Witam wszystkich
Dzięki z góry za takie fora.
Może zacznę swoją historię od początku. Mam 38 lat lat moja była partnerka tyle samo. Wychowałem się w rodzinie alkoholików. Mój ojciec do 17 roku życia bił mnie, maltretował, poniewierał słownie, wielokrotnie mnie pobił do takiego stanu że ledwo co uszedłem z życiem. O roli matki w tym związku nie będę pisał ponieważ nie jest to łatwe. W każdym bądź razie w wieku 19 lat poznałem od siebie starszą dziewczynę pobraliśmy się zamieszkaliśmy razem we własnym mieszkaniu. Nie było mi łatwo. Teraz wiem że jej wcale nie kochałem, jedyne co mnie kierowało to ucieczka z rodzinnego domu. Po trzech latach rozstaliśmy się po sześciu rozwiedliśmy. W międzyczasie zaczynałem pić alkohol. Coraz więcej coraz więcej, aż do momentu kiedy to było codziennym zwyczajem. Głównie piwo. Nigdy po alkoholu nie rozrabiałem, byłem przeciwieństwem ojca, grzecznie kładłem się spać. Jeszcze wtedy nie zauważałem problemu. Wyprowadziłem się od żony. Poznałem dziewczynę, zamieszkaliśmy razem i po dwóch latach się rozstaliśmy. Nie byłem wtedy wzorem do naśladowania. Sfrustrowany i niepewny swoich uczuć piłem coraz więcej. Jednak do pewnego stopnia to jej nie przeszkadzało a mi w ogóle. Jak w związkach kłóciliśmy się, przepraszaliśmy i tak w kółko. Do niczego nie doszło. Żadnej zdrady, przemocy. Ona skończyła studia, bez pracy i szansy na przyszłość z moją chwiejną osobowością postanowiła wyjechać do Irlandii. Ja się załamałem, straciłem pracę. Zamknąłem się w wynajmowanym mieszkaniu i piłem w ukryciu przed światem. Do momentu, kiedy właściciel mieszkania zapukał po czynsz. Długo nie otwierałem w końcu po kilku próbach skontaktowania się ze mną użył własnych kluczy i wszedł do środka. Po tym co zobaczył od razu wyrzucił mnie na ulice. Wyszedłem z domu z jednym małym plecaczkiem i co zdążyłem do niego zapakować to mi zostało. Po rzeczy kazał przyjść jak wpłacę zaległy czynsz, prąd, gaz itd. Uratował mnie wtedy kolega z mojej byłej firmy. Mieszkałem z nim i jego zoną przez dwa miesiące, jeździłem z nim na giełdę i handlowałem drukarkami laserowymi, dzięki temu mogłem pić. Piłem po kryjomu w zaułkach miasta, tak by nie widział, wracałem do domu kładłem się spać. Ale trzeba było w końcu zrobić coś z sobą. Znalazłem pracę, później mieszkanie, mieszkałem sam. Do momentu, kiedy alkohol i moje picie zaczęły przeszkadzać i mi i mojemu koledze, który wtedy już był moim kolegą zatrudniał. Pożyczałem pieniądze, brałem zaliczki. W końcu widząc co się dzieje pewnego dnia jak przyszedłem do pracy prawie że w delirce porozmawiał ze mną i odwiózł mnie na odwyk. Wiedziałem, że muszę to zrobić, wiedziałem że tak dalej żyć nie można i nie chciałem już pić, byłem już na skraju mojego życia. W klinice przeszedłem detox, wstępna terapię. Po wstępnej terapii, lekarze uznali że jeszcze uda się mnie uratować. ponieważ jestem świadomy swojego alkoholizmu. Pozwolili mi zostać na głównej terapii oddziału zamkniętego dla alkoholików. Terapia nie była łatwa, była udręką, dla ciała, ducha, psychiki, ale wyciągnęła ze mnie wszystko. Dała mi narzędzia do walki z problemem.
W tym samym szpitalu było kilka oddziałów, był też psychiatryczny dla kobiet. Popołudniami mogliśmy się poruszać po terenie całego kompleksu. Pod sam koniec terapii i tego okresu najtrudniejszego poczułem się silniejszy. I zobaczyłem Ją. Spojrzałem w jej oczy i coś poczułem. Wtedy to nie była jeszcze miłość. Była to pensjonariuszka oddziału psychiatrycznego. Trzy miesiące wcześnie przywieziona po ostrych przejściach z mężem, zresztą już drugim.
Teraz o niej. Ona też nie miała łatwo w życiu. Matka rozeszła się z mężem, który był playboyem. Poznała faceta, który pił. Ona sama miała długoletniego kolegę, z którym później się pobrała i z nim miała pierwszego syna. Mąż po trzech latach odszedł, Zostawił ją z dzieckiem, nie płacił alimentów. Dokładnie nie wiem co się w ich życiu działo, tego nigdy się nie dowiedziałem. Po jakimś czasie poznała kolejnego faceta, podobno wszystko było OK dopóki nie zaszła z nim w ciąże i nie urodziły się bliźniaki w tym jeden z nich niestety jest niepełnosprawny, bo urodził się z porażeniem mózgowym. W czasie porodu w każdym bądź razie tak mówi, poprosiła lekarza o podwiązanie jajników by więcej nie mieć dzieci. Podobno z mężem w czasie ciąży przeszła gehennę. Po porodzie w ogóle nimi się nie interesował pił, wciągnął się w hazard do takiego stopnia, że wszystkie zarobione, pożyczone pieniądze przegrywał. W domu nic nie było. Nie wracał na noce do domu. Ona sama piła i to dużo. Z pierwszym mężem spotykała się lub spotkała i przespała, to nie pomagało. W tym czasie na szczęście byli ludzie koło niej którzy jej pomagali. Na szczęście.
Po tym jak dowiedziała się o zdradach swojego drugiego męża, wpadła w taki szał, że zaczęła w domu wszystko niszczyć. Mąż wezwał pogotowie odwieźli ją w bardzo kiepskim stanie do szpitala na oddział psychiatryczny. Tam ją poznałem. Przeszła tak samo jak ja długą i ciężką terapię. Poznaliśmy się pod jej sam koniec. Ujęła mnie jej historia. i postanowiłem jej pomóc. U niej zdiagnozowano depresję. Cały czas aż do tej pory była na lekach, bardzo silnych. Ale o tym za chwilę. Po wyjściu ze szpitala, postanowiliśmy się spotykać, spędziliśmy mnóstwo czasu razem marząc o wspólnej przyszłości. Pomogła mi bo jak wyszedłem ze szpitala nie miałem juz pracy, zalegałem z czynszem za mieszkanie. Dała mi pieniądze dzięki którym mogłem za nie zapłacić. Spotykaliśmy się nadal ukradkiem, przed jej rodzicami, światem, byłym mężem. Mąż już z nią nie mieszkał. Wyprowadził się, zamieszkał ze swoją kochanką z która ma dziecko. Wiem że już razem nie są, a jemu zadłużenie alimentacyjne rośnie. Przez trzy miesiące ukrywałem się. Zostawałem na noce nad ranem by dzieci nie widziały że nocowałem chowaliśmy ciuchy ja sam chowałem się prawie pod łóżko. A po tem czekaliśmy na okazje, która by pozwoliła zaaranżować niby moje przyjście. tak by wszyscy myśleli ze jestem dopiero od jakiegoś czasu. Po trzech miesiącach jak już jej mąż (w drodze było jego kolejne dziecko), który w międzyczasie starał się ją przeprosić i wrócić odczepił się i dał sobie spokój. Powiedziała o wszystkim całemu światu i się wprowadziłem. Na początku nie było całkiem dobrze. Po dwóch tygodniach próbowała wyrzucić mnie z mieszkania. Jakoś to przebrnęliśmy po kilku godzinach uspokoiła się i było wszystko w porządku, ale to trwało przez jeszcze jakieś półtora roku, miała ciężkie zejścia, płakała, wyzywała, załamywała się. Cały czas byłem przy niej. Zajmowałem się dziećmi. Znosiłem to tłumaczyłem, kierowałem na dobre tory. Co rusz wymyślałem to przyjemności, starałem się dać tyle szczęścia na ile mogłem. Sam miałem problem jeszcze z alkoholem choć nie piłem i nie pije już od 6 lat. Jednak nie było mi łatwo. Przychodziły momenty kiedy chciało mi się strasznie pić, wtedy zamykałem się w sobie i walczyłem. To nie trwało długo. Alkoholikiem jest się całe życie. Z czasem jednak przyzwyczaja się i co raz mniej mu to przeszkadza. Po za tym wszystkim trójka dzieci, krzyki hałasy, bałagan, wieczny mętlik i cyrk. To nie pomagało w wyjściu z nałogu. Ale walczyłem, zaciskałem zęby i zawsze miałem trzeźwy umysł. tak do półtora roku, ciężko było nad nią zapanować. Wyrzucała mnie z mieszkania, później dzwoniła, przepraszaliśmy się i nadal kochaliśmy. Ja pracowałem na etacie w dużej firmie, nie było nam źle.
Nie powiem ze w tym czasie byłem aniołkiem, miałem złe momenty, bywałem wulgarny i dosadny. Mówiłem co myślę i to samo dostawałem od niej, ale to wszystko zdawało się by się dotrzeć. Powtarzała mi cały czas ze mnie kocha od samego początku ja to tez mówiłem. Ja to naprawdę zaczynałem czuć. Jednak gdy te półtoraku minęło naszego życia, przyjechała do nas koleżanka. Dobra koleżanka, której można zaufać, opowiedzieliśmy jej kilka historii z naszego wspólnego życia. I na koniec podsumowując całą rozmowę, stwierdziła że zachowywała się tak bo walczyła z miłością do swojego drugiego męża. A teraz jest przekonana że to ma sens i że mnie kocha. A zapomniałem dodać, że jej były mąż używał wobec niej przemocy do takiego stopnia, że mało kiedyś jej karku nie skręcił.
Ja nigdy choćby w najmniejszym stopniu nie użyłem wobec niej przemocy fizycznej. Może kilka razy odepchnąłem ją od siebie bo ona sama wobec mnie jej używała. Po tym co usłyszałem w trakcie spotkania z naszą przyjaciółką, jakby cos się we mnie zmieniło. Nie wiem jak to nazwać. Kochałem i nadal kocham ale tak jakoś inaczej. Nie rozumiałem tego. Jednak wiedziałem ze jestem im potrzebny. I trwaliśmy razem wspólnie. Kolejne pół roku były całkiem normalnie żyliśmy jak rodzina. Jednak chyba wtedy po raz pierwszy odstawiła leki. Doszło do takiej awantury, że uszkodziła mi głowę metalowym przedmiotem tak skutecznie, ze straciłem przytomność. Jej wściekłość furia w oczach, nie da się tego opisać. Spakowałem swoje rzeczy i się wyprowadziłem. Tego samego dnia wieczorem w słuchawki telefonów płakaliśmy jak dzieci. Przepraszaliśmy się braliśmy winy na siebie i po dwóch tygodniach wróciłem do domu. A ona wróciła do leków. To już nie było to samo, ciągły strach, do tego doszły problemy z dziećmi, niepełnosprawność jej syna, mój alkoholizm, szare życie, Często brak pieniędzy. Dodam jeszcze że zacząłem pracować w domu zrezygnowałem z etatu na rzecz pracy w domu i przebywamy ze sobą niemalże od 5 lat 24h/na dobę. Każdy kto ma dzieci i pracuje w domu to wie jak to jest. Nie jest łatwo. Nie zawsze było z czego żyć. Wtedy zmieniałem branże i kombinowałem jak mogłem, by tylko zapewnić nam bezpieczeństwo, często gęsto zapominając o rodzinie. Prowadziłem duży serwis informacyjny żyliśmy z reklam, organizowaliśmy imprezy, i jeździliśmy na nie razem. Było całkiem fajnie, pieniędzy było więcej, mogliśmy odpocząć od dzieci. Jednak przygotowanie choćby najmniejszej imprezy wymaga sporego zaangażowania, nie mając od nikogo pomocy musiałem robić to sam. Zmęczenie, frustracja, wpływały na moją psychikę, byłem wtedy nieznośny, wyzywałem. Ona także. Jak mówiła mi że mnie "nie ma" że ciągle siedzę przed komputerem, próbowałem jej wyjaśnić dlaczego jednego razu rozumiała drugiego nie wybuchały kłótnie. Do tego dochodziła zazdrość, na tego typu imprezach poznaje sie ludzi kobiety, mężczyzn.
W złości człowiek może sobie dużo niepotrzebnych rzeczy powiedzieć nawzajem, z wyzywać od najgorszych z jednej jak i z drugiej strony. Powiedzieć że to "nie moje dzieci", czego ogromnie żałuje bo strasznie je kocham i nie wyobrażam sobie bez nich żyć. Głupota, po prostu głupota przysłania w takich sytuacjach umysł. Ale jakoś dochodziliśmy do siebie, i kochaliśmy się nadal. Po dwóch latach kiedy wszystko się z imprezami na maksa schrzaniło, bardziej zmęczony wiecznym stresem. Zrezygnowałem z imprez całkowicie. Nie bez kłopotów, które się ciągnęły z tego przedsięwzięcia długo, i jeden az do tej pory. Wróciłem do tego co robiłem, czyli do pracy w domu, jestem grafikiem komputerowym więc spokojnie mogłem znowu zacząć. Znów na początku za nim się rozkręciło nie było zbyt dobrze, brak pieniędzy stres związany z dziećmi z dorastając najstarszym synem, ciągłe wydatki, szkoła, opłaty, podwyżki cen, ciągłe kłótnie walka z klientami. Zaległości moich klientów wobec mnie, brak wpłat za wykonaną pracę itp. Doprowadzały mnie do skrajności. Nie zawsze było źle były miłe chwile, odżywałem. Wspieraliśmy się nawzajem. Nie zawsze. Raz mówiła, że nie potrzebujemy pieniędzy, że może jeść suchy chleb by być z kimś kto ją szanuje. Zgadza się bywały takie momenty kiedy wymagałem różnych nietypowych rzeczy od niej jak zrobienie, obiadu, posprzątania mieszkania, czy zajęcia się dziećmi. Uznała to za brak szacunku. No tak jak się kilka razy prosi, to później ciężko się jest opanować. To samo dotyczy się dzieci jak dzieci nie słuchały, byłem czasami zły krzykiem wymuszałem, ale ona robiła dokładnie to samo dokładając do tego swoje inwektywy w wulgaryzm,wulgaryzm,wulgaryzm zamknąć gęby itd. Ja później doszedłem do takiego momentu kiedy byłem zapewnić im wszystko. Jak to trzech chłopców, konsole, gry, komputery, LCD itd. Mieli wszystko. Potem znowu zaczęło się wszystko chrzanić.
Dzieci bliźniaki mnie kochają, i ja ich też bardzo. Natomiast najstarszy na oglądał się juz zbyt dużo, pierwszy mąż jego ojciec, później drugi mąż, awantury, pijaństwo, matka zresztą też musiał być nerwowa po alkoholu, bo cały czas się boi żeby nie zaczęła pić i to panicznie. Ja możliwe że popełniłem błąd, starałem się jak dla niego najlepiej. A różnymi sposobami, próbowałem go utemperować, nie chciał się uczyć, nie uczy się nadal średnia na koniec tego roku 2.1. Jest krnąbrny chamski, nie ma szacunki do nikogo, wyzywa nawet własną matkę nie chcielibyście tego posłuchać, zresztą nawzajem się wyzywają. Dochodzi do obustronnych rękoczynów. Jak wspomniałem wcześniej próbowałem go nakierować nie zawsze odpowiednio motywując często karając za brak wyników w szkole i złe zachowanie, drobne kradzieże, znęcanie się nad braćmi, fizycznie i psychicznie. Wyłączałem internet, krzyczałem tłumaczyłem, dawałem przykłady z mojego życia to się obróciło przeciwko mnie. Uwierzcie mi chciałem dobrze, ale niestety złymi metodami. Próbowałem wytłumaczyć mojej partnerce że syn potrzebuje psychologa, była z nim kilka razy, zaczął brać leki uspokoiło się. Od pół roku przestał brać i to wszystko wróciło, a nawet jest jeszcze gorzej ponieważ przechodzi okres dojrzewania. Jakby to powiedzieć on ma mnie w dupie. Pomimo wszystko kocham go bardzo i chce dla niego jak najlepiej. Tylko nie zawsze dawało się to wszystko wytrzymać.
Ostatnie pół roku. Nie było najlepiej. Ja zacząłem sie co raz bardziej odsuwać, zacząłem dużo grac w gry sieciowe, nie było pieniędzy, zbliżała się komunia bliźniaków. Byliśmy na siebie bardzo źli. Ona zaczęła pić, weekendy spędzała u koleżanek wracała do domu pijana. Pozwoliłem jej na to bo wiedziałem ze każdy potrzebuje czasami rozrywki, ale poprosiłem, żeby zostawała tam gdzie pije i wracała rano trzeźwa. Mnie to przeszkadzało wiadomo z jakiego powodu. Sam grałem coraz częściej w sieciówki, nie łaziłem po knajpach nie szukałem uciech w kobietach siedziałem w domu z dziećmi z tym że grałem. Zapominałem i wyłączałem się wtedy na wszytko. Dawało mi to chwilowe odprężenie radość, ale pogłębiało cały czas nas związek. Przestaliśmy być dla Siebie bliscy. Wręcz jej powiedziałem że się jej brzydzę. Z innej strony nie wspomniałem jeszcze że ciągle opowiadał mi np. o innych kobietach zwracała mi uwagę na ich kształty jak jak to mówię "śliniła się" wulgarnie się o nich wyrażając. Prosiłem, żeby o tym nie mówiła, bo mnie to obrzydza i nie jest w moim guście, po za tym bałem się o nią. Tym bardziej że miała koleżanki lesbijki. Tak minęło nam razem 5,5 roku. Zbliżała się komunia wszyscy chodzili jak w ukropie, ja wyłączyłem się od wszystkiego wogóle się tym nie przejmowałem, jak by to powiedzieć znieczuliłem. Jednak starałem się jej wytłumaczyć że nie ma Sie czym przejmować, że przyjdą pieniądze, ze będzie dobrze. To nie pomagało było coraz gorzej. Kłótnie wyzwiska, przepychanki psychiczne znęcanie się poniżanie obustronne. Wziąłem sporą pożyczkę z banku zrobiliśmy komunię. Wszystko udało się idealnie. W miedzy czasie ona przestała brać leki. Po dwóch tygodniach od komunii znowu nie wróciła na noc spędziła ją o rodziny siostry jej byłego męża, z którą się przyjaźniami. Chciałbym zaznaczyć że wszyscy mnie szanują, bo uważają mnie za dobrego ojca takiego, który opiekuje sie zajmuje się i daje im bezpieczeństwo.
Siostra jej byłego męża ma 23-letniego syna, który podobno się w niej od zawsze podkochiwał. Ale to za chwilę.
Nie jest mi łatwo o tym pisać bo tu zaczyna się mój dramat. Z tym wszystkim wcześniej sobie radziłem w taki czy inny sposób, ale radziłem.
Wcześniej dzwoniłem i pytałem czy wróci na noc do domu z obawy przed tym czy znowu wypije, byłem przygotowany naprawdę na to byśmy mogli porozmawiać, zabrałem się za siebie. Przygotowałem na spędzenie nocy razem. Wcześniej kochaliśmy się nie częściej niż raz w tygodniu. Chodzi mi o ten ostatni okres czyli pół roku. Jednak wróciła na drugi dzień późnym popołudniem. Przyszła do mojego gabinetu ja oczywiście grałem poprosiła mnie o rozmowę, ja wściekły na całą sytuację odpowiedziałem jej jednym słowem - spieprzaj.
Teraz tego żałuje.
Czego się dowiedziałem - i to odbyło się w ciągu kilku dni. Ona i syn siostry byłego męża. Postanowili być razem, obydwoje sobie powiedzieli że się kochają i ze nie mogą żyć bez Ciebie spędzili ze sobą bardzo gorącą noc.
Słyszałem przez telefon jak mówi "o mój boże jak bardzo Cię kocham itp."
Ja na początku wariowałem byłem wściekły i bezradny zarazem. Myślałem że to żart do momentu kiedy usłyszałem to na własne uszy. Nawet próbowałem cos robić, chciałem cos wyjaśniać naprawiać, ale obecnie po całej komunii jestem spłukany, nie mam pieniędzy i staram się robić zlecenia tak by jak najszybciej tąd wyprowadzić. Ale nie chce jednak sprzedaje wszystko co się da zbieram na wynajęcia jakiegoś normalnego mieszkania i z obawy przed tym ze mnie wyrzuci na bruk bez niczego nic nie jestem w stanie zrobić. Jej matka z obawy że straci córkę, tez zaprzestała stawać w mojej obronie. Dowiedziałem się jeszcze, że leki ją cały czas przymulały, ze brała je przez ze mnie że jej nie szanowałem itd. A z nim ona będzie szczęśliwa. Że ją kocha i że ona tez go kocha że zamierzają spędzić razem życie jak tylko się wyprowadzę. ze przeprowadzili bardzo długą i konstruktywną rozmowę i są pewni tego co robią i swoich uczuć. Nawet powiedziała ze podejmie sie zabiegu by mieć kolejne dzieci właśnie z nim. Ja tu mieszkam jeszcze do końca tego miesiąca, bo muszę dojść po tym wszystkim na nogi. Zdołałem jej to wytłumaczyć zgodziła się na to, ze względów ostatnich wydarzeń. Póki co staramy się nie poruszać tych tematów, ona nie chce wogóle pod groźbą usunięcia mnie z mieszkania siłą za pomocą Policji siedzę cicho, nie wykonuje żadnych kroków. Kocham ją, dzieci, nasze dzieci. Co robić?
Używanie wulgaryzmów na forum jest zabronione.
moderatorka apoteoza