stereotyp - facet mysli tylko o seksie,facet potrzebuje seksu itp.
Kobiety powtarzają to jak mantrę.
Jednak efekt jaki tym osiągaja chyba nie jest najlepszy. Faceci zaczynaja w to wierzyc. Co w efekcie ? Facet w zwiazku jest przekonany - kobieta nie ma potrzeb seksualnych,kobieta ma mniejsze potrzeby niż ja,kobieta kocha się ze mną bo ,,robi to dla mnie''.
Wiec ? Moge konczyc kiedy chce,bo kobieta nie potrzebuje seksu a na pewno mniej niz ja... ?
I tak dalej i tak dalej. Ile z tego nieporozumien ?
Warto drogie Panie powielac stereotypy ? Prawda jest chyba jednak inna niz obiegowa opinia. Czy to nie kobiety potrzebuja wiecej seksu ?
Skoro już o stereotypach..
Chyba jednym z najbardziej krzywdzących jest to, że gra wstępna jest dla niej, a my jej nie potrzebujemy.
Kolejnym, ale chyba krzywdzącym dla kobiet stereotypem jest to, iż to facet powinien zadbać o swój i jej orgazm....
Mowa o stereotypach....Po co wszyscy mężczyżni uważają, że powinni mieć większego penisa skoro my kobiety kochamy te najbardziej przeciętne?
No niestety tak się gdzieś utarło, że kobiety to i to, a faceci to i to..... ;p I tak własnie powstają TYPOWE kobiety, które nie mają siły oprzeć się stereotypom i TYPOWI faceci- to samo. Ja jestem za tym zdecyowanie, by wychodzić poza stereotypy i dowiadywać się kim się jest, czego się chce, co jest dla każdego człwoieka dobre. W przeciwnym razie człowiek będzie żył życiem kogoś innego.
Mowa o stereotypach....Po co wszyscy mężczyżni uważają, że powinni mieć większego penisa skoro my kobiety kochamy te najbardziej przeciętne?
A to nie ma nic wspólnego z tym, kto lepiej zadowoli kobietę. To tylko męskie ego. Równie dobrze może chodzić o większy biceps, szerszą klatę itp. To takie samcze przepychanki.
....czyli stereotypy ![]()
Jestem bardzo ciekaw jak uzasadnisz tezę, iż samcze przepychanki to stereotypy. Popcorn już mam. :>
ależ to jest to samo, co twierdzenie kobiet, że duże piersi i rozmiar 36 to jest to, do czego warto dążyć bo to zapewni uwage faceta i szczescie w związku ![]()
Całe to męskie ego i kobiece 36 to są mocno przerośnięte wyobrażenia o nas samych kreowane przez bezwzględne media uzbrojone w potoshopa.....a przecież najpiękniejsze jest w nas to co niedoskonałe
co nas odróżnia od innych
.....Bardzo bym się zasmuciła jakby wszystkie kobiety lub mężczyzni miały/mieli wyglądać jednakowo
......
ależ to jest to samo, co twierdzenie kobiet, że duże piersi i rozmiar 36 to jest to, do czego warto dążyć bo to zapewni uwage faceta i szczescie w związku
Mimo wszystko to nie jest to samo. I o ile nazwanie prawidła, że duże piersi przyciągają facetów jest stereotypem, o tyle nazwanie stereotypem zachowań konkurencyjnych pod tym kątem będzie błędem.
yoghurt007, wszyscy jesteśmy w jakiś sposób zakładnikami stereotypów a składa się na to wychowanie, geny.
no tak pojawily sie innego rodzaju krzywdzace stereotypy. Jak ktos sam sobie wmowi,ze bedzie szczesliwy dopiero z 30 centymetrowym penisem,albo z piersiami 36, to sam siebie krzywdzi. Mi jednak chodzilo i onne stereotypy- wpajane dla facetow prze kobiety wbrew wlasnemu interesowi. Kobieta wpajajac partnerowi ze to facet ma wieksze potrzeby seksualne niz kobieta -sama sobie robi krzywde jesli facet w to uwierzy.
Po co to robicie drogie Panie ? Czyzby wstyd przyznac ze kobieta lubi seks ?
ja się nie wstydzę
To zasługa matek, że tak wychowują córki.....na pozorne pensjonariuszki ![]()
żaden wstyd ;P jednak jest tak dużo sytuacji w życiu i rodzajów osobowości, że naprawdę ciężko czasem się odnaleść....a stereotypy najłatwiej powielać
skoro istniały z nimi nasze babcie i dziadkowie to i my damy radę i błędne koło się zamyka
a do tego dochodzi powszechna społeczna nietolerancja wszelkich "innych" zachowań...
marcin wypowiadasz sie jakbys z kazda kobieta tego swiata rozmawial i pozjadal wszystkie rozumy. Nie kazdda kobieta wstydzi sie tego ze seks sprawia jej przyjemnosc. Nie wrzucaj do jednego wora ![]()
Myślę, że trochę przesadzasz. Coraz więcej wiemy o ludzkiej seksualności i moim zdaniem jednak większa częśc społeczeństwa, dorośli ludzie zdają sobie sprawę "z czym to się je". No i nie każda kobieta powtarza stereotyp, że każdy facet jest taki sam. Wiele z nas naprawdę rozumie, że nie ma sensu ugólniać. Wiele z nas wie, że i kobieta, i facet ma potrzeby seksualne. No i coraz więcej z nas stara się jednak, by obie strony miały z seksu przyjemność. A kobiety, które powtarzają, że mężczyzna każdy to tylko seks ma w głowie to zazwyczaj jednak nastolatki albo osoby bardzo skrzywdzone, które przez to zaczęły myśleć stereotypowo.
No i coraz więcej z nas stara się jednak, by obie strony miały z seksu przyjemność.
Myślę, że to nieprawda, czego dowodem jest choćby istnienie tego forum. Ani nie wiemy coraz więcej, ani nie obchodzi nas druga strona za specjalnie. Staliśmy się za to większymi egoistami. "Rzuć go", "rzuć ją", "ja bym odeszła na twoim miejscu" - to są najczęstsze rady. Jesteśmy co raz mocniej skupieni jedynie na sobie. Doszukujemy się problemów nie raz tam gdzie ich nie ma. Przesadnie bierzemy wszystko do siebie lub odwrotnie: szukamy winy u wszystkich, tylko nie u siebie. Jakiś czas temu czytałem Lwa Starowicza, który na podstawie własnego doświadczenia i badań stwierdził, że współżyjemy coraz rzadziej i coraz mniej jesteśmy zadowoleni z seksu. Przyczyny tego nie są aż tak oczywiste i jest ich bardzo, bardzo dużo....
yoghurt007 ale to z kolei że ludzie mniej uprawiają seksu, nie wiąże się ze wstydem....ale z brakiem czasu, zagonieniem, zmęczeniem.... Ludzie nie tyle się wstydzą, ale spychają ROZMOWĘ ZE SOBĄ na dalszy plan, ludzie po prostu ze sobą nie rozmawiają- uważam, że to jest źródła większości problemów.
No i coraz więcej z nas stara się jednak, by obie strony miały z seksu przyjemność.
Myślę, że to nieprawda, czego dowodem jest choćby istnienie tego forum. Ani nie wiemy coraz więcej, ani nie obchodzi nas druga strona za specjalnie. Staliśmy się za to większymi egoistami. "Rzuć go", "rzuć ją", "ja bym odeszła na twoim miejscu" - to są najczęstsze rady. Jesteśmy co raz mocniej skupieni jedynie na sobie. Doszukujemy się problemów nie raz tam gdzie ich nie ma. Przesadnie bierzemy wszystko do siebie lub odwrotnie: szukamy winy u wszystkich, tylko nie u siebie. Jakiś czas temu czytałem Lwa Starowicza, który na podstawie własnego doświadczenia i badań stwierdził, że współżyjemy coraz rzadziej i coraz mniej jesteśmy zadowoleni z seksu. Przyczyny tego nie są aż tak oczywiste i jest ich bardzo, bardzo dużo....
No może i tak. Ja statystyk nie znam. Ja wiem tyle z co swoich doświadczeń, że gdy coś mi nie pasuje staram się porozmawiać, raczej to samo radzę innym, rada "rzuć go" to dla mnie taka rada, którą daję, gdy widzę, że raczej lepszego wyjścia nie ma. No, ale fakt na pewno wielu jest jeszcze takich, którzy nie umieją rozmawiać o swoich potrzebach, może jednak się to zmieni- nie wiem, może pobożne życzenie, że ludzie nauczą się lepiej ze soba rozmawiać.
ale to z kolei że ludzie mniej uprawiają seksu, nie wiąże się ze wstydem....
Sama odpowiedz z czym wiążą się operacje plastyczne, presja na młodość i fizyczną piękność....czy te 20 lat temu fryzura intymna była podobnym tematem debat co dziś? Nie wydaje mi się jakoś. A im więcej tego typu czynników, które oddalają nasze ciała od ideału tym więcej powodów do wstydu. Oczywistym jest, że o wstydliwych dla nas sprawach rozmawiamy nader niechętnie. Zwłaszcza z osobą, przed którą ten wstyd czujemy.
Truskaweczko, ja również staram się rozmawiać i dochodzić sedna problemów, ale potrzeba jest do tego chęć również drugiej strony. A ta druga strona może z różnych przyczyn kłamać, unikać szczerej rozmowy czy rozwiązania problemu, bo dla tej drugiej strony problem może w ogóle nie istnieć.
Na dobra sprawę samemu nie jestem przekonany do swoich racji i obawiam się, że moja opinia może być skrzywiona moim doświadczeniem. Doświadczeniem, które zostawiło naprawdę głębokie rany....
No i OK. Myślę, ze tu po kolei wszystko się nakłada na siebie- i procent rozwodów i procent stereotypowych par itd. To wcale nie jest proste, to wszystko zaszufladkować. Nawet rozwody: każda para ma inny powód ku temu. Można powiedzieć, z jakich powodów ludzie rozwodzą się najczęściej, ale to nie reguła....podobnie jak w związkach. Ty yoghurt007 automatycznie zwrócisz uwagę na coś innego-właśnie przez to bolesne doświadczenia....
Przyczyny są na dobrą sprawę nieważne - przynajmniej w tym wypadku. Zawsze ku temu jakieś były i zawsze będą. Chodzi o efekt. Dawniej jednak mierzono się z problemami. Dziś się ucieka od problemów i ich rozwiązywania....
Po prostu hierarchiczność i struktura społeczna nam się posypały. Brak wzorców, brak jasnych moralnych wartości....a problemów coraz więcej.
..... + więcej stresów, więcej bodźców z zewnątrz, więcej wolności kobiet ![]()
Yoghurt, jasne, jak druga strona nie chce rozmawiać, to wiadomo, że w końcu jedyne wyjście to rozstanie. Tu chodzi o samą próbę. A najlepiej, gdy oboje ludzi rozmawia, bo tak to jak mówisz, można mówić jak do ściany. Też nie lubię takiego tchórzostwa, zamiast powiedzieć wprost o co chodzi
Moja koleżanka zna chłopaka, który np zerwał ze swoją dziewczyną w ten sposób, że pewnego pięknego dnia po prostu przestał się do niej odzywać i kazał przekazać przez kolegę, że z nią zrywa...
Moja koleżanka zna chłopaka, który np zerwał ze swoją dziewczyną w ten sposób, że pewnego pięknego dnia po prostu przestał się do niej odzywać i kazał przekazać przez kolegę, że z nią zrywa... to zatrważające ale znam co najmniej kilka takich przypadków.
Ludzie są prości, a życie krótkie. Dlatego właśnie ludzie "szufladkują" i posługują się stereotypami. Skoro cały biznes porno kierowany jest do mężczyzn, prostytucja męska to margines przy damskiej, a do tego jeszcze mamy tony gazet z wyfotoszopowanymi pannami (czy istnieje kobiecy odpowiednik Playboya czy CKMu?), to jakim cudem mam nie włożyć rodzaju męskiego do szufladki "seks jest dla nich o wiele ważniejszy niż dla mnie"?
Stereotypy są częścią naszego życia, bo upraszczają i ułatwiają życie. I czy chcemy czy nie, na pewno nie znikną.
Tak stereotypy ułatwiają ogarnąć nam złożoność prawideł, którymi rządzi się świat. Jednak bez wzorców powstaje coraz więcej szkodliwych i krzywdzących stereotypów jak np to, że kobiety są równe mężczyznom i mogą pracować wszędzie tam, gdzie i oni. Otóż tak nie jest (i to działa w obie strony). Różnice pomiędzy płciami są ogromne. I to nie tylko fizyczne, ale psychiczne również....
yoghurt007, jednak uważam, że absolutnie nie należy nikogo dyskryminować a dac taką opcję. właśnie czytalam wątek http://www.netkobiety.pl/t34086.html ("Dlaczego wzięliście rozwód? ")
Stereotyp mężczyzny zdobywcy i kobiety, która się nie szanuje jest moim zdaniem bardzo krzywdzący. Facet, który miał wiele kobiet moze być uważany za super macho, natomiast kobieta, która miała wielu facetów sie puszcza. A dla mnie facet, który miał wiele kobiet również "sie puszcza" bo co to za róznica, czy ktoś jest mężczyzną czy kobietą, tak samo mają kontakt fizyczny. I owszem, również nie lubie tego stereotypu, który głosi że tylko faceci myślą o seksie i że oni maja większe potrzeby. Przecież to nie prawda, znam kobiety, które by ciągle chciały seksu i męzczyzn, który wcale nie maja takiego wielkiego temperamentu.
yoghurt007, jednak uważam, że absolutnie nie należy nikogo dyskryminować a dac taką opcję.
Tu nie chodzi o dyskryminację, ale naturalne predyspozycje. Dostrzegasz absurd sytuacji, w której mówi się, że kobieta może to samo co mężczyzna, ale normy na dane stanowisko specjalnie się zaniża z racji płci, aby dała radę? Czyż to nie zabawna ironia? Kobiety nie nadają się do niektórych ról i to oczywiste. Do innych nie nadają się faceci i to też jest oczywiste, choć to twierdzenie akurat nie budzi kontrowersji.
Co do temperamentu...cóż....nie wiem czy to jest normą u innych, ale w moim wypadku nie miało znaczenia czy zadowolę się samemu jednego dnia, bo następnego i tak mogłem i chciałem współżyć z partnerką, bo w zasadzie mógłbym to robić i kilka razy dziennie. Niestety w drugą stronę to nie działało. Kiedy ona to robiła sama to potem kilka-kilkanaście dni słuchałem różnych wymówek. Pod koniec również takie, że to moja wina, bo ciągle chciałem drążyć temat, a najlepiej, abym nie mówił to rozwiąże się samo. Tyle tylko, że ile czasu można omijać tematykę seksu w związku i ile czasu można udawać, że nie ma problemu? Ja dawałem radę jedynie kilka tygodni....
I tacy ludzie jak ja przyczyniają się jednak do tworzenia stereotypów..."kobiety jako tej chłodnej, bezbarwnej i nijakiej w seksie".....choć z drugiej strony można to interpretować jako "facet, któremu zależało jedynie na seksie".
31 2012-04-08 10:08:15 Ostatnio edytowany przez busiu (2012-04-08 10:08:54)
Masz 100% racji Yoghurt. Ja np. w ogóle nie dziwię się sądom w Polsce, że wolą oddać dziecko bezrobotnej matce-alkoholiczce niż porządnemu ojcu. To oczywiste, że ze względu na posiadaną macicę, nawet potencjalnie najgorsza matka posiada lepsze, bo "naturalne" predyspozycje, niż najlepszy nawet ojciec.
To co napisałam jest oczywiście prowokacją. Yoghurt, pokazujesz, że nie kumasz, o co chodzi w równoUPRAWNIENIU, bo tak to się nazywa- nie chodzi o sprawienie, że mężczyźni będą tacy, jak kobiety, czy na odwrót. Chodzi o RÓWNE PRAWA, możliwości i wolność wyboru. Nie patrzenie przez pryzmat genitaliów, tak jak Ty to robisz, tylko na INDYWIDUALNE predyspozycje. Jeśli kobieta czuje, że chce i umie prowadzić dźwig, to niech to robi. I tak samo, kiedy facet zapragnie być przedszkolanką- wolna wola. Tylko o to chodzi.
Myślę że te stereotypy wiążą się trochę naturą płci. Mężczyźni jak samce "zaprogramowani" są trochę by "rozsiewać" swój materiał genetyczny, dla kobiety zaś seks wiąże się z posiadaniem i wychowaniem potomstwa, więc musi ostrożniej dobierać partnrów, kórzy nie tylko dadzą dobre geny, ale tez zapewnią przetrwanie potomstwu. Dlatego też w streotypach funkconuje facet - zdobywca i kobieta - puszczalska, chociaż nie uważam żeby to było sprawieliwe, myślę że choć na codzień nie zdajemy sobie z tego sprawy, mimo wszystko często kierujemy się instynktem, chociażby przy wyborze partnera.
Jednak nie zawsze jest tak że to facet potrzebuje więcej seksu i jest on dla niego ważneijszy niż dla kobiety. Joghurt, patrzysz na to z perspektywy swoich doświadczeń, a zauważyłęś ile jest tu na forum kobiet które mają problem z facetamami którzy mają znacznie mniejsze potrezby od nich w tek sferze, lub też są zupełnie aseksualni?
Myślę że w związku nie powinno być miejsca na stereotypowe patrzenie na swojego partnera. Jedni mają większy temperement, inni mniejszy, ale to nie znaczy że czyjeś potrzeby w tej kwestii są ważniejsze, a dla tej drugiej osoby są nieistotne. Rozmowa, wyzbycie się egoizmu i otwartość na siebie to moim zdaniem podstawa, nie pozwalająca na krążenie w takim błędnym kole. To że facet ma ochotę na seks codziennie nie oznacza że jest on dla niego najważniejszy, jeżeli nie zaniedbuje innych aspektów związku, okazuje kobiecie czułość też w inny sposób, rozmawia, przytula, dba o jej potrzeby, troszczy się o nią, chętnie spędza z nią czas też w inny sposób niż w łóżku, to chyba żadna kobieta nie pomysli że dla niego liczy się tylko seks. Tak samo działa to w drugą stronę. Ale może jestem idealistką.
to wszystko jednak wymaga jednego: pracy nad związkiem.
Chodzi o RÓWNE PRAWA, możliwości i wolność wyboru. Nie patrzenie przez pryzmat genitaliów, tak jak Ty to robisz, tylko na INDYWIDUALNE predyspozycje. Jeśli kobieta czuje, że chce i umie prowadzić dźwig, to niech to robi. I tak samo, kiedy facet zapragnie być przedszkolanką- wolna wola. Tylko o to chodzi.
Odnosiłem się do konkretnych przypadków - pokazywania na siłę "równych praw" i dawanie (lub domaganie się) jednocześnie taryfy ulgowej. Gdzie tu równe prawa, skoro trzeba zaniżyć wymagania, aby kobiety dały radę? Nie uważasz, że to szkodzenie wizerunkowi płci, które pomaga tworzyć krzywdzące stereotypy? Większość kobiet, które widziałem w takich warunkach "dawały radę" poprzez łóżko. Albo sypiały z kim popadnie, bo inaczej nie radziłyby sobie na stanowiskach albo szantażowały oskarżeniami. Ewentualnie były uczciwe, ale wtedy faktycznie sobie nie radziły, ale to rzadkość akurat. Chciałbym, aby było inaczej, ale niestety tak wygląda rzeczywistość np wojsku.
Niestety, ale równouprawnienie to w praktyce mit. I to chyba najbardziej szkodliwy. Najbardziej szkodliwe dla nas - facetów - jest to, że kobiety godzą się pracować za niższe stawki pracując na takich samych stanowiskach co mężczyźni. Po kilku dekadach doprowadziło to do sytuacji, w której pracuje oboje partnerów, a i tak ledwo ich stać na utrzymanie mieszkanie, czy dziecka. Te 50 lat temu, wystarczyło, że pracował jedynie mężczyzna, a stać go było na utrzymanie siebie, żony, 2-3 dzieci i wyjazdy na wakacje. A przecież 'dobrobyt' to podobno mamy teraz. Im większa konkurencja na rynku pracy, tym niższe stawki.
Joghurt, patrzysz na to z perspektywy swoich doświadczeń, a zauważyłęś ile jest tu na forum kobiet które mają problem z facetamami którzy mają znacznie mniejsze potrezby od nich w tek sferze, lub też są zupełnie aseksualni?
Oczywiście, że patrzę przez pryzmat mojego doświadczenia i że nie jestem przez to obiektywny - samemu to pisałem.
35 2012-04-08 14:25:47 Ostatnio edytowany przez alaclaudie (2012-04-08 14:41:09)
.....Bardzo bym się zasmuciła jakby wszystkie kobiety lub mężczyzni miały/mieli wyglądać jednakowo
......
Tylko ze pod warunkiem ze sama wygladam nienagannie, prawda? ![]()
Wracając do pytania, Marcinie nawet gdyby wszystkie uzytkowniczki forum podpisały sie pod petycją "mam wiekszy apetyt na seks od swojego kochanka" to nic nie zmieni.
Przyczyną tego stwierdzenia może być podwójna moralność, która została ukształtowana dzieki patryjarchatowi.
Natomiast, gdybym sie dowiedzała że biedaczek tylko ze względu na mnie zmusza się do tych okropnie nieprzyjemnych czynności, dałabym mu z całą pewnościa ukojenie i to od zaraz!
busiu napisał/a:Chodzi o RÓWNE PRAWA, możliwości i wolność wyboru. Nie patrzenie przez pryzmat genitaliów, tak jak Ty to robisz, tylko na INDYWIDUALNE predyspozycje. Jeśli kobieta czuje, że chce i umie prowadzić dźwig, to niech to robi. I tak samo, kiedy facet zapragnie być przedszkolanką- wolna wola. Tylko o to chodzi.
Odnosiłem się do konkretnych przypadków - pokazywania na siłę "równych praw" i dawanie (lub domaganie się) jednocześnie taryfy ulgowej. Gdzie tu równe prawa, skoro trzeba zaniżyć wymagania, aby kobiety dały radę? Nie uważasz, że to szkodzenie wizerunkowi płci, które pomaga tworzyć krzywdzące stereotypy? Większość kobiet, które widziałem w takich warunkach "dawały radę" poprzez łóżko. Albo sypiały z kim popadnie, bo inaczej nie radziłyby sobie na stanowiskach albo szantażowały oskarżeniami. Ewentualnie były uczciwe, ale wtedy faktycznie sobie nie radziły, ale to rzadkość akurat. Chciałbym, aby było inaczej, ale niestety tak wygląda rzeczywistość np wojsku.
Niestety, ale równouprawnienie to w praktyce mit. I to chyba najbardziej szkodliwy. Najbardziej szkodliwe dla nas - facetów - jest to, że kobiety godzą się pracować za niższe stawki pracując na takich samych stanowiskach co mężczyźni. Po kilku dekadach doprowadziło to do sytuacji, w której pracuje oboje partnerów, a i tak ledwo ich stać na utrzymanie mieszkanie, czy dziecka. Te 50 lat temu, wystarczyło, że pracował jedynie mężczyzna, a stać go było na utrzymanie siebie, żony, 2-3 dzieci i wyjazdy na wakacje. A przecież 'dobrobyt' to podobno mamy teraz. Im większa konkurencja na rynku pracy, tym niższe stawki.
kluszczanka napisał/a:Joghurt, patrzysz na to z perspektywy swoich doświadczeń, a zauważyłęś ile jest tu na forum kobiet które mają problem z facetamami którzy mają znacznie mniejsze potrezby od nich w tek sferze, lub też są zupełnie aseksualni?
Oczywiście, że patrzę przez pryzmat mojego doświadczenia i że nie jestem przez to obiektywny - samemu to pisałem.
Załamałam się po przeczytaniu tego posta, czyli co chcesz wrócić do czasów kiedy to kobieta była niewonicą mężczyzny.
To że rodziny nie stać na godziwe życie pomimo ze oboje pracują to nie wina równouprawnienia tylko ekonomi. Tak jest w Polsce ale nie w każdym kraju gdzie jest równouprawnienie.
W Szwecji gdzie mieszkam wygląda to zupełnie inaczej, tutaj kobieta moze sama się utrzymać i dziecko jeśli zapragnie mieć je sama albo nie ma ochoty żyć dłuzej z ojcem dziecka. Ponadto większość szwedek decyduje sie na dziecko właśnie wtedy kiedy są w stanie je same utrzymać bo uczy sie je od małego że w życiu nie chodzi o czekanie na księcia na białym koniu ale ze muszą sobie w życiu same radzić.
Niestety w Polsce stereotypy dotyczące płci są nadal mocne a podkreśla się je poprzez wychowanie i czestokroć wpływ kościoła. Skoro dziewczynka słyszy od małego ze sex jest czymś złym, że to coś co trzeba robić zeby zatrzymać męża to powiela taki stereotyp w swoim życiu. To co się wpoi dziecku nie tak łatwo zmienić w dorosłym życiu.
Niestety poprzez wychonie kobiety też często mylą pożadanie z zakochaniem i przez to cierpią.
Załamałam się po przeczytaniu tego posta, czyli co chcesz wrócić do czasów kiedy to kobieta była niewonicą mężczyzny.
Nie pisałem o kobiecie jako niewolnicy mężczyzny, ale o tym, że równouprawnienie to mit. I to bardzo szkodliwy. Były, są i będą zawody zarezerwowane jedynie dla mężczyzn, bo kobiety się w nich nie sprawdzają, a ich obecność jest szkodliwa i wysoce niebezpieczna. Są również zawody, które są zarezerwowane dla kobiet z tych samych powodów. Weźmy przykład z mojego (byłego) podwórka, czyli kobiety w wojsku. Najwięksi piewcy rzekomego sukcesu tego pomysłu powoli się z niego wycofują i w ciągu kilku lat kobiety znikną z jednostek liniowych USA, a będą jedynie pełnić służbę "tyłową". Dlaczego? Bo się nie nadają pod względem fizycznym, a ich obecność tworzy dodatkowe napięcia i narusza psychologiczną spójność grupy. W dodatku okazuje się, że są słabsze psychicznie i odsetek traum jest bez porównania większy. Nie bez znaczenia jest również obciążenie społeczne - facet z urwanymi nogami i jajami na minie wzbudza żal. Kobieta, która w wyniku stresu wojennego nie może donosić ciąży wzbudza oburzenie. Że nie wspomnę o karierach robionych przez łóżko, szukaniu 'opiekuna', czy straszeniu oskarżeniami o mobbing i molestowanie (ale i nie tylko).
Z drugiej strony, kobiety w wywiadzie i kontrwywiadzie są po prostu bezcenne i trudno je zastąpić.
To że rodziny nie stać na godziwe życie pomimo ze oboje pracują to nie wina równouprawnienia tylko ekonomi
Zacznijmy od tego, że równouprawnienie jest wynikiem ekonomii. Proces ten zapoczątkowano po pierwszej wojnie światowej. Po prostu kobiety musiały zacząć pracować, bo z rynku zniknęło nagle kilkanaście milionów młodych mężczyzn. Po drugiej wojnie światowej ten model tylko się utwierdził, bowiem okazało się, że kobiety są po prostu tańsze. I dalej tak jest. Kobiety zajmujące stanowiska takie same jak mężczyźni godzą się przy tym na pracę za niższe stawki. Z drugiej strony kobiecie łatwiej znaleźć pracę niż mężczyźnie. Tylko żeby nie było - chodzi o jakąkolwiek pracę, a nie o zgodną z wykształceniem czy doświadczeniem.
Co do ostatniego akapitu - w pełni popieram.
W Szwecji gdzie mieszkam wygląda to zupełnie inaczej, tutaj kobieta moze sama się utrzymać i dziecko jeśli zapragnie mieć je sama albo nie ma ochoty żyć dłuzej z ojcem dziecka. Ponadto większość szwedek decyduje sie na dziecko właśnie wtedy kiedy są w stanie je same utrzymać bo uczy sie je od małego że w życiu nie chodzi o czekanie na księcia na białym koniu ale ze muszą sobie w życiu same radzić.
A ja załamałam się czytając o kobietach, które jeśli zapragną mieć same dzieci, po prostu będą je miały.
Tu wchodzi w grę jakiś dziwaczny skrypt poznawczy z kolei. Zamiast tworzenia rodziny, podejmowania świadomych decyzji przez OBYDWOJE przyszłych rodziców, tworzy się egoistyczną potrzebę wychowywania dzieci w pojedynkę, bo tak chce mamusia.
Niestety w Polsce stereotypy dotyczące płci są nadal mocne a podkreśla się je poprzez wychowanie i czestokroć wpływ kościoła. Skoro dziewczynka słyszy od małego ze sex jest czymś złym, że to coś co trzeba robić zeby zatrzymać męża to powiela taki stereotyp w swoim życiu. To co się wpoi dziecku nie tak łatwo zmienić w dorosłym życiu.
Niestety poprzez wychonie kobiety też często mylą pożadanie z zakochaniem i przez to cierpią.
A to już jest lekka generalizacja. Jasne, że są środowiska, gdzie dzieci kształtowane są przez matki dewotki i grzmiących z ambony księży. Nie oszukujmy się jednak, życie społeczne i prawdy o regułach rządzących światem damsko-męskim dzieci poznają również w dużej mierze od grupy rówieśniczej.
Młodzież w dzisiejszych czasach, jest bardzo postępowa i często świadomie walczy ze stereotypami.
Znam wiele kobiet, które po mimo sterotypowego wychowania, potrafi zmienić swoje poglądy na życie.
My baby mamy coraz większą świadomość siebie i zachęcane przez partnerów coraz częściej artykułujemy swoje potrzeby.
Inna sprawa, że w różnych przypadkach, potrzeby te są bardzo różne. Nie ma co myśleć i debatować o stereotypach; zasłaniać się nimi jako wymówką, używać jako argumenty. Należy rozmawiać z partnerem o potrzebach i sposobach ich zaspokojenia.
No chyba, że się wierzy w stereotyp, że facet i tak mnie nie zrozumie ![]()
Odnośnie stereotypu, że mężczyźni potrzebują więcej seksu - nie znam żadnej kobiety (osobiście), która by ten stereotyp powielała. Z własnych doświadczeń mogę natomiast powiedzieć, że gdybym teraz zaczynała związek to bym ten stereotyp stale wygłaszała. Z prostego powodu - moje doświadczenia mówią, że kiedy facet spotyka kobietę o wyższych niż jego potrzebach seksualnych to sam "odpuszcza". Więc teraz skwapliwie bym ukrywała moje prawdziwe libido pozostawiając facetowi wiarę w ów stereotyp. Ale ponieważ dwa lata temu na to nie wpadłam - teraz już po ptokach i muszę sama molestować mojego mężczyznę
Odnośnie postów Yoghurta - to jakieś herezje. Yoghurt, skąd Ty to wymyśliłeś, że kobiety sobie nie radzą na wyższych stanowiskach albo że są słabsze psychicznie? To, że nie radzą sobie na wysokich stanowiskach to właśnie wynik stereotypów, które sprawiają, że mężczyzna ma rządzić, więc wielu mężczyzn źle czuje się w roli podwładnego kobiety. I tylko tyle. Z moich obserwacji wynika, że kobiety rewelacyjnie sobie radzą na kierowniczych stanowiskach. Uwarunkowania biologiczne - kobieta lepiej wyczuwa emocje i lepiej radzi sobie w relacjach. Oczywiście, nie możemy powiedzieć, że KAŻDA kobieta, ale wiele z nich - owszem.
Podałeś przykład z wojskiem. Mam koleżankę, której marzeniem była służba w wojsku. Marzenie spełniła. Chciała jechać do Afganistanu. Bardzo musiała się namęczyć, żeby udało jej się tam wyjechać. Dopięła swego. Pojechała, wróciła dumna i szczęśliwa. Zapowiedziała, że pojedzie jeszcze raz. Czy uważasz, że ona mniej się nadaje do wojska niż ci wszyscy unikający niegdyś obowiązkowej służby wojskowej?
Inna moja koleżanka na studiach miała ulubiona rozrywkę - pokonywanie w zapasach "na rękę" facetów. Podczas praktyk terenowych zakładała się o skrzynkę piwa z jakim nieświadomym chłopczykiem, że go pokona na rękę. W ciągu jednego wieczora miałyśmy zapas piwa do końca praktyk. I skończyli się chętni, bo na całym roku nie było chłopaka, który byłby w stanie ją pokonać. Ot, słaba, stereotypowa kobietka.
Owszem, biologicznie mężczyźni są silniejsi fizycznie od kobiet (z reguły). Moim zdaniem jednak WSZYSTKO można załatwić na dwa sposoby - siłą mięśni lub siłą rozumu. O ile używając pierwszego rozwiązania większość mężczyzn wygra z większością kobiet, o tyle w drugim przypadku siły są wyrównane. Z lekką przewagą w stronę kobiet, ponieważ ich mózgi są biologicznie zaprogramowane jako organy nadrabiające braki siłowe ![]()
Yoghurt, skąd Ty to wymyśliłeś, że kobiety sobie nie radzą na wyższych stanowiskach albo że są słabsze psychicznie?
Obserwacje własne. Kobieta nie ma takiego posłuchu wśród podwładnych jeśli większość stanowią mężczyźni. Odwrotnej sytuacji nie zauważyłem. Poza tym nie ma co uogólniać - trzeba na sprawę patrzeć indywidualnie pod kątem danego stanowiska i danych warunków. Ja odnoszę się konkretnie do wojska.
Czy uważasz, że ona mniej się nadaje do wojska niż ci wszyscy unikający niegdyś obowiązkowej służby wojskowej?
Ci, którzy unikali służby zasadniczej nie zostali w wojsku jako zawodowi. Najwyżej zostawali ci, którzy nie godzili się na bycie swoistymi niewolnikami w czasie ZSW (Zasadniczej Służby Wojskowej), ale jako zawodowi dawali z siebie wszystko. I tak - uważam, że się nie nadaje i jest to wynik obserwacji i doświadczeń moich, jak i kolegów ze stażem służby wielokrotnie dłuższym ode mnie. Służba to nie bajka, a kobiety w mundurze migają się od roboty na potęgę, bo ma akurat okres to nie idzie na zajęcia w polu czy WF lub atletykę terenową, na poligonach są kwaterowane (niezależnie od stopnia) w 'pensjonatach' dla oficerów starszych, podczas gdy dowódcy kompanii i plutonów śpią razem z żołnierzami w namiotach. Nawet na tak skrajnych szkoleniach jak SERE (survival, bycie w niewoli) mają ogromną taryfę ulgową, a podstawowe testy sprawnościowe, które i tak są śmieszne, i tak mają dodatkowo obniżane - nawet w rozpoznaniu, w którym służyłem, gdzie takie praktyki nie powinny mieć absolutnie miejsca ze względu na ponadprzeciętne wymagania sprawności psychofizycznej. Poza tym znane są przypadki (choć tuszowane), kiedy to kobiety wracały z misji z brzuchem i miały pretensje do innych (a seks był ich sposobem na spokojne przetrwanie misji). Był również przypadek, kiedy to kobieta próbowała wymusić na dowódcy, aby nakazał jednemu ze swoich żołnierzy ślub z nią. Innym razem, zawiedziona pani żołnierz pisała listy do gazet i portali, jak to inny żołnierz obiecywał jej związek i ślub po powrocie, a okazywało się, że ma żonę i dziecko (podstawowe pytanie: jechała na misję, czy męża szukać?). Podobne przykłady można mnożyć - jak np głośny ostatnimi czasy ślub w czasie misji w Afganistanie. Powiedz mi teraz jak dowódca ma dowodzić, kiedy jednym z podwładnych żołnierzy jest jego żona? Takie układy są bardzo szkodliwe. Już wystarczy, że żony wyższych przełożonych zajmują stanowiska cywilne. Generuje to takie dziwne decyzje i zamieszanie, że nawet nie pytaj. Poza tym, nawet jeśli dana kobieta spełnia określone wymagania psychofizyczne to jej obecność narusza integralność grupy. Nie ma siły, żeby jej obecność (nie ważne jak brzydka będzie) nie powodowała dodatkowych napięć seksualnych. Już choćby proste wysikanie się w czasie patrolu stanowi problem i zaczynają się cyrki w postaci rozkładania jakiś parawaników, co absorbuje dodatkowo żołnierzy, którzy zamiast obstawiać perymetr rozkładają parawanik. Odejść dalej? Gdzie - na pustyni? A miny i IED? O potrzebnym dodatkowym czasie nawet nie wspomnę. Zapominasz również o aspekcie psychologicznym. Załóżmy, że pluton/drużyna dostaje się do niewoli i jest pośród nich kobieta. Jak jej wrzaski (tortury, gwałt) wpływa na resztę? Myślisz, że tak samo, jakby to był ich kolega? Otóż tak nie jest - nawet w dużo bardziej wyzwolonych nacjach. Dodatkowo kobiety w środowisku zdominowanym przez mężczyzn mają również tendencje do wykazywania się zdecydowanie większą brutalnością - jak choćby przypadek z USArmy kiedy to więźniarki znęcały się nad irackimi więźniami.
Niestety przykładanie miary cywilnej do realiów wojskowych jest niesamowicie szkodliwe i niebezpieczne. Poza tym nieopłacalne. Cała wojskowa infrastruktura jest przystosowana do obsługi jednej płci - męskiej. Są zatem tylko jedne kible, jedne natryski, męskie kroje mundurów czy kamizelek (taktycznych, balistycznych) lub hełmów (rozmiarówka). Zmiany idące w setki milionów złotych (pokusiłbym się nawet o miliardy), aby umożliwić kilku procentom kobiet służbę są po prostu nieekonomiczne - zwłaszcza przy skrajnym deficycie jaki odczuwa nasza armia.
Kwestie fizyczne zostawiam sobie na koniec. Wojsko to tak specyficzny świat, że kto nie był, ten ma marne szanse na jego zrozumienie. Jak wyobrażasz sobie kobietę - np w randze dowódcy plutonu, która będzie podejmować decyzje o życiu i śmierci swoich podwładnych, w momencie kiedy będzie zmęczona o kilkadziesiąt procent bardziej od swoich męskich kolegów? Myślisz, że nawet jeśli jest inteligentniejsza, to w sytuacji większego zmęczenia psychofizycznego również podejmie lepszą decyzję? Mężczyzna nawet jeśli waży tyle samo, to mięśni ma więcej od kobiety. Wiesz jak wyglądają marsze np 30km w których biorą udział kobiety? Albo nie biorą w nich udziału, albo mają o połowę mniejsze plecaki, albo są podwożone na miejsce docelowe, albo trzeba za nie nosić toboły, bo zostają w tyle. I tyczy się to nawet tych, które maja skrzydełka spadochroniarza....
Jak mówiłem - kobiety w wojsku to tylko zaplecze - służba medyczna, logistyka, łączność. Jednostki liniowe - tutaj powinni być tylko i wyłącznie mężczyźni.
to zobacz na wosjko izraelskie: tworzą je kobiety i faceci w takiej samej mierze, po równo. Wiesz czemu najpierw posyła się kobiety na pierwszy ogień? Bo po nich wjeżdża juz tylko misja pokojowa.....
42 2012-04-10 14:24:00 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-04-10 14:27:28)
Ja cię proszę - nie wypowiadaj się w tematach, o których nie masz pojęcia. Kobiety w Cahal tworzą jednorodne pododdziały tz. "Chen" (Korpus Kobiet). Nie są one mieszane z mężczyznami. To po pierwsze. Po drugie wykonują zadania niebojowe. Po trzecie w armii zawodowej jest ich porównywalny odsetek co w innych (z wyjątkiem lotnictwa i okrętów podwodnych, gdzie praktycznie ich nie ma). Choć ze względu na uwarunkowania demograficzne i geopolityczne - przynajmniej w teorii - powinno ich być znacznie więcej.
No i mają dedykowane dla kobiet oporządzenie ![]()
Yoghurt, w wojsku nie byłam, więc nie mogę sie wypowiadać z autopsji. Jednak Twoje przykłady wyglądają na tak naciągane, że, nawet jeśli prawdziwe - są tylko jednostkowymi przypadkami, które Ty próbujesz przekazać jako prawdę jedyną i właściwą. Nie wydaje mi się, żeby na porządku dziennym były kobiety-żołnierki będące podwładnymi swoich mężów generałów czy wracające z misji z brzuchem. Czy napięcie seksualne, o którym wspominasz to akurat wina kobiet? A może mężczyzn, którzy nie potrafią pilnować swoich popędów? Nie widzę problemu z wysikaniem się na pustyni bez parawanika - jeśli faceci mają problem z sikającą koleżanką to jest ich problem, nie jej. Jakieś to wszystko przesadzone i naciągane. A poza tym wojsko to tylko bardzo mikroskopijny procent zawodów, w którym pracują kobiety, więc nie wiem, dlaczego akurat pod tym kątem rozpatrujemy równouprawnienie. Nawet, gdybym Ci przytaknęła - ok, kobiety nie nadają się do wojska. Czy w takim razie oznacza to, że w imię równouprawnienia nie mogą się sprawdzać na równi z mężczyznami we wszelkich innych zawodach?
Jednak Twoje przykłady wyglądają na tak naciągane, że, nawet jeśli prawdziwe
Wiem. Niestety to jest czubek góry lodowej. Powiedzenie "gdzie kończy się sens i logika, tam zaczyna wojsko" jest ze wszech miar prawdziwe. Sytacji jeszcze bardziej absurdalnych doświadczyłem wręcz dziesiątki i dla większości cywili to ta sama kategoria co bajki o gumisiach.
I nie, to nie jest wina mężczyzn. Jeśli problem jest generowany przez 2% stanu osobowego, to problemem nie jest pozostałych 98%, a właśnie te 2%.
Nawet, gdybym Ci przytaknęła - ok, kobiety nie nadają się do wojska. Czy w takim razie oznacza to, że w imię równouprawnienia nie mogą się sprawdzać na równi z mężczyznami we wszelkich innych zawodach?
Oczywiście, że nie. Świadczy to jedynie o tym, że 100% równouprawnienie to mit, bo są sytuacje, w których decydującą rolę odgrywa właśnie płeć.
Odnośnie postów Yoghurta - to jakieś herezje. Yoghurt, skąd Ty to wymyśliłeś, że kobiety sobie nie radzą na wyższych stanowiskach albo że są słabsze psychicznie? To, że nie radzą sobie na wysokich stanowiskach to właśnie wynik stereotypów, które sprawiają, że mężczyzna ma rządzić, więc wielu mężczyzn źle czuje się w roli podwładnego kobiety. I tylko tyle. Z moich obserwacji wynika, że kobiety rewelacyjnie sobie radzą na kierowniczych stanowiskach. Uwarunkowania biologiczne - kobieta lepiej wyczuwa emocje i lepiej radzi sobie w relacjach. Oczywiście, nie możemy powiedzieć, że KAŻDA kobieta, ale wiele z nich - owszem.
Wyczuwanie emocji - zgoda. Ale jeśli chodzi o inne predyspozycje do piastowania wyższych stanowisk, to chyba też się zgodzimy, że to jednak mężczyźni posiadają w większym stopniu rozwinięte cechy takie jak skłonność do dominacji, rywalizacji, walki. Są oczywiście wyjątki, ale przeciętny facet będzie w tym lepszy niż przeciętna kobieta. I to tutaj upatrywałbym przyczyn nieradzenia sobie kobiet z pracą na wysokich stanowiskach, a nie w stereotypach.
Wieloowocowy, a czyż to właśnie nie stereotyp, że do piastowania wysokiego stanowiska potrzebna jest potrzeba dominacji, rywalizacji i walki? Moim zdaniem można świetnie sobie radzić bez takich predyspozycji. Pomijam fakt, że wiele kobiet posiada te cechy rozwinięte wyżej niż wielu mężczyzn.
To wiele kobiet to jest mniej niż wielu mężczyzn.
Poza tym jak sobie wyobrażasz zajmowanie stanowiska kierowniczego bez naturalnych predyspozycji dominacji nad grupą?
48 2012-04-10 18:05:12 Ostatnio edytowany przez wieloowocowy (2012-04-10 18:06:50)
Wieloowocowy, a czyż to właśnie nie stereotyp, że do piastowania wysokiego stanowiska potrzebna jest potrzeba dominacji, rywalizacji i walki? Moim zdaniem można świetnie sobie radzić bez takich predyspozycji.
No to tutaj się różnimy. Moim zdaniem nie da rady na dłuższą metę być liderem bez cech przywódczych.
Pomijam fakt, że wiele kobiet posiada te cechy rozwinięte wyżej niż wielu mężczyzn.
Ale to są raczej wyjątki potwierdzające regułę, że najczęściej jest odwrotnie. Natomiast, jeśli rzeczywiście kobieta takie cechy posiada, to wolna droga - niech zarządza i zapewne poradzi sobie niegorzej niż przeciętny facet. Osobiście natomiast nie przepadam za takimi dominującymi kobietami, tak jak nie lubię zniewieściałych facetów.
Dodatkowo kobiety w środowisku zdominowanym przez mężczyzn mają również tendencje do wykazywania się zdecydowanie większą brutalnością - jak choćby przypadek z USArmy kiedy to więźniarki znęcały się nad irackimi więźniami.
Z resztą opisanych rzeczy nie dyskutuję, bo się nie znam na wojsku. Zainteresowało mnie jednak to zdanie.
Rozumiem, że jest tam błąd w nazwie i opisujesz sytuację strażniczek w wojsku, a nie więźniarek.
Czy to Twoja teza, czy są jakieś badania nad wpływem obecności mężczyzn na stopień agresji kobiet?
Ja bym raczej powód upatrywała w samych kobietach, a nie wpływie męskiego towarzystwa.
Zresztą dawna psychologia ma na koncie badania, które te tendencje pokazują (Milgram).
W społeczeństwie od dawna kobiety przygotowywane są do bycia opiekunkami. Sprawowanie nad kimś opieki to też umiejętność konsekwentnego nagradzania i karania. Ja upatrywałabym się w tym przyczyny zachowań kobiet w sytuacji, którą opisujesz.
A co do dyskusji o predyspozycjach i dominujących osobowościach, to coraz częściej mam wrażenie, że przestaje być to męską domeną.
Wiele kobiet spełnia się na kierowniczych stanowiskach i wielu mężczyzn czerpie fun z urlopów tacierzyńskich.
Nie ma już takich różnic płciowych i konkretnych podziałów. Mamy więcej wyboru i więcej możliwości, nie można więc moim zdaniem uogólniać.
A co do dyskusji o predyspozycjach i dominujących osobowościach, to coraz częściej mam wrażenie, że przestaje być to męską domeną.
Wiele kobiet spełnia się na kierowniczych stanowiskach i wielu mężczyzn czerpie fun z urlopów tacierzyńskich.
Nie ma już takich różnic płciowych i konkretnych podziałów. Mamy więcej wyboru i więcej możliwości, nie można więc moim zdaniem uogólniać.
Tylko pytanie brzmi, czy to dobrze, że coraz mniej się od siebie różnimy? Wybór dzięki temu może i mamy większy, ale w koło coraz częściej słyszy się narzekania, skądinąd słuszne, na niemęskich facetów i babochłopów. ![]()
wszyscy jesteśmy w jakiś sposób zakładnikami stereotypów a składa się na to wychowanie, geny.
jeszcze dodałabym do tego filmy typu: "Lejdis" i inne. Tylko nakręcają te wszystkie stereotypy.
Z resztą opisanych rzeczy nie dyskutuję, bo się nie znam na wojsku. Zainteresowało mnie jednak to zdanie.
Rozumiem, że jest tam błąd w nazwie i opisujesz sytuację strażniczek w wojsku, a nie więźniarek.
Może tak - chodzi o żołnierza płci żeńskiej pilnującego więźniów. To może być różnie - żandarmeria lub zwykła jednostka wyznaczona do tego zadania.
Czy to Twoja teza, czy są jakieś badania nad wpływem obecności mężczyzn na stopień agresji kobiet?
To nie jest moja teza.
Ja upatrywałabym się w tym przyczyny zachowań kobiet w sytuacji, którą opisujesz.
Niezależnie od tego kto jest problemem mężczyźni czy kobiety, to najtaniej i najskuteczniej będzie wyeliminować kobiety z jednostek liniowych, bo z tym nie wiążą się żadne dodatkowe koszty.
Catwomen napisał/a:wszyscy jesteśmy w jakiś sposób zakładnikami stereotypów a składa się na to wychowanie, geny.
jeszcze dodałabym do tego filmy typu: "Lejdis" i inne. Tylko nakręcają te wszystkie stereotypy.
to prawda! "Lejdis" mnie za przeproszeniem wk.....
Tylko pytanie brzmi, czy to dobrze, że coraz mniej się od siebie różnimy? Wybór dzięki temu może i mamy większy, ale w koło coraz częściej słyszy się narzekania, skądinąd słuszne, na niemęskich facetów i babochłopów.
Niedobrze to byłoby, gdybyśmy się wszyscy rolami pozamieniali.
A tak, jest po prostu większa różnorodność ![]()
To nie jest moja teza.
To możesz powiedzieć czyja? Są to wnioski z badań/obserwacji?
to prawda! "Lejdis" mnie za przeproszeniem wk.....
No bez przesady. Komedie od tego są, żeby przejaskrawiać i przerysowywać sylwetki i zachowania.
Nie jest to film wysokich lotów, ale przecież nikt go w takiej kategorii nie rozpatruje.
Ja tam się śmiałam, z tego co pamiętam ![]()
55 2012-04-11 21:18:50 Ostatnio edytowany przez yoghurt007 (2012-04-11 21:23:27)
To możesz powiedzieć czyja? Są to wnioski z badań/obserwacji?
Tak - wnioski z USArmy, USNavy, USMArine Corp. i USAir Force. No i dochodzi nam jeszcze wojsko Izraela. Kobiety tam odbywają obowiązkową służbę (rok krócej od mężczyzn), ale tylko te bezdzietne i niezamężne - pełnią funkcje pomocnicze w zupełnie niezależnym, żeńskim korpusie. W wojsku zawodowym kobiet mają mniej więcej tyle co reszta i z licznymi ograniczeniami. Z tym, że nie należy patrzeć na Izrael jak na wyrocznię w tym temacie, bowiem wszystkie jego kraje graniczne deklarują chęć jego unicestwienia, a nie jest to zbyt duży i liczny kraj. A przy tym jest to kraj bardzo bogaty i wydający na cele obronne 2-3 razy więcej niż Polska, a ma ok 2,5 razy mniej liczne wojsko. Co śmieszniejsze niezależnie od kraju kobiety mają kategoryczny zakaz służby na okrętach podwodnych.
A teraz najlepsze. W 2009 roku roku na misji w Iraku USA stanęło przed nietypowym problemem. Otóż żołnierze chcąc odreagować stres i dla zabicia nudy chętnie uprawiali seks z koleżankami w mundurze. Jako, że liczba kobiet w mundurze dochodzi tam do 10% to ciąż mieli tyle, że zagroziło to spójności struktur. Efekt? Zakaz zachodzenia w ciążę pod groźbą sądu wojskowego (dotyczy obojga partnerów). Ciekawe nieprawdaż?
Innym dość poważnym problemem są gwałty. Polecam ci szczególnie to: http://kobieta.newsweek.pl/kobiety-w-armii-usa--seks-na-rozkaz,63421,1,1.html świetny artykuł i ukazujący brutalną prawdę koedukacji i niemal nieograniczonej władzy jaką daje wyższy stopień. I to w kraju, który ma istnego bzika na punkcie równouprawnienia, szeroko pojętej wolności i dyscypliny (w przeciwieństwie do nas).
To możesz powiedzieć czyja? Są to wnioski z badań/obserwacji?
Tak - wnioski z USArmy, USNavy, USMArine Corp. i USAir Force. No i dochodzi nam jeszcze wojsko Izraela. Kobiety tam odbywają obowiązkową służbę (rok krócej od mężczyzn), ale tylko te bezdzietne i niezamężne - pełnią funkcje pomocnicze w zupełnie niezależnym, żeńskim korpusie. W wojsku zawodowym kobiet mają mniej więcej tyle co reszta i z licznymi ograniczeniami. Z tym, że nie należy patrzeć na Izrael jak na wyrocznię w tym temacie, bowiem wszystkie jego kraje graniczne deklarują chęć jego unicestwienia, a nie jest to zbyt duży i liczny kraj. A przy tym jest to kraj bardzo bogaty i wydający na cele obronne 2-3 razy więcej niż Polska, a ma ok 2,5 razy mniej liczne wojsko. Co śmieszniejsze niezależnie od kraju kobiety mają kategoryczny zakaz służby na okrętach podwodnych.
Będę upierdliwa, bo nie odpowiedziałeś na moje pytanie
Może było mało precyzyjne, więc ponawiam. Jakie są konkretne wnioski (bo napisałeś, że są) odnośnie wpływu obecności mężczyzn na stopień agresji kobiet w opisywanych zdarzeniach? Ciekawi mnie jak brzmi uzasadnienie tezy. Dlaczego akurat wpływ obecności mężczyzn jest zmienną, która powoduje pojawianie się agresji u kobiet, zdaniem tych, którzy o tym mówią?
A teraz najlepsze. W 2009 roku roku na misji w Iraku USA stanęło przed nietypowym problemem. Otóż żołnierze chcąc odreagować stres i dla zabicia nudy chętnie uprawiali seks z koleżankami w mundurze. Jako, że liczba kobiet w mundurze dochodzi tam do 10% to ciąż mieli tyle, że zagroziło to spójności struktur. Efekt? Zakaz zachodzenia w ciążę pod groźbą sądu wojskowego (dotyczy obojga partnerów). Ciekawe nieprawdaż?
Genialne wręcz. Po co zabraniać, kontrolować, czy wręcz zgłębić problem. Lepiej przyzwalać, ale aby brzuchów nie było. Rozumiem, że tu nie chodzi o brak wiedzy o zabezpieczaniu się, ale o przyzwolenie na gwałty. Świadomy seks, to myślenie o jego skutkach. Przemoc i seks, to już inna bajka.
Innym dość poważnym problemem są gwałty. Polecam ci szczególnie to: http://kobieta.newsweek.pl/kobiety-w-armii-usa--seks-na-rozkaz,63421,1,1.html świetny artykuł i ukazujący brutalną prawdę koedukacji i niemal nieograniczonej władzy jaką daje wyższy stopień. I to w kraju, który ma istnego bzika na punkcie równouprawnienia, szeroko pojętej wolności i dyscypliny (w przeciwieństwie do nas).
No a ten artykuł, to już w ogóle masakra. Gwałty są ogromnym problemem, ale wielkim jest też to, że jest na to przyzwolenie. I niby, w którym wieku my żyjemy? I niby ludzie się różnią od zwierząt? Ehh...
57 2012-04-11 22:23:11 Ostatnio edytowany przez wieloowocowy (2012-04-11 22:35:03)
wieloowocowy napisał/a:Tylko pytanie brzmi, czy to dobrze, że coraz mniej się od siebie różnimy? Wybór dzięki temu może i mamy większy, ale w koło coraz częściej słyszy się narzekania, skądinąd słuszne, na niemęskich facetów i babochłopów.
Niedobrze to byłoby, gdybyśmy się wszyscy rolami pozamieniali.
A tak, jest po prostu większa różnorodność
Różnorodność?
Raczej się do siebie upodobniamy i "kulturowy dymorfizm" zanika. Na pewno są z tego pewne plusy, ważne jednak, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów.
Tak mi się jeszcze przypomniało a'propos:
I jeszcze słowo do tego, co napisała wcześniej xnikitax: owszem, w Szwecji kobiety rzeczywiście są w lepszej sytuacji niż w Polsce, ale za to muszą zapomnieć o przepuszczaniu w drzwiach, ustępowaniu miejsca, a i kwiaty dostają dużo rzadziej niż w Polsce.
Na mnie takie kurtuazje jak te z drzwiami czy kwiatami nie robią wrażenia ![]()
dorota.f napisał/a:wieloowocowy napisał/a:Tylko pytanie brzmi, czy to dobrze, że coraz mniej się od siebie różnimy? Wybór dzięki temu może i mamy większy, ale w koło coraz częściej słyszy się narzekania, skądinąd słuszne, na niemęskich facetów i babochłopów.
Niedobrze to byłoby, gdybyśmy się wszyscy rolami pozamieniali.
A tak, jest po prostu większa różnorodnośćRóżnorodność?
Raczej się do siebie upodobniamy i "kulturowy dymorfizm" zanika. Na pewno są z tego pewne plusy, ważne jednak, żeby te plusy nie przesłoniły nam minusów.
A może po prostu boli was facetów to, że nie każda kobita siedzi w domu, gotuje, prasuje, sprząta? A może to, że nie ma już zasiadania w fotelu, a żonka krąży w koło ze smakołykami jak satelita? ![]()
Tak jest, że my baby mamy teraz wybór. A to cenna i fajna rzecz ![]()
Wy też macie wybór i możecie przesiać sobie ze zbioru kobiet tylko te, które wam odpowiadają. Bo nie jest tak, że króluje jeden model bycia kobietą. Teraz jest ich wiele. Zresztą adekwatnie się ma sytuacja w przypadku mężczyzn.
I to jest właśnie ta różnorodność.
o! i amen! ![]()
A może po prostu boli was facetów to, że nie każda kobita siedzi w domu, gotuje, prasuje, sprząta? A może to, że nie ma już zasiadania w fotelu, a żonka krąży w koło ze smakołykami jak satelita?
Proszę cię... Mnie na pewno nie boli.
Ale dlaczego mamy popadać ze skrajności w skrajność? Oczywiście, że model pt. "morda w kubeł i do garów" jest idiotyczny i chyba nie ma sensu na tem temat dyskutować. Mam tylko wrażenie, że ostatnio kobiety chcą przegiąć w druga stronę i często na siłę robić DOKŁADNIE to samo co faceci. A jest jeszcze wiele pośrednich opcji.
Tak jest, że my baby mamy teraz wybór. A to cenna i fajna rzecz
Wy też macie wybór i możecie przesiać sobie ze zbioru kobiet tylko te, które wam odpowiadają. Bo nie jest tak, że króluje jeden model bycia kobietą. Teraz jest ich wiele. Zresztą adekwatnie się ma sytuacja w przypadku mężczyzn.
I to jest właśnie ta różnorodność.
No dobrze, to w takim razie na wszelkie narzekania na niemęskich facetów można powiedzieć to samo - dziewczyny, wybierzcie sobie męskiego i po problemie. A metroseksom i innym "miękkim w ruchach" dajcie żyć, bo oni też mają wybór.
No i najlepieuj na tym tę dyskusję zakończyć.
dorota.f napisał/a:A może po prostu boli was facetów to, że nie każda kobita siedzi w domu, gotuje, prasuje, sprząta? A może to, że nie ma już zasiadania w fotelu, a żonka krąży w koło ze smakołykami jak satelita?
Proszę cię... Mnie na pewno nie boli.
Ale dlaczego mamy popadać ze skrajności w skrajność? Oczywiście, że model pt. "morda w kubeł i do garów" jest idiotyczny i chyba nie ma sensu na tem temat dyskutować. Mam tylko wrażenie, że ostatnio kobiety chcą przegiąć w druga stronę i często na siłę robić DOKŁADNIE to samo co faceci. A jest jeszcze wiele pośrednich opcji.
Różnorodność, to zbiór wszystkich modeli. Facet znajdzie tam nierozstającą się z garami i mopami kobietę, kobietę aspirującą do bycia facetem, kobietę w jednej ręce z mopem w drugiej ze śrubokrętem i wiele innych. Do wyboru do koloru ![]()
dorota.f napisał/a:Tak jest, że my baby mamy teraz wybór. A to cenna i fajna rzecz
Wy też macie wybór i możecie przesiać sobie ze zbioru kobiet tylko te, które wam odpowiadają. Bo nie jest tak, że króluje jeden model bycia kobietą. Teraz jest ich wiele. Zresztą adekwatnie się ma sytuacja w przypadku mężczyzn.
I to jest właśnie ta różnorodność.No dobrze, to w takim razie na wszelkie narzekania na niemęskich facetów można powiedzieć to samo - dziewczyny, wybierzcie sobie męskiego i po problemie. A metroseksom i innym "miękkim w ruchach" dajcie żyć, bo oni też mają wybór.
Oczywiście, że tak! I ja nie narzekam na niemęskich facetów, chyba nawet wolę ich od tych, którym to testosteron wycieka wszystkimi porami. Najchętniej jednak jakiś mix mnie urządza. Skrajność odpada.
Lubię męskich mężczyzn, to takiego sobie szukam.
Nie lubię, bo wolę jak ma coś z baby, to szukam takiego.
Nie ma lekko ![]()
Jakie są konkretne wnioski (bo napisałeś, że są) odnośnie wpływu obecności mężczyzn na stopień agresji kobiet w opisywanych zdarzeniach? Ciekawi mnie jak brzmi uzasadnienie tezy. Dlaczego akurat wpływ obecności mężczyzn jest zmienną, która powoduje pojawianie się agresji u kobiet, zdaniem tych, którzy o tym mówią?
Kobieta w stricte męskim środowisku musi/chce wykazać się cechami czysto męskimi, aby zdobyć/zasłużyć na szacunek i uznanie grupy społecznej, w której się znajduje - wszak nikt nie chce być na marginesie. Jako, że startuje z przegranej pozycji (płeć), to musi nadrabiać. Powoduje to w niektórych przypadkach poziom nieuzasadnionej agresji większy niż u mężczyzn. No i dochodzi do tego mechanizm z eksperymentu więziennego - o tym już sobie możesz poczytać bez problemu.
Genialne wręcz. Po co zabraniać, kontrolować, czy wręcz zgłębić problem. Lepiej przyzwalać, ale aby brzuchów nie było. Rozumiem, że tu nie chodzi o brak wiedzy o zabezpieczaniu się, ale o przyzwolenie na gwałty. Świadomy seks, to myślenie o jego skutkach. Przemoc i seks, to już inna bajka.
To nie jest takie proste, bo w wojsku nic nie jest proste. Ciąża to wypadnięcie żołnierza z obiegu (cyklu szkolenia) na kilka miesięcy. Jeśli dwóch dowódców plutonów i szef (to nie jest dowódca - to kompanijny szef zaopatrzenia) wypada z powodu ciąży to powstaje spory problem. Tutaj jest kwestia nie tylko pustych etatów, ale braku ciągłości dowodzenia. Podobnie będzie z etatami sztabowymi. Jeśli 1/3 stanu osobowego danej komórki organizacyjnej wypada na kilka miesięcy z powodu ciąży no to klops. Zwłaszcza na misji, gdzie trzeba zrotować żołnierza do kraju i sprowadzić zastępstwo. A to są niemałe koszty, które trzeba przemnożyć przez stracony czas na przeszkolenie innego człowieka na dane stanowisko i/lub zaadaptowanie się w nowym pododdziale. A zaufanie i znajomość wewnętrznego życia danej komórki organizacyjnej jest kluczowe dla realizacji wyznaczonych celów. Nie licząc tego wszystkiego żołnierze są skazani na zaopatrzenie wojskowe - jak wojsko da, to jest. Jak nie da - to nie ma. Sklepy tz. PXy, są, ale nie zawsze w nich jest to, czego potrzeba, nie zawsze jest czas na zakupy, a o ile się nie mylę to obowiązują w nich jeszcze pewne limity. Kolejną kwestią, z którą nie da się walczyć (i to dosłownie) jest nasza biologia. Nie bez przyczyny po każdej wojnie następuje wyż demograficzny. Jesteśmy tak zaprogramowani przez naturę, że w sytuacji świadomości rychłej śmierci nader chętnie uprawiamy seks nie bacząc na konsekwencje. To zaprogramowana chęć przetrwania gatunku. A żołnierze (zwłaszcza amerykańscy, którzy na misjach są rok, a nie pół roku jak reszta) na misjach są w stałym zagrożeniu.....
Więc tak - najłatwiej, najszybciej i najtaniej jest po prostu zakazać i karać niepokornych.
No a ten artykuł, to już w ogóle masakra. Gwałty są ogromnym problemem, ale wielkim jest też to, że jest na to przyzwolenie. I niby, w którym wieku my żyjemy? I niby ludzie się różnią od zwierząt? Ehh...
To jest nic - wszędzie gdzie mają swoje bazy to dopiero masakra. Gwałty i rozróby mają miejsce za każdym razem, kiedy 'wyzwolicie uciśnionego świata' wychodzą na miasto się zabawić. Z resztą i u nas pobili do nieprzytomności taksówkarza to jeszcze ich nasza policja/ŻW grzecznie podwiozła na okręt.
Co do zezwierzęcenia - niestety na tym polega brutalna prawda o wojsku. Szkolenie ma obudzić w człowieku podstawowe instynkty - instynkty drapieżnika, łowcy. Tu nie chodzi o parady i ładny wygląd na pokazówkach dla prasy czy tv. Tu chodzi o skuteczne odbieranie życia każdemu, kto zostanie wskazany przez władzę danego kraju. Nazywam to dualizmem wojskowym, bo z jednej strony wpaja się nam od małego, że nie ma zbrodni większej jak morderstwo, a z drugiej wydaje grube miliony na szkolenie, które ma uczynić z człowieka skutecznego (acz inteligentnego i nie wypranego z emocji) zabójcę.
Generalnie można za gwałty obwinić mężczyzn. Wszak to oni gwałcą. I zapewne byłoby to słuszne. Niemniej jednak wstrzymałbym się z tak pochopnym wnioskiem, bo biorąc pod uwagę przebieg i skutki eksperymentu więziennego, to może się okazać, że zjawisko jest niejako wymuszone/wykreowane przez warunki/realia wojskowej służby.
Zapewne narażę się większości kobiet, ale uważam, że są zawody, w których lepiej sprawdzają się mężczyźni. Jestem za równouprawnieniem, ale sama z niego nie do końca korzystam. Jeśli kobieta decyduje się na "męski" zawód i się do tego nadaje, to OK, ale myślę, że w takich miejscach jak np. wojsko kobiety gorzej sobie radzą.
Nie chcę powielać stereotypów, ale jednak jest coś w tym, że kobieta w typowo męskim świecie, możesz czasem przeszkadzać. Nawet jeśli ma umiejętności i predyspozycje pozwalające wykonywać jej określony zawód. Zależy to oczywiście także od samej kobiety. Znam np. pewną policjantkę, która pracuje z samymi facetami i "pasuje" tam. Jest mało kobieca jeśli chodzi o wygląd i zachowanie. Traktowana jest jak kumpel a nie jak koleżanka, nie ma taryfy ulgowej. Ale znam też takie, które kokietują kolegów, udają słabe kobitki, tylko po to żeby mieć łatwiej. Policja jest akurat taką formacja gdzie kobiet jest stosunkowo dużo i widok kobiety policjantki nikogo nie dziwi. Sama kiedyś chciałam wstąpić do Policji. Wojsko to chyba jednak inna bajka...