A jednak, da się żyć, bo żyję.
Piszę, nie wiem dlaczego. żeby się wyżalić? Usłyszeć, że będzie dobrze. Może żeby było łatwiej wszystko przemyśleć i poukładać?
Mój "narzeczony" (szlag by go trafił) zostawił mnie, po czterech latach i w dziewiątym miesiącu ciąży. Na trzy tygodnie przed porodem zostałam sama. Bez pieniędzy, bez domu, bez pracy (byliśmy za granicą, ja przyjechałam na dwa tygodnie do polski. On miał w tym czasie wynająć mieszkanie. Wynajął, ale z inną). Dzisiaj moja córeczka ma osiem miesięcy. Przez ten czas nie interesuje się nią zupełnie. Wielkie dzięki moim rodzicom. Bez ich pomocy, to naprawdę sznur, albo most. Choć minęło już trochę czasu ja nadal łapię się na tym, że tęsknie, czekam na telefon, czasami chcę żeby wrócił. Dodam, że nie był to wymarzony książę z bajki, życie z nim było udręką. Ale cóż, jak mówią, miłość jest ślepa. W ciągu tego czasu cztery razy dzwonił, przepraszał i obiecywał, że wróci bo kocha. Za każdym razem powodem tego telefonu była kłótnia z jego nową ukochaną. Oczywiście szybko się godzili, a ja zostawałam z kretyńską nadzieją, wściekła na siebie za głupotę i naiwność. Mam nadzieję, że przy następnej takiej akcji będę miała siłę, żeby bez słowa odłożyć telefon. Choć wiem, że będzie ciężko. Bo oczywiście jak każdy NORMALNY rodzic, chciałabym dzielić szczęście jakie daje mi moja córeczka. Cudownie byłoby mieć koło siebie faceta, kochającego ojca maleńkiej, który razem ze mną cieszyłby się z jej nowych umiejętności, pierwszego ząbka, uśmiechu co rano.
Dzisiaj pomału godzę się z tym, że tak nie będzie, ale na początku naprawdę myślałam, że umrę z rozpaczy, ze strachu, z tęsknoty.
Drogie porzucone: co nas nie zabije, to nas wzmocni
Mam nadzieję, że przy następnej takiej akcji będę miała siłę, żeby bez słowa odłożyć telefon.
I tego Ci kochana z całego serca życzę. A faceta jeszcze znajdziesz. Dla siebie i dla swojej córeczki. No. Głowa do góry ![]()
3 2012-08-09 20:40:35 Ostatnio edytowany przez Oktawia1 (2012-08-09 20:47:02)
Na co czekasz? Podaj go o alimenty stać go na utrzymanie paniusi i mieszkania to i na Własne dziecko niech łoży! A Tobie ulży chociaż troszke finansowo, nie daj się nabrać następnym razem choćby błagał i przekonywał , że się zmienił! Ułożysz sobie życie zobaczysz tylko przestań myślec o nim jak o partnerze myśl tylko jak o ojcu twojego dziecka. On cię ma gdzieś ty miej go jeszcze głębiej! Na pewno znajdziesz odpowiedzialnego mężczyznę,który pokocha ciebie i dziecko
Wiem,że może mi łatwo się gada ale spróbuj. Poproś rodziców o jeden dzień wolnego niech zajmą się mała a ty w miasto
odetchnij wypij piwko pogadaj ze znajomymi odpręż się i powiedz głośo JESTEM SILNA DAM RADY!!!!Ta lalunia pewnie i tak puści go kantem wtedy sobie o was przypomni a ty zamknij mu drzwi przed nosem!Niech będzie przegrany u Ciebie na całej linii skoro zostawił cię tuż przed porodem to do czego jeszcze będzie zdolny gdybyś dała mu szanse? Powodzenia!!!!!!
Witajcie dziewczyny,
Pomyślałam, że muszę się "wpisać" w ten temat
U mnie mija już siódmy miesiąc odkąd mój chłopak (właściwie 30-letni mężczyzna) stwierdził, że to jednak nie to, że to już nie miłość, że się wypalił i musi sobie układać życie na nowo. Po 3 latach.
Jak dobrze jest dziś powiedzieć sobie - a jednak da się żyć! I piszę to głównie do tych wszystkich kobiet, które przeżywają "na świeżo" swoje rozstanie. Dziewczyny da się żyć, mimo, że wydaje nam się, że to koniec świata. Da się żyć nawet lepiej, bardziej świadomie, bardziej troszcząc się już o siebie, co sprawia ogromną frajdę.
Wszystkich porzuconych gorąco pozdrawiam i dziękuję tym, którzy mnie na tym forum pocieszali i dodawali mi sił jakieś pół roku temu
A Ciebie autorko mogę zapewnić, ze Tatuś się znajdzie. I to taki, który prawdziwie Was pokocha, a nie któremu coś się wydaje. Tylko daj sobie czas.
Staram się jak mogę. Czasami lepiej, czasami gorzej.
tęsknie...? już chyba nie, bo odrobina zdrowego rozsądku mi została. Ale myślę o nim ciągle. Może po prostu jeszcze zbyt wcześnie żeby żyć własnym życiem bez jego cienia.
O alimenty wystąpiłam oczywiście... w lutym. Pół roku już czekam na sprawę:(
A on sobie żyje za granicą jak pączek w maśle. Znajomi mówili,że auto kupił. A mleko dla maleńkiej moja mama kupuje.
Dziękuję za wasze posty. To był dobry pomysł, żeby tu napisać:)
Jeszcze płacze na filmach kiedy widzę, że tatusiowie zrobią wszystko dla dziecka (trochę to głupie, ale nie mogę się powstrzymać:) )
Dam rade, dla siebie i mojej córeczki. Wrócić bydlakowi nie pozwolę
A jednak da się żyć.
masz racje. Da się żyć...
I trzeba żyć. I to życie będzie coraz lepsze:))
oj da się żyć ale co to za życie, wiem to z drugiej strony , droga autorko , pierwszy ząbek , pierwsze kroki , byle reklama w tv wszystko w gardle stoi a łzy lecą jak szalone.
Po mimo że jestem facetem to wiem jak to boli i czym pachnie
DRAŃ żeby nie używać wulgaryzmu, nie dorósł emocjonalnie do bycia ojcem i mężem czy partnerem życiowym.
Trzy mam kciuki za ciebie i twoją córeczkę. Ja też mam córkę ![]()
[quote= Cudownie byłoby mieć koło siebie faceta, kochającego ojca maleńkiej, który razem ze mną cieszyłby się z jej nowych umiejętności, pierwszego ząbka, uśmiechu co rano.
Dzisiaj pomału godzę się z tym, że tak nie będzie, ale na początku naprawdę myślałam, że umrę z rozpaczy, ze strachu, z tęsknoty.
Wiem co czujesz ja rowniez jestem w takiej sytuacji tylko ze z 10 letnim stazem malzenskim i dwiema cudownymi coreczkami.Ty jestes o tyle w lepszej sytuacji ze dziecko jest przy Tobie a ja swoje coreczki widze kilka razy w miesiacu.Jest ciezko i to bardzo ale wiem ze dam rade jesli nie dla siebie to dla dzieci.Trzymam za Ciebie kciuki i zycze powodzenia
Masz z pewnością śliczną kochana coreczke, ktora daje ci motywacje by trzymac sie w garsci. Masz wspanialych rodzicow ktorzy zawsze beda z toba i pomogą. Z pewnoscia i milosck iedys przyjdzie. Zycze Ci tego z calego serca. Sama jestem po rozstaniu ale jak czytam że Takie osoby jak ty jednak jakos sobie poradzily i mnie ogarnia nadzieja. Zycze Ci z calego serca znalezienia faceta ktory na Ciebie zasluguje:) Powodzenia!
Boję się, że już nie będę potrafiła żadnemu zaufać.
Nawet nie mam ochoty myśleć o innym.
I to tak strasznie boli, że nasza córeczka wcale go nie obchodzi. A może to i lepiej? Gdyby chciał ją widywać, dzwonił, może cierpiałabym bardziej?
Jest jeszcze maleńka, ale przyjdzie dzień kiedy zapyta o ojca. I co ja jej powiem?
Że nie chce jej znać? Że nic dla niego nie znaczy? Że auto, zabawa i gówniara o 10 lat młodsza były ważniejsze?
Co to za człowiek jest? Najwidoczniej wcale go nie znałam.
Kiedyś miał duże kłopoty i ja bardzo mu pomogłam. Zawsze mógł na mnie liczyć. Przez ponad rok nie pracował więc żyliśmy za to co ja zarobiłam. Wierzyłam, że kiedyś będzie lepiej.
I co dostałam w zamian?
O naiwna kobieto!
Kotenieńku - jestem pewna, że zanim mała zacznie pytać o tatusia, będzie go już miała. W końcu nie ten ojciec, który spłodzi prawda?
Po drugie nie jesteś naiwna i nie obwiniaj się za nic. Jesteś w o tyle dobrej sytuacji, że nie możesz sobie nic zarzucić, natomiast Twojego byłego będą kiedyś zżerać wyrzuty sumienia !
Po trzecie nie bój się na nowo zaufać facetom. Wytłumacz se to tak, że każdy inny będzie lepszy od Twojego ex i już. No bo na gorszego to Ty na pewno nie trafisz ![]()
Ot i cała filozofia.
Żal mi chłopa w przenośni żal bo nikt inny nie powinien go bardziej absorbować niż własne dziecko, masz rację kiedyś przyjdzie dzień że zapyta a gdzie tata, ale jak wspomniała Obiektywna to pytanie zabrzmi trochę inaczej gdzie mój prawdziwy tata :-). Nie wiem jak bardzo bys była zła nie powinnaś źle mówić o ojcu przy dziecku,przyjdzie czas że ono same oceni jego postępowanie. A ten człowiek kiedyś zatęskni za dzieckiem, bo krzywdząc was nie zdaje sobie sprawy że ta krzywda wróci kiedyś do niego ze zdwojona siłą.
Życzę wam obyście spotkały na swojej drodze prawdziwego partnera i ojca.
Nie zamykaj się na innych pośród 100 facetów zawsze 2 znajdziesz naprawdę uczciwych, reszta no cóż, same wiecie.
Na pewno macie rację i kiedyś wszystko się ułoży i pewnie nawet będę szczęśliwa, że tak się stało.
Bo jak już pisałam nie wart był nawet jednej mojej łzy. I rozsądek dokładnie o tym wie, tylko serce robi co chce. Jak myślicie? Długo tak jeszcze jedno z drugim nie będzie się zgadzać?
Wiem, że ja pierwsza nie napisze, nie zadzwonię, nie pozwolę wrócić(w razie gdyby), bo rozum jeszcze mam i resztki godności, ale męczę się okropnie próbując wmówić, że obojętny mi jest. Niestety nie udało mi się drania znienawidzić. Ja wiem, że to przejdzie, że minie. Tylko kiedy???