Produkcja belgijsko- francuska
Mógł to być film absolutnie schematyczny, mógł też być bardzo przewidywalny (w pewnym sensie jest): ot, kolejna opowieść o miłości, gdzie dobro zawsze zwycięża. Ale.Film pełen jest tak absurdalnych sytuacji, że w końcu zaczęłam się śmiać, musiałam "zatrybić" tą konwencję i już było dobrze. Opowieść jest o małżeństwie, nauczycielach szkolnych, którzy "po godzinach" tańczą i to z sukcesami. Swoją drogą sceny taneczne są rewelacyjne ! Niestety spotyka ich pewnego dnia tragedia, a potem kolejna i kolejna. Absurd ilości tych nieszczęść jest porażąjący. On, mimo że po wypadku nie pamięta, że właśnie ta kobieta jest jego żoną, podstawi but, aby deszcz nie padał na głowę ukochanej (dla mnie rozczulające), albo będzie bronił bułki którą jej kupił, czego skutkiem będzie pobicie i utrata odzieży (jeszcze bardziej rozczulające). Ale doskonale wiemy, że złodziej zostanie ukarany, absurdem jest to w jaki sposób, itd. Ona straci nogę, to dostanie czarną protezę (dlaczego u licha czarną?!) można by wyliczać takie sytuacje, ale po co ? Lepiej samemu obejrzeć.
Przerysowana urocza historia w dodatku z latynoskimi rytmami.