Tydzień temu poznalam chlopaka na portalu randkowym, zaczelismy pisac na gg, smsy, wpadlismy sobie w "oko", juz bylam pewna, ze znalazlam kogos w swoim typie i ulozy mi sie po niedawnym incydencie z oszustem, jakze moja radosc nie trwala krotko..oczywiscie po tygodniu pisania sie spotkalismy, ja jemu wpadlam w oko, on mi nadal piszemy mamy caly czas praktycznie ze soba kontakt...ALE
juz zaczym sie spotkalismy mowil mi ze ejst leniwy, brak mu energii zyciowej, ze musi isc do lekarza, podchodzilam do tego z przymruzeniem oka, ze tak ma..niestety byl wczoraj u psychiatry okazalo sie, ze ma nerwice i depresje, zapytalam go wprost, czy mnie chce splawic mowiac mi to, powiedzial, ze nie, ze nie ma zamiaru budowac czegokolwiek na klamstwie i od poczatku zamierzal byc ze mna szczery. i teraz nie wiem co zrobic, nie ejstem egoistka, moge zaakceptowac jego chorobe, niezmiernie jest mi ciezko, nie spodziewalam sie tego, on ma juz 28 lat dodam, nie wiem na ile postepy zrobila choroba, z drugiej strony prawie sie nie znamy, wiec mam szanse albo uciec z jego zycia albo zostac przy nim..nie wiem ktora decyzja bylaby lepsza i znowu jest mi ciezko, ze laduje w takiej malo komfortowej sytuacji..
1 2012-07-06 01:38:51 Ostatnio edytowany przez vinnga (2012-07-06 09:07:33)
ja bym się nie pakowała. ciężko jest na początku znajomości określić czy to ten facet czy nie. Wpędzisz się w poczucie winy.
Zresztą wszystko zależy od tego co to za facet i jak się przy nim czujesz.
3 2012-07-06 02:15:50 Ostatnio edytowany przez madzia24 (2012-07-06 02:19:24)
ja rzecz jasna tez nie wiem czy to akurat TEN, spotkalam sie tylko raz, dobrze sie czuje w jego towarzystwie, ale z tego co pisze to sama nie wiem, czy chce sie mnie pozbyc, pisze np. ze przeprasza mnie za to, iz nie okazal sie ksieciem na bialym koniu...mi samej jest teraz straszliwie smutno, bo naprawde fajny chlopak, ale poki co tyle narazie moge powiedzieć.
powiem tak, facet ma juz prawie 30-stke, nie pracuje, poki co nie ma perspektyw na dalsze wspolne zycie, on sam mowi, ze ma metlik w glowie, wiec nie wiem kompletnie co z tego wyniknie, czy w ktoryms momencie sie nie podda...nie ejstem egoistka i chce byc z nim i go wspierac, ale sama czuje sie zagubiona, za szybko to sie stalo. mogl mi powiedziec na spokojnie na kolejnym spotkaniu, a nie rpzez gg
Madzia, odpuść sobie. Jeśli chcesz się poświęcać to poszukaj jakiegoś wolontariatu w hospicjum - tamci ludzie na pewno Twoje starania docenią a Ty będziesz miała większą satysfakcję.
Czy naprawdę chcesz związku, gdzie cały czas będziesz musiała się nim opiekować (bo niestety taką przyszłość obstawiam), nigdy nie będziesz miała poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji emocjonalnej?
Nic Cię z nim jeszcze nie łączy. Możesz być jego koleżanką czy przyjaciółką, ale związek z nim daje dużą szansę na zmarnowanie życia. Oczywiście Twojego życia.
Znam dwa szczęśliwe, powiedzmy więcej niż normalne związki, zbudowane na tym, że kobieta pomogła mężczyźnie wyjść z problemów - w obu był to alkohol. Kosztowało to wiele, te kobiety zarówno determinacji jak i cierpliwości - ale są szczęśliwi. Powiodło im sie bo były przekonane do tego. Za to Ty, wydajesz się niezdecydowana - prawdopodobnie czujesz się, że dajesz się złapać w pułapke - bo otrzymałaś szczerośc, którą odbierasz - jako coś, co Cię do czegos zobowiązuje, czujesz się niewygodnie w tej sytuacji - to powinno być dla Ciebie już odpowiedzią - w tobie nie ma determinacji - dziś się wahasz, a co będzie w trudnych chwilach - wystarczy Ci ta świadomość. Zastanów się poważnie.
Madzia, odpuść sobie. Jeśli chcesz się poświęcać to poszukaj jakiegoś wolontariatu w hospicjum - tamci ludzie na pewno Twoje starania docenią a Ty będziesz miała większą satysfakcję.
Czy naprawdę chcesz związku, gdzie cały czas będziesz musiała się nim opiekować (bo niestety taką przyszłość obstawiam), nigdy nie będziesz miała poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji emocjonalnej?
Nic Cię z nim jeszcze nie łączy. Możesz być jego koleżanką czy przyjaciółką, ale związek z nim daje dużą szansę na zmarnowanie życia. Oczywiście Twojego życia.
Zgadzam się.
Daj sobie spokój, Madziu. Co innego, gdybyście byli razem, a on by zachorował - wtedy, wiadomo, zostawienie go to okrucieństwo. Ale na razie nic Was nie łączy. Chcesz, tak jak napisała vinnga, niańczyć mężczyznę? Po paru miesiącach przestanie Cię pociągać. A jak pojawi się dziecko? Ty obolała, w połogu, z wrzeszczącym 24 h na dobę niemowlakiem, a partner bez pracy, leżący w łóżku i gapiący się w sufit? Nerwica to koszmarna choroba, nawet, jeśli teraz ją podleczy, to każde stresujące wydarzenie może spowodować nawrót. A co może być stresującym wydarzeniem? Wszystko - śmierć kogoś bliskiego, Wasze zaręczyny/ślub, narodziny dziecka. Jednym słowem życie na tykającej bombie...
Stanowcze nie! Bylem sporo czasu z taka dziewczyna wiec...
wydaje sie byc niezdecydowana, gdyz napisal mi, ze potrzebuje kilku dni na swoje przemyslenia dotyczace zycia co robic dalej, boje sie, ze sie zaangazuje po czym on mi napisze po jakims czasie, ze nie chce mnie ranic itd...poki co nic mnie kompletnie z nim nie laczy,ale pisalismy wiekszosc czasu, wszystko szlo w dobra strone, czuje sie jakbym obuchem dostala prosto w twarz. nie wiem czytam wiele historii dziewczyn, ktore sa z chorymi chlopakami, i jakos sobie radza. w doddatku on zdecydowal sie na leczenie, wiec tez jest to duzy krok do przodu. nie wiem sama, musze to przemyslec itd.
Nie rozumiem tutaj co niektórych, Skoro ktoś jest chory tzn ze nie zasługuje na druga osobe bo jest chory, zastanówcie sie co piszecie bo krzywdzicie takie osoby. Spotkałaś sie z nim 1 czy dwa nie wiadomo czy oboje bedziecie chcieli zostać para, narazie to znajomość do bycia para jeszcze długa droga. Ma depresje dlatego ma mętlik w głowie. Sama mam nerwice i mój chłopak jakoś ze mna jest. Kiedy zostawia Cie ktos w takim momęcie uważam że jest nie ludzki. Choroba nie wybiera, on też by nie chcial być chory.
Nie rozumiem tutaj co niektórych, Skoro ktoś jest chory tzn ze nie zasługuje na druga osobe bo jest chory, zastanówcie sie co piszecie bo krzywdzicie takie osoby. Spotkałaś sie z nim 1 czy dwa nie wiadomo czy oboje bedziecie chcieli zostać para, narazie to znajomość do bycia para jeszcze długa droga. Ma depresje dlatego ma mętlik w głowie. Sama mam nerwice i mój chłopak jakoś ze mna jest. Kiedy zostawia Cie ktos w takim momęcie uważam że jest nie ludzki. Choroba nie wybiera, on też by nie chcial być chory.
Zostawianie ludzi w trudnych sytuacjach nie jest nieludzkie - jest praktyczne - a reszta to kwestia etyki albo sumienia, jak kto woli. Tyle, że rozpatrywanie związku z tego punktu widzenia jest w ogóle pomyłką, jeśli się od tego zaczyna, to na czym się skończy? Na jego rozpadzie. Związek buduje się na relacjach - umiejętności bycia ze sobą, rozmowie, rozumieniu się i uczuciu, no dopasowanie w łóżku bywa istotne, no i może coś jeszcze. A reszta to przeciwności życia.
Nie rozumiem tutaj co niektórych, Skoro ktoś jest chory tzn ze nie zasługuje na druga osobe bo jest chory, zastanówcie sie co piszecie bo krzywdzicie takie osoby. Spotkałaś sie z nim 1 czy dwa nie wiadomo czy oboje bedziecie chcieli zostać para, narazie to znajomość do bycia para jeszcze długa droga. Ma depresje dlatego ma mętlik w głowie. Sama mam nerwice i mój chłopak jakoś ze mna jest. Kiedy zostawia Cie ktos w takim momęcie uważam że jest nie ludzki. Choroba nie wybiera, on też by nie chcial być chory.
zgadzam się.. nerwica i depresja.. często przy wsparciu bliskich te choroby ustępują.. chłopak chciał być z Tobą szczery i postąpił bardzo dobrze mówiąc Ci o tym.. przecież choroba nie powinna skreślać człowieka, czy taka czy poważniejsza.. ale niestety dzisiejszy świat jest inny.. i choroba nie wybiera.. moja szwagierka ma 23 lata.. rok temu zachorowała na schizofrenię.. dziś po chorobie nie ma śladu.. ale niestety.. nie moze znaleźć ani pracy, ani miłości..
decyzja należy do Ciebie.. nie my powinniśmy ją podejmować.. ale moim zdaniem.. może warto dać mu szansę.. spotkać się jeszcze.. pogadać.. a jeśli nic z tego nie wyjdzie to dać sobie spokój..
Asia21011989 napisał/a:Nie rozumiem tutaj co niektórych, Skoro ktoś jest chory tzn ze nie zasługuje na druga osobe bo jest chory, zastanówcie sie co piszecie bo krzywdzicie takie osoby. Spotkałaś sie z nim 1 czy dwa nie wiadomo czy oboje bedziecie chcieli zostać para, narazie to znajomość do bycia para jeszcze długa droga. Ma depresje dlatego ma mętlik w głowie. Sama mam nerwice i mój chłopak jakoś ze mna jest. Kiedy zostawia Cie ktos w takim momęcie uważam że jest nie ludzki. Choroba nie wybiera, on też by nie chcial być chory.
zgadzam się.. nerwica i depresja.. często przy wsparciu bliskich te choroby ustępują.. chłopak chciał być z Tobą szczery i postąpił bardzo dobrze mówiąc Ci o tym.. przecież choroba nie powinna skreślać człowieka, czy taka czy poważniejsza.. ale niestety dzisiejszy świat jest inny.. i choroba nie wybiera.. moja szwagierka ma 23 lata.. rok temu zachorowała na schizofrenię.. dziś po chorobie nie ma śladu.. ale niestety.. nie moze znaleźć ani pracy, ani miłości..
decyzja należy do Ciebie.. nie my powinniśmy ją podejmować.. ale moim zdaniem.. może warto dać mu szansę.. spotkać się jeszcze.. pogadać.. a jeśli nic z tego nie wyjdzie to dać sobie spokój..
Ja tez sie zgadzam... Ja tez jestem nerwowa i chyba mam depresje ale gdyby nie moi kochani chyba bym umarla sama, najgorsze jest porzucenie i uczucie, ze nikt cie nie chce i, ze na nikogo nie zaslugujesz.. boisz sie, ze ktos moze cie zostawic z powodu twojej choroby...
To jest straszne ;( Moze jest wspanialym czlowiekiem, kazdemu warto dac szanse...
mi sie wydaje Madziu, ze Tobie jest wygodniej sie odciac od tego... wiazanie sie z taka osoba jest rzecza trudna. pewnie bedzie mial chustawki nastrojow, raz bedzie odchodzil, a raz wracal. ale jako, ze podjal terapie moze byc naprawde dobrze, jak mu pomozesz moze z tego szybko wyjsc, a i was to zblizy.
jakis rok temu poznalam chlopaka na czacie. ja bylam w niemczech, on tez, tylko ok600km ode mnie. mial straszna depresje, ja staralam sie go wyciagnac z tego stanu. byly chwile zalamania moje jak i jego, sadzil, ze jest beznadziejny, ze sobie nie poradzi itd. rozmawialismy przez tel, na skype, i po tamtym czlowieku ktorego poznalam nie ma sladu stal sie optymista, smiejacym sie,usmiechajacym, wiedzacym, ze duzo moze. nic mnie z nim nie laczy i pewnie laczylo nie bedzie, ale ja sie ciesze, ze udalo mi sie zarazic go swoim optymizmem. takie cos naprawde czasami sprawia, ze czujemy sie duzo lepiej, wiedzac, ze komus pomoglismy kiedy tej pomocy potrzebowal...
Madziu, mogę Ci tylko powiedzieć jak to wyglądało u mnie. Ja poznałam swojego obecnego chłopaka na studiach. Ponad cztery lata temu. Od razu wpadliśmy sobie w oko, ale nie złożyło się. Spotykaliśmy się na uczelni, głównie w palarni. Nie było wówczas między nami żadnych poważnych rozmów. Wszystko zmieniło się, jak się obroniłam. Ponieważ on był już po obronie (jest ode mnie starszy, ale tak się złożyło, że był jednak rok niżej, ale mnie dłużej zajęło pisanie magisterki, to on się obronił wcześniej) poprosiłam go o pomoc. No i się zaczęło. SMS-owanie, pisanie na facebooku, na gadu-gadu. Były to i są nadal kilku, często kilkunastogodzinne, rozmowy. Właśnie podczas jednej z nich powiedział mi o swojej chorobie. Żeby było ciekawiej mój brat, a jego imiennik, zmaga się z podobną przypadłością. Byłam więc w pewien sposób przygotowana na huśtawki nastrojów, a czasem nawet na kłótnie z byle powodu, złość, apatię.
Ale powiem szczerze, sama miałam na początku wątpliwości. Kiedy je przestałam mieć? Chyba już podczas naszego pierwszego spotkania po tej pamiętnej rozmowie. Pamiętam, że przed tą naszą, jak się później okazało, pierwszą randką, dużo myślałam. Wychodziłam na długie spacery, nie spałam po nocach. Zdawałam sobie sprawę z tego jak może wyglądać nasz ewentualny związek. Na jego korzyść przeważyło chyba poczucie bliskości, które jak mi się zdaje od razu poczuliśmy.
Nie powiem Ci czy warto się wiązać z osobą z problemami. Sądzę jednak, że dużo zależy od tego, jak się do tego podchodzi. Ja jestem ze swoim chłopakiem dopiero od pół roku. W tym czasie kłóciliśmy się i godziliśmy, przechodziliśmy doły razem i osobno. Sama mam problemy podobne do jego, rozmawiamy o tym. Staramy się wzajemnie wspierać. Czy żałuję? Nie. Choć nie jest to związek prosty, a bywa cholernie skomplikowany. Nie mam pojęcia czy nam się uda, czy wytrzymamy z naszymi ułomnościami. Ale daliśmy sobie szansę. Nawzajem. A także sobie samym.
Wychodzę z założenia, że każdy człowiek ma prawo do szczęścia, a choroba nie powinna mu w tym przeszkadzać. Z drugiej strony, jeśli Twój ewentualny związek nie miałby dać Ci szczęścia... to moim zdaniem nie ma sensu. Nam się udaje powolutku pokonywać bariery. Pół roku to jednak niewiele...
Ehhh... Już tłumaczę, dlaczego jestem na nie:
otóż obawiam się (obawiam, nie wiem tego na pewno), że jego szczerość nie jest szczerością tylko buforem bezpieczeństwa. I w przyszłości zawsze się do tego odniesie. No bo przecież jej powiedział na samym początku, więc czemu ona ma pretensje, że on nie szuka pracy, że się awanturuje bez sensu, że grozi, że wlezie pod pociąg?
Jedynym argumentem jaki mam na potwierdzenie swoich obaw jest to, że autorka jest po nieudanym związku z patologicznym typem. Jakie są szanse, że znowu trafi na patologię? Ogromne. Bo z oszustem rozstała się niedawno i nie sądzę, żeby przepracowała swoją skłonność do popadania w toksyczne związki.
Owszem, ludzie chorzy mają prawo do szczęścia. Tyle, że w tym przypadku jego szczęście może być kosztem jej szczęścia. Ją będzie trzymała przy nim potrzeba udowodnienia sobie i światu, ze nie jest egoistką, on będzie z tego korzystał i podpierał się chorobą. Zresztą od 28-letniego faceta bez pracy, który twierdzi, że jest leniwy powinno się zwiewać bez oczekiwania na diagnozę specjalisty. Chyba, że ma się ochotę całe życie nosić spodnie, pełnić w rodzinie rolę faceta z drobnym wyjątkiem w kwestii rodzenia dzieci.
Ja wiem, że to frazes, ale jak się kocha, to wszystko da się przeżyć. A może ten facet potrzebuje właśnie takiego pozytywnego kopa w życiu? Może, żeby wyzdrowieć, musi czuć, że ktoś go kocha? Jeżeli naprawdę by coś dla Ciebie znaczył, nie miałabyś wątpliwości.
Ja, podobnie jak Dzwinostka, też jestem w związku z facetem, który ma tego rodzaju problemy. Po kilku miesiącach bycia ze sobą dowiedziałam się, że od dawna korzysta z usług psychologa i ma zdiagnozowaną depresję. Poczytałam sobie na ten temat i doszłam do wniosku, że dam radę. Zresztą wielkiego wyboru nie miałam, bo już wtedy kochałam go jak wariatka. On zawsze powtarza mi, że gdyby mnie nie spotkał, mogłoby go już nie być i że poznanie mnie to jedyna dobra rzecz, jaka go spotkała (miał naprawdę trudne życie).
Może warto jednak zaryzykować...?
Owszem, ludzie chorzy mają prawo do szczęścia. Tyle, że w tym przypadku jego szczęście może być kosztem jej szczęścia.
Tak, tak, tutaj się zgadzam. Swojego szczęścia też nie można poświęcać, nie w całości. Każda sytuacja jest inna. Zresztą jak już zaznaczyłam, jeżeli Magda ma poczucie, że związek ten nie da jej szczęścia, to nie ma sensu w niego wchodzić. Ale tę decyzję, Madziu, musisz podjąć sama. My możemy Ci tylko powiedzieć jaka jest nasza opinia.
Charlotte_harris, możemy sobie w pewnym sensie łapki podać. Ja się dowiedziałam od razu, zanim weszliśmy w związek. To było bardzo dobre rozwiązanie, bo mogłam sobie te informacje przyswoić. No cóż, powiem tyle, że łatwo nie jest. Zwłaszcza, że oboje - z różnym natężeniem - zmagamy się z podobnymi problemami... Może dlatego mam troszkę inne podejście.
dokladnie jeszcze tak niedawno trafilam na oszusta, ktory mnie zwodzil i mamil slodkimi slowkami, az w koncu zmienil nr. tel i slad po nim zaginal, do dzis nie wiem co bylo powodem jego zachowania, domyslam sie tylko, ze rpawdopodobnie mial zone, whatever..
tego chlopaka znam zaledwie 2 tygodnie, wiec nie moge powiedziec ze ejstem zadeklarowana itd, pierwszy raz mam do czynienia z takim przypadkiem, ja mam chec sprobowac, jesli oczywiscie jest ze mna szczery i mnie nie oszukuje, po ostatnich zdarzeniach traktuje wszystko z przymruzeniem oka. przed spotkaniem powiedzialam mu, ze jezeli bedzie cos nie tak to mi powiedz o tym, na samym spotkaniu powiedzial, ze odbiera mnie pozytywnie i dziwi sie, ze taka fajna i ladna dziewczyna jest sama i co jest tego powodem i mielismy sie spotkac po tych morderczych upalach. narazie pisze do mnie sporadycznie, jak sam mowil potrzebuje czasu, ale wczoraj nie wytrzymal i smsowalismy powiedzial mi, ze przyszedl mu do glowy konstruktywny pomysl i ma mi on o nim powiedziec dzis, narazie milczy ale jestem cierpliwa, tez sie piekielnie boje, ze znowu sie zawiode i tez rpzestanie sie odzywac..nie wiem czy to brak szczescia czy zwykly pech w milosci. poki co nie nastawiam sie na nic, trudno ccs powiedziec, ale z reka na sercu moge powiedziec, ze tak chce sprobowac, a ze sama studiuje kierunek, gdzie ucze sie o takich i podobnych chorobach wiem jak postepowac i bardzo chce mu pomoc, jesli mi tylko na to pozwoli.
Jezeli ktos ma pojecie przynajmniej minimalne na temat tej choroby wie jakie sa objawy. Nik z nas nie wie czy przez tylko chorobe nie pracuje i przez jaka sytuacje zachorowa. Co sie stalo w jego zyciu ze zachorowal. Nie ma reguly czy sie zwiaze z chorym czy ze zdrowym mezczyzna to nie bedzie musiala nosic spodni w zwiazku. Przy odrobinie milosci,ciepla,zrozumienia i wyrozumialosci mozna wyzdrowiec. Nikt tu za autorke nie podejmie decysji,zreszta uwazaj jak juz napisalam nie ma czego podejmowac,bo on nie powiedzial ze chcialby z nia byc. Kilka spotkan nie oznacza ze ktos juz cie kocha i chce z toba byc. QOSkupilabym sie na blizszym poznaniu chlopaka i powodu na jego chorobe. Za
tzn. jak pisalismy na gg, sam przyznal, ze ejstesmy bardzo podobni do siebie i pisal rzeczy typu:"bedziesz miala swojego przyszlego chlopaka domatora", "to wiem kto u nas bedzie sprzatal w domu" itd nie wiem czy to byla tylko forma zartu czy naprawde. prawdopodobnie stalo sie to 4 lata temu jak studiowal 2 kierunki i pracowal, przeciazylo go to i trwa to cale 4 lata od 2008 roku. dzis nie odzywa sie caly dzien i nie wiem czy delikatnie go zapytac co robi, czy czekac jak sam napisze i sobie puklada, nie chce byc natretna ale tez chce zeby wiedzial, ze moze na mnie liczyc.
Ja bym napisała. Dla niego to też było duże przeżycie powiedzieć Ci o chorobie. Nie jest łatwo przyznać się, że nie jest się silnym psychicznie, zwłaszcza dla faceta, który powinien twardzielem. Może boi się, że się przestraszyłaś (co zresztą nie byłoby takie niezgodne z prawdą
).
Za jakieś 20 lat połowa ludzi będzie mieć depresję albo nerwicę więc nie będzie tego problemu. Jeśli będą sie chcieli wiązać, to będzie duuuuużo przypadków że trafi kosa na kamień (czyli np. znerwicowany i depresantka :-)).
23 2012-07-07 16:30:16 Ostatnio edytowany przez dzwinostka (2012-07-07 16:30:35)
kms33, o to to właśnie
Nie ma czego demonizować
Zawsze może być ciężko w związku niezależnie od ewentualnej choroby... a przecież są i te piękne chwile. To dziwne zdziwienie ze szczęścia w oczach partnera
mówi więcej niż tysiąc słów ![]()
Podam jako przykład znajomą mi parę. Ona, chora na schizofrenię (ciężkie przejścia rodzinne), on na coś podobnego (też II grupa inwalidzka na "P"). Są razem z 7 lat, tyle że nigdy się jeszcze nie trzymali za ręce.
Są nerwice i nerwice. Depresje i depresje. Ja odkąd mam depresję, cały czas pracuję. A było i na czarno, oraz była praca typu siedzenie na bezrobotnym i dłubanie w piwnicy.
Moim zdaniem należy delikatnie wypytać chłopaka czy leczy się, i ewentualnie może postarać się o II grupę inwalidzką, jak do depresji, nerwicy dołączy się jeszcze coś. A wtedy łatwiej o pracę niż zdrowemu :-)
Tyle że żaden normalny facet nie wykona takiego rozkazu, jeśli go "wyda" dziewczyna. Będzie wolał leżeć dalej.
Z farmakologii poleciłbym jedynie Lerivon, 1 na noc.
spotkalismy sie w poniedzialek, a w czwartek poszedl do psychologa, a potem do psychiatry, zwklekal z tym 4 lata i sam powiedzial, ze jest w szoku, ale jak pytam co robi np. wczoraj czy dziś (napisalam do niego, zaraz mamy pogadac na gg) to lezy..pogoda tez sprzyja oslabieniu, ciekawa jestem tez na jaki konstruktywny pomysl wpadl, oby nie bylo to, ze nie jest gotowy na jakakolwiek znajomosc, oczywiscie jesli nawet tak bedzie to bede musiala to zaakceptowac.
najgorsze, ze nie moze sie pogodzic, ze tyle lat czekal, aczkolwiek mam kolege co zwlekal..9 lat i jakos sie poskladal do kupy i obecnie konczy studia. z tego co wiem ma przepisane 3 leki od psychaitry.
Madzia, z tą chorobą różnie bywa. Naprawdę każdy przypadek jest inny. Zdarza się, że nie trzeba w ogóle środków farmakologicznych, a wystarczy sama terapia. Wszystko jest tutaj względne...
27 2012-07-07 21:36:02 Ostatnio edytowany przez madzia24 (2012-07-07 21:36:58)
rozmawialam z nim i szczerze mowiac jestem troszke zdolowana, bo napisal mi, ze nie wiadomo ile sie bedzie leczyl i czy to cos w ogole da i zebym sobie poszukala kogos normalnego
jak juz sie wyleczy to wrocimy do tematu no chyba ze znajde sobie przez ten czas kogos fajnego. nie chce mnie trzymac bez sensu i czekac az bedzie lepiej lub gorzej, musi byc sam i nie chce w to wciagac aboslutnie innych, ale liczy na kontakt, ze bedziemy go utrzymywac. jak sie wyleczy (ma nadzieje ze w ogole sie wyleczy) to rozpoczniemy nasza znajomosc od nowa tak jakby nie bylo tego co bylo
nie chce mnie zniechecic do siebie , po prostu przyszedl taki czas na jakes podsumowanie, czy raczej rozpoczecie etapu "jestem chory". chce sie spotykac, ale nie chce zebym bez sensu czekala.
glupio mu trzymac mnie w szafce na wszelki wypadek i to jeszcze nie wiadomo jak dlugo. naprawde nie chce trzymac mnie w zanadrzu na pozniej
w sumie fajna jestem i nieglupia to moze powinien tak zrobic. i zebym nie czula sie urazona.
i teraz nie wiem, czy on po prostu nie chce ze mna niczego tworzyc i zalsania sie choroba czy rzeczywiscie chce meic czas tylko dl siebie i na wyleczenie i oczywiscie dziekuje mi za pomoc ![]()
oczywiscie, nie liczylam, ze ebdzie z tego zwiazek, najpierw musze go dobrze poznac, ciesze sie, ze bedziemy sie kontaktowac, ale nie mam ochoty szukac kogos innego, wole na niego poczekac...czuje sie masakrycznie, uwierzcie mi
Jedynym argumentem jaki mam na potwierdzenie swoich obaw jest to, że autorka jest po nieudanym związku z patologicznym typem. Jakie są szanse, że znowu trafi na patologię? Ogromne. Bo z oszustem rozstała się niedawno i nie sądzę, żeby przepracowała swoją skłonność do popadania w toksyczne związki.
I tu mamy sedno sprawy.
Madziu, Ciebie rzeczywiście ciągnie do zagmatwanych relacji. Poznałaś chłopaka przez internet TYDZIEŃ TEMU i już się do niego przywiązałaś bardziej niż należy. Niby piszesz, że nie liczyłaś na związek, ale z drugiej strony jesteś gotowa na niego czekać (wiesz, że leczenie może trwać LATA?) i zamykasz się tym samym na poznanie innego, fajnego chłopaka. Wybacz, ale albo to desperacja, albo umiesz być szczęśliwa tylko wtedy, kiedy jest trudno, albo też liczysz, że jak mu pomożesz i będziesz przy nim, to on potem odpłaci Ci się wdzięcznością, wiernością i gorącym uczuciem. A to tak nie działa. Co gorsza, wielu mężczyzn porzuca kobiety, które pomogły im wyjść z bagna, bo za bardzo im się z tym bagnem kojarzą i przypominają czasy, kiedy byli słabi.
Wcale sie nie dziwie ze tak napisal. Dopiero sie poznaliscie,i onnie chcial zebys sie przywiazala do nieg,zebys nie cierpiala razem z nim. Leczenie moze trwac lata ale przy braniu leguralnie lekow,moze jakas terapia to efekty beda widoczne szybciej niz ci sie wydaje. Skoro stwierdziliscie ze zostajecie znajomymi i sie kontakrujecie to czas pokaze jak bedzie. W milosxi nie ma tak ze jak tak powiemy to tak bedzie. Jak nadejdzie to nie mamy zbyt wiele do powiedzenia.
mimo wszystko piszemy na gg, smsujemy i juz czuje ze sie do niego przywiazalam, za duzo chyba mi naobiecal, byl nastawoiony, ze zostane jego dziewczyna i wogole wszystko zmierzalo w dobra strone, w dodatku mieszkamy niedaleko siebie na tej samej dzielnicy..przeryczalam prawie cala niedziele, znam go doslownie 2 tyg a czuje jakbym znala go wieki, tak jak z wczesniejsza znajomoscia poradzilam sobie bez nawet jednej uronionej lzy, tak tu czuje sie kmpletnie rozbita i nie widze nadziei i ochoty na inny zwiazek z kimkolwiek, wiem, ze ebz sensu bedzie czekac na niego, bo moze wogole nic by z tego nie bylo, ale mam jakas nadzieje, ze wszystko sie ulozy i bedziemy razem.
A może warto by powiedzieć mu, jak się teraz czujesz? Może gdyby wiedział, że tak się do niego przywiązałaś, zmieniłby zdanie.
To nic dziwnego, że tak to przeżywasz. Pasujecie do siebie, dobrze Ci zn nim - chciałaś po prostu sobie życie ułożyć, a to całkiem normalny odruch. Biedna Madzia... Wspieram Cię całym sercem, Kochana. Nie łam się!
bardzo bym chciala powiedziec, ze jest mi przykro i ciezko jest mi pogodzic sie z jego decyzja, ale nie chce tez na niego naciskac zbytnio, teraz w czasie choroby, nie wiedzialam ze tak to sie skonczy jeszcze tydzien temu o tej porze normalnie rozmawialismy, ile to moze sie zmienic w ciagu tygodnia, zaledwie paru dni. najgorsze, ze nawet rodzice mi nie pomagaja, tylko sie dziwia, ze krotko go znalam. to nie ejst zaden akt desperacji, jakbym chciala to moglabym miec innego, naprawde szkoda, ze taki fajny chlopak zachorowal w dodatku byl ze mna szczery, nie olal mnie..naprawde nie wiem kiedy i co mu powiedziec, ze bedzie mi ciezko bez niego, on tez wydaje mi sie ze troche sie przyzwyczail, ale teraz stara sie oddalac i pisze jak na stopie kolezenskiej, jak sam powiedzial, ze nie teraz mu w glowie dziewczyny tylko tabletki.
charlotte dziekuje :*
sluchajcie tak jak poradzila cherry, napisalam mu jak sie czuje po tym co mi powiedzial i rzeczywiscie zmienil zdanie!!!! jesli juz teraz rpzez niego placze, to chce zebysmy sie spotykali, poznawali siebie i albo zaiskrzy albo nie, zaoytal tez co sie stanie, jesli nie zaiskrzy powiedzialam, ze zostaniemy przyjaciolmi, bo poczul sie troche zaskoczony, dopytywal czy sie juz zakochalam i takie tam, powiedzialam ze bardzo milo mi sie z nim rozmawia i dobrze sie czuje bedac z nim, ciezko mi powiedziec co to jest ale tak wlasnie jest. sam tez przyznal, ze jest na takim etapie, ze jest mu wszystko jedno, jednakze bedzie sie staral spotylac i nie czuje sie zmuszany, tez chce sprobowac.
chce byc przy nim i wierze ze wyjdzie z tego, nawet jak nie uda sie byc nam razem to chociaz probowalismy.
najgorsze jest jednak reakcja moich rodzicow, matka stanowczo mi zabronila, co to za zycie z takim, bez pracy, bez skonczonych studiow, ze ebde opiekunka...zaluje,ze powiedzialam jej o tym, licze sie jakie moga byc konsekwencje tego wszystkiego, ale dziwna sila pcha mnie ku niemu, a dodatkowo on zaraz po moim spotkaniu jak sam przyznal mial lepsze samopoczucie i chcial go wykorzystac na wizyte u lekarza, wiec mozliwe dzieki mnie podjal leczenie i odwazyl sie isc do tego lekarza. zobaczymy co przyniesie przyszlosc..:)
Bardzo sie ciesze z twojej ostatniej wypowiedzi. Zyczę Ci zeby ułożyła wam sie wszystko i zebyście rzeczywiśćie zostali tą para:) Myśle ze z pozytywną energia jaką w sobie teraz masz z pewnościa mu pomożesz. A jeżeli chodzi o rodziców to moi też sa przeciwni mojemu związkowi szczególnie mama. I mogę ci powiedzieć tyle ze to bede cieżkie chwile. Mam nadziję ze jesteś silna i to przezwyciężysz.
wielkie dzieki, ze we mnie wierzycie
mam nadzieje, ze bede miala na tyle sily, ze mu pomoge i malymi kroczkami wyjdzie z tego, przeciez to nie rak! jednak caly czas pamietam, ze on jest "inny" i nie moge na niego naciskac i byc przekonana, ze bedziemy razem, bo tego nie wie nikt, ale jest ta mala iskierka nadziei, jesli nie trudno zostaniemy przyjaciolmi. tylko mam wrazenie, ze dla niego teraz nie ejst najwazniejsza znajomosc ze mna tylko wyjscie z choroby, sam przyznal ze zaskoczyly go moje slowa zabrzmialy nawet dramatycznie i co sie stanie jak jednak nie zaiskrzy, powiedzialam mu, ze bedziemy znajomymi. mam nadzieje, ze nie zaslania sie choroba,. a tak naprawde ma mnie gdzies, raczej urwalby kontakt jak ostatni absztyfikant.
[...] odpuść sobie
[...] na pewno Twoje starania docenią a Ty będziesz miała większą satysfakcję.
Czy naprawdę chcesz związku, gdzie cały czas będziesz musiała się nim opiekować (bo niestety taką przyszłość obstawiam), nigdy nie będziesz miała poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji emocjonalnej?
[...]dużą szansę na zmarnowanie życia. Oczywiście Twojego życia.
Człowiek chory = odpuść sobie dziewczyno. Broń Boże jakby w pełni zdrowy chłopak opuścił chorą dziewczynę, toż to nieludzkie, nie? A jak dziewczyna zostawia chorego chłopaka to jest wg Ciebie wskazane. Czyli co Szanowna Moderatorko mają zrobić ci chorzy? Sznurek, z dachu czy może nożem zakończyć sprawę? Bo leczenie wg Ciebie jest do kitu, nie daje efektów (skoro "cały czas będziesz się nim musiała opiekować"). Czytałaś "Nowy, wspaniały świat" Huxley'a? Jeżeli tak - to czy chciałabyś żyć w takim świecie, w takiej Republice Świata? Jeżeli nie czytałaś - przeczytaj, bo to nie jest długie. A może jakąś naukę z tej lektury wyniesiesz. Takie posty jak Twój odbierają mi wiarę w ludzi. Brak słów.
Droga Autorko - jeżeli dobrze Ci z Nim - może warto spróbować, przemóc się i przejść wspólnie przez życie? Każdy człowiek jest inny. Każdy zasługuje na szansę. Przemawia za tym to, że świetnie się dogadujecie, rozumiecie, ponadto on stawia na szczerość a to chyba jedna z podstaw związku, nie?
Spróbować zawsze można.
Powodzenia ![]()
spotkalismy sie drugi raz, ewidentnie miedzy nami iskrzy, on ma ochote na kolejne spotkanie i ja tez. na spotkaniach wogole nie widac choroby po nim, jest zadowolony i wogole, ale widac, ze to pewna swego rodzaju maska, noi niby wszystko bylo ladnie pieknie, ale potem na drugi dzien dopadl go "dolek" i teksty typu, czy na pewno on mi sie podoba, nie wiem, czy sprosta moim oczekiwaniom itd, ja utwierdzam go w przekonaniu, ze ejst w moim typie i nie powinien sie tak martwic jak to bedzie, dopiero sie poznajemy, tylko mnie troszke przeraza ta ejgo hustawka, bo na spotkaniu widze, ze mu zalezy, fajnie sie rozmawia, a na drugi dzien, on nie wie..wiadomo, ze akzdemu moze sie odmienic, do slubu ida i potem z niego uciekaja. chyba po prostu musze sie uzbroic w cierpliwosc i zbytnio na niego nie naciskac..
witaj Madziu musisz się w takim razie bardzo uopdpornić na wahania nastrojów z jego strony.bo to naprawdę z czasem staje się strasznie męczące, i dochodzi do tego że jego dobry czy zły nastrój może zadecydować o twoim samopoczuciu a uwierz mi to jest duże psychiczne obciążenie....tak było w moim przypadku , więc mówie z własnego doświadczenia.
niedawno sie z nim spotkalam i mnie zaniepokoila pewna sprawa otoz ma kolezanke z podobymi problemami, poznal ja wczesniej ode mnie, pisal mi jeszcze pzed spotkaniem, ze nic z tego nie bedzie, bo nie jest w jego typie, tylko fajnie mu sie z nia gada. wiem, ze to wczesny etap, ale ja juz w tym momencie jestem zazdrosna, cieszy mnie jedynie fakt, ze mi o tym mowi i nie ukrywa, sama zaproponowala mu spotkanie, ona byc moze chcialaby cos wiecej a mi glupio sie wypytywac teraz o nia, czy ona chce z toba krecic, po co sie spotykacie..wiadomo faceta nie rpzywiaze do kaloryfera jak bedzie chcial to sie umowi z 10, poza tym wiem, ze w tej chorobie potrzeba mu wsparcia i nie moze uciekac od ludzi. brakuje mi moze troche zaufania do niego, ale teraz jak niedlugo wyjzedzam to juz mysle, ze beda sie non stop spotykac, aczkolwiek sam zaznaczyl, ze to kolezanka i czasami wyskocza na te piwo, sama nie wiem juz co myslec.
rozmaiwalismy, tzn on sam podjal temat zakochania, bo ostatnio napisalam mu smsa, ze nie moge sie doczekac spotkania bylo to napisane dosc spontanicznie i zeby jemu milej sie zrobilo, zaczal sie dopytywac, czy juz sie zakochalam i co jesli ja sie zakocham, a on nie, bo on to sobie poradzi, ale zebym ja czegos glupiego nie zrobila, szczerze mowiac nie lubie tego analizowania bo rownie dobrze on moze sie pierwszy zakochac, albo wogole sie w sobie nie zakochamy i mam wrazenie, ze on wogole sie nie zakocha mowiac mi takie rzeczy, fajnie ze jest szczery i chce wiedziec, ale lepiej jak niektore sprawy przycchodza niespodziewanie.
Jeżeli jest chory, Ty się z nim zwiążesz, a później nie udźwigniesz tematu - to zrobisz mu krzywdę.
Jeśli masz siłę (ale taką przez wielkie S) na to, żeby zmagać się z wieczną huśtawką nastrojów, z długotrwałą chorobą tego chłopaka - to czemu nie.
Martwi mnie natomiast jego koleżanka. Ale ja traumę mam ![]()
czemu Cie martwi ta kolezanka?
czemu Cie martwi ta kolezanka?
Ano właśnie dlatego, że mam traumę. Moja sytuacja jest cokolwiek inna, bo u mnie małżonek był uprzejmy wyszukać sobie "koleżankę" po prawie 10 latach (i tak przykrego) małżeństwa.
Ale ogólnie jestem uwrażliwiona na temat koleżanek, przyjaciółek i innych takich. Może niesłusznie.
Już teraz zastanawiasz się nad ich relacją. Już teraz czujesz się trochę zazdrosna. Niby wiesz, że on musi do ludzi, bo chory, ale sama masz dyskomfort i to na samym wstępie.
Będziesz w stanie to udźwignąć?
uwazam, ze trzeba miec zaufanie do drugiej osoby, z natury bylam i jestem zazdrosna, ale nie do granic absurdu. gorzej gdyby miczal cale dnie, nie odzywal sie, a potem by mowila, aa spotkalem sie z kolezanka, on mi dzien wczesniej juz mowi, ze ma sie z nia spotkac, ale mu sie nie chce, ale sam uwaza ze musi wychodzic do ludzi, to raz, a dwa nie ejst w jego typie, znal ja juz dawno przed poznaniem mnie, wiec chyba by nie zaczal krecic ze mna, jakby juz mial na oku inna. dobrze to jedna kolezanka, a nie kilka ;p faceta nie mozna ograniczac, potrzebuja wolnosci, swobody, kiedy zaczyna sie dopyttywac a co a jak zaczynaja kimbinowac
nawet sie nie dopytywalam go o spotkanie z kolezanką, mam swoja godnosc, a zreszta gdyby rzeczywiscie cos wyniklo miedzy nimi, to niech sobie go bierze, ja bym nie chciala juz takiego faceta ![]()
witajcie, niedawno pisalam o tym jak poznalam chlopaka z depresja, ktory chcial urwac ze mna znajomosc, kiedy dowiedzial sie o chorobie. Jednak postanowilam dac mu szanse, a on mi. spotykamy sie juz prawie 2 miesiace, jest lepiej i gorzej, jednak jestem caly czas przy nim, nie wiem czy to zakochanie, moze raczej zauroczenie, dobrze sie dogadujemy, czesto sie spotykamy. tylko martwi mnie, ze nie mowi o uczuciach, caly czas powtarza, ze ma skrzywiony obraz i ogolnie jest obojetny na wszystko, jednak ja nie jestem do konca mu obojetna. caly czas sie zamartwia, ze ja poswiece caly swoj czas i energie, zeby wyszedl z tego, a jemu cos sie odmieni jak wyzdrowieje i mnie odrzuci, sam mowi ze ogolnie nie ma szalu, fajewerek, podobam mu sie ogolnie i milo mu sie spedza czas, ale rania mnie jego slowa. moze to normalne w depresji, ze trudno o jakies wyzsze uczucia. sama nie wiem jak z nim rozmawiac, jak pyta co sie stanie jak mu sie odmieni jak wyjdzie z choroby...