nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 26 ]

Temat: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

A więc jestem nowa na tego typu forum i właściwie nie wiem jak zacząć. Nie mam się komu wyżalić ani zwierzyć, a naprawdę mam totalny mętlik w głowie. Otóż jestem z pewnym chłopakiem od 4 lat - mamy 2,5 letnie dziecko no i drugie w drodze (6 miesiąc ciąży). Mój partner jak na swój wiek (24 lata - ja mam 25) jest naprawdę dojrzałym człowiekiem - ma w głowie wszystko tak poukładane jak trzeba. Dla niego liczy się tylko rodzina, tylko ja i nasze dzieci. Ma wspaniały charakter - jest opiekuńczy, troskliwy, wie co jest ważne, pracuje na nas bardzo ciężko - ja mu w tym pomagam oczywiście - jest kochany i w ogóle nie mam problemów jeśli chodzi o sprzątanie, gotowanie, w sumie o cokolwiek. O wszystko dba tak jak powinien. Tylko... Tylko że mi czegoś brakuje w tym domu, w tym związku. Czuję się nieszczęśliwa i totalnie rozbita, bo wiem że mam wielki Skarb a jednocześnie tez zdaję sobie sprawę z faktu, że ja najwyraźniej go nie kocham. Chciałabym się z nim rozstać tylko jak? Gdy mamy drugie dziecko w drodze? Jak mu powiedzieć, że moje uczucia dawno temu już wygasły - przykro to mówić, ale drugie dziecko nie jest owocem wielkiej miłości tylko obowiązku małżeńskiego jakim jest seks. w łóżku w ogóle nam się nie układa przez co on chodzi poddenerwowany (ale ja nie umiem, no szczerze już nie potrafię się z  nim kochać bo każde zbliżenie sprawia, że płakać mi się chce z rozpaczy, że kolejny raz zmuszam się do czegoś czego nie chcę... Masakra!). Czuję się wszystkiemu winna, bo wiem doskonale że on zasługuje na kogoś lepszego, na kogoś kto obdarzy go prawdziwym uczuciem... A z drugiej strony... Jak to wszystko zostawić? Czy ludzie naprawdę potrafią się kochać? Czy jeśli jest się zakochanym to nie myśli się o niczym tylko o tej drugiej osobie? Ja tak nie mam i ciężko jest mi uwierzyć, że tak w ogóle można. Lubię swoją samotność, nie przepadam za wspólnie spędzanym czasem no i w ogóle strasznie się  męczę. Dodatkowo wiem że to tylko moja wina, że jestem nieszczera wobec niego, że wszystko niszczę. Ale nie potrafie się odważyć i tak bardzo go zranić. Ja nie wiem, co ja mam robić. Jak odejść skoro już niedługo przyjdzie na świat drugie dziecko? Czy zacisnąć zeby i żyć i udawać, że on jest moją wielką miłością? Tylko że ja tak nie potrafię. Męczę się niesamowicie. Każde jego zbliżenie mnie męczy, każdy wolny czas, jego obecność. Dlaczego nie potrafię go darzyć uczuciami jak na początku? i w ogóle czy ja jestem normalna że nie potrafię żyć kimś godnym pozazdroszczenia? Boshe, jestem tym wszystkim zmęczona i załamana. Porażka! A z drugiej strony on też ma pewne wady, które przeszkadzają mi w życiu, które doprowadzają mnie do szału i... Ach, ciężko jest to tak wszytsko przelać na papier. Ciężko jest opowiedzieć nasz związek na łamach kilku zdań. Po prostu nie wiem już co mam robić i mam serdecznie dosyć sad

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Hej, to czemu w ogóle zakładałaś rodzinę?

3

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Młodość, głupota, wpadka. Nasz Synek był efektem wpadki - to bardzo brzydko brzmi, wiem - ale naprawdę tak było (co nie zmienia faktu, że jego na pewno kocham hehehe)... Człowiek młody, głupi, niedojrzały. Nie ma co już płakać nad rozlanym mlekiem - gdybym teraz miała coś zmienić, to nie zmieniłabym na pewno posiadania dziecka. Natomiast z partnerem może bym już nie byla (gdyby dało się cofnąć czas).... Ech.... Tylko teraz to już jest coraz ciężej odkręcić sad

4 Ostatnio edytowany przez kowaledlo (2012-07-16 18:28:20)

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Wiem, że nikt nie zrozumie kobiet, same siebie nie rozumieć hmm ale kurcze kiedyś mieliście ten etap zauroczenia, była ta chemia i teraz nic? null? zero? Rozumiem, że w tym właśnie sielankowym okresie była wpadka... szkoda, bo dopiero później przychodzą (lub nie...) poważne uczucia, kiedy już się kogoś kocha nie za coś, tylko pomimo i dopiero wtedy powinno deklarować się plany na całe życie.

Jeśli nie chcesz tego Skarbu, jak sama napisałaś, to co lub kogo Ty chcesz?

Ludzie to nie zabawki - znudzi mi się, to odstawiam na półkę i biorę nową. Mężczyźni też mają uczucia, serce... ehhh

Smutne to i tyle... sad

5

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Ja powiem tylko tyle, ze troche dziwi mnie gimnazjalny styl pisania (masakra!, boshe...) u kobiety mającej 2,5 letnie dziecko i drugie w drodze... Niby to tylko posty, ale conieco obrazują...

6 Ostatnio edytowany przez luc (2012-07-17 01:53:13)

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Myślę, że problemem jest niezadowolenie z seksu. Chyba nawet "niezadowolenie" to za mało powiedziane jeżeli piszesz, że musisz się do tego zmuszać. Jeżeli widzisz jakąś szansę dla was, to nie pozostaje nic innego jak szczerze z nim porozmawiać o tym problemie, a jak to nie wystarczy to pójść wspólnie na terapię. Bo być może jest tak, że nieudany seks ( a stanowi przecież ogromnie ważną część wspólnego życia) spowodował, że zaczęłaś o swoim partnerze żle myśleć.

7

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Z każdym mężczyzną kiedyś przyjdzie rutyna. Nie da się żyć bez przerwy z zauroczeniu.

Czy na prawdę nic już nie czujesz do Swojego mężczyzny? Czy po prostu myślisz, że "gdzieś Tam" czeka na Ciebie książe z bajki? Jeśli tak, to niestety muszę Cię sprowadzić na ziemię. Każdy książę ma wady. Ideałów nie ma.

Kiedyś gdzieś coś czytałam, że zauroczenie mija po około 2 latach, a po 4 przychodzi prawdziwa weryfikacja uczuć (nie wiem czy dobrze podaje, ale u mnie się to sprawdziło). Bardzo łatwo kogoś wtedy przekreślić, a uczuciu, prawdziwemu uczuciu trzeba pomóc rozkwitnąć.

Mimo prowadzenia domu i dwójki (za niedługo) dzieci, wydajesz się niedojrzała. Masz mężczyznę, który dba o Was, tylko Ty nie umiesz nic z siebie dać. Najlepiej tylko brać, brać i brać a na koniec jeszcze ponarzekać.

Nie tędy droga.
Jeśli Go rzeczywiście nie kochasz to tylko kwestia czasu.
Mnie tylko zastanawia, czemu nie chcesz spróbować, w końcu tworzycie rodzinę. Uwierz mi, że można się zakochać na nowo w tym samym mężczyźnie tylko trzeba wykazać minimum chęci.

8

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Od nadmiaru radochy autorce, że tak to dosadnie i kolokwialnie ujmę "w dupie się poprzewracało". Ma wspaniałego, odpowiedzialnego i pomocnego faceta, na którego może liczyć, ale....to mało. Skończyła się chemia po kilku latach (co jest normalne) ....więc trzeba rozbić rodzinę i zostawić godnego pozazdroszczenia faceta? Bo nie chce się pracować na własne szczęście w związku? Obowiązki domowe to co innego. Uczucie w związku trzeba budować nieustannie i wymaga to pracy.....

9

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Oj hmm szukasz jakiegos 'skoku' chcesz pewnie miec super swietny zwiazek, motylki w brzuszku itp.. a to jest najwiekszy blas kobiet, docen jakiego masz faceta bo to skarb a takich jest bardzo malo, a wielkie zakochanie i tak mija z czasem. Potem wazne zeby sie dogadywac, pomagac sobie, wspierac sie itp.

10

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Skoro go nie kochasz i seks nie sprawia przyjemności , dlaczego zaszłaś w ciążę ? Pierwsza rozumiem, wpadka ale teraz ? I to po tak szybkim czasie ? Przecież jest 21 wiek, mamy masę środków antykoncepcyjnych. Jaka będzie ta rodzina bez miłości ?

11

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Nawet udany, bardzo udany seks nie gwarantuje uczucia. Zresztą autorka nie pisze li tylko o seksie, ale także o drażniącej ją "bliskości, obecności" tego człowieka. A to już jest bardziej niepokojące, nawet bardziej niż nieudany seks, nad którym tu większość rozprawia. No tak, zauroczenie i faza bezkrytycyzmu mija bezpowrotnie... taka jest chyba kolej rzeczy. Ludzie się do siebie po prostu przyzwyczajają, pojawia się rutyna, rozmowa o wydatkach, rachunkach, chorobach... Post autorki, jest kolejnym dowodem na to jak zwodnicze potrafi być zauroczenie... . Co jest powodem problemów? Może problemy z sobą, brak pasji, zainteresowań, może po prostu brak pracy... nadmiar wolnego czasu.... a może po prostu zbyt dobre serce.. tego mężczyzny. To smutne, że nigdy nie dostajemy tyle ile dajemy, a zazwyczaj mniej, albo nic prawie. Może problem tkwi w braku przyjaźni, braku zaufania między partnerami. Autorka uparła się, aby odejść, i widać wyraźnie, że gdyby nie ciąża, już dawno uciekłaby w siną dal....

12

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Ach no właśnie prawda jest taka, że ja naprawdę doceniam mojego partnera za to, jakim jest człowiekiem. On sprawdza się w każdej trudnej sytuacji, przy każdym problemie wiem że mogę na niego liczyć itd. Może rzeczywiście jest tak, że ten etap zauroczenia mamy za sobą  a gdzieś tam się dostała rutyna no i w ogóle czas motylków jak to nazwaliście minął, a ja po prostu inaczej to wszystko sobie wyobrażałam (może określenie niedojrzała jest rzeczywiście smutne, ale prawdziwe)... Pielęgnacja związku... Hmmm - nie jest tak, że ja w ogóle się nie staram, nie. Ale czasami wydaje mi się po prostu, że jest mi ciężko bo sama nie jestem pewna swoich uczuć. Z drugiej strony - nie wyobrażam sobie szukać kogoś innego - obserwując otaczające mnie związki, gdzie pojawiają się prawdziwe problemy, jak agresja, samotność, zdrady itd. nie mam zwyczajnie ochoty czegoś takiego przerabiać. Dziwnie to brzmi, strasznie niedojrzale, ale ciężko mi jest ubrać w słowa to co czuję. Jestem naprawdę rozdarta. Chwilami mi się wydaje, że skoro założyliśmy już tą rodzinę - nieważne czy przez wpadkę czy nie, to nie mogę się przy byle niepowodzeniu po prostu załamywać i uciekać od problemów, ale czasami mam ochotę wszystko rzucić i zacząć na nowo bo jeśli rzeczywiście jest tak, że ja nie otaczam go miłością, to czemu skazywać go na takie cierpienia? Myślę, że jestem strasznie słaba skoro nie potrafię walczyć o to co ważne w życiu. I to tak dodatkowo załamuje. I jeszcze to łóżko... Dlaczego tak najzwyczajniej na świecie nie mogę być normalna? Czuć pociągu, normalnie żyć?

13

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

zwiazek to przeciez nie tylko seks... to wspołpraca w życiu codziennym w codziennych obowiazkach a ja widze ze to tylko jedna strona dziala... może warto otworzyc oczy i zabrac sie do dzialania

14

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

kaczkak15 ja Cię doskonale rozumiem, wiem co czujesz.. byłam w podobnej sytuacji. Ciężko jest powiedzieć "pielęgnuj związek" gdy niechęć jest tak duża. Czujesz się winna to widać, niepotrzebnie.. Ty tutaj też jesteś poszkodowana i to bardzo. Nie wymieniaj mi jego zalet.. powiedz jakie ma wady? co Cię w nim drażni?
Sex to w dużej mierze psychika, jeśli coś Ci w nim nie pasuje, jeśli nie czujesz się przy nim szczęśliwa to w tej kwestii również nie będzie się układać.

Trzymaj sie.. nie jesteś sama.

15

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc
baziula napisał/a:

Nawet udany, bardzo udany seks nie gwarantuje uczucia. Zresztą autorka nie pisze li tylko o seksie, ale także o drażniącej ją "bliskości, obecności" tego człowieka.

To prawda, że seks nie gwarantuje uczucia, ale to też działa w drugą stronę: gdy są uczucia, a seks jest do niczego, to może to doprowadzić do spadku uczuć. Nie mówię, że w każdym przypadku, ale może tak być. Jeżeli autorkę drażni "bliskość" to też może wynikać ze sfery intymnej.
Skomplikowana też może mieć rację - mogła najpierw być niechęć do niego, a potem niechęć do "bliskości".

16

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc - rozpisz na kartce "za" i "przeciw", tylko konsekwentnie bez przymrużenia oka. Śmiejcie się, ale to pomaga ;-)

17

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Dziękuję Wam za wszelkie porady. Zastanawiam się czy w tej sytuacji rzeczywiście nie powinnam zasięgnąć porady psychologa (mam na myśli terapię małżeńską). W sumie moja niepewność co do uczuć może być wynikiem popadania w rutynę - co oznacza, że nie powinnam tak szybko się zniechęcać i poddawać. To mój pierwszy tak poważny związek i może za dużo oczekuję? Sama nie wiem. Ludzie prawdę mówiąc mają poważne problemy, a mnie tylko się wydaje, że ja mam trudną sytuację, bo się zagubiłam jeśli chodzi o uczucia. Tylko ta bliskość, ta namiętność, których brak... I ta blokada przed seksem... Obłęd sad. Myślę, że problem tkwi we mnie i w mojej głowie, może jeśli specjalista wysłucha dwóch stron może coś doradzi? Jestem tym zmęczona - tym ciągłym myśleniem czy żyć w tym związku czy też nie.   Czuję się jak nastolatka, jak zupełnie niedojrzała osoba, która sama nie wie czego chce od życia. I to mnie przeraża sad...

18

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Proponuje zebyś najpierw sama się wybrała do psychologa na terapie indywidualną. Jeśli psycholog stwierdzi, że to konieczne to na pewno zasugeruje terapie małżeńską.

19

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Myślę, że powinnaś też szczerze z mężem porozmawiać.
Że od dłuższego czasu czujesz się źle, że zaczyna Ci doskwierać brak bliskości i radości z bycia razem. Tylko dom i dzieci, nie ma was jako męża i żony, a czasem masz wrażenie, że tylko dzieci Was trzymają przy sobie. Zapytać co on czuje. Mężczyźni nieraz czują dokładnie to co my, ale nie potrafią tego powiedzieć, z resztą tak jak i Ty autorko.
Musisz mężowi uświadomić, że pieniądze i zaspokajanie podstawowych potrzeb to nie wszystko.

A może Twój stan przygnębienia pogłębia ciąża?

Nie mniej jednak przede wszystkim powinnaś porozmawiać z osobą, która jest źródłem Twoich odczuć.
Kurcze, macie dla kogo walczyć.
Wiadomo nic na siłę, ale chociaż spróbuj chcieć spróbować smile

20

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Macie rację - rozbijać rodzinę ze względu na swoje dylematy to nie jest najlepsze rozwiązanie. "Sprzedam" mojego Synka Babci abyśmy mogli szczerze i spokojnie porozmawiać. Zobaczymy jak to się wszystko potoczy.

21

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Ach, w sumie to muszę się wyżalić. Próbuję, próbuję i nic... Byliśmy już na kilku spotkaniach z terapeutą, ale one tylko utwierdzają mnie w przekonaniu że ja nie kocham swojego partnera. Nie, że źle mi z nim, bo tak jak wcześniej wspominałam, on jest kimś wspaniałym, ale.... Ja nie potrafię żyć w związku w którym czuję się tak strasznie nieszczęśliwa. Myślę, że tu nie można mówić o tym że etap fascynacji mamy za sobą a ja nie umiem się przestawić - ja już naprawdę bardzo długo czuję, że się duszę... Jest mi smutno, łzy napływają mi do oczu... Nie wiem co ja mam robić. Dołuje mnie to wszystko... Bo ja wiem, że on jest naprawdę dobrym człowiekiem, ale mam wrażenie, że czegoś mi w tym wszystkim brakuje. I że nie można żyć z kimś tylko dlatego, że ktoś jest dobry. No musi być uczucie i już. A ja nie czuję kompletnie nic. Owszem, jest mi bliski, jego szczęście też jest dla mnie ważne, ale.... No cały czas to ale. Zresztą nie jest tak, że nasze życie jest usłane różami. Często się kłócimy, on jest nieco wybuchowy, wnerwiają mnie jego teksty, jego wrażliwość na punkcie czystości - czasami jak nie umyję sypialni, to muszę słuchać jaka to nie jestem leniwa siedząc w domu cały dzień (wrrrrrr.... a nie zauważy całego wysprzątanego domu tylko to właśnie co nie jest zrobione), wkurza mnie niesamowicie jego tak jakby rygor - śniadanie, obiad, kolacja razem przy stole, nasz Synek zawsze musi po sobie posprzątać sam - nawet jak już się przewraca ze zmęczenia (wrrr poraz kolejny), denerwuje mnie fakt, że w wielu sprawach to ja jestem tą osobą bardziej zorientowaną, tą brzydko mówiąc mądrzejszą (nie zrozumcie mnie źle, nie mam nie wiem jak wygórowanego mniemania o sobie, nie o to mi chodzi). Po prostu w wielu sprawach nie mogę na nim polegać, bo wiem  że to co on mówi niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością (czasami nawet głupie ustawienie kina domowego dla niego jest nie lada wyczynem - głowi się, czyta, myśli a tak naprawdę to jest minutka roboty). Brakuje mi właśnie takiego podziwu dla niego. Imponuje mi na pewno jego podejście do życia, jego podejście do wartości jaką jest rodzina, ale czy to wystarczy? Czy to że jest życzliwy, dobry, rodzinny, kochany sprawia że ja mogę być szczęśliwa?  Przy nim mam naprawdę wszystko czego tylko zapragnę (może domu jeszcze swojego nie mamy, auta 1-szej klasy również) ale wiem, że każda moja potrzeba i każde marzenie przy nim mi się realizują tylko.... Czemu ja nie potrafię go po prostu pokochać? Czuję się okropnie, że nie umiem mu powiedzieć co we mnie siedzi. No nie potrafię i już. Tracę chęci do działania, nic mi się nie chce. I to ciągłe oszukiwanie go. Jest mi tak przykro i smutno... I tak strasznie się czuję... Beczę jak głupia sad...

22

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Przepraszam za osobiste pytanie, ale pracujesz czy zajmujesz się domem? Nie musisz odpowiadać, ale trochu by to światła wniosło do tej historii.

Rodzine posiłki Cię męczą? Ja to bym się cieszył, to buduje tylko więzi rodzinne, wzmacnia. Dobry wzorzec przekazuję dzieciom. Bardzo dobrze wychowuję Synka, skoro miał czas i siły na zabawę to powinien mieć siłę odnieść talerz. Uczy go odpowiedzialności i szacunku dla pracy innych. Brawo, wpaja mu dobre wartości. Nic tylko pogratulować. Ty już powoli wykazujesz frustrację i co nie zrobi Twój mąż to źle. Nie wstydź się tego, bo to normalne skoro jesteś nieszczęśliwa, a powinnaś. Po prostu ja tak to widzę.

Niemniej ja Cię doskonale rozumiem. Współczuję sytuacji, bo jest trudna.

Głowa do góry. Powinnaś podjąć trudną decyzję. Separacja. Wyprowadzasz się od męża, bierzesz dziecko i conajmniej z 3 mc radzisz sobie sama. Zobaczysz czy zatęsknisz, inaczej to będziesz całe życie nieszczęśliwa.

23

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Dziękuję za odpowiedź. A więc pracuję (to znaczy jeszcze pracuję bo już wkrótce wybieram się na macierzyński). Nie wiem czy to cokolwiek zmienia sad... Moich uczuć niestety chyba nie.

Doskonale rozumiem, że on dobrze wychowuje naszego Szkraba, tylko czasem niektóre rzeczy mnie irytują. Czuję się wszystkiemu winna i bardzo mi z tym źle. Patrzę na niego naprawdę dobrym okiem, ale tak jak mówiłam brakuje mi podstaw - czyli jakichś uczuć. Drugie dziecko za 1,5 miesiąca przychodzi na świat a ja dalej nie mam poukładane mojego życia. Ach, to wszystko strasznie mnie przytłacza....

24 Ostatnio edytowany przez złosnica (2012-08-08 05:26:53)

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Witaj kaczucho wink ja tez podziele sie swoimi problemami ,moze nie mam dzieci ale partnera z ktorym jestem (byłam bo sama nie wiem co bedzie ale byłam chyba bardziej tu bedzie spaowac) 5 lat juz (ja mam 26 a on 30)
I tez mi czegos zaczelo brakowac sad ciagle klotnie ,wymuszanie na nim czegos, wyklocanie sie o wyjscie,wycieczke, zrobienie urodzin wspolnych (mamy w grudniu jednakowo on na samym poczatku a ja na koncu smile wiec zawsze cos wspolnie mozna zrobic) i takie rozne pierdoly, wsumie ktore moze powinnam zakaceptowac ? Cos sie wypalilo po latach, wygaslo ile mozna sie starac czegos oczekiwac sad  tak samo mam dosyc jego bliskosci, owszem w lozku jest nam dobrze,mi bylo cudownie ....ale cos zgaslo u mnie).Czegos zaczelo brakowac, nie czulam juz tej samej bliskosci ...... Mam  wielki metlik w glowie  ,mnie nie trzyma tak jak ciebie rodzina a pomimo jest ciezko odejsc.
Mysle ze sie mecze, dusze, czegos brakuje ,wiecznie tylko jestem opryskliwa, obrazam sie na wszystko, jak tylko uslysze
" dlaczego tak robisz,zorb tak" to poprostu wybucham zloscia ze jest czepialski, ze ciagle robie cos zle ..... Ostanie tygodnie byly okropne bo czulam sie jak singiel ,zadne z nas nie mialo wplywu na siebie (a raczej on na mnie ,robilam to co mi sie popodbo).
Wogule ostatnimi czasy bylam bardzo opryskliwa dla niego, cokolwiek powiedzial traktowalam jak kontratak, popadalam w dół i zasmucalam sie... przez to, te wszystkie uczucia jeszcze bardziej gdzies slably
A raczej tak nagle, zaczela mi przeszkadzac bliskosc i spedzanie czasu razem, ze nawet siedzac u znajomych na jakiesj imprezce to tylko go oczernaialam ( na ogol jestem osoba ze jak cos mi lezy chce sie wygadac ,musze sie wyzalic chociaz by nawet komus obcemu,a tymbardziej znajomym i mi nie chodzi tutaj o obrabianie tylka jak twierdzi moj partner (ze go obgaduje i oczerniam) tylko o zrozumienie ,ktrego nie mam od niego) Pozatym nie jade na jego osobe tylko mowie o tym czego mi brakuje  w zwiazku!!!!!

Nie wiem jak u was wygladaja walentynki czy jakies wyjscia wspolne ? moze tego zabraklo ? jest tylko czepialstwo sie widzenie wad, ja tez juz dobrych stron nie widze tylko wady !!! ale ja sie wyklocalam  nawet o wyjscie na spacer, o spedzenie fajnie walnetynek ,mikolajek, pojechanie gdzies na wycieczke (nie mowie za granice na wczasy tylko gdzies w okolice) o takie pierdoly, caly czas slyszalm NIE, ze tam daleko, ze kazdego swieta spedzac nie musimy (walentynki ) a mikolajki to dla dzieci sa ,ale przeciez moglismy np jakis karnet na masaze sobie wziasc wykupic ... brakuje mi takich perdół. To zabiło nas ,wypalio mnie .... On woguole zdziwony czy ludzie robia sobie jakies mikołajki ?? ( no przeciez imprezy nawet z pracy sa organizowane)
Nie mamy dzieci wiec chyba fajnie sobie zorbic kolacyjke jakas czy nawet wybrac sie razem gdzies, brakuje mi spedzania wlasnie fajnie wspolnie czasu, dlatego wszystko u mnie gdzies zaniklo (ja chcialm wiele rzeczy robic ale moj mnie odtracal ,zeby tylko bylo wszystko po jego mysli ,moje plany czy jakies zachcianki mial gdzies !!!), potrafil tylko mowic o tym ze jakie to ja mam plany ( a ja chcialam z nim slubu ,wyremontowac mieszkanie,zalozyc rodzine, bylam rok temu gotwa to zrobic ,poswiecic sie dla rodziny), ale partner nie chcial, znwou jakies wymowki a ja tylko cierpialam ,bo wierzylam ze sie uda.
Moj partener caly czas inwestuje w nieruchmosci ale zapomina o takim wlasnie drobnostkowym zyciu
Caly czas slyszalam tylko ON musi to ,On musi tamto ... Zaczelam czuc sie z boku ...... Odtracona ,jesli ktos chce inwestycji to dlaczego ta druga strona nie moze byc od glupot chyba tak sie powinno uzupelniac a nie tylko krytykowac. Moj partner tylko patrzyl na siebie, mowilm juz jemu ze czuje sie z boku to mi powiedzial ze przesadzam !!!  zaczelam sie buntowac do tego stopnia ze kiedy juz moj parter sie namylsil czego chce to ja robilam kontratak. Jak on mowil czemu my nie mozemy zrobic tego czy tamtego to odpowiadalam 
" no bo jak ja chcialam to ty uparcie byles na nie" .... mysle ze nie jestem dosc silna by cos zmienic, umiem tylko sie foszyc i denerwowac i widze wlasnie same zle strony mojego zwiazku..... ale on tez mnie do tego stopnia doprawadza Amoze nie jestesmy silne psychicznie kaczucho ??? Moze za szybko nas przytlaczaja dorbnostki ?? No ale ja mogac pozwolic sobie na fajne zycie nie chce tylko odkladac i to nawet nie wiedzac na co .... bo jak znalzalm cel nasz wspolny na zalozenie rodziny to mial mnie gdzies

Ty chociaz widzisz ze twoj cos robi ,stara sie ,torszczy jest dobry dla rodziny ale juz np jak cos karze zorbic dziecku uwazasz ze sie zneca i powiem ci ze pewnie jak bym miala dzieci bylo by u mnie podobnie ,pewnie bym krytykowala partnera ze sie czepia dziecka ( bo nie potrafie juz tak jak ty zauwazyc dorych stron, zauroczylam sie czyms czego nie ma ,kiedy mysle ze fajnie spedzimy np (niech juz beda po raz 100 ) walentynki , to nagle rzeczywistosc jest inna, bo on nie chce spedzac i nic nie wymyslamy sobie na te swieto sad )
No a teraz pomijjac pierdoly jak ja chcialam dziecka to moj parter nie chcial ( bo ja chcialm za granica i odchowac tutaj i wtedy wrocic do kraju) ,to on mowil ze tlye czasu tutaj nie będzie ze z 3 lata bedzie musial jeszcze tutaj siedziec i wogule ukladal sobie plan pod siebie, chcialam slubu - on nie chcial , chcialam zareczyn - on nie chce,czuje sie zmuszany ( jestesmy/bylismy 5 lat wiec tez powinnismy cos dzialac, zwlaszcza ze to nie byly tylko naciski z mojej strony przez te lata, on sam zawsze wyskakiwal z propozycja ale to byly tylko propozycje) Kiedy ja juz zaczelam na powaznie to on znowu ze NIE
moj partner jest zaradny ,pracowity przy nim glodu bym nie zginela tylko czujue sie z boku, ze on nie robi tego dla mnie tylko wszystko dla siebie, ze dla siebie kupuje te dzialki, te mieszkania ... ja chcialm tylko czesciej wychodzic i spedzac fajnie chociaz jakies swieta walentynkowe, jak kupie kwiatki nie uslyszec "dlaczego kupilam" ,"po co na co" ,tylko zeby powiedział, ze ladne smile, ze sie mu podobaja
On sie czepia takich perdół, a ja czuje ze to jest atak na mnie i sie wneriwam i puzniej sa tylko sprzeczki ....

Pisza ze autorce postu poprzewracalo sie w glowie ze ma kogos wyjatkowego a szuka nie wiadomo czego , ( ja tez wiem ze moj partner jest wyjatkowy, wiem co robi dobrze a mimio to nie potrafilam mu moic o tym tylko widzialm wady same,przytlaczajca codziennosc,nuda ...ale jesli sie kocha moza mowic o nudzie,rutynie ??? )
Kaczuszko opisz jak wyglada wasz dzien ? Co ty by chciala robic z partnerem a czego on nie chce robic z toba ? (spedzanie czasu) co robiliscie zanim nie bylo dzieci ? Ja sie boje dzieci bo my rzadko gdzies wychodzimy i boje sie ze bede uwieziona (moj bart ma dziecko ale oni wychodza sobie wszedzie, nawet pojechali z malym na festiwal), a od partnera uslyszalam ze to meczarnia z takim dzieckiem malym jechac,ze my bedziemy siedziec w domu i takie tam ,wystraszylam sie ze faktycznie bede uziemiona sad ,ze nie pojedziemy na wakacje ani nigdzie nie wyjdziemy ... nie jestem az tak mega towrzyska ,z opisu moze i by sie wydawalo ze tak ale  lubie cisze,dom ,spokuj tylko zeby czesciej gdzies z nim wyjsc ...
My chociaz  nie mamy dzieci, moglibysmy robic mnostwo rzeczy to mi sie odechcialo !!! Stalam sie potwornie obojetna i choc nieraz sie zmuszalam myslami zeby podjac kroki jakies to nie potrafilam ,tak jak ty nie potrafisz sie zmusic kaczuszko sad ,smutne to ale prawdziwe ze cos siedzi w naszej glowie.... byc moze jak tu pisali niektorzy jakas niedojrzalosc ale emocjonalna ,nie wiemy czego chcemy, ja wiem ze w kazdym zwiazku cos sie wypali, wyginie to uczucie, ze bedzie fajnie na poczatkua pomimo nie potrafie odbudowac relacji w swoim, teraz to i tak juz za puzno bo wszystko sie spieprzylo na moje zycznie, ze wlasnie nie chcialam niczego z czasem .... robilam sobie co chcialm ostanimi czasy ,nie zwracajac uwagi na parnera wogule !!! No i tez to ze zaczelam z kim pisac ,to bylo takie odworcenie uwagi od mojego zycia codziennego ...wtedy tez coraz badziej przestalm zwracac na niego uwage....

ALE PRZEZ TE WSZYSTKIE LATA CHCIALAM ZEBY BYLO FAJNIE ,ZEBYSMY NIE ZATRACILI TEJ MILOSCI ,RUTYNY TO CHCIALM TO ODBUDOWYWAC W ROZNE SWIETA DO TEGO TJ WLANTYNKI ,MIKOLAJKI ,ZEBY ROBIC COS FAJNEGO ... WYJSC WLASNIE ,ODERWAC SIE ,KUPIC SOBIE COS ( TO TYLKO O STRACIE KASY I BALOWANIU SLYSZALAM)

Zero rozmowy tylko takie przychodzenie do domu, takie przytlaczajce to bylo wszystko, nie potrafilam sobie poradzic z uczuciami co to jest, od czego ,jak temu zaradzic, ale balam sie tez wyjsc z inicjatywa bo wiem ze zawsze wszystko jest na NIE ,dlatego tez siedzialm czesto na kanapie myslam sobie a moze o to zapytam ,a moze o to poprosze - ale puzniej sie zasmucalam bo wiedzialm ze i tak sie nie zgodzi !!! Balam sie pytac bo nie chcialam uslyszec NIE chcialm uslyszec " dobry pomysl ,fajnie pujde z toba, pewnie nie ma sprawy" czy cos takiego.
Owszem jest dobry,nie chleje,nie ćpa, jest domownikiem bardziej ,umie posprzatać, ugotwac tylko ja juz nie umiem tego dostrzec, no i pozatym zanim cos zrobi trzeba mu o tym mowic ,ponaglac nawet po 100 razy a ja sie zaczynam denerwowac i krzyczec i sa klotnie puzniej ....
Sama nie wiedzialm czego chce, jak bylo dobrze to mi zaraz zaczynalo brakowac czegos ,wpadalm w taka rutyne z ktej sama nie umialm wyjsc i u ciebie zapewne jest tak samo ,wpadlas w rutyne i nie umiesz z tego wyjsc MYSLISZ ZE UCZUCIE WYGASLO ZE NIC JUZ NIE BEDZIE Z TEGO ,POROZMAWIAJ Z PARTNEREM JAK ON WIDZI TEN ZWIAZEK ,TY WIDZISZ GO JAKO ODDANEGO FACETA RODZINIE A MOZE JEGO TEZ COS BOLI ??? TYLKO ON O TYM NIE MOWI... A jak masz jesli jestes bez niego ? Ja dopuki mialm siwadomosc ze jest gdzies tam wlasnie obok to bylam taka obojetna i wiecznie zla i naburmuszona... ale kiedy go nie ma jest mi zle i kiedy wiem ze to juz koniec jest mi jeszcze gorzej !!!!! ale starlam sie, chcialm odbudowywac te uczucia poprzez te glupoty jak walentynki czy jakies wyjscia wlasnie ...... juz nie moglam z tym wlaczyc ,moze jak bym kochala to bym wlaczyla ???
A MOZE JAK ON BY KOCHAL NIE DAL BY SIE TAK PROSIC O WSZYSTKO ,DAWAL BY TO CZEGO OCZEKUJE A NIE OCZEKUJE WIELE BO MI NIE CHODZI BY MIEC PALACE (bardziej jemu zalerzy na tych nieruchomosciach) ALE MOGL BY W TYM DOSTRZEC MNIE
Moze jak partner wlasnie sie na cos decydowal czego od wielu lat pragnelam (zareczyny) to powinnam byc happy cala i byc bardzo szczesliwa, ostatnio mnie zapytal o stary pierscionek (wiedzialm ze pewnie chcial wybrac zareczynowy pod ten rozmiar), moze zamiast mu powedziec ze nie chce byc jego zona, to powinnam sie cieszyc ?? byc szczesliwa ??
(co prawda w myslach bylam bardzo szczesliwa ze zapytal ) ale powiedzialam co innego .... Kiedy  wlasnie on sie zblizal (a sam mnie oddalał od siebie)  to ja wlasnie nie umialm byc mila !!! skakac z radosci ??? Czy cos jest nie tak sad ??
Moze jak bym kochala to wlasnie bym byla szczesliwa ?

Czasami sie zastananawiam czy istnieje prawdziwa milosc dzisiaj, taka ze szanuje sie wady drugiej osoby, ze po latach patrzy sie w ta osobe jak w kogos wyjatkowego, widzi sie same zalety partnera ,to co robi a nie tego czego nie robi ???
Nie przychodza do glowy mysli by odejsc do innego, by byc z kims innym tylko jest caly czas ta osoba ,ta jedna, jedyna,dla niej robi sie wszystko, akcpetuje sie klotnie wszystkie,wady, na mysl nie przychodzi by byc z kims innym ....

Kaczuszko smutne to co piszesz ale mialam tak samo, wiedzialam ze nie chce tracic partnera, pisalam  tutaj w innych  postach ze ciezko mowic o milosci u mnie do niego ,ze gdzies to wygaslo, ale tez nie potrafilam sie zmusic do wielu rzeczy, do spedzania czasu z nim ,tez denerwowala mnie jego obecnosc... ja mam prblem tez z podjeciem rozmowy, dusze cos w sobie,dusze a puzniej to wyrzucam...  ON NIE CHCE MNIE SLUCHAC...... ale tez jesli kots ciagle jest na NIE ze wszystkim to puzniej tez obawialam sie kazdej reakcji i o nic nie pytalam ,nie rozmawialam tylko lerzalam obok z milonem pytan w glowie .... Z TYM METLIKIEM CO JEST GRANE CZEMU JEST TAK BEZNADZIEJNIE A ON OBOK PRZED LAPTOPEM .......
Zastanow sie czego chcesz (pomimio ze masz dzieci ), jesli jest dobry, czuly,opiekunczy ,dogadujecie sie (dogadywaliscie), macie o czym pogadac to gdzie jest porblem ?? Cos musialo cie przytloczyc, dobic ,moze to macierzynstwo ?? Moze ty bys chciala jeszcze wychodzic na dykoteki a partner nie chce ?  moze wlasnie brakuje ci romantyzmu ?
kiedys myslam ze mnie to nie spotka ze bede wiedziala czego chce i do tego bede dazyla, ze nie skresle o tak sobie zwiazku ,milosci dla jakiesj chwili wyszumienia sie ....ale tak sie stalo ,bo zamiast sie ogarnac to wybralam jeszcze to szalencze zycie, bo tak jak ty nie potrafilam czuc tzn czuje nadal ,czuje ze go kocham ale jak jest to mnie drazni !!! wtedy mysle ze nie musze nic robic i on tez sie tak zachowywal ze nie musi nic robic ze ja bede trwala ....
Ale boli teraz bo wystarczylo sie wysilic, miec zycie towrzyskie ale myslec tez o nim o tym czego on chce, czego oczekuje,.... tylko kurde mysle ze on nie myslal o mnie  o tych pierdolach tj wlanentynki tongue ) wiedzial ze to wazne dla mnie, przeciez jemu nie mowialm tego od wczoraj tylko caly czas powtarzalam sie czego mi brakuje ...

momentami czlowiek ma uczucie ze nie wie czego chce, czuje sie przytloczony codziennoscia ,ja nie umilam jej zmienic..... chcialam zeby bylo u nas inaczej ale tez nie wiedzialm co moge zorbic.
Wy byliscie chociaz na terpai kochana ,ja wiem ze partnera bym na to nie wyciagnela, a czasami dobra jest taka pomoc bo co moga powiedziec znajomi ,co ci moga doradzic ? nie za wiele

25

Odp: nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc
kaczkak15 napisał/a:

Ach, w sumie to muszę się wyżalić. Próbuję, próbuję i nic... Byliśmy już na kilku spotkaniach z terapeutą, ale one tylko utwierdzają mnie w przekonaniu że ja nie kocham swojego partnera. Nie, że źle mi z nim, bo tak jak wcześniej wspominałam, on jest kimś wspaniałym, ale.... Ja nie potrafię żyć w związku w którym czuję się tak strasznie nieszczęśliwa. Myślę, że tu nie można mówić o tym że etap fascynacji mamy za sobą a ja nie umiem się przestawić - ja już naprawdę bardzo długo czuję, że się duszę... Jest mi smutno, łzy napływają mi do oczu... Nie wiem co ja mam robić. Dołuje mnie to wszystko... Bo ja wiem, że on jest naprawdę dobrym człowiekiem, ale mam wrażenie, że czegoś mi w tym wszystkim brakuje. I że nie można żyć z kimś tylko dlatego, że ktoś jest dobry. No musi być uczucie i już. A ja nie czuję kompletnie nic. Owszem, jest mi bliski, jego szczęście też jest dla mnie ważne, ale.... No cały czas to ale. Zresztą nie jest tak, że nasze życie jest usłane różami. Często się kłócimy, on jest nieco wybuchowy, wnerwiają mnie jego teksty, jego wrażliwość na punkcie czystości - czasami jak nie umyję sypialni, to muszę słuchać jaka to nie jestem leniwa siedząc w domu cały dzień (wrrrrrr.... a nie zauważy całego wysprzątanego domu tylko to właśnie co nie jest zrobione), wkurza mnie niesamowicie jego tak jakby rygor - śniadanie, obiad, kolacja razem przy stole, nasz Synek zawsze musi po sobie posprzątać sam - nawet jak już się przewraca ze zmęczenia (wrrr poraz kolejny), denerwuje mnie fakt, że w wielu sprawach to ja jestem tą osobą bardziej zorientowaną, tą brzydko mówiąc mądrzejszą (nie zrozumcie mnie źle, nie mam nie wiem jak wygórowanego mniemania o sobie, nie o to mi chodzi). Po prostu w wielu sprawach nie mogę na nim polegać, bo wiem  że to co on mówi niekoniecznie pokrywa się z rzeczywistością (czasami nawet głupie ustawienie kina domowego dla niego jest nie lada wyczynem - głowi się, czyta, myśli a tak naprawdę to jest minutka roboty). Brakuje mi właśnie takiego podziwu dla niego. Imponuje mi na pewno jego podejście do życia, jego podejście do wartości jaką jest rodzina, ale czy to wystarczy? Czy to że jest życzliwy, dobry, rodzinny, kochany sprawia że ja mogę być szczęśliwa?  Przy nim mam naprawdę wszystko czego tylko zapragnę (może domu jeszcze swojego nie mamy, auta 1-szej klasy również) ale wiem, że każda moja potrzeba i każde marzenie przy nim mi się realizują tylko.... Czemu ja nie potrafię go po prostu pokochać? Czuję się okropnie, że nie umiem mu powiedzieć co we mnie siedzi. No nie potrafię i już. Tracę chęci do działania, nic mi się nie chce. I to ciągłe oszukiwanie go. Jest mi tak przykro i smutno... I tak strasznie się czuję... Beczę jak głupia sad...

witaj kaczuszko smile) widzisz ty nie masz domu czy mieszkania ani samochodu ,my  mamy 3 mieszkania i 3 samochody ( samochody za granica a mieszkania w polsce), jeszcze ja mam sklepik taki maly. No i mimo ze mamy to czego oboje chcielismy miec ,no bo jak sie poznalismy takie byly nasze cele ,no owszem partner zarabial i oszczedzal tylko ( mnie to dobijalo ,przytlaczalo wszystko wlasnie) .... bo moglismy tutaj siedziec dlzuej a zwiedzac tez swiat ( odkladac na cele ale korzystac z zycia, tak widze zagranice daje nam mozliwosci wiekszych pieniedzy i kozystania z zycia )a on byl skupiony tylko na oszczedzaniu a przeciez jak kupil jedno ,moglismy zbierac sobie na jakies wycieczki i gdzies polatac po swiecie ... oboje worcilsmy do polski i tam tez caly czas jakos osobno ... trwalam w tym wszystkim ,wierzac ze kiedys zostanie zwrócona uwaga na mnie ....az do ponownego powrotu za granice, poiwedzialm co chcialm ,przedstawilam jemu swoje plany ale niestety odworcil sie..... i kiedy juz mowil o tym ze teraz juz nie bedzie oszczedzal i chce zyc norlmalnie, ucieszylam sie ze torche pozwiedzamy, ale niestety znowu zaczelo sie to samo ze tylko kasa i kasa i wtedy u mnie cos peklo
wtedy zaczelam chodzic wlasnymi sciezkami, kolezanki, imprezki ,nie mialam sil wyklocac sie o to na czym mi zalezy, bo nieraz to przerabialam .... Bylo juz bardzo zle miedzy nami i zawsze po takiej ostrej klotni zmienialo sie ale na krotko sad jaki z mojej tak i  jego strony, z tym ze zanim nadeszllo wlasnie jakies swieto kalendarzowe to on juz nie chcial spedzac wlantynek ,a wczesniej tlumaczylam jemu z czym sle zle czuje ,na czym mi zalerzy ze brakuje takich pierdol w moim zyciu a moze wtedy wlasnie czulabymsie spelniona,szczesliwa, jesli bym dostala to czego chce, nie musiala sie wyklocac ani prosic ....
I tak jak ty cos peklo, nie do konca ale nie wiem sama juz czego chce, czy chce byc z nim, bo zawsze o wszystko klotnie , ale jest tez cos co w nim doceniam ...i tak jak ty piszesz, ze parnter jest dobry i wiesz jakie wartosci w nim doceniasz to pomimo wszystko czegos ci brakuje i u mnie jest to samo tylko ja jeszcze caly czas klotnie o nas ,o to co moglibysmy zbudowac .......

Posty [ 26 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » nie wiem czy ja w ogole chce jeszcze z nim byc

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024