Witajcie piszę po długiej przerwie zawalonej studiami:). Moja koleżanka wczoraj powiedziała mi że ma problem ze swoją mamą wpadła w nerwice i depresje od czasu kiedy Koleżanka zaczeła mówić o wyprowadzce z domu. Koleżanka ma 23 lata ma chłopaka chce sobie ułożyć życie bez rodziców, ale jej mama wpadła w depresje bierze leki, i teraz problem bo koleżanka niewie co ma robić? miałyście podobny problem? Jej mama sie martwi bo koleżanka bardzo w dzieciństwie była chorowita. Ale juz jest zdrowa nic jej nie dolega, ale mama nadal sie o nią martwi.. Rozmawia z nia, ale jej sie nie da wytłumaczyć.. Czy któraś miała podobie i jak rozwiązała ten poroblem??Pozdrawiam.
2 2012-04-17 22:34:45 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2012-04-17 23:28:38)
Taaaak.
Niestety jest to częsty problem, gdy matka nie zauważa, nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że jej dziecko, dzieckiem przestało być, że jest dorosłym człowiekiem. Często dla kobiet dziecko staje się tak ważne, że zapominają zupełnie o sobie, o swoim życiu, zaczynają żyć wyłącznie dla dziecka, przestają mieć jakiekolwiek cele.
Trudności zaczynają się, gdy dziecko ma lat kilkanaście i zaczyna oddzielać się od rodziny, gdy chce podejmować swoje decyzje siebie dotyczące (choćby sposób ubierania się). Wówczas matki protestują, starają się zwiększyć nacisk na nastolatka, starają się go "upupić", uzależnić od siebie. I wszystko to pod pozorem "dobra dziecka".
Tragedia zaczyna się, gdy młody (dorosły) człowiek chce "pójść na swoje".
To tragiczne wydarzenie dla matki w/w typu. Nagle okazuje się, że jej życiowy cel chce zniknąć, wymyka jej się z rąk. Co ona, biedna, pocznie ze swoim życiem? Przecież przez wiele lat jedynym celem było dziecko! Matka dla niego żyła, dla niego pracowała, dla niego starała się. Taka matka już nie pamięta o tym, co lubi, co chętnie robi dla siebie. Dla siebie? Takiego zwrotu nie ma w jej słowniku.
I wówczas zaczyna się prawdziwa polka.
Matka, by nie utracić wpływu, by dalej być potrzebną (bo "bycie potrzebną" jest jedynym wyznacznikiem jej życia), zaczyna mocniej wiązać emocjonalnie dziecko ze sobą. Może być to ucieczka w chorobę, dzięki niej można łatwo i szybko wytworzyć u dziecka (dorosłej osoby) poczucie winy. A na poczuciu winy ("Ja Ciebie wychowałam, pielęgnowałam w chorobie, a Ty chcesz mnie opuścić?" albo "Idź z domu, bądź szczęśliwą, mnie już nic nie jest potrzebne, i tak niedługo umrę") jechać można długo. Długo tym bardziej, że zwykle takie "dziecko" jest emocjonalnie uzależnione od matki.
Jak z tego wybrnąć?
Zapewnić o miłości i... wyfrunąć z gniazda.
***
Przed chwilą przeczytałam taką myśl:
Nie ma miłości bez wolności. Miłość to wolność.
***
I jeszcze jedno:
Czy możesz twierdzić, że kogoś kochasz, jeśli nie pozwalasz mu być sobą, jeśli potrzebujesz go psychicznie i emocjonalnie, żeby być szczęśliwym? To, co nasza kultura miłością nazywa, z jej pieśniami i poematami ? tak naprawdę miłością nie jest; co więcej: stanowi jej przeciwieństwo. Jest żądzą, kontrolą, posiadaniem.
Jak z tego wybrnąć?
Zapewnić o miłości i... wyfrunąć z gniazda.
dokładnie. matka przeżyje, bez obaw ![]()
Wyprowadzka z domu nie musi równać się zerwaniu konkatów z matką, ona to z czasem zrozumie. Pewnie jak koleżanka poinformuje ją o terminie wyprowadzki to jej stan się gwałtownie pogorszy, ale niech się nie poddaje. Wygląda na to, że jej mama nie potrafi pogodzić się z tym, że córka jest już dorosła i może mieć własne życie.
Bardzo to smutne, a jednocześnie jest dobrą nauczką na przyszłość. Dzieci nie mogą stanowić centrum naszego wszechświata, ważne są też nasze cele, zainteresowania. Bo potem może się okazać, że jak dziecko zechce się usamodzielnić to zostajemy zupełnie same i nie wiemy co ze sobą zrobić.
Moja mama taka była, bardzo ciężko przeżyła nasze usamodzielnianie się, całe życie poświęciła nam, nasze potrzeby zawsze stawiała przed swoimi, taka chyba typowa Matka Polka. Bardzo więc ją bolało kiedy okazało się, że nie wychowała dzieci dla siebie. Cała trójka wyfrunęła z domu w ciągu trzech lat, dobrze znam wypowiadanie drżącym głosem słowa - o mnie się nie martw, z pewnością jakas sąsiadka tu do mnie od czasu do czasu zajrzy ... No i w sumie dopięła trochę swojego, bo przez jakiś czas miałam wyrzuty sumienia z powodu zbyt wczesnego - jej zdaniem - opuszczenia domu rodzinnego.
Muszę powiedzieć, że mój tata stanął na wysokości zadania i zaktywizował moja mamę maksymalnie po naszej wyprowadzce. Oni po prostu odżyli, zupełnie tak jakby nagle nauczyli się oddychać :-) Jeżdżą sobie po świecie, korzystają z życia i zawsze jednakowo mocno cieszą się kiedy ich odwiedzamy :-)