Jak w temacie.
Jestem kobietą strażnika Więziennego i wiem, że nie jest łatwą nią być. Niestety dzieję się też tak, że mój mężczyzna przenosi pracę do domu. Związki z takimi facetami wymagają wyrzeczeń. Niekiedy trzeba się dostosować do sytuacji która nie jest nam na rękę.
Np. Mój mężczyzna wyjechał niedawno na Szkolenie Podoficerskie na 3 miesiące. Jest ciężko. Trudno się przyzwyczaić do nieobecności, tym bardziej gdy spędzało się ze sobą mnóstwo czasu. A jak wy drogie Panie? Któraś z was ma również mężczyznę strażnika? Jak znosicie ich pracę i wyjazdy? Piszcie, podpowiadajcie. U mnie teraz kiepsko. Brak ukochanego daje się we znaki.
Faktycznie życie jest trudne, ale do zniesienia. Mężczyźni są zestresowani, nerwowi ja sama jestem w tej dziedzinie i wiem jakie te zabiegi są" człeko kształtujące". A wyjazdy na szkolenia zdarzają się raz na ruski rok:). I to jest najmniejszy problem:).
Kiedyś miałam znajomą, której mąz był strażnikiem więziennym- również sobie po jakimś czasie nie radził, zwłaszcza, że kilka razy był świadkiem samobójstwa w więzieniu.
Jego zona średnio potrafiła mu pomóc, często odbierała go z pracy późno, bo szedł z kolegami na wódkę-i tak dzień w dzień...ich małżeństwo o mało się nie rozpadło. Zwłaszcza, że on nie dał sobie przegadać, że to czas by skorzystał z pomocy terapeuty lub zmienił pracę,
W takich sytuacjach chyba ważna , bardzo ważna jest rozmowa. I to, by żona nie "wsiąkała" w klimat jego pracy, nie emocjonowała się tym, ale była niezależnym wsparciem, zawsze gotowa do wysłuchania męża ,odwrócenia jego uwagi od pracy wspólnie spędzonym czasem, lub np. wykupienie mu karnetu na coś odmóżdżającego jak np. siłowania, salsa (wspólne zajęcia mogą być fajne!) ,squash itd.