Witam !
Jestem tu nowa na tym portalu ale mam problem i chciałabym zasięgnąc waszej pomocy !
Mam 22 lata i jestem od roku w związku małżeńskim z ponad 10 lat starszym mężczyzną .
Mój mąż oczarował mnie od pierwszego wejrzenia zakochałam się po uszy i byłam ślepa na to co się dzieje wokoło.
On jest po przejściach i po nie udanym małżeństwie z którego ma dziecko ale jakoś to nie sprawiało mi wtedy problemu.
Byliśmy dziwną parą wiele razy uciekałam do rodziców zmęczona awanturami ale i tak za niego wyszłam.
Jego głównym problemem jest to że jest chorobliwie zazdrosny. Dla niego jestem młoda i mogę go zdradzic, nie rozumie że to ja miałam więcej do zaakceptowania i gdybym nie chciała z nim byc to bym nie była. Jego choroba bo tak to już nazywam sięgnęła do takiego stopnia ze odsunęłam sie od wszystkich znajomych nie chodzę nigdzie bez niego latem np nie mogę założyc krótkiej spódniczki tylko muszę się gotowac w długich spodniach. On nie cieszy się życiem , dla niego życie to jeden wielki problem. Mam awantury jadąc z nim samochodem i np gdy się rozglądam co sie dzieje wokoło . To jest męczące bo już zaczęłam kontrolowac nawet słowa jakie używam w jego stronę . Ale niestety to nie koniec...
Mój mąż był po swoim rozwodzie bardzo zależny od swojej rodziny gdy sie poznaliśmy uważali mnie za tę złą która odsuwa go od dziecka, a ja chciałam tylko by spędził ze mną trochę czasu. Jego dziecko mnie nie akceptuje ma 10 lat i uważa mnie za osobę przez która rozpadła się jej rodzina a tak naprawdę ja poznałam męża 4 lata po jego rozwodzie. Moja teściowa ciągle nam miesza w związku mimo że z nią nie mieszkamy ona na każdym kroku pokazuję że jej była synowa była ode mnie lepsza i ze dziecko zawsze będzie najważniejsze . Buntuję go przeciw mnie a gdy mamy chwilkę czasu wolnego od pracy ona wydzwania z histeriami i wymyśla mu różne zajęcia u siebie w domu
Nie jestem w stanie opowiedziec dokładnie o tym co się dzieję bo mogłabym książkę napisac w każdym bądź razie jestem zmęczona już tym wszystkim i zaczynam sie zastanawiac czy to ma jakikolwiek sens, czy to małżeństwo ma szanse na przetrwanie jeśli ciągle coś stoi na przeszkodzie
Pomóżcie