kryzys w zwiazku???? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » kryzys w zwiazku????

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 65 z 233 ]

1

Temat: kryzys w zwiazku????

Witam,
chcialbym sie podzielic moja historia i uslyszec Wasze zdanie jako osob patrzacych na to zimnym, obiektywnym okiem.

A wiec. Zaczynajac od poczatku. Od lutego jestem w zwiazku. Jest to o tyle specificzna sytuacja ze potoczyla sie zaskakujaco szybko i przyznam sie ze takie tempo mi odpowiadalo. Powiedzialem sobie..ze czasami nalezy lapac zycie takie jakim jest i sprobowac.
Mieszkam za granica, ona jest norweszka, ja - polakiem. Poznalismy sie ponad rok temu, od poczatku wydawala mi sie potwornie interesujaca, jednak nie mialem zbyt wielu mozliwosci aby znajomosc rozwinac. Wszystko sie tak naprawde zaczelo na dobre gdy spotkalem (wrzesien 2011) ja podczas wizyty u mojego kolegi. Od tego momentu mialem mozliwosc czestrzego kontaktu z nia. Dodatkowo odnalezlismy sie na FB wiec mozliwosci kontaktu bylo wiecej. Niemniej jednak nic sie nie rozwijalo, ot znajomi, nic wiecej.  Zreszta nie bylem przekonany ze powinienem dzialac (ona ma dziecko a wiec zakladalem ze jest mezatka, a juz na pewno z kims, a ja nie naleze do ludzi kradnacych czyjes dziewczyny/zony). Od mojego kolegi (u ktorego ja spotkalem) uslyszalem ze faktycznie ma dziecko, ale nie zyje z ojcem dziecka od ponad 2 lat i ze jest sama. Usmiech pojawil sie na mojej twarzy, ale mimo to nie widzialem jakos siebie w tym ukladzie. Bylem sam od ponad 6 lat, ostatni zwiazek zranil mnie wystarczajaco mocno, aby unikac jakichkolwiek uczuc przez wiele lat. Powiedzialem sobie ze nie chce juz zadnych zwiazkow, zadnych uczuc i zadnych ran. Koniec, chce byc sam do konca zycia i cieszyc sie tym co mam. I powiem Wam ze to funkcjonowalo, moglem sie skupic na pracy, przyjemnosciach.
Kupilem dom, nowy samochod, dostalem propozycje dobrze platnej pracy. Jednym slowem, zycie.
Jednak po pewnym czasie zaczelem czuc pewnego rodzaju samotnosc i brak kogos o kogo moglbym dbac, kogo moglbym kochac, przytulic. Miec kogos kto czeka w domu az wroce, i na kogo ja moglem czekac. Co z tego ze mialem wszystko co chcialem gdy jednak brakowalo czegos, czego nie mozna kupic, czego nie mozna zastapic zadna materialna rzecza - bycia kochanym i potrzebnym komus. Chcialem miec kogos z kim moglbym sie dzielic moim zyciem, z kim moglbym isc reka w reke na przod, z kim moglbym spedzac cudowne chwile, kogo moglbym wspierac i kto moglbym wspierac mnie. Kogos na cale zycie.
Uczucie te przez ponad rok przeplataly sie z moimi twardymi postanowieniami, nie umialem sie okreslic. Balem sie ze znowu powtorzy sie to samo, ze ten ktos nie wytrzyma ze mna wiecej nic miesiac. Wiec po co mialem meczyc siebie i kogos..???  I tak zlecial poczatek 2012 ze sporadycznymi FB kontaktami z nia, czasami spotykalem ja w pracy ale to bylo czysto zawodowe spotkania (ona pracuje na recepcji duzej firmy z ktora ja wspolpracuje). I tak to trwalo do lutego tego roku, kiedy pewnego wieczoru mialem ochote z kims pogadac. Zobaczylem ze siedzi na FB wiec zaczepilem ja, ot tak zeby pogadac. Na poczatku rozmowa sie nie bylo zbyt dynamiczna, ot takie wyciaganie odpowiedzi na pytania. I gdy po godzinie stwierdzielm ze mam dosc, rozmowa sie ozywila. Na tyle ze przegadalismy nast 6 godzin smile Gadalismy o wszystkim, nawet o najbardziej zakreconych rzeczach. Spodobalo mi sie to, jednak to tylko byla rozmowa, nic wiecej. Jednak czulem ze to ktos kto patrzy na swiat tak jak ja, i ma takie same priorytety.
Obiecalismy sobie ze pogadamy innym razem. Ot tak dla zabawy.
Nastepnego wieczoru znowu rozmawialismy i wowczas cos we mnie peklo, narodzila sie chec pojscia dalej w tej znojomosci, moj strach umikl, zanim jednak cokolwiek zrobilem spojrzalem w lustro i zadalem sobie pytanie czy tego chce, bo od tego juz moze nie byc odwrotu. Stwierdzilem ze sprobuje, ze jestem na to gotowy. Zaprosilem ja do kina, akurat traf chcial ze to byl 14 luty tongue (ciekawy zbieg okolicznosci).
To byl punkt od ktorego wszystko nabralo ogromnego tempa. Jedno spotkanie, drugie, pierwszy weekend razem, pierwszy tydzien. Pierwsza rozmowa, o tym ze ona ma dziecko i ze musze to zaakceptowac. Poniewaz od zawsze marzylem o rodzinie nie mialem z tym zadnego problemu. Uwielbiam dzieci. Wiedzialem ze jak mi pozwoli ich kochac, pokocham ich dwoje. (Wiedzialem ze stoi przede mna ogromne wyzwanie, ale postanowilem stawic temu czola. Ona nadal ma kontakt z ojcem dziecka, maja wspolna opieke nad mala, a wiec zawsze bede stal z tylu). Poczulem sie panem losu. Ze w koncu mam to co od zawsze chcialem miec. Zaczalem sie starac, ze wszystkich sil. Poswiecilem sie caly temu. Budowalem z cierpliwoscia fundament nowej rodziny. Byly dni kiedy widzialem lzy w jej oczach. Miala problemy natury finansowej. Moje serce nie moglo na to patrzec. Obiecalem sobie i jej ze od tej pory ich zycie bedzie inne, lepsze. Postanowilem zmienic swoj swiat. Zaproponowalem aby zamieszkac razem. (tak jak wspomnialem tempo bylo ogromne, po 3 tyg pomieszkiwalismy razem,  po 2 miesiach mieszkalismy juz razem). Wiem ze to moze za szybko, ale moim zdaniem w milosci nie ma regul, czy zasad. Milosc sama dyktuje tempo. Ja wiedzialem czego chce, ona wiedziala czego chce, dlaczego mielismy to blokowac. Nie bylo mozliwosci wprowadzenia sie do jednego z nas. Moje meiszkanie bylo za male, ona wynajmowala jeszcze mniejsze (male ciemne mieszkanie). Powiedzialem sobie, ok, zmieniamy swiat. Sprzedalem moje miszkanie i kupilem duzy dom. Chcialem zeby zyla lepiej, aby obie czuly sie bezpiecznie i komfortowo ze mna. Aby czuly sie kochane i otoczone opieka. Wprowadzilismy sie w maju do domu. Cieszyla sie ze mamy wspolny dom, ze jest to nasza przystan. Uczucia byly na poziomie zenitu. Spedzialismy ze soba kazda mozliwa chwile. Czasami spotkalismy sie ze znajomymi, ale ze nie mamy ich za duzo, mieslismy duzo czasu dla siebie. Gory, wyjazd za granice, wspolne wycieczki, spacery...Pelna sielanka. Zylem tak, jak bym Boga zlapal za nogi.
Wszyscy do okola byli pelni podziwu ze takie uczucie moglo wybuchnac, ze w tak krotki czasie dwoje ludzi sie pokochalo na takim poziomie.

Podczas przeprowadzki wiele moich rzeczy zostalo przez nia posortowanych. Stwierdzilem, ok, nie ma to znaczenia dla mnie...i tak wczesniej czy pozniej zrobil bym to samo. Dom oddalem w jej rece. Mam dwie lewe rece jesli chodzi o wystroje. Razem dobralismy kolory scian, tapet, zaslon...zaskakujaco sprawnie to wszystko szlo...tak jak bysmy pasowali do siebie idealnie.

Po pewnym jednak czasie zaczalem odczuwac wrazenie ze zaczyna to wszystko stygnac. Normalna kolej rzecz, nastepny etap zwiazku. Poziom hormonow opadl. Brakowalo mi tej namietnosci, tych slodkich spojrzen. Czasami czulem ze ma mnie dosc. Odpowiadala ze nie, ze wszystko jest ok. Nigdy nie mielismy klotni, nawet drobnej wymiany zdan. Zaczalem sie obawiac ze cos sie psuje. To dalo mi impuls do walki. Zaczalem jeszcze bardziej o nia dbac, niespodzianki, kwiaty itd. Do dzis wreczem jej bukiet kazdego 14 miesiaca. Wiem ze to dziecinne, ale dla mnie ta data jest szczegolna i chce ja celebrowac.

Taka ochlodona milosc trwala jakis czas, dochodzilo do tego ze nawet nie kochalismy sie przez tydzien. Ona zasypiala od razu, twierdzac ze jest zmeczona. Czulem ze juz nie jestem atrakcyjny dla niej. Spytalem o to, zaprzeczyla. (Generalnie ciezko mi jest takie rozmowy rozpoczynac bo ona nie nalezy do kobiet ktore sa gadulami. )
Skonczyly sie opowiesci o tym jaki miala dzien, znajomi wiedziali wiecej o niej niz ja, za kazdym razem jadac samochodem byla cisza. Dobijalo i dobija mnie to nadal, bo jest to dla mnie nienaturalne. Czesciej siedziala na FB niz rozmawiala ze mna jadac gdzies. Poczulem sie jak tlo do jej zycia. Kazda proba rozmowy konczyla sie odpowiedzial ze wszystko jest ok, ale mimo to czulem ze chyba ma mnie troszke dosc tongue. Widzialem ze zaczela sie koncetrowac na sobie, ja nie umiem tak, tak angazuje sie, to oddaje siebie w 100%. Zmieniam JA na MY.
(Wielokrotnie powtarzalem jej ze chce z nia byc na zawsze, ze chce sie zestarzec z nia. Takiego uczucia nie czulem nigdy. Uwazam ze prawdziwa milosc jest tylko jedna na cale zycie. I to jest ta. Wiem teraz ze nie zaleznie co bedzie dalej ona zawsze bedzie w moim sercu. Nawet jesli nasz zwiazek sie nie uda.)

Skonczyly sie slodkie smsy w godzinach pracy, czule maile. Czasami jaka karteczka z "kocham cie". Tak to trwalo kilka tygodni. Gdy nagle, tydzien temu, wszystko wybuchlo na nowo. Gdy wchodzilem do domu, czekala w przedpokoju. Nie umiala sie ode mnie oderwac. Slodkie smsy, wyznania milosci. Uczucie az tryskalo, bylo to boskie, bo znowu dostrzeglem odpowiedz na moje uczucie, na moje starania. to bylo fantasytczne. Znowu czas spedzony razem, namietnosc, slowa kocham i ze jestem najlepsza rzecza jaka jej sie przytrafila i ze nie pozwoli mi odejsc. Tak to trwalo tydzien, po tygodniu wszystko ostyglo na nowo, znowu pojawil sie indywidualizm, "JA, TY, zamiast MY".
Znowu zamieniamy tylko kilka zdan w ciagu dnia, ona zyje swoim zyciem, ja tuz za nia. Wymuszone "kocham cie", FB.
Za 2 tyg jedziemy na wakacje razem. Tak jak normalna rodzina.
Ale ja jakos nie jestem juz tak szczesliwy jak wczesniej. Mam wrazenie ze brakuje takiej swobodnej komunikacji. Brak rozmowy rozklada mnie na lopatki, a nie umiem tego naprawic. Ona nie opowiada mi o tym co nowego, kogo spotkala, jak minal dzien. Brakuje tego czegos co bylo na poczatku.

Aby tego bylo malo boli mnie jeszcze jedna rzecz. Kiedy zaczelem sie z nia spotykac, pewngo dnia pokazala mi zdjecia. Na jednym z nich byl facet. Jak to powiedziala, "to jest jej najlepszy przyjaciel i musze to zaakceptowac". nie podjalem tego tematu dalej bo nie byl to dobry czas ani miejsce. Teraz mysle ze jednak powiniem byl to zrobic. W kazdym razie od razu poczulem pewna niechec do niego (ot alergiczna reakcja jednego samca na drugiego). Facet ma 40 lat, kiedys pracowali razem. Interesuje sie fotografia i przez jakis czas ja uczyl tego hobby. Nie wiem czy cos bylo miedzy nimi, i nie chce wiedziec. Kiedys przypadkiem rozmawiajac o znajomych wspomniala o nim,  o imprezach na jakich byli i ze zdarzylo im sie spac w tym samym lozku (nic wiecej). Ta opowiesc dobila mnie do konca. Poco mi to wiedziec...??? BTW. Maja nadal kontakt.
Jak zapewnila nie mam powodow do obaw.  Ale moja niechec do niego pozostala. Byc moze facet jest spoko, nie wiem, nie znam go.

W kazdym razie wyjazd integracyjny jest w najblizszy piatek. Jedzie masa ludzi, ale ona zna tylko 4 z nich (kolezanka z mezem, jeszcze jedna kolazanka i on). Nie umiem powiedziec dlazcego..ale nie podoba mi sie ten wyjazd. Ale nie zabronilem niczego...jest dorosla, wiec zaufalem. Bedzie mi ciezko przetrwac ten weekend, ale dam jakos rade.
Poniekad mi to tez pasuje, moze taka 3 dniowa przerwa dobrze nam zrobi.
Szczegolnie ze musze sie naladowac pozytywna energia przez wyjazdem na wakacje. Nie chce tego spaprac.
Dzis wstalismy bez slowa. Bez okazywania uczuc. Zajalem sie dzieckiem, ona przygotowala sie do pracy. Przed wyjsciem usiadlem na schodach i patrzylem na mala, ta slodka mala istote.  Nie umialem nic powiedziec, tylko kleby mysli o mnie, o niej, o nas. Wydaje mi sie ze wyczula ze cos jest nie tak. Ale nie zapytala. Droga do pracy - jak zwykle cisza. Wymuszone kocham cie na dowidzenia.
Teraz siedzie w pracy i zastanawiam sie co dalej. Jak to przetrwac. Czy to juz koniec, czy kryzys..czy moze cos innego. Nie wiem jak spojrzec ludziom w oczy ktorzy ostrzegali mnie ze to nie tak to powinno isc. Nie zaluje moich decyzji.
Jak wy to widzicie...

Gdzies w glebi serca boje sie ze to poczatek konca, ze mimo jej zapewnien ze kocha, to wszystko zaczyna umierac. Nie umiem sobie tez poradzic z ta hustawka namietnosc. Raz pieknie, i slodko, innym razem chlodno. Na dluzsza mete zwariuje. Czy to normalne w zwiazkach? Czy u Was tez tak jest?
Czy warto jest dalej walczyc? Czy wymusic rozmowe. Meczy mnie to ze nie mozemy tego przedyskutowac, ze nie probujemy tego zmienic. Ja naprawde nie chce ich stracic, ale rowniez nie chce trwac w czyms to jest tylko imitacja milosci i udanego zwiazku.
Kiedy powiedziala pierwszy raz kocham, opowiedziala mi ze nigdy wczesniej nie kochala tak jak teraz, ze to cos szczegolnego. To ugruntowalo mnie w przekonaniu ze naprawde laczy nas cos, specjalne uczucie, mocna wiez. Ale teraz....sam nie wiem....nie mam nikogo komu moglbym o tym opowiedziec i poczuc sie lepiej...dusze to w sobie....i kazdego, nastepnego dnia...czuje strach wracajac do domu.....

Wiem, ze moja historia moze byc troche chaotycznie napisana, ale mam nadzieje ze ktos z was odpisze na moj post.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: kryzys w zwiazku????

Hmmm wciągneła mnie Twoja historia. Z punktu widzenia kobiety powiem Ci, że kiedy jest za słodko to też niedobrze. Twoja kobieta z tego co piszesz ma z Twojej stony wszystko i widzi,że Tobie zależy, dlatego ona już się nie stara. Powedz jej,że dobijają Cię te zmiany nastroju i atmosfera między Wami.

3

Odp: kryzys w zwiazku????

Ja nawet nie wiem, czy to jest związek. Zderzyłeś się z inną mentalnością. Poza tym dałabym sobie spokój z kimś takim. Chcesz nańczyć czyjeś dzieci, a ona daje Ci do zrozumienia, że ma drugiego przyjaciela? Nie wiem, czy mieszkacie razem, ale wyprowadź ją ze swojego domu, bo w końcu ona Ciebie wyprowadzi i zostaniesz z niczym.

4

Odp: kryzys w zwiazku????

"Hmmm niańczyć czyjeś dzieci"- wiem z doświadczenia,że dzieci partnera można naprawde pokochać i to nie jest niańczenie. Mieć przyjaciela to nic złego tylko czy ona zna ranice "przyjaźni"

5

Odp: kryzys w zwiazku????

dzieki za odpowiedz...


ehh dlaczego nawet w milosci jest przeciaganie liny...kto pociagnie mocnej ten jest na gorze...powiem wam ze te zmiany nastroju moze nawet dla niej sa niezauwazalne...ale dla mnie tak..i naprawde mnie mecza...
najgorsze jest to ze nie umiem jej zmobilizowac do szczerej rozmowy...wszystko jest urywane zaraz po poczatku rozmowy...

tak mieszkamy razem, i co gorsza za tydzien wyjezdzamy do hiszpanii...i powiem wam...ze boje sie tego wyjazdu....bo nie bedzie latwo wytrzymac 2 tyg w takiej atmosferze...:((

6

Odp: kryzys w zwiazku????

W jednym zdaniu piszesz, że wiele rzeczy zostało przez nią posortowanych... właśnie, Ty nie masz nawet własnego zdania, żeby się przeciwstawić, a ona Ciebie kiwa, Ty jesteś po prostu od zarabiania pieniędzy. Przyjaciół to ona ma, norweskich. Nie znasz mentalności ludzi z Północy? To przeczytaj prawo Jante.

7

Odp: kryzys w zwiazku????
ClubBaby23 napisał/a:

"Hmmm niańczyć czyjeś dzieci"- wiem z doświadczenia,że dzieci partnera można naprawde pokochać i to nie jest niańczenie. Mieć przyjaciela to nic złego tylko czy ona zna ranice "przyjaźni"

zgadzam sie, co dziecko jest winne, a ze mieszka z nami co drugi tydzien, to mam je traktowac jak duch??
Dla mnie nie stanowi ono zadnego problemu, malo tego, traktuje ja jak wlasna corke i nie organiczam zakupow dla niej.

8

Odp: kryzys w zwiazku????

Musisz jej konkretnie powiedzieć, że musicie porozmawić i tyle. Nie dawaj zbywać się na początku. Badź stanowczy. Inaczej nie widzę tego waszego wyjazdu bo będzie to tylko męczarnia.

9

Odp: kryzys w zwiazku????

Ona jest Norweżką, jest wychowana w innych realiach i postępuje inaczej. Coś, co wydaje nam się dziwne, dla nich jest normalne. A takich "przyjaciół" to może mieć kilku.

10

Odp: kryzys w zwiazku????
ClubBaby23 napisał/a:

Musisz jej konkretnie powiedzieć, że musicie porozmawić i tyle. Nie dawaj zbywać się na początku. Badź stanowczy. Inaczej nie widzę tego waszego wyjazdu bo będzie to tylko męczarnia.

Bardzo chetnie...ale naprawde mam wate z mozgu..nie chce wyjechac z pretensjami bo to do niczego nie prowadzi...mam jej wyjasnic ze nie lubie tych hustawek??

11

Odp: kryzys w zwiazku????

a moze to jest problem ze mna???
Moze ja jednak nie umiem byc w zwiazkach???

Nie kazdy przeciez jest do tego stworzony...

12

Odp: kryzys w zwiazku????
mia-sonnchen napisał/a:

W jednym zdaniu piszesz, że wiele rzeczy zostało przez nią posortowanych... właśnie, Ty nie masz nawet własnego zdania, żeby się przeciwstawić, a ona Ciebie kiwa, Ty jesteś po prostu od zarabiania pieniędzy. Przyjaciół to ona ma, norweskich. Nie znasz mentalności ludzi z Północy? To przeczytaj prawo Jante.

No wyglada na to ze jestem ciota...ze nie umiem sobie ustawic baby....

13

Odp: kryzys w zwiazku????

Look, chciałeś się poradzić, więc próbuję Ci pomóc.

14

Odp: kryzys w zwiazku????

Powiedz jej, że nie chcesz być trzeci w związku, że inaczej definiujesz pojęcie związek, a jeśli ona tego nie rozumie, to przykro Ci, ale musicie się rozstać.

15

Odp: kryzys w zwiazku????
mia-sonnchen napisał/a:

Look, chciałeś się poradzić, więc próbuję Ci pomóc.

I ja to doceniam, proboje jednak to jakos ulozyc. Nie chce sie zapompowac jak balon....
Jesli mam z nia o tym porozmawiac, musze dokladnie sie przygotowac..nie chce strzelac na slepo...:)

Wiele razy jej mowilem..ze jej ufam..ale moje zaufanie ma tylko jeden kredyt...i ze zdrada albo klamstwo, obluda...przekresla u mnie wszystko..nie wazne jak mocno kocham...
hmm czasami sie zastanawiam czy nie jest tak ze polak to glupek..wiec mozna go wykorzystac..i co by nie bylo zawsze bede ten gorszy....

16

Odp: kryzys w zwiazku????

Powiem Ci tak, z tego co piszesz to w sumie każda kobieta chciałaby mieć takiego faceta, ale nie w tym rzecz i nie w Tobie jest ten problem. Twoja kobieta chya nie wie czego chce. A co do rozmowy, spróbuj spokojnie jej to wytłumaczyć jeśli to nie pomoże możesz nawet " wyjechać z pretensjami". Milcząc i tłumiąc to w sobie dajesz jej do zrozumiania, że może robić co chce. Kiedyś mama powiedziała mi, że kobiety wychodzą za dobrych chłopców a kochają sku....ów (za przeproszeniem). Bądź stanowczy

17

Odp: kryzys w zwiazku????
mia-sonnchen napisał/a:

Powiedz jej, że nie chcesz być trzeci w związku, że inaczej definiujesz pojęcie związek, a jeśli ona tego nie rozumie, to przykro Ci, ale musicie się rozstać.

Wiesz..puki co nie mam powodow zeby ja podejrzewac...nie spotkala sie z nim jeszcze od momentu kiedy o nim wspomniala pierwszy raz, ale byc moze dlatego ze on przez kilka tygodni przebywal na polnocy a ona byla zajeta nami...
teraz po te imprezie integracyjnej on wraca na stale..wiec moze cos sie zaczac dziac..
zreszta na FB zaprosila go do nas na odwiedziny..chociaz mi nic o tym nie wspomniala...
nie bede tolerowal 3katow...jesli go zobaczxe z nia postawie warunek..chociaz wiem ze nie przyjdzie mi to latwo..bo mimo wszystko bardzo ja kocham...
ale z drugiej strony nie bede dla takiej milosci poswiecal swojego zycia...
na moj rozum maz/zona/chlopak/dziewczyna powinna byc najlepszym partnerem ale i przyjacielem. Rozumiem damskie przyjaciolki ktore tam plotkuja..ale na pewno nie zrozumie czegos takiego...
a juz tym bardziej jakis samotnych z nim wypadow na spacer...choc by nie wiem jak to zle o mnie swiadczylo...

18

Odp: kryzys w zwiazku????

przecież można zalatwić to jakoś inaczej a nie rozstawać sie odrazu. Zaakceptował to ze ma dziecko i stara sie wychowaś jak swoje wiec, dziecko tu nie ma nic do rzeczy. To że ma przyjaciela no to chyba też nic starsznego, jak napisałeś jest zamknieta osoba i być moze dobrze sie z nim dogaduje. Jak koleżanka wyżej napisała ze jak jesty za slodko to też nie dobrze, bo nie mamy sie po co starac, ty stajesz na rzęsach robisz wszystko za nią wiec ona już nie musi.

Wiadomo, ze tak slodko to caly czas nie bedzie, tylko to sie chyba za szybko skonczylo. Skoro ona nie moze sie zebrać do rozmowy, moze sam wyjdz jej na przeciw i zacznij rozmowe. To jest pewnie dojrzala kobieta a nie dziewczyna wiec inaczej na wszystko patrzy tym bardziej ze zostala zraniona przez faceta.

19

Odp: kryzys w zwiazku????

dobija mnie cisza w samochodzie, dobija mnie ten pierdzielony FB, i te chlodne dni...
nie wiem czy mam zaczynac rozmowe przed wyjazdem...obawiam sie ze to moze zalamac caly wyjazd..i kasa pojdzie w bloto...
z drugiej strony mam powoli tego dosc..dzien za dniem..zyje a w zasadzie wegetuje..bo czuje sie winny i probuje jeszczxe bardziej to naprawic...nie czuje radosci zycia..wracam do domu z obawa ze wybuchne, spokoj odczuwam tylko kiedy spie...o ile w ogole zasypiam...czasami zabawy z mala mnie uspokajaja...ale nie na dlugo...bo znowu to samo
a moze ja przesadzam..moze powinienm to wziac na luz...
wieszkosc moich znajomych ma rodziny i nie mam mozliwisci sie z nimi spotykac za czesto...od kiedy sprzedalem mieszkanie i kupilem nowe nie mam nawet specjalnie gdzie pojsc zeby to jakos przetrawic...

jak to w zyciu beda dwa wyjscia po rozmowie.
albo ona zrozumie gdzie jest blad i zacznie sie zmieniac...albo to bedzie faktyczny poczatek konca...
narazie puki nie mam powodow porzucam problem przyjaciela...do tego wroce po jej powrocie...
wiecie, wierzylem ze ona zmieni zdanie i  nie pojedzie, ok wyjazd byl polanowany zanim sie spotkalismy...ale liczylem ze ze wzgledu na nasz zwiazek jej priorytety beda inne...
ja porzucilem jedno z moich marzen. Mialem bilety na mecz euro polska.rosja...ale sprzedalem..bo nie chcialem jechac sam...a z taka radoscia czytalem maile ze je dostalem...
tak jak mowilem..poswiecilem siebie....liczac ze ktos to odwzajemni...ale jak widac...mylilem sie, dalem sie zrobi w jajo jak dziecko....wykorzystac...

20

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

przecież można zalatwić to jakoś inaczej a nie rozstawać sie odrazu. Zaakceptował to ze ma dziecko i stara sie wychowaś jak swoje wiec, dziecko tu nie ma nic do rzeczy. To że ma przyjaciela no to chyba też nic starsznego, jak napisałeś jest zamknieta osoba i być moze dobrze sie z nim dogaduje. Jak koleżanka wyżej napisała ze jak jesty za slodko to też nie dobrze, bo nie mamy sie po co starac, ty stajesz na rzęsach robisz wszystko za nią wiec ona już nie musi.

Wiadomo, ze tak slodko to caly czas nie bedzie, tylko to sie chyba za szybko skonczylo. Skoro ona nie moze sie zebrać do rozmowy, moze sam wyjdz jej na przeciw i zacznij rozmowe. To jest pewnie dojrzala kobieta a nie dziewczyna wiec inaczej na wszystko patrzy tym bardziej ze zostala zraniona przez faceta.

Nie chce sie rozstawac, to nie jest rozwiazanie. Jak ludzie chca byc ze soba musza walczyc a nie poddawac wszystko.
Ok, niech go ma, ale nie sadzisz ze jest to patologia ze dogaduje sie z nim lepiej niz ze mna, ze on wie o niej wiecej niz ja??? to kto tu jest dla kogo??? to  nie lepiej jest sie zwiazac z przyjacielem i miec wszysko w jednym??? poco ranic innych, skoro ten ktos nie jest wart byc przyjacielem...

OK wiec co radzisz..byc zimnym??? nie okazywac uczuc?? jak to mam rozegrac...nie chce robic z tego zemsty...byc obojetnym....to jest jak bledne kolo...:((
chcialbym aby ona sie starala...ale jak ja zmobilizowac..jak dac do zrozumienia ze jesli nie zaczxnie pracowac nad tym to nam sie nie uda?
Mam jej to powiedziec??

21

Odp: kryzys w zwiazku????

Powiedz jej że związek budują dwie osoby a nie jedna.

22

Odp: kryzys w zwiazku????
ClubBaby23 napisał/a:

Powiem Ci tak, z tego co piszesz to w sumie każda kobieta chciałaby mieć takiego faceta, ale nie w tym rzecz i nie w Tobie jest ten problem. Twoja kobieta chya nie wie czego chce. A co do rozmowy, spróbuj spokojnie jej to wytłumaczyć jeśli to nie pomoże możesz nawet " wyjechać z pretensjami". Milcząc i tłumiąc to w sobie dajesz jej do zrozumiania, że może robić co chce. Kiedyś mama powiedziała mi, że kobiety wychodzą za dobrych chłopców a kochają sku....ów (za przeproszeniem). Bądź stanowczy

Hehehe ona tez tak powiedziala...ale jak sie okazuje faceci tacy jak ja nie sa nic warci...
Liczylem ze jako matka i osoba po przejsciach wie czego chce, takie odnioslem wrazenie, mnie juz nie bawi imprezowanie do rana przez caly tydzien..ja szukam spokoju, rodziny... i na taka mi wygladala..ale moze to byly rozowe okulary, albo dobra gra...przedstawila mnie calej rodzinie, wiec dodatko ugruntowilo mnie to w przekonaniu ze ona naprawde powaznie to wszystko widzi...
ale teraz..czuje ze jest ze mna dla kasy...nie chce tutaj niczym sie chwalic..bo to nie ma dla mnie znaczernia, to tylko pieniadze, rzecz nabyta ktora mozna oslodzic zycie, ale nie moze zrobic go szczesliwym....

23

Odp: kryzys w zwiazku????
L00K napisał/a:
ClubBaby23 napisał/a:

Powiem Ci tak, z tego co piszesz to w sumie każda kobieta chciałaby mieć takiego faceta, ale nie w tym rzecz i nie w Tobie jest ten problem. Twoja kobieta chya nie wie czego chce. A co do rozmowy, spróbuj spokojnie jej to wytłumaczyć jeśli to nie pomoże możesz nawet " wyjechać z pretensjami". Milcząc i tłumiąc to w sobie dajesz jej do zrozumiania, że może robić co chce. Kiedyś mama powiedziała mi, że kobiety wychodzą za dobrych chłopców a kochają sku....ów (za przeproszeniem). Bądź stanowczy

Hehehe ona tez tak powiedziala...ale jak sie okazuje faceci tacy jak ja nie sa nic warci...
Liczylem ze jako matka i osoba po przejsciach wie czego chce, takie odnioslem wrazenie, mnie juz nie bawi imprezowanie do rana przez caly tydzien..ja szukam spokoju, rodziny... i na taka mi wygladala..ale moze to byly rozowe okulary, albo dobra gra...przedstawila mnie calej rodzinie, wiec dodatko ugruntowilo mnie to w przekonaniu ze ona naprawde powaznie to wszystko widzi...
ale teraz..czuje ze jest ze mna dla kasy...nie chce tutaj niczym sie chwalic..bo to nie ma dla mnie znaczernia, to tylko pieniadze, rzecz nabyta ktora mozna oslodzic zycie, ale nie moze zrobic go szczesliwym....

Odpowiedz sobie na pytanie czy warto tak się poświęcać skoro ona tak Cie traktuje.

24

Odp: kryzys w zwiazku????
ClubBaby23 napisał/a:

Powiedz jej że związek budują dwie osoby a nie jedna.

heheh juz sie domyslam odpowiedzi... tongue

hmm jestem troszke gadula, lubie z ludzmi rozmawiac...dzieki temu mialem wielu znajomych w pracy i poza nia...na pierwszym spotkaniu faktycznie to ja ciagnalem wszysrtko, pozneij mi powiedzial ze bylem troszke gadula, ale czy to zle, ze chce rozmawiac???

heheh opowiem wam jeszcze jedna historie. W zeszla sobote byly pewnego rodzaju wyscigi rowerowe. Jej firma zalozyl team i szukala chetnych, to bylo rok temu chyba. Zglosily sie z jej okregu 2 osoby, ona i jeszcze jeden typek. Zrobila to nie majac nawet dobrego sprzetu rowerowego, widzialem ze ciezko sie przygotowywala do tego, i ze zalezalo jej na tym. Oki, nie ma problemu, powinna miec wszystko co potrzeba. Miala dobry rower, caly sprzet...gdy spytalem jak tam dojadzie powiedziala ze ten chlopak ma zorganizowac transport. OKi. Po tytgodniu spytala czy moglbym ich zawiezc bo on nie da rady ( jakas ciota, miala samochod, no ale z jakis powodow tego nie zrobil). Obiecalem ze ich zawioze. Mam maly samochod (Audi A3) wiec zorganizowalm z mojej firmy duze volvo ze statywem na rowery itd. Pojechalem z nimi, wyscig trwal 5 godzin, wiec czekalem na nia cierpliwie, po wyscigu dostali zaproszenie do szefa teamu na obiad. Bylem z nimi chociaz czulem sie glupio. Cala droge z domu na wyscig gadali o pracy...jezzuuuu ale nuda. Droga powrotna, o pracy...juz myslalem ze wyjde z siebie w polowie drogi. Totalna nuda...tylko zyly podcinac. Jak rpbowalem z gosciem zaczac jakis innt temat to nie umial go ciagnac..ogolnie flaki z olejem.

I wiecie co???? liczylem na slowo dziekuje...za poswiecenie dnia, poswiecenie siebie i wysluchiwanie nudnych rozmow o robocie....NIC, zadnego dziekuje....zabolalo mnie to, ale nic nie powiedzialem..przemilczalem to...

sluchajcie..czy ja az tak wiele oczekuje, okazywania milosci, kontaktu, rozmow??? czy to tylko jest na takim wysokim poziomie na poczatku zwiazku??? czy ja przesadzam???
Ale tak szczerze??? moze juz nie powininem lasic sie na dotyk, trzymanie za rece, patrzenie w oczy i pocalunki na ulicy????

25

Odp: kryzys w zwiazku????

Nic w tym złego że oczekujesz od swojej partnerki ciepła. Ona poprostu nie docenia Ciebie, myśli, żę to jej się należy i juuż. Poprostu nie bądź na każde jej zawołanie

26

Odp: kryzys w zwiazku????

W prawdziwym związku nie powinno być takich rozterek.  Powinieneś czuć że ona Ciebie kocha i na odwrót !!!

W przeciwnym razie daj sobie spokój, szkoda waszego czasu.

27

Odp: kryzys w zwiazku????
ClubBaby23 napisał/a:

Nic w tym złego że oczekujesz od swojej partnerki ciepła. Ona poprostu nie docenia Ciebie, myśli, żę to jej się należy i juuż. Poprostu nie bądź na każde jej zawołanie

ja wiem ze takie rzeczy jak okazywanie uczuc slabna...ale dlaczxego w tym przypadku znowu wracaja i znikaja...sinusoida w pelnej krasie...moze faktyczeni jest czas postawic to jasno...ze widze ze cos sie dzieje i niepokoji mnie to..ze potrafi byc zaangazowana, ale jednoczesnie zimna....

Kiedys rozmawialem z jednym szwedem, jest teraz drugi raz zonaty z norweszka. Jak mi powiedzial norweszki sa bardzo indywidualnymi kobietami, on tego nie wiedzial, i dlatego pierwsze malzenstwo nie przetrwalo..
przy drugim juz uwazal na to i sie mu udalo. Nie weim czy mozna to generalizowac..nie kazdy jest taki sam, i nie kazda norweszka jest taka sama, moze ja trafilem na jedna z nich?

wiecie, jednym z moich zyciowych priorytetow jest, aby mojej rodzinie nicxzego nie brakowalo, nigdy. Wiem cos o tym bo wychowywala mnie i moich 3 braci tylko moja mama, i czesto trzeba bylo z czego rezygnowac na koszt czegos. Obiecalem sobie wowczas ze moja rodzina tego nie doswiadczy. Stad jestm na na kazde zawolanie i zawsze dostepny...moze to blad..moze powinienm byc Ch***em i nic od siebie nie dawac..tylko brac...ale cxzy tak umiem??? Z innej gliny jestem ulepiony...

28

Odp: kryzys w zwiazku????
ro9ro9 napisał/a:

W prawdziwym związku nie powinno być takich rozterek.  Powinieneś czuć że ona Ciebie kocha i na odwrót !!!

W przeciwnym razie daj sobie spokój, szkoda waszego czasu.

heh stad moje pytanie do was..czy moze to ze mna jest problem, moze ja to wyolbrzymiam, albo za duzo oczekuje...ja juz nie jestem obiektywny...potrzebuje kogos ktos spojrzy na to na zimno..bez emocji...

29

Odp: kryzys w zwiazku????
L00K napisał/a:
ro9ro9 napisał/a:

W prawdziwym związku nie powinno być takich rozterek.  Powinieneś czuć że ona Ciebie kocha i na odwrót !!!

W przeciwnym razie daj sobie spokój, szkoda waszego czasu.

heh stad moje pytanie do was..czy moze to ze mna jest problem, moze ja to wyolbrzymiam, albo za duzo oczekuje...ja juz nie jestem obiektywny...potrzebuje kogos ktos spojrzy na to na zimno..bez emocji...

w każdym związku są jakieś rozterki

30

Odp: kryzys w zwiazku????

LOOK chcesz moje suche zimne spostrzezenie?
Jesteś normalnie nią, jak to określiłes 100% ciebie jest w niej...tylko gdzie jestes ty? hmm Takie oddawanie siebie w zwiazku to pewna śmierć... Nie mozna czuć sie szczesliwym w układzie gdzie jedno przypomina bluszcz, który oplata i wysysa całą energię.
Mam wrażenie że ona i zwiazek jest wazniejszy od ciebie to nie jest normalne. Nie mozna być szczesliwym nie majac własnej przestrzeni, nie mozna budować zdrowych relacji zapominając o sobie. To prosta droga do toksycznych relacji. czujesz sie wykorzystywany bo ona nie daje z siebie 100%?? ale czy musi?? Czy na tym polega zwiazek aby siedziec naprzeciw siebie i słać sobie milusie "kocham cie" to jest nudne, mdłe i sztuczne.
Jesli nie zmienisz siebie i swojego postrzegania związku to masz gwarancje że to bedzie początek konca.
Pozdrawiam

31

Odp: kryzys w zwiazku????

Zadałeś pytanie czy to normale ze lepiej dogaduje sie z przyjacielem niz z toba... Zauważ ze z przyjacielem zna sie napewno dułuzej, nie badz taki w gorącej wodzie kompany. Z tego co zrozumialam nie wiem czy dobrze ze córka wasz jest z wami tydzień a drugi wygląda ze z ojcem. Więc mozesz, normalnie z nia porozmawiać, nawet przy lampce wina. Nie mozesz mieć jej zazłe ze jest zamknięta w sobie, mało mówna, sa ludzie którzy nie potrafia mówić głośno o swoich uczuciach, Ja bym normalnie przed wyjazdem porozmawiala z nia nie w formie kłutni czy wyrzutów normalna rozmowa. Sadze , ze po niej sytuacje sie oczysci a wasze wspólne wakacje beda idealne. Nigdy nie uda sie zwiazek bez rozmów wyjaśnień. Musisz walczyć a napewno wszystko sie uloży. Trzymam za ciebie mocno kciuki. smile I nie denerwój sie tak:)

32

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

LOOK chcesz moje suche zimne spostrzezenie?
Jesteś normalnie nią, jak to określiłes 100% ciebie jest w niej...tylko gdzie jestes ty? hmm Takie oddawanie siebie w zwiazku to pewna śmierć... Nie mozna czuć sie szczesliwym w układzie gdzie jedno przypomina bluszcz, który oplata i wysysa całą energię.
Mam wrażenie że ona i zwiazek jest wazniejszy od ciebie to nie jest normalne. Nie mozna być szczesliwym nie majac własnej przestrzeni, nie mozna budować zdrowych relacji zapominając o sobie. To prosta droga do toksycznych relacji. czujesz sie wykorzystywany bo ona nie daje z siebie 100%?? ale czy musi?? Czy na tym polega zwiazek aby siedziec naprzeciw siebie i słać sobie milusie "kocham cie" to jest nudne, mdłe i sztuczne.
Jesli nie zmienisz siebie i swojego postrzegania związku to masz gwarancje że to bedzie początek konca.
Pozdrawiam

Dzieki za komentarz..
hmm a wiec problem tkwi we mnie...a wiec to ja nie umiem byc w zwiazku...
no ale przeciez ludzie spedzaja ze soba czas, pisza smsy i okazuja uczucia...to nie tak powinno byc? jesli nie to dlaczego zatem na poczatku tak jest? dlaczego wszystko kreci wokolo nas...
kto zatem jest tym bluszczem?? ja??? czy to ja wysysam energie??? ktos kiedys napisal ze zwiazek gdzie dwoje ludzi mieszka oddzielnie to nic, zwiazek gdzie dwoje ludzi mieszka razem to sztuka przetrwania, sztuka tolerowania czyjes geby 24/7. To sztuka bycia razem. bo chyba o to w tym chodzi?  po to ludzie miszkaja razem...zeby zyc razem...co mam zrobic...wychodzic z domu aby czula swoja przestrzen?? to moze mam wyprowadzic? czy wowczas bedzie lepiej?
Ja jej nie ograniczam, nie bronie niczego...a wspieram....i motywuje...
tylko czy nie fajniej jest robic niektore rzeczy razem, to przeciez zbliza a nie oddala.
Jesli na poczatku slowo kocham nie jest mdle i sztuczne, dlaczego jest pozneij...
i jesli faktycznie jest, to dlaczego to wraca jak hustawka, dlaczego to nie jest stabilne...nie piszemy, nie rozmawiamy...tak juz jest i kazdy z tym zyje...
poza tym ja nie wymagam zeby przegadywala ze mna godziny..ale nie sadzisz ze jako para mieszkajaca razem, wymieniajac 2 zdania w ciagu dnia to cos jest nie tak...ze jemy, w milczeniu...to po co jesc razem...dlaczego nie oddzielnie, czytajac gazete...czy to co sie zdarzylo w ciagu dnia nie jest ciekawe aby opowiedziec to parnterowi?= czy moze partner nie jest odpowiedni do tego...
nie weim czy jestes z kims czy nie, ale postaw sie w mojej sytuacji gdzy wracacie z pracy razem i nie wymieniacie zadnego slowa, jecie obiad, nie zamieniacie nawet slowa....
Ja nie chce zeby ktos stawal dla mnie na rzesach....chce stabilizacji, a nie ciaglych wahan.....ja powininem byc czescia jej zycia..a nie tlem...
ale moze i masz racje.l.moze powinienem z nia porozmawiac czy czuje sie ona komfortowo, czy czasem jej nie przytlaczam...czy moze brakuje jej przestrzeni....ale co wtedy..mam sie wyprowadzic???
czy poddac wszystko?

33

Odp: kryzys w zwiazku????

Szczerze mówiąc przestałem czytać na fragmencie kiedy to opisywałeś jak to kupiłeś dom w maju, jak sprawnie poszedł wystrój domu, a potem zaczęło wszystko stygnąć....

Do diaska...przecież nawet połowy czerwca nie ma! Jak się ciebie czyta to człowiek ma wrażenie, że ten czas to miesiące i lata. Ale jak patrze na kalendarz to są to raptem dni i tygodnie (a i to w porywach). A w niektórych momentach mam wrażenie, że nawet piszesz o sytuacjach trwających godziny. Zwykła grypa potrafi trwać dłużej niż wasze chwile uniesienia i te cichsze, słabsze chwile.

Weź się w garść po prostu. Tempo mieliście zawrotne - to normalne, że teraz jest ciszej, bo jakoś trzeba sobie ułożyć te wszystkie emocje. Trzeba się odnaleźć i dostosować do nowej sytuacji. Ty natomiast oczekujesz każdego dnia fajerwerków. Ba - oczekujesz ich w każdej minucie i każdej godzinie. Meczysz mailami, telefonami, smsami w ilościach liczonych zapewne w setkach każdego dnia. Wyluzuj odrobinę. Z kobietami jest jak z winem - jak otwierasz butelkę (w tym wypadku serce) to nie duldaj łapczywie jak menel pod sklepem. Zachowaj się jak koneser. Pozwól pooddychać. Rozkoszuj się aromatem i smakiem pijąc małymi łyczkami. Inaczej to wszystko o kant tyłka potłuc i równie szybko jak się zaczęło, tak też się i skończy.

34

Odp: kryzys w zwiazku????

Powiem tak, ja jestem w związku i czułe smsy, przytulanie, chodzenie zarękę itd to dla mnie normalne, nie rozumiem kogoś kto Ci wmawia,że w Tobie tkwi problem. Moim zdaniem nawet najbardziej cierpliwa osoba na Twoim miejscu denerwowałby sie. Nie wiem, co Ci jeszcze poradzić, bo widzę że dużo tutaj "wujków dobra rada"

35

Odp: kryzys w zwiazku????

jestem w zwiaku 18 lat ...przeszłam wiele i tak jak ty w całosci oddawałam siebie czujac jak jestem wykorzystywana. jak on  nie docenia mnie i nawet że nie kocha. Dopiero od momentu kiedy zaczełam naprawde dbać o siebie i poczułam czym jest związek. Bywa źle ale jest o niebo lepiej niż kiedyś. Potrafie stawiać granicę, sama mam własną przestrzen tylko dla siebie i nie wymagam od innych by mnie uszczęsliwiali...ja mam byc szczesliwa sama ze sobą. Dopiero wtedy okazuje się ze inni chcą ze mną spędzać czas i lubią to robić. wink

36

Odp: kryzys w zwiazku????
Qrsywa napisał/a:

jestem w zwiaku 18 lat ...

A nasz kolega jest w związku raptem 4 miesiące z osobą, której na dobrą sprawę nawet nie zna. Widzisz różnicę?

37

Odp: kryzys w zwiazku????
Asia21011989 napisał/a:

Zadałeś pytanie czy to normale ze lepiej dogaduje sie z przyjacielem niz z toba... Zauważ ze z przyjacielem zna sie napewno dułuzej, nie badz taki w gorącej wodzie kompany. Z tego co zrozumialam nie wiem czy dobrze ze córka wasz jest z wami tydzień a drugi wygląda ze z ojcem. Więc mozesz, normalnie z nia porozmawiać, nawet przy lampce wina. Nie mozesz mieć jej zazłe ze jest zamknięta w sobie, mało mówna, sa ludzie którzy nie potrafia mówić głośno o swoich uczuciach, Ja bym normalnie przed wyjazdem porozmawiala z nia nie w formie kłutni czy wyrzutów normalna rozmowa. Sadze , ze po niej sytuacje sie oczysci a wasze wspólne wakacje beda idealne. Nigdy nie uda sie zwiazek bez rozmów wyjaśnień. Musisz walczyć a napewno wszystko sie uloży. Trzymam za ciebie mocno kciuki. smile I nie denerwój sie tak:)

heheh Zgadza sie, z nim zna sie dluzej...ja tez mialem przyjaciela ktorego znam dluzej niz ja, ale czy to onacza ze z nim rozmawiam o wszystkim a z  nia tylko o zakupach ktore trzeba zrobic? Mysle ze na wszystko jest miejsce..chociaz moge sie mylic.
dokladnie, jest u nas tydzien, i tydzien u ojca.
Nie no oczywiscie zadnych klotni, dla mnie wazne jest byc pewnym ze ona czuje sie dobrze w tym zwiazku, ze czuje sie komfortowo..i dlaczego sa te wahania uczuc. Kazdy ma lepszy i gorszy dzien, ale mimo to uczucie powinno byc stale....

hmmm mysle ze jest porawda ze jest nia w 100%. Wczoraj sie zastanawialem co moge zrobic po powrocie z pracy. I co robilem kiedys, zanim ja poznalem..i nie pamietam...zupelnie nie pamietam co robilem gdy jej nie bylo...:P w domu moge obejrzec TV, posiedziec na internecie, ew pojsc na rower...

sprobuje to zmienic, zaczac robic cos co robilem kiedys...aby nie meczyc jej kazdej godziny moja geba...
tylko czy na to nie jest juz za pozno...?

38

Odp: kryzys w zwiazku????
ClubBaby23 napisał/a:

Powiem tak, ja jestem w związku i czułe smsy, przytulanie, chodzenie zarękę itd to dla mnie normalne, nie rozumiem kogoś kto Ci wmawia,że w Tobie tkwi problem. Moim zdaniem nawet najbardziej cierpliwa osoba na Twoim miejscu denerwowałby sie. Nie wiem, co Ci jeszcze poradzić, bo widzę że dużo tutaj "wujków dobra rada"

Tez tak myslalem..ale etraz sam juz nie wiem gdzie lezy problem...zaczynam obwiniac siebie, za to ze oczekuje za duzo i ze za duzo jest mnie wokol niej...
ze powoli dusze ja soba..a to jest jej taka reakcja....nuda ze mna, flaki z olejem...

39

Odp: kryzys w zwiazku????

Słuchaj dalej jak wmawiają ci że to przez Ciebie że to Twoja wina

40

Odp: kryzys w zwiazku????

czyli mam akceptowac to tak jak jest? i tylko czekac na kolejny wzlot...a tuz za nim upadek???

nie oczekiwac dotyku, slow, smsow...tylko trwac...zbudowac przestrzen wokol siebie...

faktycznie..moze moje pojecie zwiazku jest zle...ja jestem gotow to zmienic...ale czy to zadziala, i czy nie jest za pozno...tego nie wiem...byc moze korzen zaczal juz gnic...i to tylko kwestia czasu..kiedy drzewa zwali sie na ziemie...


co zatem mam robic??? jak walczyc o ten zwiazek...jak przetrwac...
te wszystkie rozterki tylko rujnuja moj humor., moje pozytywne nastawienie...

41

Odp: kryzys w zwiazku????

ClubBaby23, a spójrz na kalendarz i powiedz, ale tak z ręką na sercu, że L00K nie oczekuje cudów.

Ja mam wrażenie, że zachowuje się jak nastolatek, który chciałby chodzić ze swoją wybranką za rączkę z pokoju do kuchni, aby zrobić herbatę. No gdzie w tym dojrzałość? To jest słodkie....to jest urocze.....ale nie tego się oczekuje od dojrzałego partnera, który ma wcielić się w rolę ojca nieswojego dziecka.

42

Odp: kryzys w zwiazku????
yoghurt007 napisał/a:

ClubBaby23, a spójrz na kalendarz i powiedz, ale tak z ręką na sercu, że L00K nie oczekuje cudów.

Ja mam wrażenie, że zachowuje się jak nastolatek, który chciałby chodzić ze swoją wybranką za rączkę z pokoju do kuchni, aby zrobić herbatę. No gdzie w tym dojrzałość? To jest słodkie....to jest urocze.....ale nie tego się oczekuje od dojrzałego partnera, który ma wcielić się w rolę ojca nieswojego dziecka.

heheh jesli uwazasz ze to nie powazne..to dam ci przyklad..z podworka...

mama mojej dziewczyny rozstala sie z mezem, po 25 latach. Niby 25 lat..ale nie mieli problemow zeby to przekreslic. Zwiazala sie zaraz po tym z innym facetem. Oboje maja po 50tce i chodza po miescie za raczke, nawet jak siedza na sofie to trzymaja sie za nie. Dla mnie to wyglada troche zabawnie, ale najwidoczniej tak im odpowiada. A wiec twierdzisz ze tylko nastolatkowie maja do tego prawo???  a reszta to co...maja isc metr od siebie.. jedni potrzebuja kontaktu, inni nie...
poza tym to nie to jest tematem moich rozterek...a ogolna sytuacja w moim zwiazku...

43

Odp: kryzys w zwiazku????

nie,nie uważam, że Look oczekuje cudów

44

Odp: kryzys w zwiazku????

Rób jak uważasz. To Twoje życie, jesteś dorosły.

45

Odp: kryzys w zwiazku????
yoghurt007 napisał/a:

Szczerze mówiąc przestałem czytać na fragmencie kiedy to opisywałeś jak to kupiłeś dom w maju, jak sprawnie poszedł wystrój domu, a potem zaczęło wszystko stygnąć....

Do diaska...przecież nawet połowy czerwca nie ma! Jak się ciebie czyta to człowiek ma wrażenie, że ten czas to miesiące i lata. Ale jak patrze na kalendarz to są to raptem dni i tygodnie (a i to w porywach). A w niektórych momentach mam wrażenie, że nawet piszesz o sytuacjach trwających godziny. Zwykła grypa potrafi trwać dłużej niż wasze chwile uniesienia i te cichsze, słabsze chwile.

Weź się w garść po prostu. Tempo mieliście zawrotne - to normalne, że teraz jest ciszej, bo jakoś trzeba sobie ułożyć te wszystkie emocje. Trzeba się odnaleźć i dostosować do nowej sytuacji. Ty natomiast oczekujesz każdego dnia fajerwerków. Ba - oczekujesz ich w każdej minucie i każdej godzinie. Meczysz mailami, telefonami, smsami w ilościach liczonych zapewne w setkach każdego dnia. Wyluzuj odrobinę. Z kobietami jest jak z winem - jak otwierasz butelkę (w tym wypadku serce) to nie duldaj łapczywie jak menel pod sklepem. Zachowaj się jak koneser. Pozwól pooddychać. Rozkoszuj się aromatem i smakiem pijąc małymi łyczkami. Inaczej to wszystko o kant tyłka potłuc i równie szybko jak się zaczęło, tak też się i skończy.

no fakt..tempo bylo szybkie smile)) ja sam mam wrazenie ze jestemy ze soba kupe czasu...ae tu tylko kilka miesiacy...ale oboje zdawalismy sobie z tego sprawe i oboje pozwolilismy temu tak szybko leciec...
No i tutaj ciebie zaskocze..nie mecze jej ani smsami ani telefonami ani mailami...totalna cisza...widzimy sie rano i po pracy..chyba ze cos jest waznego to wtedy albo sms albo tel... smile))))

46

Odp: kryzys w zwiazku????

A wiec twierdzisz ze tylko nastolatkowie maja do tego prawo???

Nie, nie twierdzę, że tylko nastolatkowie mają do tego prawo. Twierdzę, że młoda mama ma inne oczekiwania wobec swojego partnera niż człowiek bez takich rodzicielskich obowiązków.

a reszta to co...maja isc metr od siebie.. jedni potrzebuja kontaktu, inni nie...

No i właśnie twoja partnerka niekoniecznie tego potrzebuje, ani niekoniecznie tego oczekuje. Pierwsza fascynacja zaczyna mijać....dostosuj się zamiast płakać nad rzekomi problemami, których w moim odczuciu nie ma. Rozmawiaj. Bo w tym momencie po prostu olewasz jej doświadczenia z innymi facetami, olewasz bagaż jej doświadczeń. A to poważny błąd, bo z tego płynie duża nauka i wiedza o drugim człowieku.

No i tutaj ciebie zaskocze..nie mecze jej ani smsami ani telefonami ani mailami...totalna cisza...widzimy sie rano i po pracy..

Ty masz huśtawki nastroju jak kobieta w ciąży. Na poprzedniej stronie pisałeś o czymś zgoła odmiennym. Zdecyduj się. Albo są te czułe maile i smsy i Bóg wie co jeszcze, albo nie ma kontaktu w ogóle. Jesteście raptem kilka miesięcy ze sobą, nie zdążyliście się poznać dobrze, a tu takie zmiany nastrojów i zachowania z twojej strony, że aż średnio się w tym orientuję (a jak ona ma się czuć w takim razie?).


Zwolnij trochę, ustabilizuj swoje emocje i pozwól jej siebie poznać od strony dojrzałego i pewnego faceta, a nie entuzjastycznego i nademocjonalnego chłopca. I pozwól sobie poznawać ją. Bo do tej pory z twoich postów wynika, że bierzesz tylko to, co dla ciebie wygodne i bezpieczne. A to co problematyczne (jak np jej przyjaciel-fotograf) olewasz, albo reagujesz negatywnymi emocjami, które po prostu bezpodstawne na takim etapie znajomości i związku.

47

Odp: kryzys w zwiazku????

"No i właśnie twoja partnerka niekoniecznie tego potrzebuje, ani niekoniecznie tego oczekuje. Pierwsza fascynacja zaczyna mijać....dostosuj się zamiast płakać nad rzekomi problemami, których w moim odczuciu nie ma. Rozmawiaj. Bo w tym momencie po prostu olewasz jej doświadczenia z innymi facetami, olewasz bagaż jej doświadczeń. A to poważny błąd, bo z tego płynie duża nauka i wiedza o drugim człowieku. "

No i to wlasnie probuje zrobic..ale nie zawsze wychodzi bo ona nie jest jak wspomnialem gadula smile

Heheheh smsy to tak jak napisalem, bylo ich wiele z obu stron, czasami na inicjowalem, czasami ona, ale teraz nie ma nic...a ja nie chce "meczyc jej" z mojej strony wiec tez nic nie pisze...daje jej odetchnac..chociaz na pewno przyznasz ze milo jest dostac/wyslac jednego mialego smsa dziennie tongue  ot chocby po to aby okazac ze sie o kims mysli...

Nie nie olewam przyjaciela-fotografa...ale no co mam z tym robic? skoro go nie znam i nie poznam narazie, mam porozmawiac z nia o nim? czekam az bede mial powod aby interweniowac..bezsensu gadac o czyms co jeszcze nie stanowi bezp zagrozenia smile

Nie wiem jak to mam zrobic..ale sprobuje zwolnic...zajac sie czyms innym nic rozmyslanie o tym...chociaz...mysle ze szczera rozmowa zawsze pomaga na wszystko, nawet jak jedna strona troche przesadza...bo wowczas wszystkie niedomowienia mozna wyprostowac..poza tym to buduje.. smile

48

Odp: kryzys w zwiazku????

Bo na rozmowę o pewnych rzeczach trzeba dojrzeć. A na to potrzeba czasu, którego wy nie mieliście. Jak ona do ciebie nie pisze to nie zachowuj się, że ty też nic nie piszesz. To droga donikąd. Napisz, że myślisz o niej, zapytaj co porabia. Napisz, coś dwuznacznego. Jeden, dwa takie smsy co dzień lub dwa dadzą jej pewność o stabilności twoich uczuć i nieginącym zainteresowaniu. A jednocześnie nie będzie to przesadą.

A co zrobić z przyjacielem fotografem? No właśnie porozmawiać. Wytłumaczyć jak u nas w kraju taki przyjaciel, z którym się śpi w jednym łóżku jest odbierany. Powiedz jak ty to odbierasz. Powiedz, że ufasz, ale twoje uczucia wobec niej są silne więc i zazdrość czasem się pojawia, a tego przecież nie chcesz, bo chcesz mieć powody do zaufania.

Wyjdźcie gdzieś. Ale niekoniecznie do restauracji czy do kina. Może wspólna piesza wycieczka? Może rowerowy wypad? Spędzajcie czas razem, ale w taki sposób, aby z jednej strony nie było nudy i krępującej ciszy, a z drugiej, żeby nie osaczać siebie nawzajem.

49

Odp: kryzys w zwiazku????

Fakt ze nigdy nie zasypuwalismy się smsmi, No może przez kilka pierwszych dni.
Teraz czasami, ale już nie tak często. Czasami jak ja pisze to nie ma żadnej reakcji, chociaż by było miło dostać jakaś odpowiedz.

Co do fotografa to porozmawiam z nią, chociaż nie wiem jak to zacząć, żeby nie wyszło ze się o niego czepiam. Wyjeżdżają w piątek rano więc mam kilka dni na to. Chociaż wierze ze jakoś możecie coś poradzić.
Wyjaśnię jak ja to czuje, może mnie zrozumie.

Jeździmy rowerami, czasami jeździmy na wycieczki, zoo, spacer. Czasami sami, czasami z mała.

50 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-06-12 17:24:22)

Odp: kryzys w zwiazku????

A co za problem "kochanie, chce porozmawiać, bo gryzie mnie sprawa twojego przyjaciela-fotografa, bo jeszcze o tym nie rozmawialiśmy...." ?

51

Odp: kryzys w zwiazku????

heheh wiesz..jesli dla kogos taka kwestia to norma..to ciezko jest zaczac z nim rozmowe bez wzbudzenia w nim nieporzadanych reakcji...
ale maszs racje...tak powinno sie to zaczac...
sprobuje znalezc wlasciwy moment gdy razem mozemy spokojnie usiasc..bo chcialbym jeszcze z nia porozmawiac na temat jej wyjazdu..nie wiem czy slusznie...czy nie..ale chce to zrobic...bo mam nadzieje ze podczas wyjazdu mimo wszystko bedzie pamietala ze ktos tu na nia czeka...i ze chcialby aby od czasu do czasu dala znak zycia..nie mowie tutaj o jakis spowiedziach co robi itd..bo tego nie potrzebuje...ale ze nie bedzie ciszy przez caly weekend..az do poznego wieczora w niedziele....

Kilka razy o przyjacielu wspominala, ale nie potrafilem pociagnac tematu dalej..i to byl blad...

Kocham ja i chce to zrobic w sposob jasny ale zarazem delikatny...

52

Odp: kryzys w zwiazku????

To nie ma być jasne i delikatne, bo nie kontemplujesz cudu natury, ale zaznaczasz swoje terytorium. To ma być jednoznaczne i zrozumiałe, acz pozbawione tonu pretensji.

Odp: kryzys w zwiazku????

Look,jesteś w goracej wodzie kąpany.Długo byłeś sam,więc jesteś wygłodniały jak pies,błakajacy się po nieznanym terenie.Przypominasz wilka,który chce pożreć Czerwonego Kapturka.Najpierw ją obłaskawiasz,dajesz jej wszystko co masz,dom,pieniadze,miłość,total look a teraz chcesz to wszystko zabrać,bo ona luzuje smycz i chce trochę pobiegać sama wink Powiem ci co myslę o Tobie.Bywasz potwornie zazdrosny,nosisz w sobie wielki gniew i LĘK.Boisz się,że ona ucieka przed tobą-może rzeczywiście tak jest,bo za duzo,za często,za szybko, bez tchu.Ona raczej też się sparzyła na poprzednim zwiazku,inaczej byłaby z ojcem dziecka(tak wnioskuję) Była sama 2 lata tylko z dzieckiem,poznała smak wolności.Pokochała ciebie,ale to nie znaczy,że powinna zrezygnować z siebie i  ze swojego przyjaciela,o którego jestes tak cholernie zazdrosny.Nie ufasz jej,podejrzewasz,że ona ciebie z nim zdradzi,gdy tylko się z nim spotka...to chore myslenie.Ona powinna mieć trochę swojej przestrzeni,a ty swojej.Popracuj nad tym,trochę więcej zaufania do kobiety,która pokochałeś,inaczej twoje ego pójdzie w gruzy.Mozesz i powinieneś kontrolować swoje wydatki na nią,na dziecko,tu musisz być skupiony,zebyś cięgle nie podejrzewał,że ona chce ciebie wykorzystac finansowo.Ale zaraz,przecież ona też pracuje.Masz problem z wiarą w swoja atrakcyjność,tu jest pies pogrzebany.A daję głowę,że jesteś wart grzechu i miłosci smile Wyluzuj,nie panikuj,daj swobodę,daj sobie i jej czas,nie niszcz tego co zbudowałeś.I jeszcze-poznaj tego przyjaciela,spotkajcie się,stań z "wrogiem" twarzą w twarz,przekonaj sie,czym on mógłby być lepszy od ciebie?przecież wybrała ciebie nie jego!

54

Odp: kryzys w zwiazku????

To nie jest kwestia odbierania komuś przyjaciela, o ile tak można go nazwać, ale tego ze to facet. Postaw się w mojej pozycji. Samotny facet przyjacielem. Samotny facet... Sorry ale ja nie wierze w dobre zamiary takich przyjaciol. I nie patrzę na to z przyzmatu samego siebie. Jak nie mam przyjaciółek. I nie wierze w niewinna przyjaźń damsko męska.

Co do leku. Tak mam lek, ze ja stracę, ze ten trzeci zacznie gmerac, i to ja będę na straconej pozycji. Tym bardziej ze to norweg.
Czyli jak ona dostanie od niego zaproszenie na wspólny spacer, wycieczkę mam to zaakceptować? No albo ja jestem staroswiecki albo kraj w którym mieszkam jest zanowoczesny dla mnie.
Jak facet ma klasę to nie zrobi tego, mając uwadze ze ona jest w związku.
Dlaczego taka mam alergie na niego? Otóż przede wszystkim z obserwacji, jeden z nich kumpli tez był przyjacielem jednej rodziny. Znał oboje. A mi i to miał romans z nią. Łączyły ich tylko sprawy zawodowe, dobrze się dogadywali, i tez niewinnie było, przyjaciel rodziny, i trwa to już ponad 2 lata. Żal mi męża bo jest robiony w jajo na każdym kroku. Nie powinienem posiadać wszystkiego pod jedna linie, nie podejrzewa mojej kobiety o to, jej ufam, ale nie ufam jemu.
Wiem ze może wszystko by się zmieniło jak bym bo poznał, ale nie wiem czy to nastąpi i kiedy. I wOlalbyn aby to miało miejsce gdzieś na gruncie neutralnym. Chciałem ja zawieźć do miejsca gdzie maja sie wszyscy uczestnicy spotkać. Wowczas bym go poznal. Ale nie chcIala.

Co do mojego ego. Zostało poważnie nadwyrezone w ostatnim ze

55

Odp: kryzys w zwiazku????

To nie jest kwestia odbierania komuś przyjaciela, o ile tak można go nazwać, ale tego ze to facet. Postaw się w mojej pozycji. Samotny facet przyjacielem. Samotny facet... Sorry ale ja nie wierze w dobre zamiary takich przyjaciol. I nie patrzę na to z przyzmatu samego siebie. Jak nie mam przyjaciółek. I nie wierze w niewinna przyjaźń damsko męska.

Co do leku. Tak mam lek, ze ja stracę, ze ten trzeci zacznie gmerac, i to ja będę na straconej pozycji. Tym bardziej ze to norweg.
Czyli jak ona dostanie od niego zaproszenie na wspólny spacer, wycieczkę mam to zaakceptować? No albo ja jestem staroswiecki albo kraj w którym mieszkam jest zanowoczesny dla mnie.
Jak facet ma klasę to nie zrobi tego, mając uwadze ze ona jest w związku.
Dlaczego taka mam alergie na niego? Otóż przede wszystkim z obserwacji, jeden z nich kumpli tez był przyjacielem jednej rodziny. Znał oboje. A mi i to miał romans z nią. Łączyły ich tylko sprawy zawodowe, dobrze się dogadywali, i tez niewinnie było, przyjaciel rodziny, i trwa to już ponad 2 lata. Żal mi męża bo jest robiony w jajo na każdym kroku. Nie powinienem posiadać wszystkiego pod jedna linie, nie podejrzewa mojej kobiety o to, jej ufam, ale nie ufam jemu.
Wiem ze może wszystko by się zmieniło jak bym bo poznał, ale nie wiem czy to nastąpi i kiedy. I wOlalbyn aby to miało miejsce gdzieś na gruncie neutralnym. Chciałem ja zawieźć do miejsca gdzie maja sie wszyscy uczestnicy spotkać. Wowczas bym go poznal. Ale nie chcIala.

Co do mojego ego. Zostało poważnie nadwyrezone w ostatnim związku. Zdradzala mnie z innym,stad potrzebowałem kilku lat aby to na nowo poukładać i je odbudować. Dlatego teraz jestem wyczulone na to, może i za bardzo. Stad tez ta zazdrość.
Czyli ty odradzasz rozmowy i jedynie zaufać i dać trochę czasu????

Yoghurt007: hehe stanowcze określenie granic i wyrażenie moich obaw??:) to masz na myśli?
Nie zabronie jej Przecież utrzymywać z nim kontaktów....

56

Odp: kryzys w zwiazku????

To musisz jej to powiedzieć, jak postrzegasz takie przyjaźnie.

57

Odp: kryzys w zwiazku????

Słuchaj, ja już tutaj pisałam o skandynawskiej mentalności. Może być tak, że jej to pasuje, nawet bycie bardzo blisko z przyjacielem. Możesz to zaakceptować albo nie, bo ona raczej nie zmieni swego myślenia. Ale TY musisz jej to powiedzieć, jak Ty widzisz związek. Powiedz jej to dzisiaj, albo jutro. W przeciwnym razie rozciąganie tego tematu nie ma sensu.

58

Odp: kryzys w zwiazku????

Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy i powiem Ci w ten sposób wydajesz się być bardzo nie pewny tego związku. Moim zdaniem powinieneś troszkę wyluzować... To że ktoś ma przyjaciela płci przeciwnej nie oznacza, że od razu Ciebie zdradzi.. A może ten kolega jest gejem a ona Tobie tego nie pwowiedziała...Nie wiesz tego? Nie widzieli się, przez okres od kad się znacie, a wypad był zaplanowany duzo dużo wcześniej. Sam zobaczysz z biegiem czasu czy jej ta znajomość za bardzo nie pochłania, i czy Tobie to nie przeszkadza. Generalnie moim zdaniem nie powinieneś poświęcać swojego życia zabiegając o uznanie w jej oczach tylko traktować układ jako partnerski. NIe rób wszystkiego pod nią... Generalnie byłam kiedys w związku w którym chłopak robił wszystko tylko, żeby było dobrze, moje zdanie było najważniejsze, robiliśmy wszystko co chciałam generalnie obsypywał mnie kwiatami zalezało mi przez jakis czas, ale później zrobiło się to nudne. Tak naprawde wydaje mi się, że związek powinien byc partnerski i polega na szczęściu obu osób a nie poświęcaniu się jednej względem drugiej. Nie zmieniaj swoich planow tylko żyj swoim życiem. Z obecnym partnerem układa mi się dobrze, może nawet troszkę jest tak, że to ja bardziej staram się aby było dobrze.. ale wydaje mi się, że nie powinieneś całkowicie się podporządkowywać, zmieniac swoich planów marzeń ( mecz Polska Rosja), żeby było dobrze... staraj się, ale nie aż zanadto, nie musisz poświęcać swoich marzeń,,, generalnie najbardziej z tego wszystkiego nie podoba mi się, że nie rozmawiacie ze sobą , bo to podstawa związku.. Nie wiem z czego to wynika...szczególnie z tego co piszesz jesteście około 4 msc w tym okresie tematów jest nieskończenie wiele...Nie "żebraj" o miłość z tego co piszesz jesteś bardzo wartościową osoba, ale nie obawiaj sie, że coś złego się wydarzy, a także nie wymagaj ciągłego zapewniania o uczuciu, bo to na dłuższa mete jest męczące,,, zdystansuj się troszeczke... To też nie jest tak jak wspominałeś we wcześniejszym poście że "nie potrafisz być w związku". Każdy potrafi, ale każdy ma różne oczekiwania, pragnienia, marzenia,,, może za bardzo chcesz czuć się kochany, a Twoja partnerka nie jest aż tak wylewna. hmmm zobaczysz sam jak to się wszystko ułoży,,,Ale nie ograniczaj w zaden sposób,,, "Jeżeli kogoś kochasz pósć wolno, jeżeli do Ciebie wróci jest Twój, jeżeli nie nigdy nim nie był...". Ona powinna się cieszyć , że Ciebie ma,...Nie powinno to wyglądać w ten sposób, że Ty bardzo się starasz i jest dobrze, tylko oboje nad tym pracujecie... Z kobietami też jest tak , że jak nie są w 100% pewne to, też więcej z siebie daja...Będzie dobrze, nastaw się pozytywnie i wyluzuj troszeczkę,,, to ona powinna się cieszyć, że ma takiego kochanego mężczyze,,, NIe jesteś w żaden sposób od niej zależny... a uczucia albo są albo nie... Jak bedziesz nadskakiwać nawet z 2 lata a ona uzna, ze to nie to, to niczego nie zmienisz... Na spokojnie do tego podejdź... Trzymaj sie i powodzenia życze... smile

59 Ostatnio edytowany przez fairytale (2012-06-13 00:06:40)

Odp: kryzys w zwiazku????

Według mnie problemem może byc to że ją trochę osaczasz swoimi uczuciami. Nie zrozum mnie źle - jestes wspaniałym i opiekunczym facetem, ale Norwedzy z tego co mi wiadomo lubią mieć swoją wlasną przestrzeń i to jest dla nich normalne, Ty natomiast chciałbys non stop czułości... Najlepiej by było szczerze o tym pogadać smile myślę że jeżeli wyłożysz kawę na ławę to ona Ci wytłumaczy swoje zachowanie.
A poza tym, w kazdym związku zdarzają sie takie momenty, że czasem jest lepiej, a czasem gorzej.. Nie zawsze jest pięknie, czasem jakieś pierdoły psują relacje, a za chwile znowu jest bajecznie wink

60

Odp: kryzys w zwiazku????
takajednaja napisał/a:

Przeczytałam wszystkie Twoje wpisy i powiem Ci w ten sposób wydajesz się być bardzo nie pewny tego związku. Moim zdaniem powinieneś troszkę wyluzować... To że ktoś ma przyjaciela płci przeciwnej nie oznacza, że od razu Ciebie zdradzi.. A może ten kolega jest gejem a ona Tobie tego nie pwowiedziała...Nie wiesz tego? Nie widzieli się, przez okres od kad się znacie, a wypad był zaplanowany duzo dużo wcześniej. Sam zobaczysz z biegiem czasu czy jej ta znajomość za bardzo nie pochłania, i czy Tobie to nie przeszkadza. Generalnie moim zdaniem nie powinieneś poświęcać swojego życia zabiegając o uznanie w jej oczach tylko traktować układ jako partnerski. NIe rób wszystkiego pod nią... Generalnie byłam kiedys w związku w którym chłopak robił wszystko tylko, żeby było dobrze, moje zdanie było najważniejsze, robiliśmy wszystko co chciałam generalnie obsypywał mnie kwiatami zalezało mi przez jakis czas, ale później zrobiło się to nudne. Tak naprawde wydaje mi się, że związek powinien byc partnerski i polega na szczęściu obu osób a nie poświęcaniu się jednej względem drugiej. Nie zmieniaj swoich planow tylko żyj swoim życiem. Z obecnym partnerem układa mi się dobrze, może nawet troszkę jest tak, że to ja bardziej staram się aby było dobrze.. ale wydaje mi się, że nie powinieneś całkowicie się podporządkowywać, zmieniac swoich planów marzeń ( mecz Polska Rosja), żeby było dobrze... staraj się, ale nie aż zanadto, nie musisz poświęcać swoich marzeń,,, generalnie najbardziej z tego wszystkiego nie podoba mi się, że nie rozmawiacie ze sobą , bo to podstawa związku.. Nie wiem z czego to wynika...szczególnie z tego co piszesz jesteście około 4 msc w tym okresie tematów jest nieskończenie wiele...Nie "żebraj" o miłość z tego co piszesz jesteś bardzo wartościową osoba, ale nie obawiaj sie, że coś złego się wydarzy, a także nie wymagaj ciągłego zapewniania o uczuciu, bo to na dłuższa mete jest męczące,,, zdystansuj się troszeczke... To też nie jest tak jak wspominałeś we wcześniejszym poście że "nie potrafisz być w związku". Każdy potrafi, ale każdy ma różne oczekiwania, pragnienia, marzenia,,, może za bardzo chcesz czuć się kochany, a Twoja partnerka nie jest aż tak wylewna. hmmm zobaczysz sam jak to się wszystko ułoży,,,Ale nie ograniczaj w zaden sposób,,, "Jeżeli kogoś kochasz pósć wolno, jeżeli do Ciebie wróci jest Twój, jeżeli nie nigdy nim nie był...". Ona powinna się cieszyć , że Ciebie ma,...Nie powinno to wyglądać w ten sposób, że Ty bardzo się starasz i jest dobrze, tylko oboje nad tym pracujecie... Z kobietami też jest tak , że jak nie są w 100% pewne to, też więcej z siebie daja...Będzie dobrze, nastaw się pozytywnie i wyluzuj troszeczkę,,, to ona powinna się cieszyć, że ma takiego kochanego mężczyze,,, NIe jesteś w żaden sposób od niej zależny... a uczucia albo są albo nie... Jak bedziesz nadskakiwać nawet z 2 lata a ona uzna, ze to nie to, to niczego nie zmienisz... Na spokojnie do tego podejdź... Trzymaj sie i powodzenia życze... smile

Dzieki za wpis.
heheh ten przyjaciel nie jest gejem, to akurat wiem. Dokladnie, wypad firmowy byl planowany wczesniej, i oplacony. Wiem ze bardzo sie cieszy z tego wyjazdu. Nie moglbym jej zabronic jechac, nie mam do tego zadnych podstaw. Poza tym to juz by bylo jak trzymanie ptaka w klatce...a przeciez nie o to tu chodzi. Sam wyjazd jak wyjazd, ja tez mam wyjazdy firmowe. Jedyne co mi sie nie podoba to jego obecnosc. Jak wspomnialem. Jej ufam, nie ufam jemu, tym bardziej ze jest to wypad imprezowy.
Wiesz, poniekad mysle ze moja niechec do tego faceta wynika z 2 rzeczy:
- zostal mi przedstawiony w sposob ktory automatycznie wzbudzil moja nieufnosc do niego ("przyjaciel, ktorego musze zaakceptowac", i te opowiesci o wspolnych wypadach i spaniu w jednym lozku). Z jednej strony to przeszlosc, a ja nie ogladam sie wstecz, z tym ze latwiej jest o przeszlosci zapomniec gdy jej elementy nie sa w naszym zasiegu (jesli wiesz co mam na mysli).
Wiele razy rozmawialismy o przeszlosci i uzgodnilismy ze do niej nie wracamy, ja nie pytam, ona nie opowiada...Mysle ze ona czuje ze ten facet nie jest moim faworytem. Szczegolnie gdy przez przypadek wspomniala o ich wspolnej imprezie. Spytalem ja wowczas dlaczego mi to powiedziala, ze to nie jest przyjemne slyszec o kims kto gdzies tam blisko nas sie obraca. Chciala byc szczera, doceniam to, ale czasami czego oczu nie widza, w tym przypadku uszy nie slysza, tego sercu nie zal.
Niestety jedna rzecz mnie jeszcze w jakis sposob niepokoji. Otoz to, ze dom ktory kupilem stoi w tej samej miejscowosci gdzie mieszka fotograf. Dlaczego wybralismy ten dom?? Hmm podobal nam sie, plus bardzo jej zalezalo abysmy mieszkali w tej miejscowosci. Nie chce szukac dziury w calym, ale gdzie w glebi moze cos to oznaczac.
Zobaczymy jak ich relacje beda wygladaly po tym wypadzie. To ze nie spotkali sie od kiedy jestsmy razem, nie oznacze ze ten wyjazd nie obudzi tego na nowo i ze nie zaczna sie spotyka znowu. Wowczas na pewno zareaguje, bo w mojej logice nie ma miejsa na "przyjaciela". Wiem, ze wiele z was skrytukuje mnie za to, ale tak zostalem wychowany i tak obraz "przyjazni damsko-meskiej" mam w mojej glowie. Tym bardziej, jak napisalem we wczesniejszym poscie, mam przyklad z zycia jak jakie przyjaznie sie koncza.
Wczoraj opowidziala mi wiecej o tym wyjezdzie, kiedy wracaja, jaki maja plan dnia, gdzie beda mieszkac...mysle ze chciala mnie w ten sposob uspokoic i pokazac ze nie ma niczego do ukrycia, ze nie powinienem sie niczego obawiac. I przyznam ze mnie to uspokoilo troche.
Na dobra sprawe jest to pierwszy weekend oddzielnie. Wiem ze to brzmi smiesznie, ale takie pierwsze lody tez sa ciezkie do przelamania tongue

Hmm to nie jest tak, ze w ogolnie nie rozmawiamy. Rozmawiamy, ale zdarzaja sie minuty ciszy, takiej krepujacej, szczegolnie dla mnie. Dzisiaj w drodze do pracy rozmawialismy moze 5 min (z 20 ktore zajmuje nam podroz). Normalnie czulbym sie zle z tym, ale po wczorajszej wymianie postow probuje to brac na luz. Nie denerwowac sie, bo to tylko rujnuje moj humor. Ona nie jest gadula, i czasami gdy mamy powazna rozmowe o uczuciach ona tylko slucha, nie "wylewa" z siebie tyle to ja smile Byc moze dlatego jest taka cicha...chociaz gdy spotkamy znajomych jest duzo aktywniejsza..ale raczej wynika to z tego ze znajomi pytaja o rzeczy ktore ja wiem...:P


Wiesz, byc moze roznice jezykowe, byc moze cos innego wplywa ze zdarzaja nam sie minuty ciszy...probuje wowczas zagadnac, ale nie zawsze prowadzi to do dluzszej rozmowy. Jak to wowczas ona tlumaczy, potrzebuje chwili milczenia. tongue to nie jest tak ze ja ja terroryzuje gadaniem, nie nie, nie zrozum mnie zle smile

Jestem z natury pozytywnie nastawiony, jednak nauka ktora dostalem w przeszlosci powoduje ze moze troche jestem nadwrazliwy. Moze faktycznie powininem wyluzowac, chociaz to wymaga treningu smile Poza tym jako cudzoziemiec czuje sie jakos "gorszy" od innych. Co z konsekwencji obniza moje ego i wzbudza zazdrosc. Jak tu ktos napisal, zazdrosc powinna byc, ale w rozsadnej ilosci, bo to potwierdza ze komus na kims zalezy. Rozmawialismy o tym wczoraj i oboje bylismy zgodni, ze silne uczucie milosci niesie ze soba troche zazdrosci. Ale jej ilosc nie moze byc przesadna.

Chcialbym aby czula sie dobrze i swobodnie w tym zwiazku. Dlatego tez w pewnym stopniu licze ze ten wyjazd pozwoli nam odswierzyc nas, ze wzbudzi tesknote na nowo. Ze uczucie wzmocni sie. Klotnie poniekad wzmacniaja uczucie, ale my sie nie klocimy..nie ma powodow do tego...puki co...chociaz na pewno beda.. smile

Tutaj musze sie przyznac ze mimo ze jestem gadula, to ciezko mi przychodza powazne rozmowy w stylu co mi lezy na watrobie. Duzo latwiej idzie mi wyrazic moze uczucie niz wziac temat moich obaw. Bylem wczoraj blisko aby wyciagnac temat fotografa, ale w pewnym momencie stchorzylem...spojrzalem na problem z gory i doszedlem do wniosku ze dlaczego mialbym to robic teraz, kiedy tak naprawde nie mam argumentow? Pomyslalem ze lepiej jest poczekac az wroci z wyjazdu i obserwowac czy ich kontakty beda czestrze czy tak jak dotad. To bylby punkt zaczepienia w ewentualnej rozmowie. Chociaz moze mi pomoc sytuacja ze zaraz po jej powrocie wyjezdzamy na 2 tyg na wakacje. Wiec ich kontakt i tak bedzie utrudniony. Obserwacja to pokaze.

61

Odp: kryzys w zwiazku????
fairytale napisał/a:

Według mnie problemem może byc to że ją trochę osaczasz swoimi uczuciami. Nie zrozum mnie źle - jestes wspaniałym i opiekunczym facetem, ale Norwedzy z tego co mi wiadomo lubią mieć swoją wlasną przestrzeń i to jest dla nich normalne, Ty natomiast chciałbys non stop czułości... Najlepiej by było szczerze o tym pogadać smile myślę że jeżeli wyłożysz kawę na ławę to ona Ci wytłumaczy swoje zachowanie.
A poza tym, w kazdym związku zdarzają sie takie momenty, że czasem jest lepiej, a czasem gorzej.. Nie zawsze jest pięknie, czasem jakieś pierdoły psują relacje, a za chwile znowu jest bajecznie wink

dzieki za wpis.

to prawda, sa wzloty i upadki, o ile moge je nazwa upadkami. Czasami jest super bajecznie, czasami chlodno, wazne jest abym w kazdej z tych sytuacji sie mogl oznalezc i wziac to na luzie..nie przejmujac sie ze akurat dzisiaj jest gorzej....

heheh ja mysle ze ona widzi ze jestem osoba ktora potrzebuje kontaktu, bliskosci itd. Staram sie teraz tak o to nie zabiegac, probuje zachowywac sie jak w starym, stabilnym zwiazku...bez maslanych oczu i ciaglego wpatrywania sie w oczy. Okazywanie wspolnego zainteresowania i czulosci tak, ale nie ciagle hipnoza i trzymanie sie za raczke 24/7.

Nie chce jej zadusic, chociaz instykt podpowiada, zeby ciagle zabiegac, probowac zdobyc, zwrocic uwage...jesli nie ma reakcji, to jeszcze mocnie, jeszcze intensywniej tongue
Mysle jednak ze milo jest dostac smsa z jakims cieplym slowe (co jakis czas, nie codziennie i nie 10 na dzien). Milo jest dac kwiaty albo cos innego...
Jak wspommialem wczesniej kazdego miesiaca daje jej kwiaty (dla niektorych to dziecinne), kiedys spytala mnie dlaczego..odpowiedzialem szczerze, ze jest to dla mnie szczegolny dzien, a poza tym wyraz mojego podziekowania za kazdy dzien razem, ze to ze mnie kocha, i ze jest ze mna. Chociaz moze to jest za czesto, ze jest to regula??? Ale nie chce tego zaprzestac. Za kazdym razem kwiaty wreczam w inny sposob, czasami wysylam do pracy, czasami czekaja na nia w salonie, czasami daje je sam. Ale czy powiniem nagle przestac? tylko dlatego ze nie jest to juz niespodzianka? ze jest regula???
A moze cos w tym zmienic????

62

Odp: kryzys w zwiazku????

Nie obraź się, że to powiem, ale to tylko moje zdanie i jedna z wielu opcji. 2 lata nie była w związku z tamtym partnerem, poczuła zainteresowanie kogoś , kto jest miły kochany wrażliwy uczynny, a przede wszystkim zdolny pokochać Jej dzieckom poczuła się kochana, poleciała do Ciebie jak ćma do światła, bo pragnęła miłości..może teraz to wszystko wygasło, a Ona nie wie co ma robić, wie, że z Tobą ma mieszkanie stabilizację finansową i jesteś miły, ale nie ma tego czegoś co było między Wami? może brak Jej namiętności, a boi się o tym mówić, bo boi się Twojej reakcji i tego, ze nie będzie miała gdzie i za co żyć ? że nie poradzi sobie ?..

63

Odp: kryzys w zwiazku????
betheone napisał/a:

Nie obraź się, że to powiem, ale to tylko moje zdanie i jedna z wielu opcji. 2 lata nie była w związku z tamtym partnerem, poczuła zainteresowanie kogoś , kto jest miły kochany wrażliwy uczynny, a przede wszystkim zdolny pokochać Jej dzieckom poczuła się kochana, poleciała do Ciebie jak ćma do światła, bo pragnęła miłości..może teraz to wszystko wygasło, a Ona nie wie co ma robić, wie, że z Tobą ma mieszkanie stabilizację finansową i jesteś miły, ale nie ma tego czegoś co było między Wami? może brak Jej namiętności, a boi się o tym mówić, bo boi się Twojej reakcji i tego, ze nie będzie miała gdzie i za co żyć ? że nie poradzi sobie ?..

spoko, nie obraze sie smile. Sluchaj, no moze i tak jest, nie wiem nie umiem czytac w myslach, byc moze w glebi duszy zaczyna teraz zalowac a moze przynajmniej mia watpliwosci. Pokochalem to dziecko od poczatku, lubie dzieci, poza tym zawsze chcialem miec swoje. Ale ten uklad wymaga ode mnie tez pewnej ostroznosci. Bo nie jest moim celem zastapic jej ojca, ale byc kim do kogo tez moze przyjsc. Ojciec ma prawna opieke i zajmuje sie ta 3latka  co drugi tydzien. Rodzice tez maja kontakt. Kiedys powiedzialem mojej kobiecie zeby traktowala mnie jak partnera rowniez w obowiazkach zwiazanych z mala. Kiedy u nas jest moge robic to wszystko co robi normalny ojciec. Zajac sie nia jak trzeba, zatroszczyc, polozyc spac..itd.. Zgodzila sie..chociaz nie wiem czy bylo to ze wzgledu na mnie czy dla swietego spokoju.
Uznalem ze skoro zyjemy razem to i w tych dziedzinach powinnysmy sie dzielic obowiazkami. DLaczego mialbym dzielic na moje czy inne dziecko. Okreslilem sie tez, ze jesli kiedys bedziemy mieli wspolne dzieci to i tak wszystkie bede kochal jednakowo..nie wazne czy to moje czy nie.
No ale jak wspomnialem musze zachowac tez pewioen dystans. Np jutro jest ostatni dzien w przedszkolu i mala impreza z tej okazji. Nic nie wiedzialem o tym az zobaczylem kartke na drzwiach przedszkola (odprowadzam i przyprowadzam mala od czasu do czasu), troche mnie to zaskoczylo ze nic mi nie powiedziala, o wczesniejszych takich imprezach wiedzialem, i chciala zebym byl z nimi. JAk zaczalem czytac ta kartke powiedziala mi ze ojciec bedzie z nia....no coz...wycofalem sie, nie chce stwarzac glupich sytuacji..bo jako kto mialbym tam byc??? wujek dobra rada??? Skoro przyjdzie ojciec i matka..dla mnie nie ma miejsca....nic nie powiedziala....i moze to dobrze...

W zasadzie bylo tak...byla w jakis tam zwiazkach, pozniej zerwala z kims i zwiazala sie na zasadzie "rebound" z ojcem malej. Byli ze soba 5 miesiecy kiedy wpadli. Nie kochali sie ale postanowili sprobowac...trwalo to ok 2 lat...klocili sie non stop, podjela decuzje o odejsciu...
Pozniej spotykala sie z facetami, ale wszyscy okazywali sie dupkami bo po 2-3 spotkaniach nie mieli juz dla niej czasu i ja olewali...byc moze dziecko im przeszkadzalo, moze co innego. Pozniej zaczela sie spotykac z moim znajomym. 40 latek, alkoholik i babiarz, nie weim co w nim widziala, ale nie byla jedna z nich. Krecil z 3 na raz, a ona byla jedna z nich.. On faktycznie przyciaga kobiety jak muchy a wcale jakis tam ohh i ehhh nie jest. OT 150cm w kapeluszu...no ale chyba to potwierdza regule ze skurw... sa bardziej atrakcyjnii...
JA ja znalem wczesniej wiec z zachowania widzialem ze kobieta szuka prawdziwej milosci..jak opisalem poczatkowo nie mialem zadnych zamiarow..ale pewnego dnia zaczalem to sam....

No a teraz jestem w sytuacji kiedy nie rozmawiamy..i mam mieszane uczucia...czy czasem nie jest to poczatkiem konca, czy ona sama nie zapropnuje rozstania...:((((
Fakt wyciagnalem ja z finansowych tarapatow. Nie mowie tutaj o tym aby bbudowac swoje ego, ale to ze dla mnie nie liczy sie nic tylko szczera prawdziwa milosc. Bo pieniadze mozna zarobic..a milosci kupic sie nie da.

Jesli tak jest jak piszesz to slabo...uwazam ze nalezy byc fair i jesli sie nic nie czuje, nie robic nic na sile..bo druga strona to wyczuje..mozna udawac orgazm, ale nie da sie udawac milosci....:(

64

Odp: kryzys w zwiazku????

nNo dokładnie, ja Cię rozumiem i wydaje mi się, że jesteś naprawdę mądrym facetem i masz poukladane w glowie, ale jak to czytalam to wlaśnie tak pomyślałam, bo jej zachowanie jest dziwne..w sumie też przyznaję, że pospieszyliście się chyba trochę aż za bardzo co do mieszkania razem tak choćbyście (ponownie bez obrazy hehe) oboje byli zdesperowani i potrzebowali miłości. Jesteś pewny np. że Ona nic nie czuje do ojca tego dzieciaczka ? Jak wygląda Wasz zwykły dzień w tygodniu albo np. dzień kiedy oboje macie wolne od pracy i macie okazję się zająć sobą?

65

Odp: kryzys w zwiazku????
betheone napisał/a:

nNo dokładnie, ja Cię rozumiem i wydaje mi się, że jesteś naprawdę mądrym facetem i masz poukladane w glowie, ale jak to czytalam to wlaśnie tak pomyślałam, bo jej zachowanie jest dziwne..w sumie też przyznaję, że pospieszyliście się chyba trochę aż za bardzo co do mieszkania razem tak choćbyście (ponownie bez obrazy hehe) oboje byli zdesperowani i potrzebowali miłości. Jesteś pewny np. że Ona nic nie czuje do ojca tego dzieciaczka ? Jak wygląda Wasz zwykły dzień w tygodniu albo np. dzień kiedy oboje macie wolne od pracy i macie okazję się zająć sobą?

Pomieszkiwalismy razem od samego początku prawie. Ale my widzieliśmy ze to idzie szybko, ale świadomie pozwoliliśmy temu tak szybko iść. Normalny dzień? Razem, albo wycieczki albo kino, albo odwiedziny u znajomych. Jak normalna para. Czy ona coś do niego czuje? Wiem tyle ile mi mówi, ze nigdy wiecej, ze jedyne co ma dobrego po nim to dziecko. Ze jest tłusty świnia, bez kultury. Wiecej nie mogę powiedzieć bo go nie poznałem jeszcze.
Normalny dzień pracujący??? To praca, dom, obiad, położyć dziecko...i zazwyczaj jest zmęczona i sie kładzie. Czasami tv razem obejrzymy....a więc znowu cisza, żadnych rozmów. Mam dzisiaj zły dzień, ale chętnie bym porozmawiał o przeszłości z nią. Bo zaczynam mieć wątpliwości. Ale nie chce tego robić 13ego.
Może jak by od czasu do czasu sie kłócili to atmosfera byłaby inna..... My ani razu sie nie poklocilisny jeszcze.
Aaaaa i jeszcze jedno. Mam dobrze płatna prace, ale dodatkowo mogę prowadzić własna firmę i pracować po godzinach. Nestety to będzie kosztem czegoś. Powiedziałem jej o tym i ze waham sie... Bo jeśli będę pracował wiecej, mniej będę miał czasu dla nich....a przecież nie musiałby. Tego robić. Specjalnie nie robi to problemu dla niej. Nie chce ich zaniedbywac. Nie głoduje więc dodatkowa prawa nie jest mi specjalnie niezbędna. Odpowiedziała tylko: No tak ale bedą z tego pieniądze....No tak jak by to było najważniejsze.....

Posty [ 1 do 65 z 233 ]

Strony 1 2 3 4 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » kryzys w zwiazku????

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024