Może zacznijmy od początku. Byłam w burzliwym związku, naprawdę byłam zakochana, tak do utraty tchu. Miłośc, przerodziła się raczej w chorobę, obsesje. Ciągłe rozstania, a później powroty, separacje nawet na pół roku. Jestem po prostu wykończona. Próbuje zacząć wszystko od nowa. Prowadzę normalne życie, mam pracę, przyjaciół, pasję, także bywam na randkach i często poznaję nowych ludzi. Poznaje, także wielu mężczyzn, lecz z żadnych z nim nie jest tak samo. Kończy sie na paru randkach, paru spotkaniach i rezygnuję, bądź oferuje przyjaźń. Nieważne czy są przystojni, mają poczucie humoru, dają poczucie bezpieczeństwa, a nawet świetnie się z nimi dogaduję, nie odpowiadają mi. Czasami mam siebie dość, że nie potrafię zacząć nowego związku być szczęśliwa, ciągle mi źle. Żaden z nich, nie dorównuję byłemu, pomimo tego, że od miał cięzki charakter, zawsze go usprawiedliwiałam. Mijają lata, a moja sytuacja się nie zmienia. Nie proponujcie mi powrotu, bo nie ma takiego wyjśćia, nie udźwignęłabym tego po raz setny, nie dałabym rady. Chce tylko normalnie żyć, zakochać się, jak ja mam to zrobić?
2 2012-05-15 15:52:32 Ostatnio edytowany przez louve14 (2012-05-15 15:54:36)
Podajmy sobie dłoń. Ja trwam w takiej sytuacji od 3 lat. Nie mam pojecia czy to ze mna jest coś nie tak, czy z tymi facetami, że do żadnego nic. Uczuciowa pustka. Ja bym chciała żeby mnie coś trafiło, zelektryzowało, zebym w koncu poczuła że to jest to, że chcę się zaangażować, że chcę komuś dać to co mam w sobie najlepsze.
Ja po ostatniej mojej historii musiałam skorzystac z pomocy psychologa. Stad wiem, że nie mozna zacząć kolejnego zwiazku jesli myslami tkwi się w poprzednim. Trzeba taką relację zwyczajnie pogrzebac. To może byc list pożegnalny wyrzucony do rzeki lub zakopany. Ale żeby zacząc coś nowego, trzeba zakończyć definitywnie poprzednia znajomośc (usunąc wszelkie kontakty itp) Inaczej nigdy nie pójdzie sie naprzód. Polecam także książkę: "Kobiety które kochaja za bardzo" Robin Norwood
krótko mówiąc...nie wiem co ci doradzic...jestem w indentycznej sytuacji.
Pozatym zauwazłyłam w sobie cos bardzo niepokojącego...taką "zachałanność" iz mimo ze nie potrafie sie w kims zakochac ,mysle sobie ze fajnie bylo by z kims być...nawet tak bez milosci...jednak zawsze szybko staram sie sprowadzic do porzadku...tak bardzo chciałabym zakochac...mam juz dosc rozkmin w stylu..."kocham go...czy jednak nie"
krótko mówiąc...nie wiem co ci doradzic...jestem w indentycznej sytuacji.
Pozatym zauwazłyłam w sobie cos bardzo niepokojącego...taką "zachałanność" iz mimo ze nie potrafie sie w kims zakochac ,mysle sobie ze fajnie bylo by z kims być...nawet tak bez milosci...jednak zawsze szybko staram sie sprowadzic do porzadku...tak bardzo chciałabym zakochac...mam juz dosc rozkmin w stylu..."kocham go...czy jednak nie"
Zastanawiałaś się nad wizytą u terapeuty? Coś tam musi w Tobie siedzieć jeśli trwa to już tyle lat..
6 2012-05-15 18:46:27 Ostatnio edytowany przez louve14 (2012-05-15 18:48:03)
Oj Fuorviatos, nie przesasadzasz czasem z tym terapeuta? Każdy marzy o tym żeby mieć kogoś bliskiego przy sobie, mam identycznie. I tez czesto nachodzą mnie myśli że powinnam się z kimś związać, że tak trzeba, bo wszyscy kogoś mają, ze nie chce zostać sama jak palec, że powinnam spróbować, że może z czasem zaiskrzy. Nie wiem czy takie myślenie jest dobre, być z kimś tylko po to żeby nie być samemu. Pewnie z czasem bym się zaangażowała, ale czy o to chodzi by robić w życiu coś na siłę? Żeby się wiązać z kimś o zupełnie innych horyzontach myślowych, o zupełnie innym spojrzeniu na świat. Pomimo że poznaje nowych ludzi, to jakoś do nikogo nie udało mi się poczuć tego flow co kiedyś, czy to oznacza ze ze mna coś nie tak? Wydaje mi się że jeszcze jestem na tyle młoda że nie muszę kierować się przy wyborze partnera jedynie rozsądkiem, typu:"jest dla mnie dobry i czuły". Chciała bym poczuć coś sensownego, głębokiego do drugiej osoby a jednocześnie czuję że omija mnie coś ważnego, ponieważ w tej materii wciąż nic się nie zmienia.
Żaden z nich, nie dorównuję byłemu, ...
No i tu tkwi odpowiedź. Współczuję, ale rada jest prosta. Staraj się przestać o nim myśleć i dokonywać porównań. Jak był sukinsynem to zacznij tak o nim myśleć. Co z tego, że był wspaniały jak Ferdynand (Pies) ale był sukinsynem, który ciebie ranił.
Dokładnie jak wyżej- przestań mysleć o byłym i porównywać do niego kolejnych facetów. A przede wszystkim tak ode mnie- nie szukaj nowego na siłę. Jak się czegoś szuka, to zazwyczaj się tego nie znajduje. Sam się znajdzie;) Trzymam kciuki
Dokładnie jak wyżej- przestań mysleć o byłym i porównywać do niego kolejnych facetów. A przede wszystkim tak ode mnie- nie szukaj nowego na siłę. Jak się czegoś szuka, to zazwyczaj się tego nie znajduje. Sam się znajdzie;) Trzymam kciuki
Dokładnie, chociaż podobno można szukać całe życie ![]()
Mysłałam, że z czasem przejdzie, zapomnę, a jest coraz gorzej! Tym bardziej, że czasami sie do niego odezwe, zupełnie nie wiem po co. Teraz ma swoje życie, a ja ciągle mu o sobie przypominam;/ a to nic nie zmieni, doskonale o tym wiem. To est jakaś obsesja, chyba skorzystam z rad i wybiore się do terapeuty eh
Ja mam podobny "problem" jak autorka wątku, jednak nie uciekam myślami do byłego. Byłam w kilku bardzo krótkich związkach, które zaczynały się cudownie, a później stopniowo wypalały. Za każdym razem ja kończyłam tłumacząc się jednym - nic nie czuję i jestem pewna, że nie poczuje. Teraz jest to samo. 3 miesiące związku, na początku wydawało mi się, że jestem zakochana na śmierć i życie. Teraz nie czuję nic, tylko myślę w jaki sposób zerwać, aby go nie zranić.
Już tylu skrzywdziłam, a mi ani łezka nie poleciała. Nie mam chyba naprawdę uczuć....
to cholernie smutne, że nie potrafię odwzajemnić uczucia żadnemu chłopakowi....