Dlaczego jednych się kocha mimo wszystko, a inni nawet najlepszymi uczynkami nie mogą sobie zasłużyć na miłość? Co naprawdę przemawia do ludzkich serc? Czy uczucia w ogóle mają coś wspólnego ze zdrowym rozsądkiem?
Jestem z moim partnerem pół roku. Jestem, a może byłam... Ostatnio nie umiem się odnaleźć w związku. Początki jak w każdym były piękne, romantyczne i pomimo nawału obowiązków umieliśmy cieszyć się czasem spędzanym ze sobą. Ja mam przed sobą zaliczenia i sesje, ON pracuje... Spotykamy się zazwyczaj wieczorami i też nie codziennie (w końcu gdzie czas dla samego siebie i znajomych) - ale to mi nie przeszkadza.
Problem polega na tym, że w czynach i zachowaniu partnera nie umiem dojrzeć już dowodów miłości. Owszem mówi "kocham Cię", całuje i przytula... Ale czy to wszystko? Wiem, że związki opierają się na partnerstwie, ale zdałam sobie sprawę, że dawniej okazywał on mi więcej uczuć i samego zainteresowania. Wcześniej umiał podarować mi głupią karteczkę z napisem, że jestem piękna, że mnie uwielbia. Prawił mi komplementy. Ja starałam się odwdzięczać tym samym - miłe słówko, komplement, gesty itp. I nagle przestał cokolwiek robić w tym kierunku, aby okazac mi swoje uczucia (dobry miesiąc).
Myślał, ze może mieć problemy w pracy, w domu - ale okazało się że wszystko jest OK. Innej nie wchodzi w grę, bo on nie z tych zdradzających.
Wymagam za wiele? Jak dać mu do zrozumienia, że potrzebuje dowodów miłości, tego że mu na mnie nadal zalezy?