Pytanie jak w temacie. Bardzo proszę o opinie na temat tego, co o tym myślicie. Mam nadzieję, że pomożecie :* nie mam nastroju na wylewne treści i uzasadnienia dlaczego o to pytam, ale chętnie poczytam i poszerzę swoją wiedzę i przemyślenia, z góry dzięki :*
Zazdrość zniszczy największą nawet miłość.
czyli uważasz, że im jej mniej tym lepiej?
Jestem tego samego zdania co yoghurt007. Zazdrość jest wstanie zniszczyć nawet najpiękniejsze uczucie. Kontrolowana zazdrość i mająca podstawy-TAK. Przesadna i wyimaginowana-ZDECYDOWANIE NIE
Wg mnie w milosci zawsze jest zazdrosc... tylko uwazam jak osoby wyzej zazdrosc tak ale nie do przesady. Zaufanie zawsze powinno byc...
zazdrosc z umiarem, gdy jest jej za wiele aby niszczy zwiazek, przecztaj sobie tu na forum jak wiele kobiet ma dosc zazdrosi, mezow, partnerow. nie chcialabys tego przezywac, uwierz.
7 2012-07-30 22:51:37 Ostatnio edytowany przez Glock (2012-07-30 22:51:54)
Zazdrość zazdrości nie równa - można być zazdrosnym a można być psychopatą. Jeśli poprzez zazdrość rozumie się zainteresowanie drugą osobą to nie ma w tym nic złego ale jeśli komuś się marzy absolutna kontrola poczynań innych to powinien udać się do specjalisty po pomoc.
Uważam, że taka minimalna zazdrość może być, ale na pewno nie taka, ze tracimy zaufanie do tej drugiej osoby i wyobrażamy sobie Bóg wie co.
Jestem totalnym wrogiem zazdrosci od momentu kiedy bylam z jednym takim...juz blisko 7 lat temu.,,ktory to kiedys wyczerpal mi baterie w sluzbowym tel dzwoniac do mnie rowno co godzina i pytajac sie gdzie jestem i co robie i jak dlugo mi zajmie to czy tamto. Uwazam ze milosc bez zazdrosci jest mozliwa ![]()
Zazdrosc jest oznaka kompleksow a nie milosci.
Ależ bzdury gadacie... Mówiąc 'zazdrość' macie na myśli tylko skrajną jej postać... Sama w sobie, zazdrość jest NIEZBĘDNA w związku. Bez niej pojawia się obojętność i egoizm...
Związek powinien opierać się głownie na wzajemnym zaufaniu, więc zazdrość wtedy nie ma miejsca
Ależ bzdury gadacie... Mówiąc 'zazdrość' macie na myśli tylko skrajną jej postać... Sama w sobie, zazdrość jest NIEZBĘDNA w związku. Bez niej pojawia się obojętność i egoizm...
Eeee tam teoria wyssana z palca
To co mam teraz na sile byc o faceta zazdrosna bo inaczej to swiadczy ze go nie kocham??
Sorry nie umiem, nie mam odpowiedniego do tego guziczka ![]()
myślę ze w każdym związku minimalna zazdrość może się pojawić,gorzej gdy przeradza to się w chorobliwa zazdrość np.mąż mojej koleżanki nie pozwala jej pracować bo będzie rozmawiała z obcymi facetami,albo jak zobaczył ja rozmawiającą z kolegą nagadał jej tak że się w głowie nie mieści,ba ona nawet spojrzeć nie może na innego faceta,to dla mnie jest już chore zwłaszcza że nigdy nie dała mu powodów do tego aby był aż tak zazdrosny
Midi napisał/a:Ależ bzdury gadacie... Mówiąc 'zazdrość' macie na myśli tylko skrajną jej postać... Sama w sobie, zazdrość jest NIEZBĘDNA w związku. Bez niej pojawia się obojętność i egoizm...
Eeee tam teoria wyssana z palca
To co mam teraz na sile byc o faceta zazdrosna bo inaczej to swiadczy ze go nie kocham??
Sorry nie umiem, nie mam odpowiedniego do tego guziczka
No i to jest to o czym mowie - zalezy jak definiujesz zazdrosc. Bo dla mnie zazdrosc jest neutralnym terminem, dopiero jej intensywnosc i charakter moga byc zle. Bo czy bylabys zazdrosna jakby Twoj facet mial przyjaciolke plci zenskiej?
Midi ty chłopie mylisz zazdrość z zainteresowaniem lub poczuciem konkurencji. Zazdrość z definicji jest uczuciem negatywnym, zrodzonym z frustracji lub prowadzącym do niej, a czasem wręcz do depresji. Wiąże się z brakiem zaufania, a w skrajnych przypadkach z urojeniami (chorobliwe dopatrywanie się zdrady/romansu), złością czy niekiedy agresją psychiczną (kłótnie, wybuchy złości) lub nawet fizyczną (tutaj wiadomo - przepychanie, rękoczyny).
Midi ty chłopie mylisz zazdrość z zainteresowaniem lub poczuciem konkurencji. Zazdrość z definicji jest uczuciem negatywnym, zrodzonym z frustracji lub prowadzącym do niej, a czasem wręcz do depresji. Wiąże się z brakiem zaufania, a w skrajnych przypadkach z urojeniami (chorobliwe dopatrywanie się zdrady/romansu), złością czy niekiedy agresją psychiczną (kłótnie, wybuchy złości) lub nawet fizyczną (tutaj wiadomo - przepychanie, rękoczyny).
"Zazdrość-?uczucie niepokoju co do wierności osoby kochanej, podejrzliwość i dążenie do wyłączności w tym zakresie, chęć przeciwdziałania ewentualnemu naruszeniu tej wyłączności?"
No i? To tak jak możesz być na kogoś zły, wściekły i możesz nienawidzić danej osoby. Podobnie jak tutaj nienawiść, tak i zazdrość jest po prostu ostatnim stadium danego uczucia. To co pogrubiłeś to zwykłe partnerstwo, chęć zaspokojenia potrzeb bliskiej osoby, staranie się o związek. Sam fakt takich działań nie świadczy jeszcze o zazdrości. To właśnie ów niepokój i podejrzliwość jakie towarzyszą takiemu zachowaniu tworzą zazdrość.
Sadie napisał/a:Midi napisał/a:Ależ bzdury gadacie... Mówiąc 'zazdrość' macie na myśli tylko skrajną jej postać... Sama w sobie, zazdrość jest NIEZBĘDNA w związku. Bez niej pojawia się obojętność i egoizm...
Eeee tam teoria wyssana z palca
To co mam teraz na sile byc o faceta zazdrosna bo inaczej to swiadczy ze go nie kocham??
Sorry nie umiem, nie mam odpowiedniego do tego guziczkaNo i to jest to o czym mowie - zalezy jak definiujesz zazdrosc. Bo dla mnie zazdrosc jest neutralnym terminem, dopiero jej intensywnosc i charakter moga byc zle. Bo czy bylabys zazdrosna jakby Twoj facet mial przyjaciolke plci zenskiej?
Niech sobie ma. Ja tez mam znajomych plci meskiej, na upartego mozna by sie przyczepic ze tutaj na forum mamy panow yoghurta i Glocka
i o czym ja na boga z nimi gadam?? ![]()
A o co mam byc zazdrosna? Tam gdzie jest zaufanie i szacunek, tam nie ma miejsca na zazdrosc.
Litości, Autorko, nie całuj nas bo to obrzydliwe! Coś się z gimbusa urwała?!
Zazdrość, myślę, że zdrowy terytorializm (Sadie wie co mam na myśli) jest odpowiednikiem zdrowej zazdrości. Co moje to moje i nie tykać.
Teo, zdrowa, czyli jaka?
Teo, zdrowa, czyli jaka?
Zdrowa, czyli taka, gdzie włącza się czujność, gdy osobnik płci przeciwnej zbyt interesuje się naszym partnerem wtedy następuje szybka reakcja i koniec tematu. Zdrowa, czyli bez wypominania, bez ględzenia, bez fochów i pretensji. Zdrowa, bez kontroli, bez domysłów i wymysłów. Zdrowa, bez snucia scenariuszy.
Ok, chyba rozumiem co masz na mysli. Tylko ja tego nie nazywam zazdroscia.
Ok, chyba rozumiem co masz na mysli. Tylko ja tego nie nazywam zazdroscia.
A jak?
Wlasciwie chyba tego nie nazywam
W sytuacji o ktorej mowisz - jakas pani zbyt nachalnie "lypie okiem" na mojego meza, prosze meza o interwencje. Choc to dla mnie hipotetyczne zalozenie, bo jeszcze sie cos takiego nie przytrafilo. Oboje jakos tak mamy, ze wszelkie relacje "roznoplciowe" od razu ustawiamy w wlasciwej formie - nieprzekraczajacej granic nieprzekraczalnych.
No w końcu, ktoś załapał o co mi chodzi, pozdrawiam Teo
Owszem, jest to zazdrość, a to co wkleiłem Yogurt to definicja i to co mówimy ja i Teo to właśnie ten pogubiony fragment.
@Sadie
Nie zapalilaby Ci sie lampka jesli Twoj partner spedzal by co raz wiecej czasu z ta przyjaciolka/rozmawial z nia codziennie (chociazby przez Internet/telefon)/rozmawial o Tobie i Waszych wewnetrznych problemach?
Midi - nie mnie pytasz, ale nie obrazisz sie chyba, ze ja odpowiem. Mi zapalilaby sie lampka, ale sygnalizujaca zupelnie co innego niz sugerujesz - jesli moj partner woli spedzac czas, dzielic sie wrazeniami, emocjami itp z kims innym niz ja, a te kontakty odbywaja sie kosztem naszego wspolnego czasu to gleboko zastanowilabym sie nad kondycja naszej relacji. Sa w moim zyciu osoby z ktorymi rozmawiam niemal codziennie i o bardzo bliskie mi sa, ale wciaz sa one daleko w tyle za moja bliskoscia z mezem - i to uwazam za zdrowe.
@Sadie
Nie zapalilaby Ci sie lampka jesli Twoj partner spedzal by co raz wiecej czasu z ta przyjaciolka/rozmawial z nia codziennie (chociazby przez Internet/telefon)/rozmawial o Tobie i Waszych wewnetrznych problemach?
Eee to by swiadczylo o tym zem sie okrutnie pomylila w ocenie jego osoby i sama bym sobie w pape strzelila z frustracji
Jesli maz o problemach ZE MNA rozmawialby Z INNA to niech sobie do niej idzie i z nia zyje. Problemy w zwiazku rozwiazuje sie w zwiazku a nie poza nim.
Wiec nie rozumiem polaczenia tego tematu z tematem zdrady...
nocnalampka ma racje. Tez bym sie zastanawiala. Krotko bo nie lubie tracic czasu na kogos kto nie jest mna zainteresowany.
29 2012-08-01 15:44:36 Ostatnio edytowany przez Midi (2012-08-01 15:47:04)
Midi - nie mnie pytasz, ale nie obrazisz sie chyba, ze ja odpowiem. Mi zapalilaby sie lampka, ale sygnalizujaca zupelnie co innego niz sugerujesz - jesli moj partner woli spedzac czas, dzielic sie wrazeniami, emocjami itp z kims innym niz ja, a te kontakty odbywaja sie kosztem naszego wspolnego czasu to gleboko zastanowilabym sie nad kondycja naszej relacji. Sa w moim zyciu osoby z ktorymi rozmawiam niemal codziennie i o bardzo bliskie mi sa, ale wciaz sa one daleko w tyle za moja bliskoscia z mezem - i to uwazam za zdrowe.
Ale z dnia na dzien chyba nie kazalabys mu spadac, prawda? To co jest wczesniej nazywamy wlasnie zazdroscia, zdrowa zazdroscia
I ja wlasnie tak mialem - bylem zazdrosny, bo bylem, ale koniec koncow powiedzialem dosc.
@Sadie
Ale dlaczego zdrady? Zazdrosc nie ogranicza sie do strachu o zdrade jesli rozumiemy przez to zdrade fizyczna. Bo to o czym mowie to zdrada emocjonalna, psychiczna. I ja wlasnie w taki sposob bylem zdradzany (choc w pewnym sensie fizyczna tez sie zdazyla) az w koncu stwierdzilem, ze tak nie moze byc.
W sytuacji o ktorej mowisz - jakas pani zbyt nachalnie "lypie okiem" na mojego meza, prosze meza o interwencje.
Czyli to jest ta zdrowa zazdrość: prośba o interwencję, gdy ktoś się gapi na męża? A czy to nie jest przewrażliwienie, czyli raczej bliżej tu do chorej zazdrości?
Ja tam nie mam nic przeciwko "łypaniu okiem" na mojego faceta. Próżna ze mnie babka najwidoczniej, bo nawet dobrze mi to robi ![]()
Jak mój facet delikatnie obejrzy się za jakąś inną w mojej obecności, to też mu głowy za to nie odgryzę. Facet zdrowy jest, więc tak reaguje.
Mało więc pewno we mnie zazdrości. Zatem moja odpowiedź na pytanie z tematu jest taka: może być związek pełen miłości bez zazdrości.
A gdy pojawiają się emocje, które potocznie zwane są zazdrością, to moim zdaniem niezła lampka awaryjna, że coś w związku dzieje się nie tak. Albo straciliśmy pewność siebie albo pewność do partnera. Tak czy siak nieciekawie.
zdrowy terytorializm (Sadie wie co mam na myśli) jest odpowiednikiem zdrowej zazdrości.
podoba mi się to określenie chyba wystarczająco wyraża sedno sprawy
zazdrość to jeden z grzechów głównych.
reasumując, zazdrość niszczy związki !
Dorota, nie mialam na mysli doslownie patrzenia sie (no, to juz zakrawaloby na paranoje-musialabym mu z domu chyba zabronic wychodzic
). Meza mam przystojnego, wiec niech se popatrza -tylko tyle moga
Raczej chodzilo mi o mentalne "łypanie", wiesz, takie zbyt nachalne i dwuznaczne krecenie sie obok i nachalne proby obdarowywania swoimi wdziekami. No ale jak mowilam - sytuacja hipotetyczna, bo oboje od razu w nowych znajomosciach stawiamy granice, a te stare to sprawdzone przez lata przyjaznie.
Midi, od razu pewnie bym nie kazala. Pewnie, znajac siebie, chcialabym dociec przyczyn takiego stanu rzeczy, wspolnie poszukac recepty... I dopiero jakbym uznala, ze nic nam nie pomoze, to podziekowalabym panu za wspolprace.
nocnalampka napisał/a:Midi - nie mnie pytasz, ale nie obrazisz sie chyba, ze ja odpowiem. Mi zapalilaby sie lampka, ale sygnalizujaca zupelnie co innego niz sugerujesz - jesli moj partner woli spedzac czas, dzielic sie wrazeniami, emocjami itp z kims innym niz ja, a te kontakty odbywaja sie kosztem naszego wspolnego czasu to gleboko zastanowilabym sie nad kondycja naszej relacji. Sa w moim zyciu osoby z ktorymi rozmawiam niemal codziennie i o bardzo bliskie mi sa, ale wciaz sa one daleko w tyle za moja bliskoscia z mezem - i to uwazam za zdrowe.
Ale z dnia na dzien chyba nie kazalabys mu spadac, prawda? To co jest wczesniej nazywamy wlasnie zazdroscia, zdrowa zazdroscia
I ja wlasnie tak mialem - bylem zazdrosny, bo bylem, ale koniec koncow powiedzialem dosc.
@Sadie
Ale dlaczego zdrady? Zazdrosc nie ogranicza sie do strachu o zdrade jesli rozumiemy przez to zdrade fizyczna. Bo to o czym mowie to zdrada emocjonalna, psychiczna. I ja wlasnie w taki sposob bylem zdradzany (choc w pewnym sensie fizyczna tez sie zdazyla) az w koncu stwierdzilem, ze tak nie moze byc.
Nie rozumiem. Co mam nie miec kolezanek i kolegow bo od razu zdradzam? Maz ma nie miec kolegow czy kolezanki bo od razu zdradza? Autentycznie nie lapie...
Zdrowy terytorializm rozumiem tez lekko inaczej...
Zdrowy terytorializm to jak dla mnie ja pilnuje zebym ja nie poszla na manowce i facet sam sie pilnuje zeby nie poszedl na manowce. Ale to sprowadza sie do wewnetrznych zasad. Albo sie je ma albo nie
Nie, autentycznie nie lapie tematu zazdrosci...
Bo mam byc zazdrosna o kogos kto nie umie cudzych lap od siebie trzymac z daleka? Niee taki lepek tylko traci moj szacunek a nie sprawia ze plone z zazdrosci..
Sadie... Nie mowie o kolezankach i kolegach tylko np. osobnikach plci przeciwnej, ktorym nasz partner mowi o naszych problemach w zwiazku, rozmawia codziennie itd.
Sadie... Nie mowie o kolezankach i kolegach tylko np. osobnikach plci przeciwnej, ktorym nasz partner mowi o naszych problemach w zwiazku, rozmawia codziennie itd.
No ale jak juz mowilam problemy w zwiazku rozwiazuje sie w zwiazku a nie poza nim. Wiec nie umiem odniesc tej sytuacji do zazdrosci... Dla mnie to jest problem w komunikacji miedzy partnerami.
Sadie... Nie mowie o kolezankach i kolegach tylko np. osobnikach plci przeciwnej, ktorym nasz partner mowi o naszych problemach w zwiazku, rozmawia codziennie itd.
Sorry moderatorki ale musze...
Nawet jesli dopuscimy taka mozliwosc jak gadanie o problemach w zwiazku z kims innym to czyz ta osoba nie musi byc nam w jakis sposob znajoma? Kolezanka wlasnie? Co do obcych sie gada? Podchodzi w restauracji do stolika do obcej osoby i zaczyna zale na zone wylewac?
Serio ja nie lapie tego cyka... ![]()
Witam, według mnie zazdrość niszczy miłość. Choć czasami czujemy się fajnie gdy 2 osoba jest zazdrosna i walczy, nigdy nie naraziłabym mojego Kochanego na takie męki. Tak- według mnie zazdrość jest okropnym uczuciem i należy je zwalczać. Sama nie jestem zazdrosna i nie znaczy to, że nie kocham. Wyzbyłam się tego dzięki zaufaniu i gdy coś jest nie tak pytam ![]()
Dorota, nie mialam na mysli doslownie patrzenia sie (no, to juz zakrawaloby na paranoje-musialabym mu z domu chyba zabronic wychodzic
). Meza mam przystojnego, wiec niech se popatrza -tylko tyle moga
Raczej chodzilo mi o mentalne "łypanie", wiesz, takie zbyt nachalne i dwuznaczne krecenie sie obok i nachalne proby obdarowywania swoimi wdziekami. No ale jak mowilam - sytuacja hipotetyczna, bo oboje od razu w nowych znajomosciach stawiamy granice, a te stare to sprawdzone przez lata przyjaznie.
No to zdrowo jednak u Ciebie ![]()
No ja też raczej kręcenia czy ocierania mogłabym już nie znieść, ale zerkanie mi nie przeszkadza.
Zresztą normalny facet, jak jest gdzieś z żoną przy boku, sam reaguje na nachalne wielbicielki w adekwatny sposób i raczej nie potrzebne są interwencje partnerki. A jeśli nie reaguje, i nie dlatego, że nie widzi, to należy mu się porządny zrzut na drzewo.
Zdrowy terytorializm to jak dla mnie ja pilnuje zebym ja nie poszla na manowce i facet sam sie pilnuje zeby nie poszedl na manowce. Ale to sprowadza sie do wewnetrznych zasad. Albo sie je ma albo nie
Podpisuję się pod tym.
Nie teoria sztucznie tworzona i przyswajana na potrzeby awaryjnych sytuacji, ale wytworzone na zawsze i od zawsze własne zasady, bariery i granice.
dorota dzieki.
Jak dla mnie facet ktory daje sie obmacywac i latwo leci na pare cyckow budzi moj niesmak a nie dzika zazdrosc
Nie widze sensu byc zazdrosna z calym szacunkiem o byle kogo ![]()
Jak dla mnie facet ktory daje sie obmacywac i latwo leci na pare cyckow budzi moj niesmak a nie dzika zazdrosc
Nie widze sensu byc zazdrosna z calym szacunkiem o byle kogo
Well said, sam bym tego lepiej nie ujął
w zasadzie to stwierdzenie powinno zakończyć tą dyskusję.
Poczekaj zaraz nas tu zaleje fala romantyzmu ![]()
Midi napisał/a:Sadie... Nie mowie o kolezankach i kolegach tylko np. osobnikach plci przeciwnej, ktorym nasz partner mowi o naszych problemach w zwiazku, rozmawia codziennie itd.
Sorry moderatorki ale musze...
Nawet jesli dopuscimy taka mozliwosc jak gadanie o problemach w zwiazku z kims innym to czyz ta osoba nie musi byc nam w jakis sposob znajoma? Kolezanka wlasnie? Co do obcych sie gada? Podchodzi w restauracji do stolika do obcej osoby i zaczyna zale na zone wylewac?![]()
Serio ja nie lapie tego cyka...
Ojej, Sadie no...
No wlasnie o tym mowie - Twoja polowka znajduje sobie bliska osobe Twojej plci i wiesz, ze nie zdradza Cie fizycznie, ale dzieli sie wszystkimi, czy niemal wszystkimi przemysleniami i problemami, ktorymi dzieli sie z Toba, rozmawia z ta osoba codziennie i nieraz wtajemnicza w Wasze sprawy, problemy czy wrecz na Ciebie narzeka.
Sadie napisał/a:Midi napisał/a:Sadie... Nie mowie o kolezankach i kolegach tylko np. osobnikach plci przeciwnej, ktorym nasz partner mowi o naszych problemach w zwiazku, rozmawia codziennie itd.
Sorry moderatorki ale musze...
Nawet jesli dopuscimy taka mozliwosc jak gadanie o problemach w zwiazku z kims innym to czyz ta osoba nie musi byc nam w jakis sposob znajoma? Kolezanka wlasnie? Co do obcych sie gada? Podchodzi w restauracji do stolika do obcej osoby i zaczyna zale na zone wylewac?![]()
Serio ja nie lapie tego cyka...Ojej, Sadie no...
No wlasnie o tym mowie - Twoja polowka znajduje sobie bliska osobe Twojej plci i wiesz, ze nie zdradza Cie fizycznie, ale dzieli sie wszystkimi, czy niemal wszystkimi przemysleniami i problemami, ktorymi dzieli sie z Toba, rozmawia z ta osoba codziennie i nieraz wtajemnicza w Wasze sprawy, problemy czy wrecz na Ciebie narzeka.
Jakby połówka Sadie znalazła sobie taką przyjaciółkę, to nie chciałabym być w skórze połówki
Ale tak na poważnie. Jeżeli dzieją się takie rzeczy to normalnym ludziom nie włącza się lampka "zazdrość" tylko lampka "zuo w związku". Są dwie drogi, albo zakończyć od razu, albo zacząć rozmawiać, dociekać i ustalać co poszło nie tak i RAZEM to naprawiać. KOMUNIKACJA jest kluczem do wszystkiego.
Zazdrość zależy od tego jakie samy mamy granice, co sami robimy i akceptujemy. Jeżeli osobnik X przesiaduje całe imprecy przyklejony do osobnika Y i tak mu dobrze to oczekuje, ze osobnik Y również będzie tak przesiadywał. Zazdrość pojawia się, gdy osobnik Y stwierdza, że mu się nei chce tak siedzieć i idzie gadać z kimś innym. Jeszcze trzeba wiedzieć o co być zazdrosnym, tak naprawdę, bo są przypadki, gdzie chłopak był zazdrosny o dziewczyne tylko dlatego, że na ognisku, w dzień poszła z ich wspólnym kolegom kilka metrów dalej, żeby zapalić i "obgadać" kogoś. A innym razem ktoś inny nie był w ogóle zazdrosny jak partner tańczył z innymi, dobrze się bawil, był duszą towarzystwa, ponieważ miał do niego zaufanie i wiedział, że ten się tylko bawi i tak lubi.
Wszystko jest w głowie.
Zazdrość zależy od tego jakie samy mamy granice, co sami robimy i akceptujemy. Jeżeli osobnik X przesiaduje całe imprecy przyklejony do osobnika Y i tak mu dobrze to oczekuje, ze osobnik Y również będzie tak przesiadywał. Zazdrość pojawia się, gdy osobnik Y stwierdza, że mu się nei chce tak siedzieć i idzie gadać z kimś innym. Jeszcze trzeba wiedzieć o co być zazdrosnym, tak naprawdę, bo są przypadki, gdzie chłopak był zazdrosny o dziewczyne tylko dlatego, że na ognisku, w dzień poszła z ich wspólnym kolegom kilka metrów dalej, żeby zapalić i "obgadać" kogoś. A innym razem ktoś inny nie był w ogóle zazdrosny jak partner tańczył z innymi, dobrze się bawil, był duszą towarzystwa, ponieważ miał do niego zaufanie i wiedział, że ten się tylko bawi i tak lubi.
Wszystko jest w głowie.
No i o to chodzi generalnie w zwiazku zeby dobrac sie nie tylko w lozku i intelektem, ale i podobnymi granicami moralnymi (niekoniecznie w tej kolejnosci
- ale to tez kwestia indywidualna). Bez tego beda wieczne spory i nieporozumienia.
Granice można przesuwać, ale trzeba mieć otwarty umysł
Poza tym, im niższe poczucie własnej wartości tym większa zazdrość. U osób, które wiedzą, że mogą sobie znaleźć zawsze odpowiedniego partnera, które są samodzielne i niezależne zazdrość jest minimalna, wtedy wchodzi terytorializm - nie jestem zazdrosny, ale nie ruszaj, bo to moje. Natomiast Ci zakompleksieni, kołtuny, które w końcu dorwą partmera to wszędzie widzą zagrożenie i ciągle wydaje im się, że ktoś im go zabierze wtedy wylewa się z nich zazdrość strumieniami.
Teo, pewnie masz racje. Ja tam zawsze wychodzilam z zalozenia, ze jesli jest ryzyko, ze moj partner nie bedzie chcial/potrafil byc mi wierny, to po co mi taki partner? Za mloda i za ladna jestem zeby nie moc miec kogos na wylaczonsc ![]()