Witam. Czy warto zaryzykować i zmienić sobie życie, na życie według swoich marzeń, upodobań, po byciu w {bez mała} 40-letnim związku? Związek obfitujący w wiele życiowych zawirowań, ale też i szczęśliwych chwil, z mojej strony się zupełnie wypalił.. Patrzę na małżonka i w zasadzie nie czuję nic.. Związek nasz zawarty był z wielkiej miłości. Do niedawna jeszcze coś się z mojej strony tliło. Lecz teraz, o niczym innym nie marzę, jak o wolności. Może to dziwne i ktoś może pomyśleć że "babie się w głowie przewraca", ale ja naprawdę mam dość. Dość krytykowania mnie, zwracania mi ciągle uwagi o byle co.. A bywały i rękoczyny.. Wprawdzie rzadko, ale się zdarzały. Teraz, chciałabym odetchnąć pełną piersią! I choć sytuację finansową miałabym o wiele gorszą, cały czas jakiś głos mi mówi - zaryzykuj, zacznij żyć dla siebie. Ale czy to nie za duże ryzyko, zwłaszcza jak się nie ma rodziny... ?
Wiesz jak brzmi motto elitarnej formacji brytyjskiej Special Air Service (SAS)??
WHO DARES WINS!!!
nie mi to raczej oceniac ja jestem w zwiazku malzenskim dopiero 2 lata a ty pewnie oczekujesz rady od kogos starszego i bardziej doswiadczonego ale jesli chcest to moge cie wysluchac mozr chociat ci troche ulzy.
Ja mam tylko 15 letnie doświadczenie, więc trudno mi coś doradzać.
Jak obserwuje małżeństwa, które się rozstają po 3-4 latach, a potem "week-endowe dzieci" i problemy z budowaniem życia na nowo, to sobie myślę, że "zamienił stryjek siekierkę na kijek". Trzeba mieć dużo odwagi, by pokonywać trudność w związku.
W Twoim przypadku może być inaczej, podejrzewam, że dzieci masz dorosłe, stabilną sytuację i nie chodzi o pokonywanie trudności, tylko o wypalenie się uczucia. To też wymaga odwagi, by po tylu latach zacząć budować wszystko na nowo.
Napisz co zdecydujesz.
Jak masz odwagę zostać sama i być sama, to do dzieła. A to nie wakacje. Ale może znajdziesz kogoś
Kto wie ?
pytanie, czy to - kogoś znajdziesz - jest dla autorki związku warunkiem szczęscia...
Bogna - jesli wszystko ci mówi, że potrzebujesz wolności m -to idź do przodu. jesli czujesz, że twoje relacje są wypalone i chcesz zyć sama- to sie nie wahaj..
a jesli w twojej wypowiedzi zabrakło drugieego akapitu- pt. poznałam osttanio kogoś na czacie, przypadkowo zagadaliśmy.. ale z nim czuje jak...
to byc może wcale nie o to chodzi o czym piszesz?/ a my nie rozgrzeszymy za ciebie twoich decyzji.
nie musisz szukać aprobaty swoich decyzji, nie musisz wiedzieć, czy inni robią tak samo
bądż uczciwa. wobec siebie i innych
Dziękuję za odpowiedzi! Drugiego akapitu nie ma...! Tu nie chodzi o innego mężczyznę.. Myślę że to wszystko ma związek z wydarzeniami ostatnich lat. A wydarzenia te były bardzo stresujące i właśnie przez nie, zaczęło dochodzić między nami do coraz większych nieporozumień. Wybieram się, pomimo wszystko z mężem do poradni. Być może psycholog udzieli nam pomocy, jak dalej funkcjonować w naszym związku. Napiszę jeszcze jak dalej się sprawy potoczyły.
Kochana Bogno, tylko do przodu! Zrealizuj sie, zostaw za soba nude i niepowodzenia. Zyje sie tylko raz.
adlernewman, dziękuję za odpowiedź! Twoje słowa mnie podbudowały! Pozdrawiam cię ciepło!
Jeśli w swoim związku nie czujesz się wolna, jeśli Twój mąż jest cenzorem i krytykiem tego co czujesz, myślisz i mówisz, jeśli nie masz w nim wsparcia, to nie warto tkwić w takim małżeństwie.
W Twoim małżeństwie jest przemoc. Piszesz, że zdarzały się rękoczyny - to przemoc fizyczna. Ciagłe krytykowanie i zwracanie uwagi o byle co jest przemocą psychiczną, dlatego czujesz się zniewolona i marzysz o wolności. Dlatego umarło to co czułaś do męża.
Pytasz o ryzyko "...zwłaszcza gdy się nie ma rodziny..." Rozumiem, że nie masz dzieci ani wnuków. Rozumiem, że boisz się samotnej starości. Przeżyłaś prawie 40 lat w małżeństwie i masz pewnie koło sześćdziesiatki, tak jak ja. Rozumiem Twój lęk.
Tylko czy warto w imieniu tej przysłowiowej "szklanki wody na starość" zmarnować resztę swojego życia na tkwienie w związku z kimś, kto tłamsi i odbiera oddech? Z kimś, kogo się nawet nie lubi?
Życie jest po to, żeby pożyć! Nie po to, żeby przecierpieć i wytrwać, za to nie dostaje się nagród. I nie da się żyć szczęśliwie wciąż mając przed oczam wizję siebie jako bezradnej staruszki.
Kiedyś będziemy staruszkami, ale jeszcze nie teraz.
Potrzebujesz wolności, sięgnij po nią, odetchnij pełną piersią.
Spróbujcie z poradnią rodzinną, ale jeśli się nie uda, to nie marnuj swojego życia. Potrzebujesz być sama, żeby poczuć się wolna? Bądź. I ŻYJ!
Witaj marena7! Twoja odpowiedź bardzo mi się spodobała. Zawiera wiele mądrych spostrzeżeń. Zgadzam się z wszystkim o czym napisałaś. Dziękuję i pozdrawiam!
Dziękuję za odpowiedzi! Drugiego akapitu nie ma...! Tu nie chodzi o innego mężczyznę.. Myślę że to wszystko ma związek z wydarzeniami ostatnich lat. A wydarzenia te były bardzo stresujące i właśnie przez nie, zaczęło dochodzić między nami do coraz większych nieporozumień. Wybieram się, pomimo wszystko z mężem do poradni. Być może psycholog udzieli nam pomocy, jak dalej funkcjonować w naszym związku. Napiszę jeszcze jak dalej się sprawy potoczyły.
A mi bardzo spodobało się to, że usiłujesz poprzez terapię ratować swoje małżeństwo i jeśli tylko mąż się na to zgadza, to jest dla Was szansa.
Mój niestety nie chciał o terapii wspólnej słyszeć. ![]()
Nie jest łatwo w tym wieku dokonywać zmian, a też i wolność już nie ma takiego smaku.
Jeśli zaś terapia pozwoli Wam odnaleźć się na nowo i twój mąż zmieni się, co przecież jest możliwe, bo sam jedynie zmienić się może - to weź na wstrzymanie.
Jeśli zaś nie ma nadziei na poprawę, to szkoda czasu, bo już go nie ma za wiele, a i ostatnie lata swojego życia warto przeżyć w spokoju i ciszy, bo jest to bezcenny dar.
13 2012-12-26 15:46:34 Ostatnio edytowany przez bognaboch7 (2012-12-26 15:55:57)
Witam. U mnie bez zmian.. Może z nowym rokiem nabiorę odwagi by podjąć konkretne decyzje. Kto ma podobne problemy , zapraszam do dyskusji. Albo tutaj, albo na maila.
Idźcie na terapię. Oboje musicie się zmienić. Powodzenia ![]()
15 2012-12-27 23:21:09 Ostatnio edytowany przez mikulek (2012-12-27 23:25:05)
Jak czytam twego posta,to wlasnie ja.Tez jestem 38 stazem,rutyna straszna,mezulek widzi tylko ekran nie mnie.Tez chcialabym zmienic swoje dotychczasowe zycie,ale jestem niekomfortowej sytulacji .poniwaz nigdy nie pracowalam wychowywalam 4dzieci,najmlodsze 20lat corka studiuje.Naprawde popieram takie kobiety ktore chca zmienic swoje zycie.
Uważam, ze jest dla Was szansa. Ale nie czekać, tylko przejąć pałeczkę swego losu.