Witam.
Ostatnio w naszym związku wydarzyło się coś, co odepchnęło mnie od chłopaka i dosłownie rujnuje nasze wspólne życie.
Zaczęło się od kłótni - umówiliśmy się, że pójdziemy razem na imprezę, ale chwilę przed wyjściem zadzwonił mój brat i zaprosił do siebie (z grupą znajomych również wybierali się na tę samą imprezę, ale najpierw w mieszkaniu "nastrajali się"). Bardzo chciałam tam iść, wszędzie wychodzimy z chłopakiem tylko we dwójkę, miałam ochotę pobyć w większym gronie. Gdy on o tym usłyszał, wpadł w szał. Zaczął mnie szarpać na ulicy, krzyczał, że nie chce mu się przejść kawałka drogi do mieszkania brata, że go nie lubi, że jest samochodem, więc co on z tego będzie miał, itd. W końcu zdenerwowana odpysknęłam, żebyśmy się rozeszli każdy w swoją drogę (on miał zaproszenie do kolegi i namawiał mnie, żebym później z nim poszła). Ale byłam wściekła, że ja wszędzie z nim chodzę a on nigdy nie potrafi zrobić czegoś dla mnie. W efekcie... zostawił mnie na środku drogi. Po prostu uciekł, prawie przed północą, samą, zdenerwowaną. I pojechał sobie na imprezę. Poszłam do brata, ale nie bawiłam się dobrze. Czułam się bardzo zawiedziona.
Do domu odprowadzał mnie brat (mieszkam na drugim końcu miasta, niż on). Wtedy został napadnięty i pobity... To były najgorsze chwile w moim życiu. Łączy mnie z nim naprawdę głęboka więź (czego chłopak nie rozumie), po tym wypadku prawie się załamałam. Zachowanie chłopaka mnie jeszcze dobiło - twierdził, że dobrze, że tak się stało, że mam nauczkę. Nawet nie zadzwonił/ nie napisał do brata z pytaniem, jak się czuje. Nie jest mu przykro, że mnie zostawił, że nie martwił się tym, jak wrócę do domu... Od tamtego momentu moje życie diametralnie się zmieniło. Wiem, że gdybym nie nalegała, żeby iść do brata, możliwe że wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale siedzi we mnie żal, że on nie przejął się tą sytuacją, że wcale nie jest opiekuńczy, tylko jeszcze tryumfuje, że dobrze się stało, bo nie powinnam była się upierać a tak to mam za swoje. Teraz relacje między nami są napięte, nie potrafię okazywać mu uczuć, odpycha mnie od niego. Myślicie, że ma rację? Ja już sama nie wiem, mam straszny mętlik w głowie i nie wiem,co robić...
"Zaczął mnie szarpać na ulicy, krzyczał, że nie chce mu się przejść kawałka drogi do mieszkania brata, że go nie lubi"
"W efekcie... zostawił mnie na środku drogi"(...)"I pojechał sobie na imprezę."
A to zdanie jest najfajniejsze:"twierdził, że dobrze, że tak się stało, że mam nauczkę".
Kiedyś z jakiegoś powodu Twój "luby" złapie Ci głowę za włosy i machnie kilka razy o kaloryfer, a na koniec też powie: "masz nauczkę". To się rozwinie z tego szarpania i możesz być tego absolutnie pewna. Statystyki kryminalne nie kłamią;)
A jakby mi dziewczyna coś takiego powiedziała, w moim przypadku o jakimś pobiciu siostry, to by to była ostatnia rzecz, którą powiedziała mi jako moja dziewczyna.
Lipsy - to nie jest raczej dobrze rokująca znajomość. chicondaro dobrze mówi - skłonności nie pozostają skłonnościami, ale przeradzają się w czyny. I to narastająco najczęściej. Uciekaj z tego póki możesz. Mam nadzieję, że z bratem wszystko w porządku, a i Ty nie dasz się skrzywdzić.
Kiedyś mi moja przyjaciółka psycholog powiedziała: że kobiety są generalnie głupie. Bo często już przed poważniejszym związaniem się (czytaj małżeństwo) widać jaki ten chłopak jest. Ale miłość przesłania wszystko, + ewentualnie nadzieja że się zmieni. No i potem klapa, toksyczne związki, przemoc, tragedia. Daj sobie spokój.
Kiedyś mi moja przyjaciółka psycholog powiedziała: że kobiety są generalnie głupie. Bo często już przed poważniejszym związaniem się (czytaj małżeństwo) widać jaki ten chłopak jest. Ale miłość przesłania wszystko, + ewentualnie nadzieja że się zmieni. No i potem klapa, toksyczne związki, przemoc, tragedia. Daj sobie spokój.
O właśnie o to chodzi! Ślepa miłość + nadzieja na zmianę = łatwy przepis na patologiczne związki/rodziny. A to "widać" to rzadko kiedy już takie konkretne ciosy z pięści w twarz - na to przyjdzie pora. Zaczyna się właśnie od takiego szarpania, chamskich odzywek/wyzwisk, czy ogólnie braku szacunku.
"kobiety są generalnie głupie" - byłem w szoku jak kiedyś znajoma opowiedziała, że rozstała się ze swoim facetem bo ją źle traktował (właśnie takie zaczątki jak wyżej), po czym dodała, że sama brnęłaby dalej, gdyby nie stanowcza interwencja rodziny i dziś jest wdzięczna, bo facet odsiaduję recydywę za przemoc w rodzinie.
Uciekaj od niego dziewczyno! Bo jego zachowanie w każdej opisywanej sytuacji jest nie na miejscu. W dodatku narusza Twoją cielesność więc dobrze się nie dzieje...