Muszę wyrzucić z siebie wściekłość na ludzi za niepunktualność, która doprowadza mnie wręcz do furii.
Ale od początku. Pracuję jako psi fryzjer w dwóch klinikach weterynaryjnych. Do jednej i do drugiej dojeżdżam busami. Zajmuje mi to ok 30-40 min. Bez względu na to czy pierwszego Klienta mam o 9tej czy o 12tej ZAWSZE jestem w pracy te 15-20 minut wcześniej, bo nie wyobrażam sobie, żeby Klient na mnie czekał. Mam czas, żeby spokojnie się przebrać, przygotować czy pogadać z wetami.
I tu dziesiejszy przykład: miałam Klientkę umówioną na 13tą. Przyjechałam do pracy, wypiłam kawę i czekam, czekam, czekam...O 13.30 zwinęłam się i poszłam do busa. A gdy już wsiadłam zadzwoniła Pani, że ona już jest, że się spóźniła, bo jechała autobusem...A ja k...a przyleciałam helikopterem!! Przecież umawiając się z kimś należy wziąć pod uwagę możliwość korków, nieregularnych kursów autobusów i wyjść z domu odrobinę wcześniej.
Może jestem nienormalna, ale uważam, że spóźnianie się, to po prostu brak szacunku dla drugiej osoby...Poza tym kobieta miała telefon przy tyłku i mogła, wiedząc już, że się spóźni zadzwonić do mnie i powiedzieć, że już jedzie i spokojnie zaczekałabym na nią...A tak mnie ciśnienie podniosła, sama zrobiła sobie wycieczkę z biednym kotem zupełnie bez sensu i już mnie do siebie zraziła.
Kiedy byłam młodą dziewczyną, mój ojciec powtarzał mi do znudzenia, że punktualność jest grzecznością królów, a obowiązkiem zwykłego śmiertelnika... może powinni tego uczyć w szkołach?...