witajcie. i ja zdecydowałam napisać coś w tym temacie.
jestem bardzo młodą kobietą z bardzo niskim poczuciem własnej wartości.
słyszę dużo komplementów, mężczyźni na ulicy oglądają się za mną. kobiety patrzą nienawistnym wzrokiem, kiedy ich partnerzy patrzą na mnie. a zdarza się to często.
bywam zaczepiana na ulicy, wtedy słyszę jaka jestem piękna. czasem również, kiedy przechodzi obok mnie grupka mężczyzn, słyszę za plecami "widziałeś jaka piękna?".
to wszystko jest bardzo miłe. przyjemnie jest słuchać komplementów. która z nas ich nie lubi?
nie mniej jednak ja w te wszystkie komplementy nie wierzę.
czuję się gruba, nieatrakcyjna. kilka lat cierpiałam na anoreksję. wtedy z potwora (78 kg przy wzroście 170 cm) przeistoczyłam się w cień człowieka (40 kg przy w/w wzroście). schudłam 38 kg w przeciągu 6 miesięcy.
moja skóra straciła na elastyczności. jako, że odchudzałam się w okresie dojrzewania, mój biust nie urósł. nawet miseczka "A" jest na mnie za duża. oczywiście, przez ubranie nie widać tych mankamentów. noszę staniki typu push - up, noszę bluzki z rękawem nie krótszym niż do łokcia.
czuję się brzydka. obecnie ważę 56 - 57 kg. oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jest to odpowiednia waga. nie mam już problemu z zaburzeniami odżywiania. moje myśli nie skupiają się już tak obsesyjnie na jedzeniu. jem wszystko, na co mam ochotę i nie mam żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu.
nie mniej jednak wciąż czuję się "większa" od reszty. odnoszę wrażenie, że jestem groteskowym monstrum. jak słoń w składzie porcelany.
stając przed lustrem, patrząc na swoją twarz, widzę potwora. bo to jest nie tak, bo tamto jest nie tak i tak dalej, i tak dalej...
to nie jest tak, że skupiam się wyłącznie na swojej fizyczności. nie jestem typem osoby, dla której wygląd jest wszystkim. ważniejsze jest dla mnie wnętrze, które też - w moim odczuciu - pozostawia wiele do życzenia.
uważam się za osobę mało atrakcyjną także pod względem intelektualnym.
wiem, że jak na swój młody wiek jestem bardzo dojrzała (potwierdzenie mogę znaleźć na przykład w tym, że wśród moich znajomych przeważają osoby 25 - 30 letnie, a więc średnio o 8 lat starsze ode mnie). z rówieśnikami nigdy nie miałam dobrych kontaktów, mimo, że mój partner jest w moim wieku.
zawsze byłam gdzieś na uboczu. najpierw z tytułu swojej nadwagi (byłam wyśmiewana, szydzono ze mnie), następnie z powodu swojej anoreksji (zamknęłam się w swoim wychudzonym świecie).
mam garstkę znajomych, z którymi mogę porozmawiać, pośmiać się. czasem gdzieś wychodzimy, jednakże i wtedy czuję się "nie na swoim miejscu". wciąż myślę, że wszyscy mnie oceniają, każdy patrzy na moje zachowanie, osądza, śmieje się ze mnie w duchu.
naturalnie, są momenty, w których czuję się akceptowana, dowartościowana, jednakże traktuję to zazwyczaj jako puste słowa. przecież "ja wiem jak wyglądam, wiem jak się zachowuję i nie ma we mnie nic, co mogłoby drugą osobę w jakikolwiek sposób zainteresować".
nie wierzę, że moje poczucie własnej wartości kiedykolwiek ulegnie zmianie na plus.
jestem świadoma, że ludzie - czy przyznają się do tego czy nie - w pierwszej chwili oceniają po wyglądzie.
robię wszystko, żeby dodać sobie choć trochę pewności siebie. najlepiej czuję się w rzeczach dopasowanych i w takich też chodzę. mimo wszystko, nie przynosi to oczekiwanych przeze mnie rezultatów.
właściwie nie wiem czego oczekuję od Was, kiedy przeczytacie mój post. może trochę zrozumienia, może porad, a może po prostu, żeby ktoś to przeczytał, uśmiechnął się i napisał "głowa do góry, jutro będzie lepszy dzień".