Witam...
Drogie forumowiczki zdecydowałam się wejść na to forum i opowiedzieć o swoim problemie bo muszę się chyba wygadać... jakoś nie mam przed kim
liczę też na to, że może to mi pomoże... że wy będziecie mi w stanie pomóc z uwagi na to mile widziane zatem będą jakiekolwiek choćby najmniejsze sugestie, rady czy też uwagi.
Zatem do rzeczy... Związałam się z facetem z tzw. przeszłością. Jest to człowiek po rozwodzie ma dwójkę dzieci z byłomałżeńskiego związku
Cała jego skomplikowana sytuacja była mi znana nim postanowił mi się oświadczyć a ja zdecydowałam się te oświadczyny przyjąć. Jesteśmy ze sobą już 4 rok ostatnio pojawił się on - długo wyczekiwany mój... przepraszam nasz mały dzidziuś. I zaczęło się. Widzicie drogie forumowiczki ja nie bez przyczyny użyłam zwrotu mój. Bo czuję się "osamotniona" z tym moim dzieckiem choć to chyba niewłaściwe sformułowanie. Czuję się źle... czuję się pozostawiona z wszystkim sama... czuję brak zainteresowania mną i moim dzieckiem choć zapewniana byłam, że oboje go pragniemy... czuję, że czasem potrzebuję chwili wyciszenia i chwili oddechu od zmiany pieluch i płaczu małego. Ale wtedy ze smutkiem stwierdzam, że nie mogę liczyć na pomoc i wsparcie w tej materii z jego strony. Ja jestem z małym cały czas a on... on da go sobie wcisnąć góra na 10 minut dziennie choć są dni, że wraca do domu jak mały już śpi... Ostatnio jego starsze dziecko podłapało jakiegoś wirusa - miał biegunkę łącznie z wymiotami... ostatecznie wylądował w szpitalu. Później dopadło mnie
całe szczęście trwało to jeden dzień ale w zajmowaniu się małym dzieckiem wyżej wymienione objawy okazują się jak się można domyślić strasznie uciążliwe. Na domiar złego mały też zaczął mi wymiotować. Ale na szczęście nie było to nic poważnego. I w tej sytuacji nie doczekałam się pomocy z jego strony... no poza tym, że na moją prośbę pojechał z nami do przychodni (ja ze względu na swój stan trochę obawiałam się jechać tam sama) i tak wyjechał spod przychodni do pracy około 10tej wrócił około 19stej. Bo oczywiście po pracy nie mógł odmówić sobie małego wypadu do swoich koleżków...(pewnie uznał, że i tak mi się nie przyda
) i tak około 17stej zadzwonił z pytaniem jak się czujemy
NO TRAGEDIA!!!!!!!!!!!!! Powiedzcie mi dziewczęta czy ja za dużo oczekuję? czy to żeby mnie czasem "odciążył" i zajął się małym to zbyt duży ciężar do udźwignięcia? do czego to doprowadzi?
Do czego to doprowadzi? Zapewne do Waszego rozstania, lub przynajmniej do poważnego kryzysu.
Czy znasz przyczyny rozpadu jego pierwszego małżeństwa? Ile miesięcy ma Wasz bobas?
Witaj..
Trudno mi coś doradzić w tej sprawie,ale kochana już tacy są mężczyżni .. Bardzo Wygodni..Gdy pojawia się dziecko całe obowiązki spadają na Kobiętę..A tak przecież nie powinno Być..Jeżeli się planuje dziecko to powinniście oboje ,wspólnie się nim zajmować..Nie Możesz liczyć na jego pomoc..Może ma też i dużo pracy?Może to jest właśnie ten problem..A jeżeli nie ..To musisz koniecznie z nim porozmawiać,bo dla mężczyzn trzeba uświadomić co żle robią i może dojdą do swoich błędów ...Musicie stworzyć taki związek aby dla ciebie i dla niego było jak najlepiej w nim..!
Pamiętaj!
W miłości nie ma dramatu,dramat jest tylko wtedy gdy miłości nie ma..:)
Powodzenia:) 3ymam Kciuki;)
przyczyny rozpadu poprzedniego związku? hmmm... ogólnie mówiąc toksyczny związek... ![]()
a nasz bobas zaczyna 8 miesięcy...
Emileczko ja wiem, że mężczyźni są jak dzieci tylko jak dorastają to zabawki zmieniają na bardziej kosztowne... wiem, że zawsze chodzą skrótami... wiem, że zawsze idą na łatwiznę... ale ten człowiek zawsze powtarzał ... że jak mu się urodziło 1 dziecko to owszem przeżył zderzenie z rzeczywistością
kolki, płacz, noszenie, marudzenie, że o pieluchach nie wspomnę
i owszem przyznał się, że przeraził się tej sytuacji... że "uciekał" z domu bo go to przerosło.... za to jak mu się drugie urodziło to jak to mawiał... że jego ex żona powtarzała wszem i wobec, że mleka dostał a ona podobno nie wiedziała, że jej się syn w ogóle urodził... jak mały zakaszlał to całą noc potrafił nie spać doglądając czy wszystko z nim w porządku... to samo przy ząbkowaniu etc... etc... poza tym po naszych zaręczynach jego ex zaczęła mu utrudniać kontakty z dziećmi (między innymi dzięki manipulacjom teraz nie kontaktuje się z córką... a raczej ona nie chce go znać)... w dość perfidny sposób... walczył o kontakty z dzieciakami jak lew... jakieś 2 lata... nie odpuszczał aż w końcu ona odpuściła... ale w dużej mierze syn jego też bardzo matce życie utrudniał za to że nie pozwalała mu się widywać z ojcem... mniejsza o to najważniejsze, że teraz regularnie się widują...
i powiedzcie drogie panie w obliczu powyższych faktów nie byłybyście przekonane, że to dobry materiał na dobrego ojca?????? że na niczym i nikim mu tak nie zależy jak na swoich dzieciach????? a tu co???? klops... to wyłącznie ja przebieram z pieluch małego... to wyłącznie ja przebywam z nim 24h/dobę... to ja chadzam z nim na spacery.... to ja szukając pracy nie mogę rozważać opcji z 3 zmianami na ten przykład, martwiąc się kto się zajmie moim dzieckiem... o godzinny ranne się nie martwię w końcu są żłobki... a wszystkie wiecie, że przebywanie z dzieciakiem non stop pomimo tego, że kocha się go nad życie też jest męczące... i matka potrzebuje choć od czasu do czasu na godzinę czy dwie odpocząć.... wyciszyć się... w końcu zestresowana matka to zestresowane dziecko... przykre jak nie może liczyć na kogoś komu zaufała i z kim chciała to dziecko mieć... bo to moje panie nie była wpadka... to było wyczekiwane dziecko...
powiem wam jeszcze... że wczoraj byli z synem w hiper... super... biper... markecie
i przywieźli słodycze dla siebie... kiełbachę dla siebie na grilla... chipsy dla syna... a będąc na zakupach nawet nie zapytał czy mały ma mleko i czy kupić nie trzeba
.... ważne żeby oni mieli zapchane brzuchy...
KOBIETY JA SIĘ BOJĘ.... JA SIĘ BOJĘ SWOICH REAKCJI... JA SIĘ BOJĘ SAMA SIEBIE... DLATEGO TU SIEDZĘ JAK MAŁY ŚPI I WYLEWAM ŻALE... martwię się, że jestem już na skraju wyczerpania... on nie chce ze mną rozmawiać o tych problemach na bieżąco kiedy się problemy pojawiają... a ja to wszystko wiecznie tłumię w sobie... w końcu po paru dniach milczenia i niezauważania siebie nawzajem znowu jakoś wszystko wraca do normalności i jest dobrze na moment... a potem wystarczy bździna... głupota... żeby doszło do kłótni i znowu kilku dni milczenia... martwię się, że dojdzie do tego, że przez to tłumienie wszystkiego to przy pierwszej nadarzającej się okazji wygarnę mu wszystko 2 lata wstecz
boję się też że przestanę lubić jego dzieciaka przez to nierówne traktowanie... a co tu dzieciak jest winny????? nic... nomen omen fajny dzieciak... nie wiem co mam zrobić... nie wiem... martwię się o przyszłość... czasem myślę, że jest ze mną na złość ex żonie...
Szczerze współczuję. Nie wierzę jednak w tą nagłą przemianę Twojego męża - co więcej, mam wrażenie, że karmił Cię pustymi słowami o swojej "złej" byłej żonie... a teraz wyszło szydło z worka.
Jedyne co mogę polecić - to odpoczynek od niego i całej tej chorej sytuacji.
Masz może rodzinę? kogoś bliskiego? Wyjedź do nich i zregeneruj siły. Babcia maluszka na pewno się ucieszy gdy poprosisz ją o pomoc
Przed Tobą ciężka rozmowa z mężem o podziale obowiązków w rodzinie.. bo niestety Twój partner zachowuje się co najmniej nieodpowiedzialnie względem dziecka i okrutnie względem Ciebie. Zrób listę rzeczy które Ci nie odpowiadają, jakie sama widzisz rozwiązania tych sytuacji i porozmawiaj o tym z mężem. Są obowiązki którymi się możecie przecież podzielić (również czas wolny należy Wam się obojgu), a część robić naprzemiennie raz Ty raz On. W ostateczności możecie też pomyśleć dorywczo o opiekunce (na kilka godzin).
Faktycznie niesprawiedliwie traktuje wasze dziecko..Nie powinnien Innych traktować dobrze a 2 żle..Koniecznie z nim o tym porozmawiaj ,bo jeżeli tego nie zrobisz cały czas będzie ten problem występował..Przypomnij mu ,że ma was 2 rodzinę na którą się zdezcydował...Po rozstaniu ze swoją ex..Musisz się odważyć na ten krok..Bo będziesz cały czas to odczuwała a przecież tego nie chcesz więc musisz postawić na rozmowe.Wyjaśnij mu wszystko na spokojnie jak to czujesz..jak to odbierasz..Jest twoim partnerem powinnien cię zrozumieć..! Odwagi moja Droga!:)
Witaj..
Trudno mi coś doradzić w tej sprawie,ale kochana już tacy są mężczyżni .. Bardzo Wygodni..Gdy pojawia się dziecko całe obowiązki spadają na Kobiętę..A tak przecież nie powinno Być..Jeżeli się planuje dziecko to powinniście oboje ,wspólnie się nim zajmować..Nie Możesz liczyć na jego pomoc..Może ma też i dużo pracy?Może to jest właśnie ten problem..A jeżeli nie ..To musisz koniecznie z nim porozmawiać,bo dla mężczyzn trzeba uświadomić co żle robią i może dojdą do swoich błędów ...Musicie stworzyć taki związek aby dla ciebie i dla niego było jak najlepiej w nim..!Pamiętaj!
W miłości nie ma dramatu,dramat jest tylko wtedy gdy miłości nie ma..:)Powodzenia:) 3ymam Kciuki;)
Bez przesady, są mężczyźni odpowiedzialni. Nie generalizujmy.
Mimo wszystko musisz z nim rozmawiać, nadia. Nie tłumić tego w sobie. Od tego będziesz miała co najwyżej kamienie w woreczku żółciowym
Nadia ja myślę, że powinnaś zrobić rozeznanie z jego byłą zoną i dziećmi. Jak długo byli razem, dlaczego się rozstali itd. Nie wykluczone jest, że Twój facet jest po prostu niedojrzały i tyle. Wtedy musisz go sobie wychować.
Z jego byłą nie mogę rozmawiać... straaaaaaaaaaaaaaaaasznie mnie nie lubi... a to i tak zbyt pozytywne odzwierciedlenie jej uczuć do mnie
zresztą chyba nawet nie chcę mam wrażenie że nadal jest o niego zazdrosna
zachowuje się jak pies ogrodnika
ma swojego chłopa a dalej kombinuje co by tu zrobić, żeby nam dokuczyć... chore!!!!
zresztą jak już pisałam zaczęła mu uniemożliwiać kontakty z dzieciakami od momentu jak się zaręczyliśmy a ona się o tym dowiedziała. To była historia pewnego zdjęcia umieszczonego na znanym portalu społecznościowym
i przez długi czas czułam się winna tej całej sytuacji. Gdyby nie ja wszystko byłoby ok... miałby normalne kontakty z dziećmi... i jednym i drugim... nie tylko z jednym... a jednak zapewniał mnie, że jakby był z kimś innym to byłaby taka sama awantura... i podjął dłuuuuuuuuuuuuugą i męczącą walkę z polskimi sądami i matką jego dzieci która mimo wyroków sądowych dalej grała mu na nosie... ale to inna historia ![]()
a genezę tego ich pokręconego związku znam. I chociaż jej nie znoszę to byłoby niezgodne z rzeczywistością stwierdzenie, że to ona jest wszystkiemu winna... rozpad ich związku nastąpił z winy obojga... i jedno i drugie robiło sobie świństwa...
A jak ja mogę go wychować skoro go nawet skłonić nie umiem, żeby ze mną porozmawiał... a skoro nie chce ze mną rozmawiać to wychodzi na to że nie zależy mu na wyprostowaniu problemu... i pewnie nie zależy mu także na mnie... prawda?
w takiej sytuacji zastanawiam się czy w ogóle podejmować temat?
zastanawiam się czy jest sens?
warto?