Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 27 ]

Temat: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Witajcie!
Trafiłam na forum w poszukiwaniu świeżego spojrzenia na sytuację, która ciągnie się w moim życiu już od kilku lat.

Jakieś 7 lat temu związałam się z mężczyzną, z którym jestem do dziś. Jesteśmy niecałe 3 lata po ślubie. Jak w każdym związku pojawiły się komplikacje. Zaczęło się gdy po raz pierwszy odkryłam, że mąż ma tendencje do drobnych kłamstewek. Dotyczyły one jego przeszłości, życia intymnego i ogólnych poglądów na sprawy związków. Gdy przekonałam się o jego kłamstwach było mi ciężko, bo jednak na tych "poglądach" budowałam zdanie o nim i o tym czy mamy jakąś przyszłość, czy mamy podobne zdanie, czy idziemy w tym samym kierunku.
Pierwszy kryzys został jednak zażegnany i po około 1,5 roku - 2 latach okazało się, że mój chłopak nie dość, że ogląda filmy pornograficzne jak oszalały to oczywiście kłamie jak z nut jak to fazę "porno" ma dawno za sobą. Jak małe dziecko, które dostało pierwszy komputer miał naściągane filmów, których w związku nie toleruję i on o tym wiedział doskonale. Wiedział też, że jedyne czego najbardziej pożądam w partnerstwie to szczerość. Były dyskusje, obietnice, płacze, rozmowy. Kolejny kryzys zażegnany...

Mijają kolejne 2 lata, sytuacja zawodowa wymusza rozłąkę, jesteśmy przy okazji w trakcie planowania ślubu. Narzeczony wsiada na TIRy i zarabia pieniążki na nasze wesele. Relacje stają się dziwne, po czasie widać, że nie radzimy sobie za bardzo na odległość. Głupie kłótnie przez telefon, niezręczna atmosfera gdy wraca i nie potrafimy się odnaleźć... jak bumerang wraca temat pornografii... Dowiaduje się o tym oczywiście sama, nie od niego. Zaczynają się kłamstwa, że to tylko raz czy dwa... później przyciśnięty do muru przyznaje się do tego, że było to ciągłe zjawisko, kupowanie płyt DVD z filmami... W komputerze znajduję nawet, że szukał miejsc, w których stacjonują kobiety lekkich obyczajów. Przysięga, że nie zdradził i do dziś wydaje mi się, że to akurat prawda mimo wszystko chyba każdy potrafi sobie wyobrazić co czułam. Jak wiadomo - kolejne rozmowy, związek chyli się ku upadkowi, nie znoszę myśli, że dotykał mnie, deklarował miłość podczas gdy po prostu mnie okłamywał każdego dnia... Bardzo ciężko było mi się z tego pozbierać, ale oczywiście dałam mu szansę, bo naprawdę bardzo go kochałam...

Niedługo po tym zakończył pracę na TIRach, również dla nas. Łatwo obwiniliśmy ten "inny świat" o wszystkie nasze problemy. Niestety tuż po ślubie przyszedł czas bezrobocia. Siedząc w domu kolejne miesiące był coraz bardziej przygnębiony, że tylko ja zarabiam pieniądze. Widziałam to, że jest przybity, czasem okazałam wsparcie czasem próbowałam go motywować na wszystkie znane mi metody by wziął się w garść i zrobił coś ze swoim życiem.
Nie byłam jednak w stanie okazać wsparcia gdy... znów temat porno wrócił. W naszym domu, na moim komputerze... przebrało się. Postanowiłam zakończyć świeże małżeństwo, ale wyprosił "ostatnią" szansę. Udał się do seksuologa i psychologa, chodził na terapie. Obie osoby pomogły odkryć głęboko leżącą przyczynę problemów, która po części znajdowała się również po mojej stronie. Na światło dzienne wyszedł nawet mój były chłopak, z którym byłam parę lat i który ze względu na intensywność naszego związku był ogromnym kompleksem u mojego męża. Czuł się gorszy, mniej doświadczony, zakompleksiony i w ten sposób rekompensował sobie "straty" podświadomie mszcząc się na tym, że miałam bogatsze życie intymne niż on.

Pożegnaliśmy ten problem jednak od tamtej pory inaczej już patrzę na swoje ciało i na siebie. Nie jestem aktorką porno, nie mam takich kształtów, talentów i choćby głupiej opalenizny. Ciągle niepewnie zerkam na niego zastanawiając się czy znowu nie kłamie... Co prawda przysięgał. Na moje życie, na swoje życie. Ale mnie już ciężko wierzyć w jego słowa i w niego samego. Stał się w moich oczach takim małym chłopcem, który jest wiecznie napalony. Wszystkie czynniki sprawiły, że zaczęłam się odsuwać od sfery naszej intymności. Potrzebowałam czasu. Rozmawialiśmy jednak o tym i pytałam czy ten czas jest mi dany. Wszystko było zawsze ok.

I tak właśnie jakieś 2 dni temu miała miejsce burza o kłamstwa. Wydaje się to teraz takie nieznaczące, bo chodziło o temat rzucenia papierosów. Wspólnie rzuciliśmy, ale... ja nie paliłam, a on jednak kłamał chowając się jak dziecko przed mamą hmm Choć sam papieros mnie w ogóle nie irytował to jednak kłamstwo... brak odwagi by się po prostu przyznać... otworzyło stare rany. Podczas tej burzy zapytałam (nie mając pojęcia jaka padnie odpowiedź) "ile filmów porno ostatnio oglądałeś, co"? No i odpowiedź raczej mi się nie spodobała. Podobno od około 2 miesięcy temat znów jest aktualny. Mąż ma nowoczesnego smartphone'a więc w komputerze nic mnie nie mogło naprowadzić na ten problem. Po tylu latach też uznałam, że problem mamy z głowy.
Czy to z zemsty za nieudane życie seksualne, czy to po prostu pierwotne instynkty, które każą myśleć nie tą częścią ciała? Nie wiem... inaczej bym się jednak czuła gdybym usłyszała, że jest problem. Znów dowiedziałam się po czasie wymuszając jego wyznanie tonem w stylu "ja wiem!"...

Moje myśli są jasne - zakończyć małżeństwo póki jeszcze moja psychika i pewność siebie nie zostały całkiem zdeptane. Błagałam, prosiłam tylko o jedno - szczerość. Nie raz coś głupiego zrobił, takie zwykłe życiowe sprawy. Gdy się przyznał zachowywałam się jak najlepiej potrafię. Bez wyrzutów, bez krzyków znajdowałam rozwiązanie z sytuacji. Zadaję sobie pytanie czy go kocham i nie wiem. To może być już przyzwyczajenie i strach przed tym stanem wolności. Już kiedyś przeżyłam bolesne rozstanie, a teraz to już kwestia małżeństwa... Nie mogę też mu całe życie matkować, a czuję się jakby był właśnie takim dzieciakiem, który chowa brzydkie pisemka przed mamą, podpala papieroski i nie potrafi jak dorosły człowiek MÓWIĆ. On twierdzi, że rozumie mój ból, a jednak nie wyciągnął żadnej lekcji z przeszłości i z premedytacją znów mnie zranił i okłamał...

On chce iść na terapię dla par. Chce, żebym z nim poszła do seksuologa. Ja obawiam się, że nigdy mu nie zaufam i już zawsze będzie dla mnie tym napalonym chłopczykiem... Chyba nie mam na to siły...

I proszę... nie krytykujcie mnie za poglądy przeciwne pornografii. Wiem, że wiele kobiet nie ma nic przeciwko i krąży opinia, ze "każdy facet to robi". Te filmy naprawdę źle działają na moją samoocenę...ale i tak głównym wątkiem jest kłamstwo i tchórzostwo. Doskonale wiedział, że mnie krzywdzi...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

A teraz dodatkowo czuję się jak idiotka... Milczenie jest czasem wymowne.  sad
Przepraszam za stracony czas jeśli ktoś doczytał mój problem do końca.

3 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-20 10:43:53)

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Zaintrygowałaś mnie swoim drugim postem. Tak, tak, właśnie drugim. A dokładniej uwagą o tym, że po niecałych dwóch godzinach braku odzewu, czujesz się jak idiotka (swoją drogą, jak czuje się idiotka?)
Wynika z tego jedno: jesteś osobą przewrażliwioną na swoim punkcie, tzn. jeśli coś nie idzie po Twej myśli, jeśli brak jest natychmiastowej reakcji na Twe sprawy, to "wszyscy są przeciwko Tobie".

Czytając Twój pierwszy post pomyślałam, że oboje powinniście iść na terapię, być może terapię małżeńską, być może indywidualną. Czemu Ty? Bo masz ewidentny problem z byciem w związku. Nie, nie chodzi o pornografię. Chodzi tu o kontrolowanie męża, o wymyślanie rozwiązań dla jego problemów, o matkowanie (w najgorszym tego słowa rozumieniu). Jeśli Ty jesteś matką w tym związku, to nic dziwnego że mąż odgrywa rolę syna. Jest przyczyna, jest skutek.

4

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Nie zauważyłam żeby tutaj matkowała. Ja bym też raczej nie chciała żeby mój facet oglądał filmy porno jeśli ma mnie, źle bym się czuła i też pewnie moja samoocena by kulała. Ciekawe co On by zrobil gdyby zobaczył Ciebie wgapiającą się w rozebranego Cristiano Ronaldo tongue wcale się nie dziwię, ze się buntujesz. Czy Wasza decyzja o rzuceniu palenia była wspólna czy Ty wpadłaś na pomysł, On się zgodził, ale kłamał co do tego ? Ogólnie jaki ten człowiek jest na co dzień ? Czy to jest jedyny problem ta pornografia i te kłamanie o swojej przeszłości? Wiesz, ciężko powiedzieć coś jednym postem, ale tylko z tego co napisałaś to nie wime czy mogłabym być z takim człowiekiem, bo jednak wiele razy Cię zawiódł okłamał i każde słowo, które mówi jest poddawane analizie czy aby na pewno mówi prawdę i jest szczery.

5

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Wielokropek - Zauważyłam, że forum tętni życiem, ale w tym wątku panowała cisza. Pewnie masz rację co do przewrażliwienia na swoim punkcie, ale chyba wielu ludzi, których problem przerasta skupia się na sobie i jest przewrażliwiona... a może się po prostu usprawiedliwiam. Przepraszam...
Dziękuję za Twoją uwagę i jeszcze bardziej za krytykę - każde spojrzenie na tą sprawę jest dla mnie na wagę złota.

Tak naprawdę nie wiem kto pierwszy przyjął konkretną rolę w związku. Fakt, że mąż bywał w moich oczach ciapowaty. Wielokrotnie padło z moich słów "sama to zrobię". Nie wiem czy były to celowe zagrania z jego strony, ale u jego rodziców schemat jest niestety podobny - ojciec podporządkowany, uległy i ukrywający np. ile kosztowała naprawa samochodu albo, że mniej zarobił niż powinien... Matka była pani kierownik - surowa, zorganizowana,dominująca.  Cieszyło mnie to, że mąż zawsze liczy się z moim zdaniem, ale w pewnym momencie zaczęło mnie to przerastać i nawet teraz decyzja o tym co z nami będzie jest uzależniona głównie ode mnie.
Wczoraj powiedział np. że przyznaje się że wszystko jest jego winą, za chwilę nawiązał do tego, że chyba chciał mi dopiec oglądaniem filmów za to, że nasze życie intymne się nie układa. Po chwili spuścił uszy i znów powiedział, że nie jest wart by ze mną być, dziś pisze smsy o pójściu na terapię i ratowaniu małżeństwa... 

betheone - z paleniem była wspólna decyzja. Ja wskazałam moment rzucenia palenia - po prostu powiedziałam "dziś", bo już sami się przejechaliśmy na rzuceniu od poniedziałku, od jutra czy od wakacji... Nie palił jak twierdzi przez ponad miesiąc z jedną wpadką, o której powiedział. Później zaczęło się potajemne podpalanie, na którym go po prostu przyłapałam i ręce mi opadły... Jego linia obrony jest standardowa - nie chciał bym była rozczarowana i sam chciał się uporać z problemem.
Przy okazji tej sprawy wyszło, że po latach wrócił temat pornografii.

A czy to jest jedyny problem? Nie. Ale 90% problemów urodziło się z tamtych akcji kłamania i składania obietnic bez pokrycia. Tak jak wspomniałam moja samoocena w tym związku jest zachwiana. Nie czuje się atrakcyjna, w łóżku średnio się układa bo on też przez te bodźce z filmików jest już inny w tych sprawach. Widzę w nim kłamcę na każdym kroku i nie czuję bym mogła na niego liczyć. Tak więc cała masa problemów tego związku zakorzeniona jest w głównym temacie kłamstwa.

Boję się zmarnować kolejne 2 albo więcej lat jeśli po tym czasie znów znajdę się w tym samym miejscu z jeszcze większym bólem i poczuciem bezradności. Z drugiej strony jestem osobą, która bardzo bierze sobie do serca swoje obietnice, a przecież obiecywałam w urzędzie, że uczynię wszystko by małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. To już nie jest zerwanie z chłopakiem tylko jednak rozwód.

I takie pytanie mi się nasuwa... Czy nie sądzicie, że jeśli wybacza się komuś kolejny raz to samo to czy mimo szczerych chęci znowu nie skończy się to porażką? Jest coś takiego jak podświadomość, a ta pewnie mówi, że skoro udało się tyle razy to i może teraz się uda  sad
Mówi się, że zdrajca pozostaje zdrajcą. Mówi się, że ludzie tak naprawdę się nie zmieniają.

6 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-20 14:04:48)

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Ponawiam: idź na terapię.

Idź, bo jak widać, sama nie możesz sobie poradzić z własnymi problemami: niską samooceną, myśleniem, że nie jesteś atrakcyjną osobą (cokolwiek się za tym określeniem kryje), narzucaniem swego zdania, chęcią podejmowania jednoosobowych decyzji, podejrzliwością, złością, itd.

Idź, niezależnie od decyzji o trwaniu w związku lub jego zakończeniu.



***
Zauważyłam taką prawidłowość.
Osoby bardzo energiczne, decyzyjne, często na towarzyszy życia wybierają osoby ciche, spokojne, uległe. A po pewnym czasie mają do swych TŻ pretensje o to, że to oni nie podejmują decyzji. tongue

7

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Jeśli go takim wybrałam to chyba moja podświadomość wiedziała więcej niż ja. Gdy zaczęliśmy się spotykać to był bardzo pewnym siebie i zaradnym człowiekiem. Byłam zdziwiona, że to tylko z zewnątrz. I tak - brakuje mi takiej pewniejszej postawy z jego strony, ale i tego by nie zawalał 50% spraw, których się podejmuje.


Wielokropek napisał/a:

Ponawiam: idź na terapię.

Idź, bo jak widać, sama nie możesz sobie poradzić z własnymi problemami: niską samooceną, myśleniem, że nie jesteś atrakcyjną osobą (cokolwiek się za tym określeniem kryje), narzucaniem swego zdania, chęcią podejmowania jednoosobowych decyzji, podejrzliwością, złością, itd.

Idź, niezależnie od decyzji o trwaniu w związku lub jego zakończeniu.

Pewnie pójdę, ale się boję. Mam złe wzorce terapii i terapeutów u osób, które na terapię poszły. Jedna po terapii o każde swoje niepowodzenie życiowe obwinia dzieciństwo i rzuca tym w twarz rodziców. Druga po terapii nazywa się DDA i ogólnie stwierdziła, że jej życie nigdy nie będzie normalne, nigdy jej się nic nie uda bo jest DDA i szczęście nie jest w zasięgu jej ręki... Historie prawdziwe i dwóch różnych lekarzy.

8 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-20 14:42:04)

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Jeśli boisz się terapii, to... poszukaj dobrego, sprawdzonego psychoterapeuty.
To, że znajome osoby uważają, że będąc DDA (lub mając tzw. trudne dzieciństwo) nigdy nie będą normalnymi, świadczy o jednym: przerzucają odpowiedzialność na swoje dzieciństwo. Bo, faktycznie nasze dzieciństwo ma wpływ na nasze poczynania, ale my, zwłaszcza będąc po terapii, możemy zmienić swe zachowania. Możemy, nie musimy. To, że tak funkcjonują te osoby nie jest równoznaczne ze źle poprowadzoną terapią.


Pytania do męża: "Czemu zawalasz sprawy, których się podejmujesz; dlaczego jednostronnie zrywasz naszą umowę?" i nie nabieraj wody w usta na jego odpowiedź "nie wiem".

9 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2012-06-20 15:06:28)

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia
daramis napisał/a:

Jeśli go takim wybrałam to chyba moja podświadomość wiedziała więcej niż ja. Gdy zaczęliśmy się spotykać to był bardzo pewnym siebie i zaradnym człowiekiem. Byłam zdziwiona, że to tylko z zewnątrz. I tak - brakuje mi takiej pewniejszej postawy z jego strony, ale i tego by nie zawalał 50% spraw, których się podejmuje.

I tu  widzę Twoją winę. Z resztą ten sam błąd popełnia wiele osób. Z reguły osoba bardziej energiczna zaczyna dominować w związku. A mężczyznom spada wtedy manna z nieba, bo: nie muszą nic robić, bo nawet jak coś zawalą to przyleci superwoman i wszystko naprawi, nie musi się martwić o czyste skarpetki bo żona przecież pamięta, mało tego jeszcze będzie przypominać o ich zmianie.

No po co się wysilać skoro ta głupia baba i tak uważa, że sama zrobi wszystko lepiej.

Jeśli chodzi o palenie papierosów. Z autopsji co powiem (ja paliłam, mój M. nie), nie raz ukrywałam że palę. Po co? Po to żeby nie wysłuchiwać gadania, a i po to, że kłamiąc robiłam coś złego co myślałam że mnie zmusi do zaprzestania. Ale to nie są straszliwe kłamstwa. Palenie to wredny nałóg.

by nie zawalał 50% spraw, których się podejmuje

Niech zawala. Przecież to dorosły człowiek. Zadbaj o siebie, a jemu zostaw wolną rękę.

ale u jego rodziców schemat jest niestety podobny - ojciec podporządkowany, uległy i ukrywający np. ile kosztowała naprawa samochodu albo, że mniej zarobił niż powinien... Matka była pani kierownik - surowa, zorganizowana,dominująca

Taki wzorzec związku wyniósł z domu.


Niestety z tą pornografią za wiele nie pomogę, ponieważ nie czuje się na tyle kompetentna. Nie znam takiego przypadku.

10

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia
Wielokropek napisał/a:

(...)
Pytania do męża: "Czemu zawalasz sprawy, których się podejmujesz; dlaczego jednostronnie zrywasz naszą umowę?" i nie nabieraj wody w usta na jego odpowiedź "nie wiem".

Pytanie: Czemu tego nie zrobiłeś skoro obiecałeś się tym zająć?
Odpowiedź: ... (spuszczenie głowy)
Pytanie: Umawialiśmy się, że się tym zajmiesz. Dlaczego nie dotrzymałeś słowa?
Odpowiedź:......... (chwila milczenia) Robiłem coś tam i później coś tam i w tym natłoku spraw mi uciekło.
Ja: Ale był na to czas... ponad tydzień...
Odpowiedź: (spuszczenie głowy) ... nie wiem... przepraszam
Ja: przepraszam niczego nie zmienia...
-----
Za to bardzo często jego spuszczenie głowy trwa czasem przez trzy kolejne pytania. I wtedy czuję się jak ta mamusia stojąca nad synem i pytająca czemu grał piłką w mieszkaniu skoro wie, że nie wolno... Ech... Jak sięgam pamięcią to tak kiedyś nie było. Teraz przez takie sytuacje widzę w nim ofermę albo po prostu obiboka  :[


LeeBee - masz rację. Z tym paleniem to nie było straszne kłamstwo. Jestem wyczulona na samo kłamanie niezależnie od tematyki, ale po tym co się okazało później biję się w pierś. Teraz naprawdę chciałabym, żeby tu chodziło TYLKO o papierosy.
I trochę mnie przeraziło czytanie Twojego posta, bo rzuciło kolejny cień na przyszłość. Żona zawsze pamięta, żona zawsze zrobi. Od niedawna zauważam właśnie takie podejście. Jeśli powiem "nałożysz jedzenie kotu", "odkurzysz mieszkanie?" - odpowiedź jest TAK i za tym idą czyny. Jeśli w grę wchodzi jednak systematyczna czynność to zostanie wykonana raz, a później zapomniana. Nie wspomnę o tym, że w mieszkaniu możesz się potykać o rozsypany koci piasek, ale tego nie widać. Gdy zapytam "odkurzysz?" to ok. Ale ja muszę to powiedzieć...
Z tymi skarpetkami to pewnie następny krok.

11

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Faktycznie, wasze rozmowy przypominają napominanie niegrzecznego synka przez mamusię. Może zamiast pytań "dlaczego?" mów o swoich uczuciach powstałych w wyniku jego działalności?

Kolejne przykłady świadczą dobitnie o tym, że przejęłaś odpowiedzialność za wszystko. Taka dominacja kobiety fatalnie wpływa na mężczyznę, na jego myślenie o sobie. A takie jego myślenie o sobie przekłada się na jego działanie (a raczej brak działania) i... kółko się zamyka.

12

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

miałam chłopaka, który mówił coś, a na następny dzień coś innego i to się nawet dotyczyło zwykłych dziennych spraw, mówił coś na temat mojego wyglądu, na następny dzień to co pochwalił mu przeszkadzało, miał milion twarzy nie wiedziałam w końcu czy to prawda, wytrzymałam z Nim pół roku , też ciągle jak coś mówił patrzałam 15 razy na wyraz twarzy na gesty.. - uwierz facet mógłby dostać oskara, umiem idealnie poznać jak ktoś kłamie, jest jedyną osobą, której nie umiałam NIGDY rozszyfrować. Zerwałam z Nim , bo nie wytrzymywałam psychicznie i moja samoocena też kulała. Piersi mam dość małe, ale tu nie chodzilo oto, On chcial zeby piersi mialy tzw. rowek żeby tak do siebie przylegały, ale ja nie mogę tak zrobić bo są po prostu za małe..nigdy nie miałam kompleksów na punkcie swoich piersi, teraz jednak mam. Zakompleksil mnie strasznie chociaz nikomu ( żadnemu facetowi ) o tym nie mówię i zawsze staram iść z podniesioną głową jakbym była miss chociaż nie jestem :Pmiałam łatwiej, bo to był związek a nie rozwód. Macie dzieci..? Jeśli nie to nie jset źle, bo nikt jakoś nie ucierpi z osób trzecich.  Jeśli naprawdę to wszystko źle na CIebie działa, czujesz się zakompleksiona i do tego jeszcze Cię kłamie i Mu nie ufasz (zaufania podstawa i fundament związku..) to  daj spokój. Znajdz kogoś kto będzie Ciebie podziwaic w calej okazalsoci z kazdymi wadami i będzie szczery do bólu.

13

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia
Wielokropek napisał/a:

Faktycznie, wasze rozmowy przypominają napominanie niegrzecznego synka przez mamusię. Może zamiast pytań "dlaczego?" mów o swoich uczuciach powstałych w wyniku jego działalności?

Kolejne przykłady świadczą dobitnie o tym, że przejęłaś odpowiedzialność za wszystko. Taka dominacja kobiety fatalnie wpływa na mężczyznę, na jego myślenie o sobie. A takie jego myślenie o sobie przekłada się na jego działanie (a raczej brak działania) i... kółko się zamyka.

Czasem mam wrażenie, że mówienie o uczuciach to już spływa. Ja za często chciałam rozmawiać o uczuciach i on zdaje się po prostu tego nie rozumieć. Przyjmuje twarz pokerzysty (on w ogóle rzadko wchodzi w konfrontacje, rzadko rzuci argument w czasie dyskusji) i po prostu wysłuchuje gdy mówię, że mnie zawiódł albo że to było dla mnie ważne, że potrzebowałam jego pomocy. Mówię, że nie chcę się czuć tak, że nie mogę na nikogo liczyć bo przecież powinniśmy się wspierać itp. Słucha, kiwa głową, przeprosi raz jeszcze. I niestety nic więcej to nie daje.

To już się stało, zmiany nastąpiły i teraz nie wiem co ja mogę zrobić? On przyjął rolę fajtłapy i tak moje oczy na niego patrzą. Mogę się gryźć w język i zostawić po prostu rzeczy tak by on się nimi zajął SAM Z SIEBIE. Mogę spróbować mniej krytykować... nie oceniać, nie tundrać za uszami, że ZNOWU coś nie tak i ZNOWU coś jest niezrobione... Tylko ciekawa jestem czy my z tych ról kiedykolwiek wyjdziemy...

Najbardziej boli jednak temat kłamania. Tak jak pisałam wcześniej te role się uprasowały mniej więcej po poprzednim zajściu. Prawie się wtedy rozstaliśmy. Już nigdy nie wróciliśmy do normalnego układu.
Tak analizując kwestie dominacji zaraz można się pokusić o stwierdzenie, że filmy xxx to też przez nasze relacje... Taki potajemny kuksaniec i robienie rzeczy zakazanych by się na mnie za coś odgryźć?  Niby parę lat temu psycholog mu powiedziała, że jego uporczywe oglądanie tych filmów było wywołane silnym kompleksem mojego byłego partnera i mojego większego doświadczenia. Zostało to nazwane niejako zemstą za to, że ja więcej przeżyłam... Oczywiście to było podświadome w jej opinii. On sam nie potrafił powiedzieć dlaczego i po co.

Ale czy to właśnie nie byłoby cholernie dziecinne? Czy gdzieś ktoś w czasie gdy on był dzieckiem nie popełnił paru błędów, ze w środku siedzi mały zakompleksiony chłopiec i jak go skrzywdzę to on zrobi to co mnie po prostu boli? Tak się chyba nie da żyć  hmm

14

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Rany!!!!
Na terapię!!!!!
Oboje!!!!
Razem lub osobno, wszystko jedno.

Przeczytaj dokładnie to, co napisałaś w ostatnim swym poście.

daramis napisał/a:

(...)On przyjął rolę fajtłapy i tak moje oczy na niego patrzą. Mogę się gryźć w język i zostawić po prostu rzeczy tak by on się nimi zajął SAM Z SIEBIE. Mogę spróbować mniej krytykować... nie oceniać, nie tundrać za uszami, że ZNOWU coś nie tak i ZNOWU coś jest niezrobione... Tylko ciekawa jestem czy my z tych ról kiedykolwiek wyjdziemy...(...)

Czy wyjdziecie z tych ról?
To zależy.
Zależy, czy choć jedno z was podejmie decyzję o zmianie swego zachowania i będzie tę decyzję realizowało, czy też poprzestaniecie na próbowaniu. Aby zmienić swe zachowanie, trzeba być zdeterminowanym; Ty zaś piszesz "mogę".
Poza tym tutaj nie chodzi o trzymanie języka za zębami. Jeśli na tym polegać będzie Twoja zmiana, to w ogóle nic nie zaczynaj. W którymś momencie nie wytrzymasz, nie dasz rady gryźć się dalej w język i wybuchniesz, wypłacając mu z nawiązką za cały czas, gdy powstrzymywałaś się od krytykowania, wypominania, pouczania, wskazywania. Tutaj chodzi o zmianę sposobu myślenia o sobie, o partnerze, o związku, o relacjach między wami.

15

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia
betheone napisał/a:

miałam chłopaka, który mówił coś, a na następny dzień coś innego i to się nawet dotyczyło zwykłych dziennych spraw, mówił coś na temat mojego wyglądu, na następny dzień to co pochwalił mu przeszkadzało, miał milion twarzy nie wiedziałam w końcu czy to prawda, wytrzymałam z Nim pół roku , też ciągle jak coś mówił patrzałam 15 razy na wyraz twarzy na gesty.. - uwierz facet mógłby dostać oskara, umiem idealnie poznać jak ktoś kłamie, jest jedyną osobą, której nie umiałam NIGDY rozszyfrować. Zerwałam z Nim , bo nie wytrzymywałam psychicznie i moja samoocena też kulała. Piersi mam dość małe, ale tu nie chodzilo oto, On chcial zeby piersi mialy tzw. rowek żeby tak do siebie przylegały, ale ja nie mogę tak zrobić bo są po prostu za małe..nigdy nie miałam kompleksów na punkcie swoich piersi, teraz jednak mam. Zakompleksil mnie strasznie chociaz nikomu ( żadnemu facetowi ) o tym nie mówię i zawsze staram iść z podniesioną głową jakbym była miss chociaż nie jestem :Pmiałam łatwiej, bo to był związek a nie rozwód. Macie dzieci..? Jeśli nie to nie jset źle, bo nikt jakoś nie ucierpi z osób trzecich.  Jeśli naprawdę to wszystko źle na CIebie działa, czujesz się zakompleksiona i do tego jeszcze Cię kłamie i Mu nie ufasz (zaufania podstawa i fundament związku..) to  daj spokój. Znajdz kogoś kto będzie Ciebie podziwaic w calej okazalsoci z kazdymi wadami i będzie szczery do bólu.

Tak... Ja też potrafiłam zawsze wyczuć kłamstwo. U niego nie jestem w stanie. Jego twarz to często zagadka - nie do odczytania mimo tak wielu spędzonych wspólnie lat.
Ale z jego ust nigdy nie padły słowa rzutujące na mnie lub na moje ciało. Jestem w jego ocenie piękna, mam super figurę, fajne pośladki, piersi, nogi - wszystko. Chwali mój ubiór, mój makijaż, doradza na zakupach, przynosi kolejne pary butów do przymiarki.
Tylko, że jak ja napatrzyłam się na aktorki z biustem DD (mój oczywiście A), opalenizną (ja blada jak ściana) i gładką skórą (zbieram kasę na depilacje laserową...) to nie chcę się pokazywać w świetle. Ok. Do piersi nie mam nic bo nauczyłam się lubić mój mały biust - lepsze to niż gdyby miał zwisać. Przerwy też sobie nie zrobię chociaż raz miałam biustonosz, z którym sie udało, ale po co deformować biust. Każdy ma jakieś rzeczy, które chciałby zmienić, ale on zawsze podkreśla idealność mojego wyglądu. Słownie. Oglądaniem filmów wywołuje natomiast efekt odwrotny...


Wielokropek - ale powiedz szczerze wg swojej oceny tej całej pokręconej sytuacji... wg Ciebie powinniśmy iść na terapie i zostawić jakiekolwiek decyzje na później? Bo ja mam mętlik w głowie i nie wiem co mu w ogóle powiedzieć / napisać... mam strasznie silne poczucie krzywdy i tego, że "ostatnia szansa" już kiedyś była. Ten problem miał już być poza nami. Wiedział co robi i wiedział, że mnie zrani. Mógł też się domyślić, że jak za każdym poprzednim razem i ta sprawa wyjdzie na jaw...

16 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-06-20 17:37:33)

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Żadna "ostatnia szansa" niczego nie da, gdy nie zmieni się wasz sposób wzajemnego traktowania. Jeśli Ty dalej będziesz swego męża traktowała jak niepełnosprytne dziecię, które należy kontrolować, dawać szanse, pouczać, nakazywać, decydować za niego; on zaś będzie starał się wyrobić jako grzeczny i dobry synek, a czasami oszukiwać będzie Ciebie-strażnika, to cały czas wasz układ będzie układem opiekuńczo-wychowawczym. I problemy będą dalej takie, jak między rodzicem (przy czym ten rodzic ma problem z ustaleniem własnej pozycji: raz jest bardzo srogim, wymagającym, raz jest pobłażliwym) a buntującym się nastolatkiem.

Rozwiązań tej sytuacji jest kilka:
1. rozstajecie się;
2. idziecie/idziesz na terapię i po jej zakończeniu podejmujecie/podejmujesz decyzję o trwaniu lub zakończeniu związku;
3. bez terapii zmieniacie/zmieniasz swe zachowanie i sposób myślenia i podejmujecie/podejmujesz decyzję o trwaniu lub zakończeniu związku.
Każda z tych dróg jest dobra, wszystko zależy od waszego/Twojego celu.


***
Jeszcze jedno.
Moim zdaniem, niezależnie od decyzji dotyczącej związku, opłaca się praca nad sobą i zmiana sposobu spostrzegania siebie oraz przejście z pozycji nauczycielki-mamusi-wychowawcy-strażnika na pozycję kobiety-partnerki.

17

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Zgadzam się z Wielokropkiem i jej poglądami na Twoją osobę. Z pierwszego postu wynika, że to nie chodzi o kłamstwo, tylko o co, że zrobił coś nie po Twojej myśli. Zachowujesz się jak matka, tak, a on jak synek. Nie traktujesz go jak partnera, męża, osoby, z którą masz dzielić życie, ale jak osobnika niższej kategorii, którego trzeba wychować. Sama przyjmujesz taką rolę, a potem się złościsz.
Twój mąż miał problem, poszedł na terapię i znasz źródło problemu. Jednak problem nie zniknął, bo Ty wciąż coś od niego chcesz. To wychodzi z Twoich postów, ciągle coś, ciągle jakieś "ale", ciągle jakieś oczekiwania, a to źle, a to nie zrobione, a to robicie coś tam, a to czegoś tam nie robicie. Aż się ciśnie na usta, daj facetowi spokój! Oglądanie pornografii bierze się tez stąd, że on się czuje przytłoczony i tylko w ten sposób daje ujście swoim emocjom. Ważne też jest jakiego typu są te filmy, na Twoim miejscu bym zerknęła, bo i tematyka może wiele powiedzieć o człowieku i o tym co w głowie mu siedzie.
Chcesz żeby coś zrobić? To mu to powiedz, a jak nie zrobi to wyciągnij konsekwencje, które odpowiednio wcześniej zostaną powiedziane. Ale nie gdacz mu nad głowa i nie histeryzuj, bo wszystko kręci się w okół Ciebie, a tak nie powinno być.

Czy choć raz zapytałaś męża czy jest szczęśliwy? Czy pozwoliłaś mu powiedzieć do końca co mu się w TOBIE nie podoba? Czy tylko krytykowałaś i wylewałaś swoje żale?

18

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Wielokropek - Dziękuję. Bardzo trafił do mnie Twój punkt widzenia i muszę się z tym przespać i zastanowić się nad kolejnymi krokami. Przede wszystkim znaleźć jakiegoś specjalistę bo raczej sama to mogę maskować problemy, ale ich nie rozwiążę...

Teo - nasz związek teraz, a kiedyś to jest niebo, a ziemia. To nie jest tak, że zawsze była między nami taka zależność. Jesteśmy ze sobą 7 lat i to naprawdę wyglądało inaczej. Moje patrzenie na niego zaczęło się zmieniać jakieś 2 lata temu i po prostu osiągnęło wysoki poziom co irytuje, nie pozwala trzeźwo myśleć.

I tak... pytałam czy jest szczęśliwy, nawet całkiem niedawno pytałam czy jest ok bo widziałam, że chodzi przygaszony. Powiedział, że jest ok. Zapytałam czy na pewno, bo nie wygląda na szczęśliwego i że widzę, że nasze relacje się zmieniły. Powiedział, że to nie jest mega szczęście, ale jest szczęśliwy w tym związku.
Pytałam również o sprawy łóżka. Powiedział, że też jest ok. Wczoraj dowiaduje się, że tak mówił, żeby mi nie było przykro. Ja naprawdę nie jestem jasnowidzem. Tutaj jest poważny problem z komunikacją. Niejednokrotnie mówiłam, że to nie o to chodzi, żeby mówić coś co ktoś chce usłyszeć.

19

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Cieszę się, że "trafiłam". smile


daramis napisał/a:

(...)Wczoraj dowiaduje się, że tak mówił, żeby mi nie było przykro. Ja naprawdę nie jestem jasnowidzem. Tutaj jest poważny problem z komunikacją. Niejednokrotnie mówiłam, że to nie o to chodzi, żeby mówić coś co ktoś chce usłyszeć.

To nie problem z komunikacją.
To problem relacji miedzy wami.
Gdyby Twój mąż nie obawiał się skarcenia za powiedzenie prawdy, to byś ją usłyszała.


Trzymam kciuki.

20

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia
Wielokropek napisał/a:

Zaintrygowałaś mnie swoim drugim postem. Tak, tak, właśnie drugim. A dokładniej uwagą o tym, że po niecałych dwóch godzinach braku odzewu, czujesz się jak idiotka (swoją drogą, jak czuje się idiotka?)
Wynika z tego jedno: jesteś osobą przewrażliwioną na swoim punkcie, tzn. jeśli coś nie idzie po Twej myśli, jeśli brak jest natychmiastowej reakcji na Twe sprawy, to "wszyscy są przeciwko Tobie".

Czytając Twój pierwszy post pomyślałam, że oboje powinniście iść na terapię, być może terapię małżeńską, być może indywidualną. Czemu Ty? Bo masz ewidentny problem z byciem w związku. Nie, nie chodzi o pornografię. Chodzi tu o kontrolowanie męża, o wymyślanie rozwiązań dla jego problemów, o matkowanie (w najgorszym tego słowa rozumieniu). Jeśli Ty jesteś matką w tym związku, to nic dziwnego że mąż odgrywa rolę syna. Jest przyczyna, jest skutek.

Bardzo fajna wypowiedź w ich związku to ona jest tym, który "nosi spodnie", a facet - własnie małym dzieckiem, albo "babą". Ale Wielokropek określił to znacznie lepiej, dogłębniej i dosadniej. Wspólna terapia u psychologa, to chyba dla was najlepsze rozwiązanie.

21

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

mi sie wydaje, ze tylko terapia wam pomoze, jesli chcecie to ratowac. ale nie osobno, RAZEM! musicie nauczyc sie spowrotem zyc ze soba. Ty musisz sie nauczyc przestac mu matkowac, krytykowac,oceniac, a on musi sie nauczyc byc tym, ktory nosi spoodnie w tym zwiazku... inaczej nie widze dalszego sensu, zebyscie to ciagneli...
cala wina splywa na niego... cala ta "porazke" zwiazku widzisz w nim... tez popelnilas kilka bledow, o ktorych dziewczyny juz napisaly, a Ty usilnie darzysz do tego, ze to ON ZAWINIL a Ty jestes ta biedna ktora musi dbac o ten zwiazek.

szczerze? jesli mnie by ktos caly czas krytykowal, tez by mi sie nie chcialo uprawiac np z ta osoba seksu, wolalabym sie schowac, ogladac filmy porno, zeby sobie dogodzic. nie chcialoby mi sie rozmyslac co jest do zrobienia w domu, bo to przeciez i tak bedzie za malo... nie chcialoby mi sie byc szczera, wolalabym klamac, zamiast wysluchiwac jaka to jestem zla i niedobra. no ale ja np bym sie nie meczyla i bym odeszla... nie chcialoby mi sie wysluchiwac tego jaka jestem beznadziejna, nieporadna itd...

22

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

ja nei moge, wszyscy tylko by na terapie chodzili... normalnie, co drugi post to na terapie. wziasc sie za siebie i cos zdecydowac a nie terapia, psycholog, psychiatra, psychoterapeuta, psychoanality, psychorycho hmm

23

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia
DodoMashallah napisał/a:

ja nei moge, wszyscy tylko by na terapie chodzili... normalnie, co drugi post to na terapie. wziasc sie za siebie i cos zdecydowac a nie terapia, psycholog, psychiatra, psychoterapeuta, psychoanality, psychorycho hmm

czasami nie wystarczy wziac sie za siebie. czasami potrzebna jest osoba postronna, zeby pomogla zrozumiec siebie nawzajem.

24

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Myślę, że dużo już zostało powiedziane ale jedna wypowiedź dla mnie bynajmniej jest najbardziej logiczna. Zaden terapeuta nie pomoże jeśli sami nie będziecie do tego dążyć. A spróbowałaś oglądać razem z mężem /nie mówię tu o ostrym porno/ jekieś fajne erotyki z fabułą? Może zastanów się nad tym. Kompleksy sama sobie wytwarzasz bo przecież Twój mąż twierdzi, że jest inaczej. Weź to za dobrą monetę i uwierz w to. Drobne kłamstwa bolą tak samo jak duże/wiem coś o tym/ ale trzeba ROZMAWIAĆ nie monolog tylko rozmowa. Prace domowe można zaplanować robić na początku razem a później ustalić co do kogo należy. Najlepiej co komu wychodzi. Nie będzie łatwo, zadra zostanie ale wiara czyni cuda. Przestań gderać typu " no wiadomo.." "znowu nie zrobiłeś" a zamiast tego powiedz" rozumiem, że nie miałeś czasu ale może razem byśmy to zrobili lub możesz to zrobić teraz, bardzo na Ciebie liczę".Powodzenia.

25

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Kłamanie/Palenie/Pornografia - mogłabym wiele o tym pisać..

KŁAMANIE:Powiem Ci tyle,że ja jestem w krótszym związku niż Ty. Lecz partnera mam bardzo podobnego do Twojego.Jeśli jest kłamczuchem to już zawsze Nim będzie i musisz się z tym pogodzić:) Na wielu drobnych kłamstwach i nie kiedy większych przyłapałam Mojego partnera. Zawsze wybuchałam złością i kłóciłam się z Nim czemu prawdy nie mówi.Wiem,,że ten typ tak ma i ciężko Go zmienić na taki jaki byśmy chciały.Prawdę wymuszałam tak długo aż się poryczał. Ile w tym czasie ja się napłakałam szkoda było moich nerwów i łez.Potem i tak się pogodziliśmy i mu przebaczyłam,bo okazywało się to w Naszych oczach pierdołą.Ale jednak mnie tam bolało w środku.Teraz mój partner gdy kłamie wie co Go czeka. Każdą pierdołę wywęszę! Jak detektyw:D Wiem kiedy kłamie i zmyśla.Wtedy naciskam aż się mi przyzna. Przypominam mu te sytuacje kiedy dociekałam prawdy i jak długo trwało nasze kłócenie- odpuszcza już to sobie i się przyznaje i wtedy tłumaczy czemu tak postąpił. Typ tego faceta nie lubi naciskania i dopytywania ani podejrzeń. Dlatego teraz gdy mi kłamie ja zawsze wyczuje to nawet kiedy nie chce np. że schował sobie kasę nie wiadomo na co/ trzymam ją w ręku i pytam po co ukrywa? Tłumaczy się raz-wiem że wymyśla-drugi też przeważnie kłamie- za trzecim mówi po co mu. I już wtedy wiem,ze oczy jego nie kłamią.(NA PEWNO  JESZCZE WIELE RAZY BĘDĘ RYCZEĆ PRZEZ NIEGO -ALE CZUJĘ,ŻE ON WCALE TAK NIE CHCE TYLKO BOI SIĘ TYCH MOICH PODEJRZEŃ I DOCHODZEŃ I WTEDY ZE STRACHU -ŻE NIE UZNAM JEGO PRAWDY BO BYĆ MOŻE MNIE ZA BOLI-KŁAMIE)


PALENIE: Ja raz w życiu zapaliłam na złość facetowi -to była pierwsza i ostatnia  styczność z papierosem

Wkurzał mnie,ze palił gdy chodziliśmy ze sobą oszukiwał mnie ,ze nie pali. Jakoś mu to się udawało-bo ja jestem bardzo wyczulona na zapach tytoniu itd. Później się wydało i obrzydzał mnie ten smród. Wychodził na fajki na przerwach w pracy z koleżankami i kolegami a ja szłam z Nimi i było mi źle na to patrzeć -wyglądało to jak SZPAN jednych uspokajało drugich nakręcało a Mój partner był dumny z tego.

I pewnego dnia gdy miałam wolne wrócił z pracy a ja sobie siedziałam przed telewizorem i paliłam papieroska -(czułam się strasznie z tym tak sztucznie) od razu mi go zabrał ,ale zdążyłam kilka krotnie zaciągnąć się Nim. Powiedział ,że zwariowałam.A ja mu,że skoro On pali to czemu ja nie mam tego robić? Ja muszę znosić Twój śmierdzący oddech jak mnie pocałujesz to zobacz jak ode mnie śmierdzi i razem będzie nam tak wygodniej:) Wkurzył się nie miłosiernie przestał palić smile czasem jeszcze zajara gdy ma mega zły dzień,ale to już musi być żeby zapalił:) Nie wiem co ludzie w tym czują przyjemnego.Dla mnie to okropieństwo!

(OD CZASU DO CZASU CZUJĘ OD NIEGO ,ŻE PALIŁ I PYTAM GO -MÓWI MI PRAWDĘ ,ŻE TAK - BO COŚ MU NIE POSZŁO W PRACY BYŁ NERWOWY I WZIĄŁ OD KOLEGI - WIERZE MU I ZAWSZE ZARZUCAM ,ZE NIE MA TEGO ROBIĆ BO CAŁY ŚMIERDZI TYM I NIE MAM OCHOTY GO ANI CAŁOWAĆ ANI PRZYTULAĆ.ZAWSZE TO DZIAŁA:))


PORNOGRAFIA:  Kiedyś gdy wyjechałam  bez niego to wywęszyłam po powrocie,że  usunął historię z kompa a mi to spokoju nie dało i przejrzałam odtwarzacze gom player itp i były tam filmy porno ostatnio odtwarzane. Dość duża ilość.Wtedy to było dla mnie bolesne..dużo się kłóciliśmy.Teraz już się z tym nie ukrywa.Nawet sama mu czasem coś ściągne i oglądam z Nim smile choć czasem wkurza mnie to zależy jaki humor mam.(KIEDYŚ PORÓWNYWAŁAM SIĘ Z TYMI LASKAMI Z FILMÓW-ŻE ON SIĘ ŚLINI NA ICH WIDOK A MI WIELE BRAKUJE DO NICH.WIEM TERAZ,ŻE TAK NIE JEST-KAŻDY FACET ZWRÓCI UWAGĘ NA TAKĄ CIZIĘ -ALE ŻYCIA Z NIĄ NIE CHCIAŁBY SPĘDZIĆ BO TO WSTYD! MIEĆ KUR.. ZA ŻONĘ -KTÓRA PUSZCZA SIĘ Z KAŻDYM-JA MU ZARZUCIŁAM ,ZE NIE CHCE ABY SAM OGLĄDAŁ FILMY PORNO BO JA TEŻ LUBIĘ FANTAZJOWAĆ I WOLAŁABYM ABY NIE UKRYWAŁ ,ZE POBIERA Z NETA I OGLĄDA-OD TEGO CZASU SAM MI MÓWI JAK MA OCHOTĘ OBEJRZEĆ COŚ ,ZE MAM ŚCIĄGNĄĆ I NP.CO ITP:) I JUŻ SIĘ NIE KŁÓCIMY! (ale nie można pozwolić na za wiele, bo wtedy się przyzwyczai i będzie chciał się kochać tylko przy filmie a dziewczynę będzie to wkurzało! Umiar musi być)

Życzę Ci abyś dogadała się z mężem. Powiedz mu wszystko co czujesz. Nawet jeśli to typ-że nie lubi słuchać-powiedz mu,że będziesz mu tak długo ględzić ,że łeb go zacznie boleć. Powinno poskutkować:D I taka rada dla Ciebie ode mnie- jeśli tak bardzo nie cierpisz filmów porno to nie wiem co Ci poradzić-ale jeśli nigdy nie oglądałaś to zaproponuj mężowi,że wolałabyś z Nim obejrzeć i się kochać przy tym niż żeby sam po kątach się zadowalał  i Ci kłamał.Uwierz mi,że będziesz szczęśliwsza! Być może to w Twoim związku wiele zmieni?

Myślę,że tyle co Ci napisałam to nie na marne;) -i nie jest Ci potrzebny żaden psycholog i terapeuta:)

26 Ostatnio edytowany przez Vuk (2012-06-21 23:43:41)

Odp: Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

daramis
Twój facet to święty człowiek, żywcem do nieba pójdzie za to, że z Tobą wytrzymuje. Coś z nim rzeczywiście jest nie tak, bo normalny już dawno by taką wiedźmę w zadek kopnął...

I jakoś tak nie widzę sensu w pseudopsychologizowaniu. Bo rzecz jest prosta jak drut - pani jest głównodowodzącym wydaje ślubnemu polecenia, które ma wykonać, bo jak nie to foch. Więc facet zwyczajnie, dla świętego spokoju nie mówi jej wszystkiego.

Posty [ 27 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Coś się chyba kończy...czyli kłamstwa, pornografia i brak zrozumienia

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024