrzucenia a niestety tak jest w tej chwili.

Ty miałaś gorzej,bo wcześniej straciłaś mamę.Cieszę się jednak,że udało Ci się poukładać życie.Wsparcie drugiej osoby-to bardzo dużo!
I dobrze,że mieszkasz daleko od ojca.Kontakty od święta w takich przypadkach wyglądają zupełnie inaczej!
Pozdrawiam Cię serdecznie

17

Odp: Rodzina i brak więzi.

Witam elizabet. Poruszyło mnie co pani napisala. PIszę pani bo mam 22 lata. Zainteresowaławm się Pani opowieścią życiową gdyż moja wygladła i dlej wyglada podobnie. Równiez jestem osobą bardzo wrażliwą. Z rodzicami łączy mnie tylko to ze potrafimy się kłucić i sprawiać sobie złośliwości. Jak byłam mała tak jak w pani przypadku chciałąm byc kochana. NIestety z mamą żadko rozmawiałyśmy tak od serca tylko wtedy gdy ojca nie było w domu. Jak wracał znów wszystko wracało do normy czyli mama broniła racji ojca w obawie przed jego gniewem a był on straszny. Pare razy zdarzyło się jej oberwać od niego. Ja zresztą też. Kocham moich rodziców z całego serca ale cóz z tego że oni traktują kazdy mój sms jak wrogie nastawienie. Jak to nazywaja złośliwosc.
KIedyś jak pani planowałam iść do lepszej szkoły liceum a pózniej cos wiecej. Niestety namawiali mnie na zawodówke. Bo jak mówili zdobęde prace i pieniadze. A cóz mi po pieniadzach skoro nie da mi to satysfakcji z moich mozliwosci a uczyłam sie dobrze i chciałam coś osiagnac w zyciu. A te ciagłe pretensje i oskarzenia bezpodstawne gasiły w mym sercu zapał do pracyi wgl do życia. Chcialam popelnic samobojstwo bo nie dawalam sobie ztym rady. Ale naszczescie poznalam kogos z kim jestem do dzis. Bratnia dusza moze nie do konca bo bardzo sie roznimy ale własnie on pokazal mi te lepsza strone zycia ze mozna z rodzina normalnie porozmawiac spotkac sie i nie przejmowac zbytnimi małostkami. Naszczescie choc troche uwierzylam w siebie mam fajna prace z ktorej sie ciesze nawet zaczelam robic prawo jazdy ktorego w domu nie potrafilam zrobic bo tak jak pani zaznaczyla praca w polu byla wazniejsza. A przeciez decydujac sie na dzieci nie mozna ;miec ich tylko do pracy; a tak to wlasnie wygladalo. Ale gleboko wierzac sie kiedys bedzie lepiej napewno sie uda i pani tez mocno w to wierze i szukam osoby z ktora moglabym korespondowac listownie przez wzajemne wspieranie sie mozna osiagnac wiele. Pozdrawiam Ola

18

Odp: Rodzina i brak więzi.

Droga samotna Olu!
Co Ci mogę poradzić?Na pewno abyś uciekała z tego domu jak najdalej!Wiem to z perspektywy czasu i żałuję,że tego nie zrobiłam.
Jednak moja rodzina tak zniszczyła moje poczucie własnej wartości,że bałam się,że nie dam rady.To był wielki błąd!!!
Mogłam chociaż spróbować...
Dobrze że masz bratnią duszę-to dużo!
Moje małżeństwo się posypało i nie mam w nikim oparcia.Ty to masz,więc układaj swoję życie po swojemu-nie ogladaj się na ojca.
Z taką rodzinką najlepiej żyje się na odległość i spotyka od święta!

Trzymaj się droga Olu.
A tak na marginesie to nie jestem żadną panią.Tu wszyscy są na ty-bez wzg. na wiek.

19

Odp: Rodzina i brak więzi.

Witajcie dziewczyny,
zauważyłam,że problem braku uczuć i więzi jest teraz dość "popularny" a więc nie jestem sama, także ubolewam nad tym jaka jest atmosfera w moim domu i to mnie nauczyło tego,że im więcej z siebie dajesz tym mniej jesteś doceniana-przykre ale prawdziwe:(
cały czas staram się zmienić relacje w domu ale bezskutecznie,słysze tylko " to Ty masz problem".. między mną a bratem nie ma relacji jakie powinny być, w ogóle nie mogę na niego liczyć, opryskliwie się do mnie odnosi, za to jest pupilem mamy, choć kompletnie nic nie robi, wygląda to tak jakbym była zazdrosna,ale tak nie jest, po prostu dąże do jakiejś równości tym bardziej,że to ja jestem gosposią domu(sprzątającą i zajmująca się)..

20

Odp: Rodzina i brak więzi.

Witaj Margaretaa i inne forumowiczki
Cały czas zastanawiam się jakie to życie jest niesprawiedliwe!Nie mogę pojąć dlaczego jeden dostaje od życia w "pakiecie" wszystko:miłość,przyjaźń,urodę,talent,błyskotliwość i oczywiście super rodzinkę?W moim otoczeniu znam dużo takich ludzi!
A czemu ktoś inny nie dostaje nic i całe życie ma pod przysłowiową górę?
Ja niestety należę do tych drugich!
Nic mi się nie udaje,wszystko się wali!A miałam takie niewielkie wymagania od losu-tylko miłość i super rodzinka.Resztę można samemu wypracować.
Niestety ale nie miałam ,nie mam i chyba mieć nie będę tej super rodzinki.
Brak urody-jakoś przeżyję.Zawsze byłam zakompleksiona i nieśmiała i nie miałam powodzenia u chłopaków.
Brak wykształcenia-zawsze można nadrobić.Dzisiaj wiek nie jest przeszkodą.
Brak pieniędzy-nie boję się żadnej pracy.Jak była potrzeba to i za granicę jeździłam za chlebem.
Błyskotliwość-no na siłe się nie da.Znajomi chyba już przyzwyczaili się,że nie jestem duszą towarzystwa-choć bardzo bym chciała być bardziej wygadana.
Przyjaciele-w moim przypadku prawdziwe okazało się przysłowie,że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie.Okazało się ,że zostały mi 2 bliskie osoby a reszta poszła za eksem!Boli mnie to bardzo,ale cóż...
Rodzina-tu już nic nie zmienię,bo chyba tylko mnie boli ten brak więzi a reszta ma to w nosie.Są tak zajęci sobą,że nie dostrzegają innych.
Moi bracia przez 5 m-cy jak odeszłam od męża nie mieli czasu aby nawet zadzwonić i zapytać się jak sobie radzę!To mówi chyba samo za siebie!
Tylko tak bardzo boli.Szczególnie w perspektywie zbliżających się świąt...
Miłość-nigdy nie miałam do niej szczęścia.Może dlatego,że nie byłam zbyt urodziwa...
Pierwssza miłosć w wieku 16 lat-oczywiście bez wzajemności.Nie byliśmy nawet parą.Cierpiałam rok.
Druga miłość-też bez wzajemności.Jak się okazało spotykał się ze mną,bo kochał się w mojej koleżance.Ona miała chłopaka a on chciał być bliżej niej.Trwało to rok nim się spostrzegłam o co tu biega.
I trzecia miłość-mój eks.Byłam bardzo szczęśliwa,ale drogo zapłaciłam za te krótkie chwile szczęścia!

Ponarzekałam sobie na mój psi los i trochę mi lepiej.Muszę się zbierać do pracy.
pa

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024