Wiesz supermanko, cieszę się, że wspomniałaś o podobnym postrzeganiu świata i podobnym rozumowaniu. Otóż to istnieje między nami. To nas połączyło i przywiązało do siebie. Natomiast rozbiło się o zwykłe wspólne spędzanie wolnego czasu: np: ja sport - on gry wideo, on aparat - ja taniec. Ja się starałam wejść do jego świata,np. poszliśmy raz na spacer fotograficzny, potem obrabialiśmy razem zdjęcia. Spodobało mi się to, ale potem się zaczęło chrzanić i nie było ochoty, aby to powtórzyć. Prosiłam, aby ze mną poszedł na siłownię raz. Od razu było nie, bo on nie lubi. Namawiał mnie na rolki, raz spróbowałam i zarzuciłam, bo się bałam upadku, nie mogłam utrzymać równowagi. Mamy znajomych, którzy jeżdzą na rolkach, ale nigdy tak nie wyszło, aby się z nimi umówić. Potem już zabrakło ochoty. I tak to się dzieje. Mamy pomysły na spędzanie czasu, ale jakoś nie wychodzi.
supermenka napisał/a:Cześć noami. Nie ma żadnej recepty, a tym bardziej złotej recepty na związek. Może być, że będzie trwał 5 lat i nagle się rozpadnie bez oczywistego powodu. Nie przypisuję sobie patentu na mądrość bo nikt jej nie ma tak naprawdę. Powiem ci tylko tyle, że z mojej perspektywy - już ponad 40 latek sobie liczę (babcia normalnie) prawdziwie udany związek to sytuacji, w której partnerzy działają na siebie ożywczo, rozwijają się dzięki sobie. Nawet kłótnia nosi w sobie zalążek tego rozwoju. Tego nie da się opisać - to trzeba przeżyć. Ale jak już będziesz to przeżywać to będziesz wiedzieć. Co do wspólnej pasji - to chyba nie o to chodzi - bardziej chodzi o sposób postrzegania świata i to niekoniecznie chodzi o takie samo postrzeganie ale bardziej na podobnym sposobie rozumowania. To rodzi wzajemne zaufanie szacunek - a nawet właśnie pasję. Mam wrażenie, że z tego akurat związku to raczej nici i szkoda czasu na dalsze eksperymenty - ale sama musisz podjąć decyzję. Życzę dobrego natchnienia.