Moje drogie powiedzcie mi coś na temat depresji lękowej. Mam siostrę, która kilka lat temu wyszła za mąż i wyjechała rodzinnego domu męża. Od tej pory dzieli nas kilkaset kilometrów. Mam sześcioro rodzeństwa i wszyscy bardzo się kochamy. Wiem, że czasem było jej ciężko, ale miałyśmy częsty kontakt i wydawało się, że jest szczęśliwa. Zawsze była bardzo radosna i pełna optymizmu. Pewnego dnia okazało się, że nie może odebrać telefonu, bo nie ma z nią właściwie żadnego kontaktu. Podobno stało się to w przeciągu dwóch dni. Natychmiast przywieźliśmy ja do domu, byliśmy w najlepszej naszym zdaniem klinice. Jest z nami, swoim mężem i małą córeczką. Boi się wszystkiego. Nie śpi od kilku dni. Prawie nie mówi, nie potrafi się samodzielnie poruszać. Patrzy tylko w okno i modli się jakby czekała na śmierć. Jak mam jej pomóc? Jestem załamana. Nie wiem czy mam do niej mówić i o czym? Czy pozwolić jej się spokojnie wyciszyć? Czy ją uspakajać i pocieszać czy stanowczo namawiać na chęć do życia. Tracę nadzieję, że to się dobrze skończy. Może ktoś wie coś na temat tej choroby? Pomóżcie mi proszę.
Nie bardzo rozumiem....Byliście z Nią w klinice ? Lekarz z wami nie rozmawiał ? Nie dostała leków ? Straciła kontakt z rzeczywistością i mimo to nie zatrzymali Jej w klinice ? Nie rozumiem...Skąd przypuszczenia, że to depresja lękowa ?
Tak czy inaczej, konieczna jest rozmowa z lekarzem prowadzącym.
Ma leki. Wczoraj badał ją neurolog i psychiatra. Neurolog niczego nie znalazł. Psychiatra chciał ją zostawić w szpitalu. Nie zgodziła się,choć myślę, że nie była to decyzja świadoma. Osobiście wolę ją mieć w domu. Jutro mamy umówioną wizytę u dobrego psychiatry. Tylko ja nie widzę żadnej poprawy. Moim zdaniem jest gorzej. Nie wiem jak z nią postępować.
Czy to możliwe, że nie było żadnych wcześniejszych objawów? Czy realne jest, aby nikt niczego nie zauważył?
Bądźcie z Nią cały czas, nie zostawiajcie samą...Jeśli nie ma kontaktu z Wami, to próba rozmowy niewiele da, tym bardziej stanowcze motywowanie czy teksty pt "weź się w garść". Pilnujcie przyjmowania leków, jeśli nie chce jeśc, probujcie podawać coś lekkiego, jogurty, napoje.
Teraz możesz tylko i aż tyle dla Niej zrobić. A u lekarza dopytajcie dokladnie co dalej, jak się zachowywać i jak pomóc poza farmakoterapią..
Wiem, że depresja lękowa może pojawić się właśnie tak nagle i niespodziewanie, jako załamanie nerwowe...Mozna całymi latami "trzymać się w kupie", śmiać i mieć "udane" życie, a w środku coś się dzieje z nami i w końcu musi to zaleźć ujście...
Wiesz, to bardzo trudno wyrokować, nie znając osoby...Piszę na podstawie wlasnych doswiadczeń i znajomości ludzi, ktorzy chorują na depresję..
Jeszcze jedno -depresja jest do wyleczenia.
Depresja bywa podstępna. Może latami objawiać się somatycznie- bólami głowy, pleców etc.
Nie wiesz do końca czy siostra nie miała objawów, czy czuła się dobrze..Może nikogo nie chciała tym obarczać albo bagatelizowała kiepskie samopoczucie ? Nie wiem jakie mialyscie relacje, ale może porozmawiacie jak trochę stanie na nogi ?
Na pewno będzie potrzebowała wsparcia najbliższych.
Musi Pani trochę poczekać, bo czas i kolejne badania lekarskie (być może także psychologiczne) zweryfikują diagnozę.
"Depresja lękowa" to bardzo ogólne, nieprecyzyjne rozpoznanie, a nigdy nie wiadomo, co to tak naprawdę być może. Samo to pojęcie nie jest zbyt szczęśliwe i uważam, że taką diagnozę lekarze stawiają przede wszystkim wówczas, kiedy sami za bardzo nie wiedzą, o co chodzi. Ale to nie dziwne - rozpoznanie w psychiatrii naprawdę nie jest sprawą łatwą, tym bardziej, że obraz kliniczny zmienia się wraz z upływem czasu a poszczególne jednostki diagnostyczne bywają bardzo do siebie podobne. Na przykład - lęk może być obecny w różnych rodzajach depresji, choć jako objaw jest charakterystyczny przede wszystkim dla zaburzeń nerwicowych. Z kolei w nerwicach mogą być obecne pewne objawy zaburzeń nastroju (np. depresyjne) i dlatego różnicowanie nie jest wcale sprawą łatwą.
Szczerze powiedziawszy, opisany przez Panią stan psychiczny siostry wydaje mi się niepokojący. Jeśli "zawsze była bardzo radosna i pełna optymizmu", to nagły zespół depresyjny jest sprawą zastanawiającą. Musi Pani wiedzieć, że również zaburzenia psychotyczne (czyli psychoza, "choroba psychiczna" w ścisłym sensie) mogą mieć początek o różnej postaci. Dlatego tym bardziej potrzebny jest czas.
Czy w Pani rodzinie zdarzały się przypadki ciężkich (lub jakichkolwiek) chorób psychicznych? Schizofrenii? Paranoi? Depresji?
Czy siostra miała jakieś trudne przejścia (wiem, że to pytanie podstawowe, ale Pani o tym nie pisze)?
Czy nie znajduje się pod czyimś przemożnym wpływem?
Czy nie używa przypadkiem jakichś środków psychoaktywnych?
Proszę pamiętać, że nic nie dzieje się bez powodu i wszelkie zaburzenia mają swoje pochodzenie. Trzeba je tylko ustalić i w tym cały problem.
W ciężkich, klinicznych przypadkach depresji objawy psychotyczne (np. urojenia, stany osłupienia) również bywają obecne, jednak nie wiadomo do końca, jaki będzie dalszy rozwój sytuacji i jaki obraz ostatecznie przybiorą zaburzenia.
przyczyna mojej depresji i lekow jest brak partnera samotnosc...ale szukam 6 lat i nie ma takiego czlowieka...samotna kobieta taka jak ja malo zaradna i zalekniona nie ma przyszlosci nabawilam sie fobii na zwykle spotkanie z ludzmi..lykam xanax bo nie jestem w stanie wyjsc z domu ani szukac pracy..czy partner by mi pomogl czy wmowilam to sobie...
Betka, piszesz w nie swoim wątku...załóż swój, będzie bardziej czytelnie i może więcej osób odniesie się do tego co piszesz..