Cześć. Mam duży problem, który nie daje mi spać (dosłownie). Pół roku temu poznałam przez znajomą faceta. Zaczęliśmy utrzymywać kontakt. On, jak się okazało, miał dziewczynę (zeszli się po roku nie bycia razem), ja niedługo potem poznałam swojego (pierwszego) faceta. Nasza relacja była czysto koleżeńska, rozmowy o pierdołach itd., nic poza tym. Nie opowiadałam mu o swoim związku, on natomiast od czasu do czasu mówił, że jemu się nie układa itd.
Po ok pół roku zerwałam ze swoim. Kontakt z tym drugim utrzymywałam nadal, ale zaczęłam źle się czuć (on miał kobietę, a ja byłam sama i nie chciałam, żeby źle to wyglądało). Według niego jego związek był w rozsypce, i już nic z niego miałoby nie być. Spotkaliśmy się (to wyszło bardzo spontanicznie). Trochę pogadaliśmy, o wszystkim, o rodzinie, o moim byłym. On powiedział, że od kolegi dowiedział się, że podobno dziewczyna chce z nim zerwać. No i stało się. Całowaliśmy się, a na domiar złego zostałam u niego na noc (nie było seksu). Nie chcę się usprawiedliwiać, bo złamałam WSZYSTKIE swoje zasady, czułam się po tym podle, nadal się czuję. Mimo, że minęły 2 tygodnie nie mogę się pogodzić z tym, że to się stało. Wymiotuję, nie jem, nie śpię.
Rozmawiałam z nim o tym, on cały czas twierdzi, że jego związek nie ma szans (ale mieszkają w innych miastach, więc muszą się spotkać, żeby porozmawiać itd).
Zastanawiam się co teraz zrobić. Chyba najlepszym rozwiązaniem byłoby powiedzieć mu, że jest mi w tej sytuacji bardzo źle (o czym on wie) i totalnie urwać kontakt? Czy tak będzie najlepiej?
Bardzo proszę o rady, bo już dłużej tak nie mogę. Coś zupełnie zwyczajnego zamieniło się w taki kwas. NIGDY w życiu nie czułam się tak źle. Nigdy. Nawet kiedy mnie zostawił facet...
Nie chcę być naiwną i głupią laską, z jakich zawsze się śmiałam.