Witajcie!
Trafiłam na forum w poszukiwaniu świeżego spojrzenia na sytuację, która ciągnie się w moim życiu już od kilku lat.
Jakieś 7 lat temu związałam się z mężczyzną, z którym jestem do dziś. Jesteśmy niecałe 3 lata po ślubie. Jak w każdym związku pojawiły się komplikacje. Zaczęło się gdy po raz pierwszy odkryłam, że mąż ma tendencje do drobnych kłamstewek. Dotyczyły one jego przeszłości, życia intymnego i ogólnych poglądów na sprawy związków. Gdy przekonałam się o jego kłamstwach było mi ciężko, bo jednak na tych "poglądach" budowałam zdanie o nim i o tym czy mamy jakąś przyszłość, czy mamy podobne zdanie, czy idziemy w tym samym kierunku.
Pierwszy kryzys został jednak zażegnany i po około 1,5 roku - 2 latach okazało się, że mój chłopak nie dość, że ogląda filmy pornograficzne jak oszalały to oczywiście kłamie jak z nut jak to fazę "porno" ma dawno za sobą. Jak małe dziecko, które dostało pierwszy komputer miał naściągane filmów, których w związku nie toleruję i on o tym wiedział doskonale. Wiedział też, że jedyne czego najbardziej pożądam w partnerstwie to szczerość. Były dyskusje, obietnice, płacze, rozmowy. Kolejny kryzys zażegnany...
Mijają kolejne 2 lata, sytuacja zawodowa wymusza rozłąkę, jesteśmy przy okazji w trakcie planowania ślubu. Narzeczony wsiada na TIRy i zarabia pieniążki na nasze wesele. Relacje stają się dziwne, po czasie widać, że nie radzimy sobie za bardzo na odległość. Głupie kłótnie przez telefon, niezręczna atmosfera gdy wraca i nie potrafimy się odnaleźć... jak bumerang wraca temat pornografii... Dowiaduje się o tym oczywiście sama, nie od niego. Zaczynają się kłamstwa, że to tylko raz czy dwa... później przyciśnięty do muru przyznaje się do tego, że było to ciągłe zjawisko, kupowanie płyt DVD z filmami... W komputerze znajduję nawet, że szukał miejsc, w których stacjonują kobiety lekkich obyczajów. Przysięga, że nie zdradził i do dziś wydaje mi się, że to akurat prawda mimo wszystko chyba każdy potrafi sobie wyobrazić co czułam. Jak wiadomo - kolejne rozmowy, związek chyli się ku upadkowi, nie znoszę myśli, że dotykał mnie, deklarował miłość podczas gdy po prostu mnie okłamywał każdego dnia... Bardzo ciężko było mi się z tego pozbierać, ale oczywiście dałam mu szansę, bo naprawdę bardzo go kochałam...
Niedługo po tym zakończył pracę na TIRach, również dla nas. Łatwo obwiniliśmy ten "inny świat" o wszystkie nasze problemy. Niestety tuż po ślubie przyszedł czas bezrobocia. Siedząc w domu kolejne miesiące był coraz bardziej przygnębiony, że tylko ja zarabiam pieniądze. Widziałam to, że jest przybity, czasem okazałam wsparcie czasem próbowałam go motywować na wszystkie znane mi metody by wziął się w garść i zrobił coś ze swoim życiem.
Nie byłam jednak w stanie okazać wsparcia gdy... znów temat porno wrócił. W naszym domu, na moim komputerze... przebrało się. Postanowiłam zakończyć świeże małżeństwo, ale wyprosił "ostatnią" szansę. Udał się do seksuologa i psychologa, chodził na terapie. Obie osoby pomogły odkryć głęboko leżącą przyczynę problemów, która po części znajdowała się również po mojej stronie. Na światło dzienne wyszedł nawet mój były chłopak, z którym byłam parę lat i który ze względu na intensywność naszego związku był ogromnym kompleksem u mojego męża. Czuł się gorszy, mniej doświadczony, zakompleksiony i w ten sposób rekompensował sobie "straty" podświadomie mszcząc się na tym, że miałam bogatsze życie intymne niż on.
Pożegnaliśmy ten problem jednak od tamtej pory inaczej już patrzę na swoje ciało i na siebie. Nie jestem aktorką porno, nie mam takich kształtów, talentów i choćby głupiej opalenizny. Ciągle niepewnie zerkam na niego zastanawiając się czy znowu nie kłamie... Co prawda przysięgał. Na moje życie, na swoje życie. Ale mnie już ciężko wierzyć w jego słowa i w niego samego. Stał się w moich oczach takim małym chłopcem, który jest wiecznie napalony. Wszystkie czynniki sprawiły, że zaczęłam się odsuwać od sfery naszej intymności. Potrzebowałam czasu. Rozmawialiśmy jednak o tym i pytałam czy ten czas jest mi dany. Wszystko było zawsze ok.
I tak właśnie jakieś 2 dni temu miała miejsce burza o kłamstwa. Wydaje się to teraz takie nieznaczące, bo chodziło o temat rzucenia papierosów. Wspólnie rzuciliśmy, ale... ja nie paliłam, a on jednak kłamał chowając się jak dziecko przed mamą
Choć sam papieros mnie w ogóle nie irytował to jednak kłamstwo... brak odwagi by się po prostu przyznać... otworzyło stare rany. Podczas tej burzy zapytałam (nie mając pojęcia jaka padnie odpowiedź) "ile filmów porno ostatnio oglądałeś, co"? No i odpowiedź raczej mi się nie spodobała. Podobno od około 2 miesięcy temat znów jest aktualny. Mąż ma nowoczesnego smartphone'a więc w komputerze nic mnie nie mogło naprowadzić na ten problem. Po tylu latach też uznałam, że problem mamy z głowy.
Czy to z zemsty za nieudane życie seksualne, czy to po prostu pierwotne instynkty, które każą myśleć nie tą częścią ciała? Nie wiem... inaczej bym się jednak czuła gdybym usłyszała, że jest problem. Znów dowiedziałam się po czasie wymuszając jego wyznanie tonem w stylu "ja wiem!"...
Moje myśli są jasne - zakończyć małżeństwo póki jeszcze moja psychika i pewność siebie nie zostały całkiem zdeptane. Błagałam, prosiłam tylko o jedno - szczerość. Nie raz coś głupiego zrobił, takie zwykłe życiowe sprawy. Gdy się przyznał zachowywałam się jak najlepiej potrafię. Bez wyrzutów, bez krzyków znajdowałam rozwiązanie z sytuacji. Zadaję sobie pytanie czy go kocham i nie wiem. To może być już przyzwyczajenie i strach przed tym stanem wolności. Już kiedyś przeżyłam bolesne rozstanie, a teraz to już kwestia małżeństwa... Nie mogę też mu całe życie matkować, a czuję się jakby był właśnie takim dzieciakiem, który chowa brzydkie pisemka przed mamą, podpala papieroski i nie potrafi jak dorosły człowiek MÓWIĆ. On twierdzi, że rozumie mój ból, a jednak nie wyciągnął żadnej lekcji z przeszłości i z premedytacją znów mnie zranił i okłamał...
On chce iść na terapię dla par. Chce, żebym z nim poszła do seksuologa. Ja obawiam się, że nigdy mu nie zaufam i już zawsze będzie dla mnie tym napalonym chłopczykiem... Chyba nie mam na to siły...
I proszę... nie krytykujcie mnie za poglądy przeciwne pornografii. Wiem, że wiele kobiet nie ma nic przeciwko i krąży opinia, ze "każdy facet to robi". Te filmy naprawdę źle działają na moją samoocenę...ale i tak głównym wątkiem jest kłamstwo i tchórzostwo. Doskonale wiedział, że mnie krzywdzi...