Piszę na tym forum, ponieważ kobiety obiektywniej ocenią tą sytuację i mam nadzieję , że wątek się rozwinie.
Jestem z kobietą 9 lat. Mam 33 lata ona 30. Nie mamy dzieci, nie jesteśmy małżeństwem.
Po 2 latach znajomości oświadczyłem się, otrzymałem odpowiedź pozytywną. Kilka dni później przeprowadziliśmy rozmowę, powiedziała, że nie jest jeszcze gotowa na dzieci i małżeństwo. Zrozumiałem to, byliśmy jeszcze młodzi , a ja jestem cierpliwy. Po 1,5 roku znajomości zamieszkaliśmy razem , prowadziliśmy też wspólnie interes, więc przebywaliśmy ze sobą praktycznie cały czas, poznaliśmy się bardzo dobrze na wielu płaszczyznach. Po 3-4 latach od oświadczyn zacząłem znowu podpytywać o małżeństwo, dzieci. Usłyszałem, że jeszcze nie ten czas, że ona chce jeszcze podróżować, usłyszałem też , że jest świadoma , że kobieta przed 30-tką powinna urodzić itp. Po raz kolejny uzbroiłem się w cierpliwość,zapamiętując sobie tą "30-tkę". Pracowaliśmy ciężko, aby w przyszłości mieć swoje mieszkanie, niestety pojawiły się problemy finansowe i zaczął się poważny kryzys także w związku. Kolejne miesiące i lata to był najtrudniejszy okres, który jednak jakoś udało się wspólnie przetrwać. Zamknęliśmy swój biznes. Ona nie mogła znaleźć pracy, ja utrzymywałem nas. Gdy przekroczyła 30-tkę, powoli zacząłem znowu podpytywać o to o co mi tak od wielu lat chodziło. Napotkałem jednak na mur, nie mamy własnego mieszkania, nie chcę wychowywać dziecka w wynajmowanym mieszkaniu , musimy mieć inne warunki. Do tego doszły inne wytłumaczenia , że ona chce być najpierw niezależna finansowo, aby myśleć o dzieciach. Ja niestety zacząłem tracić cierpliwość i zacząłem coraz częściej o tym mówić i naciskać, ona niestety była nieugięta w swoich przekonaniach. Dla mnie nigdy nie były potrzebne specjalne warunki aby mieć dzieci i je wychowywać, kiedyś rodziny naszych rodziców i dziadków były wielodzietne i sobie jakoś radziły, a my w tych czasach wymyślamy niestworzone wymówki. Dodam jeszcze , że bardzo ją kocham, tak samo jak na początku związku, nigdy siebie nie zdradziliśmy, ufaliśmy sobie. Nie szukam innych kobiet, bo wiem , że kochając tą jedną skrzywdzę inne, czego nie chcę. Z mojego punktu widzenia wygląda to tak, że ja zawsze szedłem na kompromis będąc wyrozumiałym, chciałem pokazać , że jestem dojrzałym facetem i skoro jeszcze nie jest gotowa, to poczekam. Niestety ja na taki kompromis z jej strony nie mogłem nigdy liczyć, a tym bardziej teraz, kiedy mamy już po 30-tce i długi staż. W naszym związku nie było nigdy większych zgrzytów, pomagaliśmy sobie wzajemnie. Zadałem jej ostatnio pytanie jakie ma plany co do mnie po realizacji planów zawodowych, odpowiedziała, że nie jest w stanie tego przewidzieć, więc nie mogę liczyć na najmniejszą deklarację z jej strony co do nas... Oddalamy się od siebie przez to , ona powiedziała, że chciałaby poznać mnie od nowa, bez żadnych deklaracji, a gdy się zbliżymy na nowo to może przyjdzie czas na deklaracje...
Czy ja mam się godzić na kolejne lata czekania ? Przecież zbliżamy się i oddalamy od siebie przez całe nasze życie , teraźniejsze i przyszłe... czy takie twierdzenie ma mnie zadowolić i uzbroić w kolejne pokłady cierpliwości. Przecież teraz jak już stałem się stanowczy i naciskam na dzieci i małżeństwo będzie mi ciężej być takim , żeby móc się zbliżyć na tyle na ile oboje tego oczekujemy...