Nigdy nie miałam dobrego kontaktu z matką. Odkąd pamiętam to lubiła wypić, a po alkoholu była wulgarna i agresywna. Kiedy miałam 16 lat mój ojciec popełnił samobójstwo, wtedy zaczęła pić coraz więcej (piła do czasu,aż kończyły się jej pieniądze). Mając 21 lat poznałam wspaniałego mężczyznę, z którym się związałam i zamieszkałam- skończył się mój koszmar z pijaną matką-( czasami ją odwiedzałam jak była trzeźwa). Po półtora roku mojego związku urodził nam się syn, a po kolejnych 4 latach drugi syn, wtedy postanowiliśmy się pobrać. Na nasz ślub matka nie przyszła-choć miałam nadzieję ,że w tym wyjątkowym dniu będzie przy mnie. Po ślubie urodziłam jeszcze jedno dziecko-córeczkę, oczywiście babcia przez 3 tygodnie nie wiedziała ,że została kolejny raz babcią. Od tego czasu praktycznie straciłam z nią kontakt-to było 7 lat temu. Widywałyśmy się sporadycznie.Wiedziałam ,że dużo przebywa u drugiej córki-mojej siostry
.
W październiku rozchorowała się moja siostra-zawiozłam ją do szpitala z wielkim brzuchem-okazało się ,że choruje na alkoholową marskość wątroby. Nawet nie wiedziałam ,że ona rówież nadużywa alkoholu. Obiecała ,że weźmie się za siebie,że nie będzie już pić ,zacznie być prawdziwą matkąi żoną.
Pod koniec lutego siostra poinformowała mnie ,że mama ma częste bóle w lewym boku,wtedy zoriętowałąm się,że może to być coś poważnego. Wziełam sprawy w swoje ręce. Zarejstrowałam ją do lekarza-ten skierował ją do szpitala. 8 marca mama otrzymała diagnozę- nieoperacyjny guz trzustki z przerzutami do wątroby, nadnerczy i węzłów chłonnych. Wtedy zabrałam mamę do siebie- nie pije. Leczenie polega tylko na uśmierzaniu bólu.
Moja siostra nie interesuje się matką, nie odwiedza ,nawet nie zadzwoni z zapytaniem jak się ona czuje. Ostatnio dowiedziałam się od obcych ludzi,że siostra jednak nic nie zmieniła w swoim życiu- nadal pije.
Pomimo tylu krzywd jakie wyrządziła mi moja mama-opiekuję się nią najlepiej jak umnię.Jeździłam od lekarza do lekarza miałam nadzieję ,że może któryś powie,że nie jest źle.Niestety każdy rozkładał ręce. Od 2 miesięcy jest pod opieka hospicjum domowego- lekarz przyjeżdża z pielęgniarką -przypisują leki, podnoszą na duchu ,podają kroplówki,a ja mam już dość. Przychodzą takie dni ,że wolałabym ,żeby już umarła,żeby moje życie wróciło do normalności, czasami obserwuję ją i próbuję doszukać się jakiś objawów,które oznaczały by ,ze to już blisko, chciałabym mieć znowu swoją kochaną rodzinę i żeby nic mi już nie zakłócało naszego spokoju. Wcześniej mama jadła byle co ,bylo co piła-,a teraz ma wielkie wymagania i zachcianki- nigdy nikomu niczego nie żałowałam, ale w tej sytuacji zaczyna mnie to denerwować. Nie patrzy na to ile co kosztuje, ile muszę wydawać na jej leki-poprostu -mam ochotę i już- szlag mnie już trafia. Kiedy siada przed telewizorem -po 3 min zasypia (jest to spowodowane lekami narkotycznymi i wyniszczeniem organizmu),a kiedy dzieci przełączą na inny kanał, a ona przebudzi się po 30 min -ma wielkie pretensje ,że ona nic już nie może oglądnąć i się obraża Takich i innych sytuacji jest dużo więcej,Nie wiem czy jestem wyrodną córką,ą może ze mną jest coć nie tak, ale nie mam tak wielkiego serca do niej, jak powinna miec córka w stosunku do matki.
Jak myślicie czy ze mną jest coś nie tak...? Co zrobilibyście na moim miejscu..?