Witam netkobietki!
Proszę Was o pomoc, może ktoś przeczyta moją historię i pomoże mi albo doradzi jak pozbyć się tego dziwnego uczucia jakim jest lęk i strach.
We wrześniu zeszłego roku dowiedziałam się niespodziewanie, że mam guza mózgu. Miewałam silne bóle głowy od kilku miesięcy, ale nie przyszło mi na myśl, że to może być przez guza. Cały czas było mówione, że to bóle migrenowe, aż w końcu po ataku silnego bólu głowy i silnych przy tym mdłościach, zrobiono mi tomografie i okazało się, że mam guza. Był szok i płacz, i ciągłe zadawanie sobie pytania dlaczego znowu ja, przecież jestem jeszcze taka młoda, mam czas na chorowanie, skoro już tyle przeszłam w życiu i dlaczego w momencie kiedy znalazłam już kogoś, kto mnie naprawdę kocha. Guz okazał się duży. Przygotowania do operacji były straszne, najgorsze było dla mnie ścięcie włosów, tyle lat je zapuszczałam i musiałam je ściąć, ale zdrowie było ważniejsze i walka o życie, musiałam to zrobić, po prostu nie było innej możliwości. Bardzo bałam się operacji, ostrzegali mnie, że mogę być po niej sparaliżowana itd. Nie miałam wyjścia,musiałam się jej poddać. Miałam dużo szczęścia, że jestem sprawna i operacja przeszła bez żadnych komplikacji. Powoli oswajałam się ze swoją chorobą. Lekarze zapewniali mnie, że guz będzie łagodny. Po odebraniu wyniku histopatologicznego okazało sie inaczej, był to guz złośliwy. Znowu płacz i zadawanie sobie pytania co będzie dalej. Przeszłam radioterapie, miałam maksymalną liczbę naświetlań. Zaczął we mnie narastać silny lęk, który w sobie już wykształtowałam do dziś.
Planowanie radioterapii było dla mnie kolejnym ciężkim przeżyciem. Wpadłam w panike przy robieniu dla mnie maski,modelowali ją na mojej twarzy, klaustrofobia była silniejsza, nie mogłam oddychać, zaczełam się dusić, panika zawładnęła moim ciałem. Lekarze bali sie o mnie. Po planowaniu, miałam ponad tydzień na przygotowanie siebie do tych naświetlań. Ćwiczyłam leżenie nieruchomo z zawinietą głową, nawet w kasku, żeby zwalczyć ten lęk. Wszyscy sie bali o mnie,bo nie było innej możliwości leczenia jak tylko radioterapia. Udało mi się, byłam z siebie dumna.
Koniec radioterapii i kolejny czas oczekiwania, ok 2 miesięcy na rezonans głowy, czy radioterapia przyniosła oczekiwany skutek.
Do czasu rezonansu miałam jeszcze kilka razy napady paniki, nie umiałam sobie z tym poradzić, ciągle wydawało mi się, że mam znowu takie objawy jak kiedyś. Zaczęłam chodzić do psychologa i pomógł mi w wytrzymaniu podczas badania, ponieważ bardzo się go bałam.
Wynik rezonansu wyszedł pozytywny. Jestem zdrowa, nie mogło to do mnie dotrzeć. Cieszyłam się bardzo, jednak moje szczęście nie trwało długo. Trzy dni po wyniku, moja mamusia zmarła, tak nagle na serce ;(
Dzisiaj mija trzy tygodnie jak nie ma jej z nami ;( We mnie nasilił się lęk i strach. Boję sie wszystkiego, zostać sama na chwilkę w domu, wyjść do sklepu itd. Męczą mnie myśli, że znowu mam takie same objawy, że zaraz zemdleję, strach mnie paraliżuje, jestem cały czas osłabiona. Psycholog nawet nie jest w stanie zbytnio mi pomóc. Miękną mi nogi gdziekolwiek nie pójde nawet z kimś. Moje dni najczęściej mijają nad skupianiem sie na tym, jak sie czuje. Jestem już tym zmęczona. Za pół roku mam kolejny rezonans, nie wiem jaki będzie wynik. Głęboko w środku mam nadzieję, że po tych wszystkich przeżyciach będzie znowu dobry.
Tęsknota za mamą jest straszna, nie potrafię pogodzić się z tym, że już jej nie ma. Tak bardzo mi jej brakuje ;(
Choroba i śmierć mamy zabrała całą radość jaka była we mnie. Nie jestem już tą samą osobą co kiedyś, teraz się wszystkiego boje i nie umiem sobie poradzić z tym wszystkim.
Dziękuje jeśli ktoś przeczytał moja historie do konca, może być chaotycznie napisane, ale ciągle są we mnie te wszystkie emocje. Musiałam się wygadać. Pozdrawiam