Po dzisiejszym dniu postanowiłam wyżalić się Wam, drodzy Forumowicze...
Otóż tę historię rozpocznę od przybliżenia Wam osoby mojej ukochanej babci. Babci, którą była kiedyś oraz Babci, którą jest teraz.
Babcia była niezwykle energiczną kobietą. Swego czasu prowadziła dom, pracowała, uprawiała ogródek oraz miała działkę. Kiedy trzeba było potrafiła przeklnąć, a kiedy trzeba było pocieszyć, potrafiła przytulić i dodać otuchy. Może przytoczę Wam dwie historie, które ukażą Jej charakter i pazur- jedna z młodości, druga sprzed kilku lat.
Otóż pracowała w zakładach papierniczych. Do pracy udawała się pieszo, zwykle na skróty. Praca była na trzy zmiany. Był okres, że w okolicach zakładu kręcił się zboczeniec, który się obnażał przed kobietami. A że w zakładzie Babci pracowało sporo kobiet, to gość miał niezłe pole do popisu. One uciekały, a on miał przyjemność. Do czasu, aż trafił na moją Babunię... Był to listopadowy ranek, Babcia się spieszyła na swoją zmianę i nagle zza rogu wyskakuje facet, odchyla płaszcz i ...Jak go moja Babcia zrypała z góry na dół, tak od tamtej pory żadnej babce nie pokazał swoich klejnotów. Mówiła, że serce miała pod gardłem, bała się strasznie, a w rezultacie wystraszyła gościa.
Druga historia wydarzyła się w ośrodku zdrowia. Babcia czekała na swoją kolej do lekarza i zaczęła rozmawiać z jakąś panią, której nie znała. Jak to starsze panie mówiły o wszystkim i niczym. Babcia coś wspomniała, że mamy koty. A pani niefortunnie (dla siebie) oznajmiła, że nie lubi kotów. Na to moja Babcia nagle wstała, wypaliła- "A ja nie lubię ludzi, którzy nie lubią zwierząt." i przesiadła się.
Mieszkam z Nią od urodzenia, praktycznie mnie wychowała, bo gdy mama szła do szkoły (jest nauczycielką), to ja zostawałam z babcią. Ja jestem Jej jedyną wnuczką, a mama jedyną córką. Zawsze jak wracałyśmy z mamą ze szkoły, obiad był gotowy. A gotować potrafiła, jak mało kto. Ile bym dała za to, żeby wrócił choć jeden taki dzień...
Zdarzało się, że o czymś zapominała. Najczęściej, jak coś chowała, to potem zapominała, gdzie to jest. Nie zwracałyśmy z mamą na to uwagi, bo zwykle rzeczy się odnajdywały. Niepokojąco zaczęło się robić jakieś 6 lat temu, gdy co wieczór przypalała mleko, które gotowała dziadkowi. Któregoś wieczoru nie trafiła do domu, sąsiadka ją przyprowadziła. Kiedyś schowała pieniądze, zapominając gdzie (odnalazły się po roku). Takie są początki demencji...
Od półtora roku nasz dzień wygląda tak, że gdy Babcia się obudzi, musimy ją ubrać, zrobić jej śniadanie, ugotować kawę, wszystko praktycznie musimy za nią robić. Mogę Ją porównać do niecierpliwego dziecka, bo jak nie dostanie tego, czego chce od razu, obraża się. U dzieci widać rozwój,a Babcia się uwstecznia. Potrafi załatwić się nie w toalecie. W nocy potrafi zmoczyć łóżko. Ubieramy Jej pieluchomajtki, ale Ona potrafi je ściągnąć. Robi wędrówki ludów i szuka toalety, budząc nas. Zdarzyło się, że przez to zaspałam i nie poszłam na zajęcia.
Do tego na okrągło zadaje pytania- "Gdzie mogę usiąść?", "Gdzie mogę iść siku?","A czyim Ty jesteś dzieckiem?", "Ile masz lat?". To bardzo męczy psychicznie.
A wiadomo, że mama pracuje, ja studiuję, więc nasze życie nie kręci się tylko wokół Babci. Co prawda gdy nas nie ma, jest z Nią dziadek, którego jako męża zdecydowanie nie "wychowała", bo jemu też wszystko trzeba zrobić i pod nos podstawić. Dziadek jest do tego osobą z trudnym charakterem, nie ma cierpliwości do Babci, często krzyczy na Nią. Nie rozumie, że to choroba. Zresztą nam też często nerwy puszczają.
W zależności od tego, która z nas pierwsza jest w domu, ta robi obiad. Oczywiście to nie jest tak ,że już nie wychodzimy nigdzie, ale jak już gdzieś uda nam się wyjść, to nie mamy przyjemności z tego, bo człowiek myśli o tym, co jest w domu. Czy Babcia trafi do toalety, czy nie wyjdzie gdzieś albo co gorsza, nie zrobi sobie czegoś.
Trudne to jest, bo z dnia na dzień Babcia stała się osobą całkowicie zależną od nas. A my z mamą dopóki Ona była sprawna, byłyśmy niezależne. Zawsze gdzieś razem wyjeżdżałyśmy, uwielbiałyśmy spędzać ze sobą czas. Teraz, jak wyjeżdżam, to albo z koleżankami, albo z chłopakiem, bo ktoś musi być z dziadkami. Tylko że to już nie jest to samo, bo mama i ja jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami.
Zdarzają się zabawne chwile, jak na przykład w niedzielę. Zadzwonił telefon, ja zaprowadziłam babcię do toalety (jak zwykle), mama pobiegła odebrać. Babcia w tym czasie podniosła klapę i mówi do ubikacji- "Halo." Płakałyśmy ze śmiechu.
Takich epizodów w ciągu dnia jest mnóstwo. Nieraz nie potrafimy z mamą się nie śmiać, ale generalnie psychicznie jesteśmy wykończone. Chyba w końcu trafimy do domu wariatów...Wiem, jak trzeba odnosić się do zachowań babci, tylko czasami naprawdę brak mi cierpliwości.
Zresztą, kto potrafiłby być cierpliwym, gdy po raz kolejny z rzędu bliska nam osoba prosi, by zaprowadzić ją do domu, w momencie gdy w nim jest?