Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem". - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 8 ]

1 Ostatnio edytowany przez ZielonaAnia (2012-04-10 15:47:49)

Temat: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

Mam problem z natury budowania relacji. Jestem młodą, praktycznie myślącą dziewczyną, studiuję i od jakiegoś czasu jestem w związku, który wydaje się być bardzo sensowny, fajny i przede wszystkim, nawet poważny.
Ogólnie staram się mieć zdrowe podejście do wszystkiego. Nie zawsze mi się udaje, ale wiem, jak chciałabym funkcjonować, tylko że sama wpadam w pułapkę robienia rzeczy, które nie przynoszą niczego dobrego. Jestem z moim chłopakiem od prawie roku. Wiem, że stwierdzenie 'poważny związek' prawdopodobnie wymaga dłuższego stażu. Wcale nie przywiązuję się śmiertelnie do myśli, że będziemy ze sobą na zawsze, i że to 'ten jedyny', ale wiem, że jest to też prawdopodobne, że być może akurat nam się poukłada i kto to wie, wszystko jest możliwe. W końcu jestem też przecież szalenie zakochana, z wzajemnością i naprawdę uważam mojego chłopaka za generalnie fantastycznego faceta dla mnie, bo mamy podobne wzorce zachowań i wyznajemy podobne wartości, dzielimy wspólne pasje, potrafimy świetnie się dogadywać, łączy nas zarówno namiętność i ta powoli stabilizująca się fascynacja, jak i zaufanie, przyjaźń i głęboka relacja na poziomie psychicznym.
A teraz mój problem.
Czytałam dużo o partnerkach wchodzących w związkach w rolę matki. Jednak byłam pewna, że problem mnie nie dotyczy. Zarówno ze względu na moją niezależność, jak i niezależność mojego chłopaka, który jest bardzo zaradny, odpowiedzialny i też niezależny. Takie wrażenie.
Czytałam książkę "Dlaczego faceci kochają zołzy" i zgadzałam się z treścią, jednak potem wyrobiłam sobie inne zdanie. Mam z natury usposobienie, które sprawia, że lubię dawać. Nie chodzi o ofiarność, ale o zwykłe sprawianie ludziom przyjemności, radości, niespodzianek. W przyjaźni, w domu, w ogóle. Przez pierwsze dwa, trzy miesiące związku (to było lato) spędzaliśmy czas na świeżym powietrzu: wspólne treningi, spacery, wypady do lasu. Potem wyjechałam, tęsknota zaogniła nasze pragnienia, wróciłam, padło pierwsze 'kocham' i ogólnie sielanka.
Jednak co potem zaczęłam robić. Wyzbyłam się bycia podręcznikową zdrową zołzą (zresztą wcale nią nie byłam, bo nie potrafię), to znaczy przestałam się powstrzymać przed swoimi zapędami do robienia miłych rzeczy i sprawiania, by ktoś się uśmiechnął (kiedyś to było przyniesienie czegoś smacznego na trening na przykład). Uznałam, że trzeba być niezależną. A na czym polega niezależność, jak nie na robieniu tego, na co ma się ochotę? A ja miałam ochotę: iść na czekoladę, iść do kina, na fajny koncert, pojechać na tydzień na konie. Z moim chłopakiem. Efekt? Brak inicjatywy z jego strony. To jest jeden mały mankament, coś, z czego nie zdawałam sobie sprawy. Bo może się wydawać, że to on wybiera. Ale to nie prawda. Oczywiście, on zapłaci na czekoladę, za kino też chce zapłacić (nie zawsze się zgadzam). On decyduje, do której kawiarni idziemy, on wybiera drogę, on organizuje ognisko, zna dobre miejsce i świetnie umie to zorganizować. Jednak to ja mówię: zdecyduj. Ja mówię, chodźmy tak i tam. Nie dlatego, że ta czekolada jest mi taka niezbędna, ale żeby pójść gdzieś razem. Wspominałam wiele razy 'zrób mi kiedyś ognisko' (bo powszechnie wiadomo, że potrafi robić super ogniska). Odpowiedź: jasne. Nie naciskałam go, czasem zasugerowałam. Bez efektu. W końcu kiedy powiedziałam: może zrobimy to ognisko, wtedy i wtedy, czy tam kiedy Ci pasuje. "Oczywiście, świetny pomysł". Zabrałam go kiedyś na konie, w takie miejsce co ja jeżdżę. Cudowny magiczny tydzień, super. Dzielimy się wydatkami oczywiście. Ale też był wyjazd niespodzianka z okazji jego urodzin (uprzedziłam go tylko wcześniej, by zarezerwował sobie termin), ale był to wyjazd na weekend na Hel, dla nas, super sprawa, wszystko przeze mnie zorganizowane. Dzielę się też z nim moimi pasjami. On ze mną też, bez zastanowienia i chętnie, ale dopiero, gdy ja powiem, by mi pokazał coś, o czym opowiadał
Liczyłam na wzajemność. Tylko że na facetów to nie działa widać. Nawet nie na facetów w ogóle, co na partnerów. Moje założenia były takie: wykazuję się kreatywnością, wkładam dużo energii w to, by czymś drugą stronę zaskoczyć, ucieszyć, a więc oczekuję, że zainspiruje również tę drugą osobę do podobnej inicjatywy. Och jaki błąd.

Oprócz tego, taka rzecz, że ja mieszkam w centrum miasta, a mój chłopak dalej, dojazd zajmuje mu około pół godziny. No nie jakoś dużo. Długo pracuje, ma prawo być po pracy zmęczony. Jest spotkanie. I kiedy on przychodzi do mnie, karmię go. Karmię go zawsze i nigdy się nad tym nie zastanawiałam, bo jest to dla mnie naturalne, że kiedy przychodzi do mnie gość, pytam się, czy jest na przykład głodny. Jako gospodarz, kiedy zapraszam na przykład koleżanki, to jest dla mnie normalne, że podam coś do jedzenia, jeśli wyrażą chęć. Ale wytworzył się we mnie jakiś mechanizm obowiązku (mój chłopak wcale tego ode mnie nie wymaga, niestety to ja zawsze pytam). Zobowiązanie w mojej głowie chore. Że skoro on normalnie kończy pracę,  późno po południu, normalnie wróciłby do domu i zjadłby obiad. Skoro spotyka się ze mną, rezygnuje z tego, więc wypada, bym ja w jakiś sposób mu ten posiłek zapewniła. I tu zaczęła się moja refleksja matkowania. Zajmuję się nim. Zajmuję bo kocham, bo z natury jestem troskliwa, bo to dla mnie naturalne. Ale już wiem, że to źle. Nie zamierzam przecież nigdy być kurą domową i nie widzę się w tej roli.

Faceci lubią być wygodni. Przyzwyczajają się. Przyzwyczajają się, że kobieta jest zaradna. Że zaplanuje, wymyśli. I wtedy pan może przywyknąć, że tak właśnie jest, że on nie musi. Zastanawiam się, co zrobić. Kiedy po prostu przestanę wykazywać inicjatywę, będzie normalnie, ale nie sądzę, by to zmotywowało go do działania, po prostu będzie tak biernie (przecież póki dwoje ludzi nie mieszka razem, nie mogą na tym tle wyniknąć żadne konflikty). Co zrobić, by to odkręcić? Jak powinnam się zachowywać. Potrzebuję i chcę tego, oczekuję, by on wykazywał inicjatywę, by pomyślał, żeby niespodziankę zrobić mnie, coś bardziej kreatywnego niż kwiatek, skoro ja potrafię być kreatywna (zresztą kino, kawa, do tego nie potrzeba kreatywności, a muszę zaznaczyć, że ogólnie mój chłopak nie jest osobą której kreatywności brakuje, po prostu nie czuje potrzeby wykorzystania jej w tej płaszczyźnie). Kiedyś rozmawiałam z nim delikatnie o czymś takim, ale chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z sytuacji. Nie wiem, czy powinnam z nim poruszać ten temat, czy go to nie urazi. Jego męskiej dumy albo coś. Co o tym myślicie? Zauważcie, że ten problem, który pojawił się w mojej głowie (ta świadomość), uderzyła mnie dopiero, jak sobie przeanalizowałam różne fakty. Po za tym nasza relacja jest zdrowa i fantastyczna, potrafimy ze sobą rozmawiać i mogłabym z nim porozmawiać. On jest dla mnie bardzo dobry, troskliwy, kocha mnie, wspiera i jest bardzo dobrze. Ale po prostu zastanawiam się nad zmianą swojego zachowania, nad mechanizmami. Dlatego rozważam uniknięcie takiej rozmowy, bo przecież nie mogę mu zarzucić, że się nie stara, bo to nie prawda. A poza tym słowa i 'wymagania' nie są wcale dobre. Mogłyby go urazić, nie czułabym się z tym dobrze. : ) Wiec uważam, że trzeba do takich spraw podchodzić ostrożnie i życzliwie, a to nie zawsze proste. Zastanawiam się co ja mam zrobić, by zmienić mechanizm działania w naszym związku, bo niestety jestem świadoma faktu, że to ja mojego faceta 'przyzwyczaiłam', a on ma potencjał.

Co sądzicie? Być może dzięki Wam uda mi się nabrać jakiegoś nowego spojrzenia. Być może wyciągnę jakąś lekcję na przyszłość, a być może wy zwrócicie na coś w Waszych relacjach i to Wam pomoże? Może też miałyście podobną rozterkę? Z góry dziękuję za odpowiedzi i przede wszystkim za cierpliwość i wytrwałość w czytaniu tego eseju smile pozdrawiam!

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez coolka (2012-04-11 17:20:15)

Odp: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

nie mam niestety dla Ciebie żadnej rady sad sama jestem w kilkuletnim związku i moje spostrzeżenia są dokładnie takie same - nie chciałam matkować, zawsze myślałam, że nie będę taka, ale stało się - tak jak Ty chciałam być po prostu miła i mój facet się do tego przyzwyczaił. Chyba coś takiego po prostu jest w nas, kobietach - lubimy sie opiekować kimś. A mężczyźni łatwo wchodzą w rolę "dziecka", my z kolei jeszcze bardziej matkujemy i koło sie zamyka.

3

Odp: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

O no prosze...
Ktos ma podobnie do mnie..:)
Pozwol ze ci cos napisze... smile
Mam chyba identyczne. Tylko ze u mnie to juz jest malzenstwo i w ogole super powaga i staz i te wszystkie. To ja zawsze decydowalam gdzie spedzac rocznice, gdzie jechac na wakacje, co zrobic na obiad. Tez mam zdolnosci organizacyjne i tez umiem fajne rzeczy wymyslac. I mam swoje silne pasje na ktore razem sie wybieramy smile Podobnie konie i inne sporty, psy, spacery, dobre kino czy restauracje. I podobnie jak u was oboje zawsze dzielimy sie kosztami. Czasem nawet ja mowie: kino; on- lapie za portfel i placi smile 
Tez po jakims czasie przenalizowalam fakty i wyszlo mi na to ze ja tu kreatywnie mysle a on jakoby ten pan wielki spoczal na laurach i w imie czego i w ogole i jak tak mozna... W koncu zaproponowac kino i film nie jest sztuka wielka prawda? Doszlam do wnioskow:

1. Taki moj maz po prostu jest. Nie wiem dlaczego nie umie zorganizowac np rocznicy slubu. Ale jak ja juz mam na to jakis pomysl to on mi w tym chetnie pomoze i podzieli sie kosztami. Nie unika odpowiedzialnosci i wydatkow. Nie wiem dlaczego nie moge go zainspirowac.

2. To nie jest tak ze czy ty czy ja go do czegos takiego przyzwyczailysmy smile Nie wiem jak twoj mezczyzna ale moj maz jest szczesliwy jesli moze spedzic ze mna czas. W jakikolwiek sposob. Jesli wymysle sobie pomalowanie Palacu Kultury na czerwono w zielone groszki to zapewne bez namyslu pobieglby po stosowna farbe. smile

3. Gotowanie dla mojego mezczyzny podobnie jak ty mam we krwi. Wraca z pracy czy nawet wczesniej jak przyjezdzal do mnie to zawsze cos mu zrobilam do jedzenia. Zawsze. Moja babcia ma podobnie wiec zgaduje ze mam to po niej. smile Sprawia MI to przyjemnosc. Gotuje dla NIEGO ale MNIE to tez sprawia przyjemnosc. Powiedz mi dlaczego to zle ze oboje mamy z tego przyjemnosc? Nie mow ze to zle ze troszczysz sie bo kochasz. NIC W TYM ZLEGO!! To jest to kim jestes, to jest to w jaki sposob myslisz o swoim partnerze. To jest dobre. Nie rob czegos co jest dla ciebie nienaturalne tylko dlatego ze przeczytalas zolzy smile

4. Chcesz niespodzianki? Powiedz mu. "Kochanie zblizaja sie moje urodziny i ja chce niespodzianke." "Co bys chciala?" "Zaskocz mnie" Okraszone usmiechem i buziakiem smile faceci nie lapia aluzji. Najprostsza droga na unikniecie nieporozumien jest mowiene im wprost smile

5. Jak bardzo ci ten problem przeszkadza? Czy dasz raade z tym zyc czy absolutnie nie?
Ja sobie pomyslalam i wywnioskowalam ze idealow nie ma. Mozna sie jedynie probowac do idealu zblizyc ale nigdy sie go w pelni nie osiagnie. Moj maz jest dobrym czlowiekiem, wiernym mezem i swietnie sie rozumiemy. Wspiera mnie w zyciu i planach, nie zapomina o urodzinach i jest super wsparciem. Bycie z nim jest dla mnie naturalne. Owszem nie umie kreatywnie pomyslec w temacie rocznic czy wakacji ale nie rocznicami i wakacjami sie zyje. Pomiedzy tymi dniami jest cale dluuugie ponure zycie i wazne jest to czy partner cie w nim wspiera czy nie.
Jesli kochasz faceta i czujesz sie z nim dobrze i rozumeicie sie to moze warto przymknac oczy na ten brak kreatywnosci ha? Dla mnie wazniejsze jest np czy w czasie problemow zyciowych bedzie u mojego boku a nie zostawi na wlasna reke niz to czy akurat pomysli i czyms fascynujacym na rocznice.
Moze poczytaj co poniektore watki na tym forum o tym jakie ludzie maja problemy i zobacz ze nie masz a z tak zle smile
I nie zmieniaj sie na gorsze smile Ja przejelam w pelni zarzadzanie posilkami i wcal nie uwazam zeby to bylo zle czy niewlasciwe. Robie to co sprawia mi przyjemnosc i za co jestem doceniana. Naprawde moglo byc gorzej smile

4

Odp: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

Sadie bardzo podniosła mnie na duchu Twoja wypowiedź smile

A najbardziej podoba mi się punkt nr 4. big_smile big_smile

5

Odp: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

Dziekowac dziekowac smile
Taka odp jak w pk 4 daje jasno do zrozumienia z w okreslonym temacie facet musi sam wziac byka za rogi i  pomyslec

6

Odp: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

ZIELONA ANIU moje propozycje są takie:
1. Kiedy rozmawiacie o kolejnym spotkaniu i kiedy on już prawdopodobnie czeka na Twoją propozycję zastosuj:
Co proponujesz?
kolejnym razem:
Czekam na jakąś niespodziankę.
lub:
Gdzie mnie jutro zabierasz?
Co planujesz na wspólny weekend?
Gdzie zarezerwujesz miejsca na urlop?

Jeśli mu nie wyjdzie za pierwszym, czy drugim razem, to za żadne skarby nie wyręczaj go w tym. Najwyżej zostaniecie w domu i może wtedy zrozumie, że kiedy Ty czegoś nie zorganizowałaś to nic ciekawego nie robicie.

Inna propozycja, to porozmawiaj z nim wprost jakie są Twoje potrzeby. Chociaż szczerze to nie wierzę, że akurat ten sposób zadział, bo z całym szacunkiem do facetów, ale oni nie rozumieją wprost zakomunikowanych potrzeb.

Jeśli chodzi o karmienie chłopaka po pracy, to raczej nic upokarzającego. Może kilka razy Ty pojedź do niego prosto po pracy. Wtedy on Ci coś zaproponuje pysznego. Jeśli męczy Cię myśl o szykowaniu jedzenia jako o obowiązku, po prostu zamówcie coś na wynos, albo kiedy przyjedzie do Ciebie, ubierzcie się i idźcie coś zjeść. Nie za każdym razem musi być tak samo.

7

Odp: Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".
jeżyk123 napisał/a:

,
Inna propozycja, to porozmawiaj z nim wprost jakie są Twoje potrzeby. Chociaż szczerze to nie wierzę, że akurat ten sposób zadział, bo z całym szacunkiem do facetów, ale oni nie rozumieją wprost zakomunikowanych potrzeb.
.

Coz za ewenement...Moj rozumie smile Dziwny jakis smile

Posty [ 8 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Jak uniknąć wychowywania faceta,aby nie stał się naszym "dzieckiem".

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024