Zakładam nowy wątek by wyrazić swoje oburzenie na idiotyzm jakie mnie dzisiaj spotkał,otóż weszłam z mamą do dosyć sporego ciucholandu podkreślam CIUCHOLANDU i wpadła nam w oku koszulka dla dziecka ,która była na manekinie,chciałam ją kupić a sprzedawczyni do mnie mówi ,że oni nie sprzedają ciuchów z manekinów bo to ich wystawa,więc się pytam dlaczego a ona do nas "bo musiałabym kilka razy dziennie zmieniać wystawę",to chyba byłby dla niej zbyt duży problem ,ciekawi mnie w takim razie za co taka osoba dostaje wypłatę???,nie wiem czy spotkałyście się z takimi praktykami ?nie mówię oczywiscie o ekskluzywnych butikach gdzie takie coś mnie nie zdziwi ale to jest lumpeks!!sama pracuje w sklepie z nową odzieżą i dla mnie to żaden problem żeby dać coś z manekina,tym bardziej że rzeczy wyeksponowane na wystawie się po prostu szybciej sprzedadzą,poza tym praca ekspedientki w sklepie z ciuchami chyba nie polega tylko na spakowaniu rzeczy i przyjęciu pieniędzy,ja już wiem jedno więcej tam nie pójdę.
Skoro sama pracujesz w sklepie z ciuchami to tym bardziej nie rozumiem Twojego oburzenia. Kobieta faktycznie musiałaby wtedy zmieniać wystawę kilka razy dziennie, bo właśnie w lumpeksie rzeczy są pojedyncze, więc musiałaby szukać nowego, pasującego do wystawy ciucha. A jak takie szukanie w lumpeksie wygląda to sama wiesz... Ona zwyczajnie nie ma na to czasu, bo musi stać przy kasie i pomagać klientom. A poza tym dziwi mnie, że jako sprzedawca nie wiesz, że ona prawdopodobnie i tak nie ma wpływu na to jakie zasady obowiązują w tym sklepie: o takich rzeczach decyduje kierownik, a wszyscy zawsze z pyskiem na sprzedawczynię... (zresztą kelner też wszystkiemu zawsze winny). Ona zwyczajnie robi to, co ma wpisane w zakres obowiązków i za to właśnie dostaje wypłatę. Czyli stoi na kasie i pilnuje porządku w sklepie, nie musi robić nic więcej. A Ty nie mogłaś grzecznie zapytać kiedy będą zmieniać wystawę albo poprosić, żeby Ci tę koszulkę odłożyła?
rzecz w tym że swego czasu można było tam bez problemu kupić ciuch z manekina ale zmienił się personel i widocznie ta dziewczyna jest zbyt leniwa,i owszem pracuje w sklepie z odzieżą dlatego tym bardziej wiem że to żaden problem zdjąć coś z wystawy ,pokazać itd a nie odpowiadać "rzeczy z manekinów nie sprzedajemy bo musiałby robić wystawę kilka razy dziennie"to tylko o sobie wystawia świadectwo jakim jest nygusem i nie ma tu mowy o pilnowaniu kasy bo akurat w tym sklepie pracuje kilka dziewczyn wiec można bez problemu podzielić się obowiązkami ,no cóż jednym zależy na sprzedaży i klientach innym nie.
A ja zawsze myslalam, ze obowiazkami pani pracujacej w sklepie jest nie tylko przyjmowanie piniedzy, ale rowniez zwiekszanie sprzedazy...
Nie oszukujmy sie w lumpeksach jest masa ciuchow, ale powiedzialabym ze 90% i tak do niczego sie nie nadaja. No chyba, ze zmienilo sie odkad ja bylam tam po raz ostatni. W kazdym razie nie wiele jest tam rzeczy ktore ja bym kupila, wiec wydaje mi sie, ze jesli jest cos, na makenieni czy nie, to powinna to sciagnac i sprzedac bez problemu. Wlasnie dzieki takim zachowaniom traci sie klientow...
Zwykle ci najbardziej cenieni pracownicy to wlasnie ci, ktorzy potrafia zrobic cos ekstra, a nie tylko stac przy kasie i wyciagac reke po pieniadze.
A i tak przy okazji, nie zawsze winny jest kelner. Zwykle pytam o kierownika ![]()
Beautiful Nightmare dzięki za poparcie,dodam ,że oprócz mnie i mamy były inne klientki które też były zszokowane zachowaniem ekspedientki i odmową sprzedaży ciucha z manekina,także nie jest to takie naturalne.A tak na marginesie słyszałam opowieść pewnej starszej ,schorowanej Pani której gdzieś w jakimś sklepie spadło coś z wieszaka i jak powiedziała obsługującej dziewczynie że niechcący jej spadło to usłyszała "no to musi pani podnieść ",ja tego nie rozumiem,czasy są jakie są o prace jest naprawdę ciężko wiec skąd się to bierze ,powinno się szanować swoją prace i klientów chyba powinno ludziom zależeć na sprzedaży i obrotach ,skąd się bierze takie lenistwo i niechęć do wykonywanie swoich obowiązków?
Mi tam się wydaje, że Panie z szmateksów najzwyczajniej w świecie nie sprzedają rzeczy z wystawy bo trzymają je dla siebie (wiadomo- na wystawę daje się co lepsze kąski) ![]()
huanita nie ma za co dziekowac ![]()
A tak na marginesie dlavczego nie poprosilas o rozmowe szefa lub szefowej owej pani sprzedawczyni?
Mnie juz nie raz zdarzylo sie wejsc do jakiegos sklepu charytatywne tylko dlatego, ze zobaczylam cos na wystawie. Wchodze i mowie, ze chcialabym kupic to co w oknie stoi, czy to jakas figurka czy ksiazka, i chociaz czasem sie bardzo ciezko do tego dostac to nikt nie stwarza problemu. Raz to mnie wpuscili jak juz mieli drzwi zamykac, bo chcialam cos z wystawy. W koncu po to jest ta nieszczesna wystawa, zeby przyciagac klientow, czy moze sie myle?
Skad sie bierze to lenistwo? Hmm dobre pytanie... Ciezko na nie odpowiedziec. Pozniej taka panie espedientka jedna czy druga, wraca do domu i narzeka, ze cale zycie przy kasie stoi, chociaz niczym innym sie wykazac nie potrafi... Eh...
Mi tam się wydaje, że Panie z szmateksów najzwyczajniej w świecie nie sprzedają rzeczy z wystawy bo trzymają je dla siebie (wiadomo- na wystawę daje się co lepsze kąski)
Chyba dobrze myslisz ![]()
Ja mam jeden ulubiony lumpeks i tam uparcie z wystawy rzeczy nie ściągają. Raz na tydzień mają dostawę, wtedy zmieniają wystawę, a te ciuchy lądują w sklepie. I wtedy kto pierwszy dorwie, ten lepszy
Po prostu jestem zdania, że w lumpach ciężej jest im te wystawy zmieniać niż w normalnych sklepach gdzie się ma ileś sztuk tego samego. No ale wiadomo, że to zawsze zależy od sytuacji. A swoją drogą: no właśnie, powiedzcie mi: dlaczego polskie ekspedientki są tak niemiłe? I zgodzę się właśnie z huanitą, że przecież o pracę nie tak łatwo, więc czemu takich osób się nie wyrzuca po pierwszych skargach klientów? W Norwegii jest mniejsze bezrobocie, ale nikt by takich grymaśnych ekspendientek do pracy nie przyjął, bo dla klienta trzeba być miłym. A nie mi pani łaskę robi, że mnie obsługuje...
9 2012-05-11 10:32:41 Ostatnio edytowany przez huanita (2012-05-11 10:33:33)
Ten ciucholand o którym mówię to już dla mnie przeszłość,mam coś takiego że jak pójdę do jakiegoś sklepu nie ważne czy to jest spożywczy ,mięsny czy jakikolwiek inny jak trafie na nieprzyjemna obsługę to już staram się omijać takie miejsce szerokim łukiem bo mam uraz,jest taki wybór sklepów że mogę iść tam gdzie wiem że jest miła obsługa -to jest dla mnie niezwykle ważne,tym bardziej,że jako klientka jak wchodzę do sklepów zawsze się witam i żegnam i jestem miła,więc wypadałoby aby druga strona to odwzajemniła bo przecież to z nas klientów sklepy się utrzymują,a wracając do tematu sprzedaży z manekinów to mam swój ulubiony ciucholand gdzie mają fantastyczny towar,naprawdę piękne modne rzeczy i bardzo często zdarza mi się prosić dziewczyny z obsługi o przymierzenie czegoś z manekina ,nigdy nie odmówiły oczywiście nie zawsze wszystko pasuje wiec rzecz po przymierzeniu oddaje i przepraszam za fatygę po czym słyszę z ust tych miłych pań ,że nie ma żadnego problemu .wiec chyba wszystko sprowadza się do kultury osobistej.
Pracuje w CCC i nie wyobrażam sobie, żebyśmy nie sprzedawali butów z ekspozycji czy wystawki. Chore... Bierzemy z wystawy/ekspozycji a potem uzupełniamy. Zachowanie Pani lupmeksiary oburzające....
Kupuję czasem ciuchy w takim sklepie gdzie są nowe i używanie rzeczy- więc nie wiem czy można go nazwać lumpeksem.Na manekinach są tylko nowe ciuchy,ale często pojedyncze bo to taki trochę outlet.Ostatnio kupiłam prawie całą wystawę- pani musiała rozbierać pięc manekinów.Nie było ŻADNEGO problemu.
Zazwyczaj nie kupuję ciuchów z manekinów bo często stoją tak długo,że są brudne i spłowiałe od słońca.I dlatego w normalnych sklepach chętnie Ci z wystawy sprzedadzą do tego po niższej cenie.
Ja co prawda nie kupiłam nigdy ubrań w ciucholandzie więc nie jestem wstanie powiedzieć czy w tym przypadku się z tym spotkałam.
Zachowanie tej pani dla mnie jest oburzające. Bo wystawę czasem się zmienia. Częściej lub rzadziej. A poza tym można ją bezproblemowo uzupełnić w każdej chwili.
Ja spotkałam się kiedyś z podobnym zachowaniem ekspedientki. W sklepie w centrum handlowym (tam rzeczy z wystawy nie mają prawa być poniszczone od słońca, co najwyżej zakurzone) chciałam kupić torebkę z wystawy. Pani powiedziała, ze nie sprzedają towarów z wystawy. Zapytałam dlaczego to jedyne uzasadnienie jakie usłyszałam brzmiało bo nie.Po zapytaniu czy pani może się dowiedzieć gdzie dostanę taką torebkę nie z wystawy powiedziała, że nie jest infolinią, a poza tym oni nie mają w swojej ofercie sprzedaży tej torebki. Co było bezczelne i bezsensowne (po co wystawiać na wystawę coś co nie znajduje się w sklepie a tym bardziej w ogóle nie jest do sprzedaży?).Niektóre sklepy najwidoczniej maja taką politykę sprzedaży. Mnie pani tym skutecznie odstraszyła i nie zaglądam już tak często do sklepu skoro jest problem z kupieniem towaru.
"Ciucholand" czy nie - zasady są takie same: wszystko, co jest wystawione w sklepie, podlega sprzedażny i ma cenę, MUSI być sprzedane, jeżeli jest na to klient.
Aluzja taka: jestem ciekawa, skąd taka niesamowita kariera słowa "ciuchy, nie tylko na określenie zwykłych łachów, ale także nowych rzeczy w dobrych sklepach.
...a slowo jest przecież takie brzydkie - i znaczeniowo, i fonetycznie.
Nigdy go nie używam...
Kiedys chciałem kupić kurtkę i manekin został goły, a kurteczka należała do mnie
Kupowałam kurtkę w sklepie Puma i nie robili żadnych problemów. Manekiny ubrane w ciuszki powinny je oddać klientowi jeśli mu się podobają i to nie podlega żadnej dyskusji.
Manekiny ubrane w ciuszki powinny je oddać klientowi jeśli mu się podobają i to nie podlega żadnej dyskusji.
No właśnie ,tak powinno być ,jednak okazuje się ,że sprzedawczynie mają nieraz bardzo "mocne argumenty" by tego nie robić jak np."nie sprzedajemy z manekinów bo musiałabym kilka razy dziennie wystawę zmieniać " ;D
Mi tam się wydaje, że Panie z szmateksów najzwyczajniej w świecie nie sprzedają rzeczy z wystawy bo trzymają je dla siebie (wiadomo- na wystawę daje się co lepsze kąski)
Właśnie też tak pomyślałam
Dlatego jak najdalej od takiego sklepu ja nie wchodzę bo raz mnie podobna sytuacja spotkała widziałam śliczne białe futerko nie lubię futerek ale to było wyjatkowo śliczne i nie mogłam też kupić bo powiedziano mi , że już zostało sprzedane...
Wiele razy prosiłam o zdjęcie czegoś z wystawy. Jeśli była to odzież, to po przymierzeniu niejednokrotnie okazywało się, że rzecz nie pasuje i była to tylko niepotrzebna fatyga, ale moje podziękowanie za nią w pełni temat załatwiało. Nie przypominam sobie, żeby ktoś się demonstracyjnie krzywił, dając w ten sposób odczuć, że sprawiłam kłopot. Natomiast zupełnie nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy jestem na zakup z góry zdecydowana, a jednak z powodu czyjegoś widzimisię okazuje się to niemożliwe.
Przyznaję, że obsługa ma dla mnie ogromne znaczenie i jeśli wiem, że gdzieś z czymś miałam problem (niekoniecznie w sklepie), to - o ile mam taką możliwość - więcej z usług danej placówki nie korzystam, pozwalając w ten sposób zarobić konkurencji. Tak więc, Huanito, Twoje oburzenie naprawdę rozumiem.
Co prawda raz jeden jedyny spotkałam się z odmową, moim zdaniem była to jednak odmowa w pełni uzasadniona - upatrzona rzecz stanowiła bowiem element dużej, zamykanej ekspozycji, na której wystawiane są rzeczy z kilku sklepów, więc "zwykły" personel nie ma do niej dostępu, ma go wyłącznie główny dekorator całego centrum handlowego. Przy czym w tej sytuacji ekspedientka nie tylko dokładnie powiedziała kiedy dekoracja będzie zmieniana, ale też zaproponowała, że może mi tę wybraną rzecz odłożyć. Mało tego, wzięła numer mojego telefonu i zostałam o tym fakcie stosownym czasie poinformowana.
Rzeczywiście o wiele lepiej odbiera się sklep, gdy po prostu bez większych problemów klient jest obsługiwany. Nieraz ekspedient coś proponuje (łącznie z rzeczami z wystawy) i wszystko przebiega w sympatycznej atmosferze - tak jak powinno.
No tak, ale popatrzcie na to ze strony sprzedawcy. U mnie w sklepie mamy dwa manekiny koło siebie na wystawie. Muszą one być powiązane ze sobą kolorystycznie a na sklepie 90 % rzeczy to pojedyncze modele bez rozmiarówek i powtórzeń. Tak więc jak rozbiorę jednego manekina i nie mam tego samego rodzaju ciucha w tym samym kolorze to oba manekiny muszę ubierać od nowa. Szefowa zabrania rozbierania manekinów dla klientów, tylko na zmianę wystawy, która jest co tydzień lub półtora. Po każdej zmianie muszę zrobić fotę by góra zaaprobowała zmianę. Ich sklep - ich wizerunek. Po drugie - manekiny są cholernie ciężkie i ciężko się je ustawia na podstawę. Potrzebne są do tego dwie osoby. Ramiona łatwo odpadają, a jak spadną to się obtłuczą, albo stłuczą podstawę manekina. Nie mogę wtedy stać na kasie ani pracować z klientem, bo nie zostawię gołego manekina. Muszę znaleźć nowe ciuchy, odklipsować je i wyprasować. Kto wtedy zajmie się sprzedażą? A jak klientka nie weźmie ubrania, to znowu muszę je wyprasować, i znowu tracić czas na odczłonkowanie manekina, ubranie go i ustawienie.
Ja mam jeden ulubiony lumpeks i tam uparcie z wystawy rzeczy nie ściągają. Raz na tydzień mają dostawę, wtedy zmieniają wystawę, a te ciuchy lądują w sklepie. I wtedy kto pierwszy dorwie, ten lepszy
Po prostu jestem zdania, że w lumpach ciężej jest im te wystawy zmieniać niż w normalnych sklepach gdzie się ma ileś sztuk tego samego. No ale wiadomo, że to zawsze zależy od sytuacji. A swoją drogą: no właśnie, powiedzcie mi: dlaczego polskie ekspedientki są tak niemiłe? I zgodzę się właśnie z huanitą, że przecież o pracę nie tak łatwo, więc czemu takich osób się nie wyrzuca po pierwszych skargach klientów? W Norwegii jest mniejsze bezrobocie, ale nikt by takich grymaśnych ekspendientek do pracy nie przyjął, bo dla klienta trzeba być miłym. A nie mi pani łaskę robi, że mnie obsługuje...
o pracę nie tak łatwo, więc czemu takich osób się nie wyrzuca po pierwszych skargach klientów?
Szkoda, że nie można tak samo wyrzucić klienta ze sklepu za chamstwo.
Zdarzylo mi sie cos takiego w sieciowce, pani powiedziala zebym przyszla przed zamknieciem bo u nich takie zasady sa. Mowie oki. Ale zeby w lumpeksie??? Chore. Poprosilabym o kierownika i tyle.
Nigdy nie spotkałam się z czymś takim. Rzadko idę do sklepu specjalnie po jakieś ubranie, najczęściej wychodzi to spontanicznie - przechodzę, coś mi się spodoba i jest "ja to chcę". W związku z tym bardzo często zainteresowana jestem czymś z wystawy. Jak nie mogę znaleźć rozmiaru w sklepie, pytam ekspedientkę i często zdarza się, że ona sama idzie sprawdzić na manekinie, czy to przypadkiem nie ten rozmiar, który bym chciała.
Chociaż ostatnio w jakimś sklepie był taki fajny facet na kasie i sprawdzał w laptopie, jakie są rozmiary, jak spytałam, czy ma mniejszy.
![]()