jestem dwudziestolatką która mieszka ze swoim ukochanym od ponad roku... Na początku było cudownie on poświęcał mi swój czas razem wychodziliśmy to na spacer to do pubu to jeżdziliśmy nad wode... było jak w bajce niestety ostatnio nam sie nie uklada... on wiecznie nie ma dla mnie czasu... wychodzic ze mna nigdzie nie chce, rozmawiac tez juz nie chce... jestem osobą wybuchową a moje proby podjecia rozmowy z ukochanym koncza sie najczesciej klotnia, jak to twierdzi moj chopak bo ja nie potrafie zyc bez awantury... on uwaza ze wszystko co sie dzieje w naszym zwiazku zlego to tylkio moja wina... wiele razy probowalam z nim spokojnie porozmawiac bez nerwow ale kiedy ja tylko zaczynam rozmowe to moj facet wychodzi jeszcze nim skoncze mowic kiedy ide zanim zeby dokonczyc to slysze ze "jak zwykle sobie cos ubzurałam w swojej główce" albo ze "mam swoj swiat" wtedy naprawde mi nerwy puszczaja poza tym jestem strasznie zazdrosna kiedy jestesmy gdzies razem a on cala impere spedza z innymi laskami mnie olewajac ale nie robie mu awantury na imprezach... chcialabym naprawic nasz zwiaze k tylko moj partner kiedy chce z nim porozmawiac twierdzi ze rozmowa ze mna nie ma sensu bo ja zawsze glos podnosze i konczy sie klotnia - jest to prawda owszem nasze rozmowy czesto koncza sie klotnia ale tylko w polowie jest prawda ze to zawsze z mojej winy niestety moj partner ma taki chcarakter ze on nigdy nie da sobie nic powiedziec zawze tak jak on mowi tak musi byc i nie ma nawet opcji zeby bylo inaczej bo jak tylko mu zwroce uwage albo chce wytlumaczyc ze nie ma racji to od razy zaczyna sie kłotnia ale wtedy on ja zaczyna jak ja mam do niego dotrzec... co zrobic zeby mnie wysluchal zeby wkoncu zrozumial o co mi chodzi...
od dluzszego czasu czuje sie strasznie samotna nie mam z kim pogadac komu sie wyzalic do kogo przytulic... on byl nie tylko moim przyjacielem i jedyną osoba której zwierzalam sie ze wszystkiego ale i męzczyzna mojego zycia kocham go od 9 lat a ostatnio bardzo sie od siebie oddalilismy czy jest nadzieja ze jeszcze kiedys bedzie miedzy nami jak dawniej???
ostatnio zrobilam straszna rzecz w stosunku do niego i cholernie bardzo tego zaluje mianowicie bylam juz tak zdesperowana tym jak on mnie traktuje i duszeniem tego w sobie ze w weekend kiedy moj facet poszedl na impreze beze mnie to ja sie upilam bo myslalam ze moze chociaz przez chwile poprawi mi sie humor i bede sie smiala niestety efekt byl odwrotny moja depresja i alkohol sprawily ze bylam jeszcze bardziej przygniebiona i zerwalam z nim PRZEZ SMSa:( (masakra wiem) i napisalam wszystko to co wtedy czulam nie wiem dlaczego ta zrobilam myslalam ze moze jak mu napisze ze z nim zrywam to w koncu do niego dotrze jak bardzo zle jest w naszym zwiazku i chyba chcialam rowniez sprawdzic czy w ogole jeszcze mu na mnie zalezy nie potrafie teraz dokladznie powiedziec co ja myslalam piszac do niego ta wiadomosc wiem tylko ze przez to moge go na zawsze stracic... a ja nie wyobrazam sobie zycia bez niego... nie chce zeby to sie skonczylo i to przez moja glupote moj tzn w sumie teraz to naraziie nie moj chlopak nie chce mi dac kolejnej szansy bo jak twierdzi "jaka ma gwarancje ze nie zrobie tak za dwa dni" a kiedy mowie ze juz napewno tak nie zrobie to on mnie wysmiewa... ja wiem ze juz tak nie zrobie bo mam nauczke ale czy przez taki wyskok on chce wszystko przekreslic? wszystkie nasze plany, marzenia, nasze uczucie?czy jemu juz naprawde na naas nie zalezy?
wiem ze jestem tępą głupia egoistyczna kretynka debilka idiotka i nie wiem kim jescze ale kocham go do szalenstwa i nie chce go stracic blagam o rady jak moge go odzyskac