Od miłości do nienawiści jeden krok. - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Od miłości do nienawiści jeden krok.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

Temat: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Cześć.
Piszę chyba po to, żeby "się wygadac". Jestem po ślubie 9 lat. Mamy córeczkę 6 letnią.
Związek jak związek, wzloty i upadki. Od od 3 lat były już bardzo ostre kłótnie, czułam się bardzo nieszczęśliwa. Nie pomagały rozmowy, każda kończyła się jeszcze większą awanturą. Zresztą moj mąż nie potrafi poważnie rozmawiać....zawsze zbywa mnie słowami "nie chce mi się już z Tobą gadac...idz stąd...Ty jestes nienormalna itd."
Mój mąż nigdy nie przebiera w słowach, bardzo mnie raniąc, potem tłumaczy to tym..."że to tylko słowa".
Byliśmy razem tylko ze względu na dziecko.
W tym wszystkim bardzo rzadko ze mną sypia. To jest typ faceta, który nie potrzebuje seksu. Tak, tacy też są.
O noc poślubną prawie walczyłam jak lew. Po weselu byliśmy zmęczeni, na drugi dzień (już na spokojnie w domu) nie miał ochoty.
Na trzeci dzień prawie go do tego zmusiłam. Po ok 2 miesiącach pojechaliśmy w podroż poślubną. Tam też były kłótnie o seks. Bo on nie chce, a ja chcę bardzo. Jeśli kogoś kocham to chcę być blisko niego, dotykac, calowac, piescic, kochac. W czasie trwania małżeństwa seks byl ok 1 na tydzień, potem już raz na 2 tygodnie. Kiedyś spytałam go wprost: to z kim ja mam się kochać? Otrzymałam odpowiedz "znajdź sobie kogoś".
W maju tego roku po kolejnej kłótni o nic...o jakąś pierdołę, kazałam mu się wynieść z rzeczami do drugiego pokoju i tak juz zostało. Mamy duze mieszkanie, wiec każdy ma swój pokój, swoją przestrzeń. Wiadomo, że wina często leży gdzieś pośrodku, dlatego tez zrozumiałam parę moich błędów, które staram się w życiu skorygować. Ale do tego trzeba rozmowy, wyrzucenia z siebie oczekiwań, ale w moim związku to niemożliwe, bo on nie potrafi rozmawiać, nawet nie chce.
Jest prawie wrzesień, minęło już 3,5 miesiąca i nie ma żadnej poprawy, żadnej chęci z jego strony. Przez ten czas oczywiście mnie nie dotknął, nawet jak spaliśmy razem w sypialni (bo np byli goscie i zajmowali jego łózko).
Ja głupia chyba nadal się łudzę, że będzie inaczej. Chociaż w głębi duszy wiem, ze jestem przy nim nieszczęśliwa, wogóle go nie kocham, nie zależy mi na nim... ALE...boję się samotności, jak sobie poradzę. Nie jestem typem samotnika.
Byliśmy nawet na spotkaniu z psychologami, na terapii małżeńskiej, ale po pierwszym spotkaniu zrezygnowaliśmy, wiedząc, że to nie pomoże. Nie ma chęci z naszej strony.
Urlopy spędziliśmy z dzieckiem osobno. Najpierw ja zabrałam dziecko na wakacje, potem on. Osobno żyje nam sie lepiej. Osobne pieniądze, osobne decyzje, osobne życia. No ale nadal mieszkamy razem. Więc to jest tak....razem, a jednak osobno.
Jesteśmy w trudnej sytuacji z mieszkaniem. Wynajmujemy duże mieszkanie, ale drogie. Nie jest własnościowe. Nie stać nas na to, żeby jedno się wyprowadziło, a drugie je utrzymało. Dlatego jeszcze mieszkamy razem.
Postanowiłam złożyć pozew o rozwód, ale nie potrafię sie zebrać żeby go zanieść do sądu. Chyba czekam na siły znikąd. Sama nie wiem. Odebrałam już skrócony odpis z aktu małżeństwa...pozew już napisałam. Ale trzeba jeszcze wpłacić kasę i zanieść do sądu.
Boję się cholernie przyszłości. Boję się samotności. Boję sie czy sobie poradzę finansowo, psychicznie itd.
Mam 32 lata, nie mam mieszkania, nie mam samochodu (starego, rozsypującego się gruchota), mam dziecko i bagaż doświadczeń...oraz nieudane małżeństwo. Czy mam szanse na szczęście? często się nad tym zastanawiam.
Niestety nie wierzę w miłość, w szacunek, w przyjaźń taką na lata. Zdaję sobie sprawę, że zakochanie i zauroczenie nie trwa wiecznie. Ale myślę, że małżonkowie powinni się przede wszystkim lubić, przyjaźnić się ze sobą. U mnie to było, ale gdzieś tam na początku. Jest takie powiedzenie, że jak małżeństwo w dzień się pokłóci to w nocy się pogodzi. Ja tego nie znam, nigdy nie znałam. Mój mąż nie uznawał seksu po kłótni. Dla niego najważniejszy w życiu jest telewizor, no i córka.
Przez te wszystkie lata małżeństwa straciłam poczucie własnej wartości i zaczęłam wstydzić się własnej seksualności.
Pewnie piszę nieskładnie, bo za dużo na raz chcę przekazać w jednej wiadomości. Jestem totalnie rozbita. Są dni kiedy jestem silna i mam wiarę, że damy sobie radę. Szukam mieszkania na wynajem i nie mogę doczekać się przeprowadzki. A sa dni kiedy ryczę i nie wiem co dalej robić. Tkwię w chorym układzie, żyjąc z mężem jak z sąsiadem. (Sąsiad się chyba częściej usmiecha).

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Lady_AL/F (2012-08-26 18:11:32)

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Najważniejsze, że podjełaś pewne kroki w uzdrowieniu swojej sytuacji i jeśli zdecydowałaś się na rozwód zrób to, bo szkoda twojego czasu.

Boisz się samotności? To nic dziwnego, w końcu jesteś normalną kobietą smile

Musisz nauczyć się tymczasem życia w samotności a czas pokaże...

Pozdrawiam

3

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Proś o zwolnienie z kosztów i składaj ten pozew. Oczywiście że jeszcze kogoś znajdziesz. Będziesz kochać i będziesz kochana. Nie trać więcej ani dnia! Czas jest wszystkim co masz.

4

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Jestem pewien, że przed ślubem znałaś jego podejście do seksu. Sama jesteś sobie winna, że wzięłaś sobie kryptogeja, czy jakąś aseksualną pokrakę.

Poza tym, tacy faceci to jak jednorożce... Żyje prawie ćwierć wieku, znam i młodszych i starszych, i każdy, ale to każdy, ślini się na widok kawałka ciała kobiety - same jurne buhaje big_smile
dlatego dostaję wytrzeszczu jak czytam tu na forum o aseksualnych facetach yikes Gdzie Wy takich znajdujecie??? Bromem go karmisz?

5

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

wiem, że "widziały gały co brały", ale przed ślubem jak byliśmy w sobie zakochani seks był czasem 3 razy dziennie. Potem emocje i chemia opadały...ale też nie było źle.
Przed ślubem mniej, bo to było dużo stresu, dużo spraw do załatwienia związanych ze ślubem. Potem remont mieszkania. Nie wiem kiedy to się stało, że seks przestał go interesować. Ja jestem i byłam szczupła, zadbana itp. Myślę, że nie chodzi o mój wygląd.
Dla mnie seks był zawsze bardzo ważny, ale po tylu latach takiego małżeństwa coś mi się w główce poprzestawiało.
Ja chyba rzeczywiście straciłam kilka lat sad głupia.
Tyle razy dostałam kosza, wiele razy słyszałam jego głupi tekst - 'daj mi spokój, ja już myślę o pracy' itp. On przed telewizorem, a ja odchodziłam do pustej sypialni, a do oczu cisnęły się łzy, a do głowy pytanie "czy ze mną coś jest nie tak?"
Oprócz seksu nie dogadujemy się na wielu innych płaszczyznach. On wiecznie wrzeszczy na mnie i córkę, inaczej zwracać się nie potrafi. No i jest jeszcze wiele innych różnic między nami, ale nie będę Was zanudzac.

Pozew gotowy, jeszcze go dopracowywałam.
dzięki za odp.

6

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

"dostaję wytrzeszczu jak czytam tu na forum o aseksualnych facetach yikes Gdzie Wy takich znajdujecie??? Bromem go karmisz?"

kowaledlo, próbujesz być zabawny, a kompletnie Ci to nie wychodzi. Po pierwsze wcale nie musi oznaczać, ze mąż autorki jest aseksualny. Przecież kiedyś uprawiali sex,rzadko ale jednak. Ma po prostu bardzo małe potrzeby w tej sferze, a problemy w związku sprawiły, ze życie intymne całkiem zanikło. Nawet, jeżeli jak piszesz autorka miała świadomość, ze jest z tym problem, to być może było to mniej ważne od miłości jakiej ich łączyła?. Dopiero po jakimś czasie zaczęło się wszystko sypać i nawet miłość wygasła. Ty oczywiście spośród masy przedstawionych, zauważyłeś tylko jeden problem dodatkowo się z niego nabijając.

MalutkaMi, bardzo mi przykro, ze tak się wszystko potoczyło. Rozumiem, ze oprócz strachu przed samotnością dochodzi kwestia finansowa. Kazdy chce kochać, być kochanym, to podstawa szczęścia jeżeli ktoś tak jak Ty nie jest typem samotnika. Tyle, ze Ty w tym związku już jesteś samotna. Jeżeli jesteś pewna, ze to wszystko wygasło, ze nie da się uratować, ze chcesz rozwodu (ze oboje go chcecie), porozmawiaj z mężem o formalnościach... Może wspólnie uda Wam się znaleźć rozwiązanie co do kwestii finansowej ze względu na dobro Waszej córki i Wasze - abyście mieli szanse ułożyć sobie jeszcze życie... niestety osobno...

7

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Hej Kobra, doszukujesz się w moim wpisie rzeczy, których tam nie ma.

Autorka wątku raczej nie chciała białego małżeństwo, a koleś od samej nocy poślubnej zachowuje się nienormalnie. Co gorsza nic istotnego z tym nie robi. Najważniejszy jest dla niego telewizor i córka, a wiadomo, że dla męża na pierwszym miejscu powinna być żona - nie dzieci, ani tym bardziej inne sprawy.

Udane współżycie to co najmniej 50% udanego małżeństwa - od problemów w alkowie sypie się cała reszta, co już widać. Dlatego sprawa seksu jest bardzo, bardzo ważna dlatego pisałem tylko o tym.

Dla mnie niepojęte są takie sytuacje, nigdy się z czymś takim nie spotkałem (on nie chce seksu...), ale po przeczytaniu kilku wątków na tym forum, widzę, że oziębły "facet" to może być duży problem dla kobiet.

8

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Nie zgodziłabym się z Toba co do tego, ze najpierw powinna liczyć się zona, potem dzieci. Raczej nie powinno ważnych dla siebie osób stawiać w jakiejkolwiek  hierarchii. Fakt, faktem, na pierwszym miejscu powinna być rodzina. Czytałam, jak się zachowywał, zdziwiło mnie raczej Twoje zaskoczenie, ze facet tez może mieć bardzo małe potrzeby seksualne. Często słyszy się, ze to kobiety szukają wymówek  w kwestii sexu - ale w przypadkach facetów również to się dzieje. Zgadza się, ze to ważne i może  stanowić problem, uważam jednak ze to nie jest najważniejsze, dlatego nie powiedziałabym, ze autorka jest "sama sobie winna". Oznaki były, ale całkowity brak sexu nastąpił dopiero później, a wraz z tym inne problemy.

9

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

ostatnio powiedziałam mojemu mężowi, że to on powinien być babą w tym związku ... spytał dlaczego...
bo on gapi się tylko na seriale, obżera się przed telewizorem (z czego bardzo przytył)  i unika seksu. (nic nie odpowiedział)
Sama wtedy spytałam, czy go w ogóle kiedyś pociągałam .... stwierdził dosadnie "KIEDYŚ"


Właśnie....swoją drogą dlaczego jest taki stereotyp, że to kobiety wymigują się bólem głowy, kiedy takich facetów jest również mnóstwo. Tylko u nich to nie ból głowy, ale zazwyczaj przemęczenie.

Jeśli chodzi o hierarchię w życiu to myślę, że ja i córka powinnyśmy być na pierwszym miejscu - ex aequo.
Kiedy córka pojawiła się na świecie- stała się najważniejsza...przelał na nią wszystkie uczucia jakie miał.
Dlatego też dziwne jest dla mnie to, że przecież te 10 lat temu wybrał mnie na żonę, to chyba mnie kochał. Piszę chyba, bo tego się od niego nie dowiem. On nie potrafi rozmawiać i odpowiadać na takie pytania. Po tych 10-ciu latach nie mogę liczyć na odrobinę szacunku, przyjaźni itp.
Telewizor jest dla niego bardzo ważny i często gapiąc się w niego zapomina, że ma przypilnować dziecko żeby zjadło (straszny niejadek) albo żeby sie ubrało, czy posprzątało pokój. Po prostu gapiąc się w tv zapomina o świecie.
On z córką wygłupiają się też kiedy on leży przed tv, bo robi to non stop. Więc już tak naprawdę nie wiem czy to telewizor czy córka jest na pierwszym miejscu.
Zawsze powtarzał w kłótniach i nieporozumieniach, że dziecko jest najważniejsze ... więc chyba nie powinno żyć w atmosferze ciągłej awantury rodziców? Ale on tego nie rozumie.

10

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Tego można się dowiedzieć na rzetelnych naukach przedmałżeństkich, w dobrych poradniach małżeńskich i samemu też można do tego dojść. Taka jest prawidłowa hierarchia - żona/mąż, później dzieci. To żonie/mężowi składa się przysięgę przed Bogiem i decyduje się na całe życie z nią/nim, a nie z dziećmi, które odfruną z gniazdka (przynajmniej taka jest prawidłowość; maminsynki i nieodcięte pępowiny to patologia). Oczywiście, jest tu element wiary katolickiej, ale skuteczność takiego podejścia sprawdza się w każdym małżeństwie. Wiadomo też, że nikt nie będzie mówił do swoich dzieci, że jesteście na drugim miejscu, ale dzieci wyrastające w rodzinie, w której oboje rodziców darzyli się miłością, są szczęśliwe i im też nie brakuje miłości. Taka jest prawidłowa hierarchia - żona/mąż dzieci, żadne ex aequo, i rodzice wspólną miłością darzą swoje potomstwo. Inna sprawa, że nie na każdych naukach czy nie w każdej poradni o tym wspominają, a to duży błąd, zaniedbanie. Ale już koniec z offtopem wink

11

Odp: Od miłości do nienawiści jeden krok.

Pewnie coś w tym jest. Wybiera się tą jedyną i to jej się przyrzeka przed ołtarzem ... dziecko to owoc tej miłości.

Wiem, że jest mi w życiu z nim źle ... jak mam wrócic do domu z pracy to już dostawę nerwówki, nie mam ochoty wracac do domu gdzie on jest. A jednak cały czas się boję i chyba bardzo wolno dojrzewam do decyzji rozwodu.
Może jutro złożę pozew, jak zdążę do sądu.

Wy też tak mieliście?? te ciągłe wahania, obawa przed tym co mnie dalej czeka ...

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Od miłości do nienawiści jeden krok.

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024