Witajcie .
Chce Wam przedstawić moją historie, może ktoś przeżył cos podobnego i wie jak sobie z tym radzic.
Oto ona:
Rok temu rozpoczęłam związek z chłopakiem. Na początku chłopak był kochany , jak to wiadomo na początku , wszystko było pięknie ładnie, dogadywaliśmy się. Zaczęło się dyskretnie od tego jak to zaczął mi opowiadać jak to facet chce mieć dziewczynę za która oglądają się inni mężczyźni. Ja osobiście nie mam ambicji by się za mną wszyscy oglądali. Nie przywiązuje uwagi do tego czy ten strój sprawi ze się za mną obejrzą czy nie. Po prostu jestem sobą i ubieram się w sposób na jaki mam ochotę. Tzn. mam ochotę ubrać się kobieco ubieram się tak , mam ochotę na wygodne sportowe ciuchy , to tak się ubieram . ale nic pod kogoś . ( nie uważam się za nieatrakcyjna , jeśli ktoś by mógł wywnioskować, po jego sugestiach ze o siebie nie dbam czy cos w tym stylu:P) . W każdym bądź razie w końcu zaczął ingerować w sposób ubierania się sugerując bym ubierała się w rzeczy które się jemu podobają. Ja wcześniej czułam się dobrze i atrakcyjnie w swoich ciuchach, zaczęłam trochę zastanawiać się czy może rzeczywiście jestem zamknięta na jakieś "kobiece ciuchy" stwierdziłam ze mogę się w sumie otworzyć ( założyłam ze może chłopak po prostu jest otwarty + wiec można tak "poeksperymentować" ) poszliśmy do sklepu dorwałam ładne szpilki które mi się bardzo spodobały i byłam zadowolona z zakupu. Jednak chłopak zaczął chcieć jeszcze więcej , zaczęło mu wszystko nie pasować , coraz więcej sugerował zmiany ubrań itd. pokazywał jak to inne się super ubierają itd. Zaczęło mi to przeszkadzać , bo zaczęłam czuć się zupełnie niewystarczająca pod względem wyglądu dla niego, nawiązałam rozmowę w której wyjaśniłam mu jak się czuje , powiedziałam ze jeśli mu się nie podobam to wystarczy powiedzieć , on od razu zaprzeczył i powiedział ze jestem dziewczyna jego marzeń, trochę się potem opanował ze swoimi tekstami i sugestiami. Wytłumaczyłam mu to mówiąc , ze ja nie ingeruje w jego szafę i ze podoba mi się jego sposób ubierania , mimo ze np. wielu innych facetów tez chodzi bardzo dobrze ubranych a inaczej niż on . i ze jeśli podoba mi się ubranie jakiegoś faceta bardzo to nie oznacza ze od razu chciałabym by mój tez tak się ubierał. Cieszyłam się po prostu jego osoba i wyglądem .
Po czasie na nowo powtórka z rozrywki bardziej przykra ponieważ zaczął mnie dodatkowo oskarżać ze psuje jemu humor gdy akurat założyłam cos co jemu się nie spodobało . w końcu walnęłam mu prosto z mostu co sadze o takim zachowaniu i na chwile do niego dotarło , zrobiło mu się głupio , przeprosił , zreflektował się . Zakończyło się tym ze po miesiącu mnie dosadnie zranił pod względem wyglądu i powiedziałam jemu dowiedzenia. Wtedy dostał olśnienia jakim był "powierzchownym dupkiem " jak to się określił , wybłagał powrót. Zgodziłam się , podchodząc bardzo sceptycznie . Jednak moja psychika już zaczęła mnie uderzać , ponieważ po tych wszystkich tekstach , sugestiach , oczepianiach się mnie , zaczęłam mieć schizy widząc jakieś atrakcyjne dziewczyny ze na pewno są ode mnie ładniejsze itd. doszło do tego ze sama stwierdziłam ze może miał racje itd. ( ogarnęłam to po jakimś czasie ) jednak często to się odzywało i przypominało. Byłam już słabsza wtedy bo nie dałam sobie czasu na zregenerowanie się po tych "psychicznych " najazdach na mój sposób ubierania się. Dodam ze dodatkowo miał okres ze kiedy widział atrakcyjne kobiety zastanawiał się czy nie zerwać skoro "nadal je widzi" . teraz już inaczej patrzę na te teksty , ale w tamtym okresie trochę to przeżyłam .
Kiedy skończyło się czepianie o wygląd i słyszałam same komplementy , po okresie miesiąca dwóch , zaczęło się czepianie o moje zżycie . Dodam ze mam pasje którymi żyje , wielu znajomych , osiągniecia na swoim koncie i w trakcie związku . Jednak dla niego było za mało i mówił o tym jak to inne dziewczyny maja jeszcze więcej bla bla bla zaczęłam myśleć ze może rzeczywiście jakoś mało robię , dałam się w to wciągnąć zaczęłam sama tak uważać , chwilowo się budziłam i myślałam sobie co za bzdura , zaczęły się rozmowy , zaczął mówić ze jakoś mu nie pokazuje jak to żyje swoimi pasjami. Nie wiem może nie chciał tego zobaczyć bo nie uważam bym przy nim o nich nie mówiła i nie pokazywała jak dążę do czegoś , zwłaszcza ze był świadkiem 3 zwycięstw w moich pasjach. Zaczął ingerować i mówić jak do wszystkiego mogę podchodzić lepiej .Wkurzało mnie to bo ilekroć opowiadałam mu z pasja o swoich planach i planie realizacji zawsze wynajdywał ALE i podkreślał ze mam ograniczenia i ze powinnam to to i tamo. Ja wiedziałam ze mój plan jest na ten czas dobry i dobrany pode mnie i czułam ze idee dobra droga jednak słysząc jak to wszystko można zrobić lepiej zaczęłam powątpiewać w sama siebie. Były rozmowy na temat tego jak do mnie mówi i tego co mówi. Mówiłam ze dla mnie to jest ok , ale on obstawał przy swoim ze można lepiej. To tez dodatkowo osłabiło mnie bo z nim spędzałam najwięcej czasu i słysząc tylko takie rzeczy na swój temat zaczęło mi to wjeżdżać na psychikę i zaczęłam myśleć ze chyba rzeczywiście wszystko są ogarnięci tylko nie ja. Ostatnia rzeczą która się uczepił była moja wartość. Powiedział ze po prostu jej nie widzi i ze musze mu ja pokazać ...
Widzicie teraz na to wszystko patrzę inaczej. Wiem ze nigdy więcej z nikim takim bym się nie zadała i widzę na co sama się naraziłam wtedy. Jednak w tamtym okresie tego nie widziałam , a brałam jego sugestie serio ponieważ on osiągał sporo w swoim zżyciu. W każdym bądź razie na sam koniec ze mną zerwał po roku czasu i powiedział ze mnie nie potrzebuje. Chodzi o to ze jestem miesiąc po zerwaniu. Już stanęłam na nogi wiele zrozumiałam jednak zdarza się sporo"traumn" i wspomnień . Doszło do tego ze jak mialam się z nim spotkać (z konieczności ) to zaczęłam wybuchać na każdym kroku , nie ogarniałam samej siebie psychicznie i ostatecznie zaniechałam jakiegokolwiek kontaktu z nim bo za bardzo mnie to gubiło i źle na mnie działało. Po miesiącu przerwy od niego, czuje się sto razy lepiej , jednak to wszystko potrafi wrócić. Radze sobie z tym wszystkim , jednak jego opinie zaowocowały tym ze mam schizy ze jestem "gorsza" i ze dla każdego faceta mało atrakcyjna , za mało robię itd. - to co on mi sugerował przez swoje zachowanie. wiem ze to nie prawda , ale czasami podświadomie czuje się tak jak wtedy w związku.
Czy miała któraś z was cos takiego? ze związek tak na was wpłynął psychicznie i jak się uwolnić od "jego opinii" na mój temat. proszę POMÓŻCIE!!