witam! pisalam już wcześniej o moich problemach w związku dotyczących wybuchów mojego faceta po alkoholu jak i też problemów z kasą. wszystko ułożyło się pięknie wtajemniczeni, którzy czytali mój poprzedni wątek wiedzą, że doszliśmy do porozumienia w każdej kwestii. nie wtajemniczeni mogą poczytać, żeby lepiej poznać sytuację.
na początek chciałam prosić moderatora o nieusuwanie mojego posta, ani przenoszenie. widziałam wiele podobnych tematów. wolałam jednak założyć swój wątek. kazda sytuacja jest inna, specyficzna. nie mozna wkładać wszystkiego do jednego wora...
wszystko ułożyło się wspaniale, zero kłótni no chyba, że o seks bo on unika go jak ognia.jednakże i na ten problem spokojnymi długimi wieczornymi rozmowami znalezliśmy rozwiązanie. sam zaproponował wizytę u seksuologa. niniejszym i ta kwestia została rozwiązana (prawie).
było na prawdę świetnie do momentu pewnej imprezy gdzie on sie upił niesamowicie, chociaż wie, że nie może. po alkoholu strasznie sie zmienia powiedziałabym, że o 180stopni. to nie ten sam człowiek. i tu zaczyna się problem. zachlał się, narobił "przypału" wśród mojej rodziny i wielu znajomych. na dodatek wszystkiego się wyparł. niczego nie pamięta!!! rozwalił kluczyki od samochodu (właściwie immobilizer chyba tak to się nazywa), jak nie pozwoliłam mu nigdzie jechać po pijaku.walił głową w ścianę. z pięści w drzwi. rzucał wieloma rzeczami po domu, nie bd wymieniać szkoda słów. to nie wszystko, prawie rozwalił swojego laptopa, bo nie chciał mi dać obejrzeć do końca meczu Polska-Czechy. kilka razy kopnął w szafkę i rozwalił drzwiczki. jak powiedziałam, żeby się uspokoił, bo nie jego mieszkanie (wynajmujemy) to powiedział, że płaci i może robic co chce. po którymś kopnięciu w szafke nie wytrzymałam i dostał liścia, w sumie chyba przez cały wieczór dwa razy dostał. co najlepsze nic nie docierało, stał się jeszcze gorszy znowu kopał w tą szafke, sunął się do mnie z łapami, ale ja nie jestem z tych co się boją, nie, nie!!! drzwiami od kuchni trzaskał kilka razy mało ich nie wyrwał z futryny. na tym się nie skończyło bo były chamskie odzywki typu odpierdo...l się, odbij, w pewnym momencie przesadził, bo nazwał mnie zdzirą i znowu dostał. raz uderzył mnie w rękę, bo zablokowałam uderzenie. nie wiem czy chciał w twarz nie mam pojęcia. wszystko działo się tak szybko. zdarzyły sie już 4 takie akcje jutro mija rok jak jesteśmy razem. nogdy nie był aż tak agresywny. kiedyś skopał swój samochód. też mu odwaliło coś po pijaku. nie mamy żadnych wielkich problemów. a pierwsza taka jego akcja miała miejsce jak byliśmy ze sobą 4 miesiące i na prawde wszystko było w porządku. nie widzę w tym swojej winy. tym bardziej, że zawsze po jakiejkolwiek kłótni czy sprzeczce to ja przychodzę się pogodzić. on zawsze udaje, że problemu nie ma. od dwóch dni nie rozmawiamy ze soba. powiedzialam mu, że to koniec i niech szuka pracy gdzie indziej. niech się zastanowi co dalej, ale z nami koniec. to nie pierwsza taka akcja, ja juz wiele mu wybaczyłam. spimy oddzielnie, ja w sypialni, on w salonie. nie rozmawiam z nim. on by mi nawet nie uwierzył, bo nic jak zwykle nie pamięta, jednak ja nagrałam na telefon to jak się zachowywał, co mówił itp wczoraj dałam mu odsłuchać przeprosił. niestety cos chyba się skończyło... dzis mieliśmy jechać do Hiszpanii na wczasy, na 5dni
urlop zawieszony ja rozdarta tyle na to czekałam... nikomu na razie nie mówiłam. nie wiem co dalej. mieszkamy za granicą i jest tu tylko mój brat z żoną, którym nie będę nic mówić, to postanowione. i tu pytanie z tytułu: zastanawiam się czy nie zadzwonić do mamy i jej opowiedzieć jestem z tym sama
chcę się komuś wyżalić, poszukać pomocy, zapytać o radę. zadzwonić do mamy czy nie????????